czwartek, 22 czerwca 2017

[Zapowiedź wydawnicza] Już 30 czerwca premiera "Myśli do przytulania" Anny Szczęsnej :)








Błoga opowieść o myśli do przytulania, czyli najskrytszym marzeniu duszy. Idylliczne krajobrazy są tłem dla doświadczeń Hanki, która decyduje się postawić wszystko na jedną kartę. Jak radykalna zmiana stylu życia i pracy oraz przeprowadzka do sielankowych Różanych Dołów wpłynie na jej życie?






BAŚNIOWA OPOWIEŚĆ O KOBIECIE, KTÓRA POSTANAWIA RADYKALNIE ZMIENIĆ SWOJE ŻYCIE 

Hanka Popławska prowadzi stateczne życie. Znudzona jego prozą i zmęczona liczeniem każdego grosza pozwala ponieść się chwili i odpowiada na niezwykle powściągliwe i tajemnicze ogłoszenie z propozycją pracy. Kierowana impulsem udaje się w podróż do siedziby firmy zielarskiej HerbMint, która zmieni jej całe życie. Trafia na przysłowiowy koniec świata, czyli do sielankowych Różanych Dołów.

Hanka rozpoczyna pracę w lokalnej bibliotece i w końcu czuje się spełniona. Delektując się błogim widokiem lokalnej natury oraz rozsmakowując w zagadkowej relacji z pewnym intrygującym brodaczem, zdaje się wreszcie szczęśliwa.

Kiedy wydaje się, że już lepiej być nie może, rzeczywistość jak z bajki zostaje obdarta z pozorów, a Różane Doły pokazują swoje mroczne oblicze.

Czy tytułowa „myśl do przytulania” da Hance siłę do pokonania przeciwności losu?

Czy kobieta odkryje jej najważniejsze znaczenie?

MYŚL DO PRZYTULANIA TO GŁĘBOKO SKRYWANE MARZENIE. CZY JESTEŚ GOTOWA JE ODKRYĆ?






ANNA SZCZĘSNA – bibliotekarka i absolwentka Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Obecnie szuka szczęścia na Pomorzu. Całe życie jest związana z książkami. Wegetarianka, siostra czterech braci, miłośniczka dobrego filmu i literatury. W swoich tekstach lubi wracać do miejsc, z którymi jest związana. Początkowo romansowała z horrorem, z czasem fascynacja mrocznymi historiami osłabła, a swoje zainteresowanie skierowała na jaśniejszą stronę życia. Teraz pisze dla kobiet i o kobietach.




[Wyniki konkursu patronackiego] Zapraszam na wyniki konkursu z książką "Szczęście od jutra" Anny Balińskiej :)





Kochani!

Przedwczoraj zakończył się konkurs, w którym mieliście okazję wygrać egzemplarz papierowy książki "Szczęście od jutra" Anny Balińskiej oraz dwa e-booki :) Książce z przyjemnością patronuję medialnie, a jako zadanie konkursowe mieliście napisać, czym dla Was jest szczęście od jutra :)

Przede wszystkim, bardzo wszystkim dziękuję za udział :) Jak zwykle, wykazaliście się nie lada kreatywnością, przysparzając nam (Autorce i mi) twardy orzech do zgryzienia. 


Nie mniej, po długim namyśle i porozumieniu, wspólnie zdecydowałyśmy:

Egzemplarz papierowy trafia do Gosi!

E-booki do: Marii Brody oraz justiti!


Serdecznie gratulujemy!


Czekam na wiadomości od Pań na: stokrotka954@wp.pl. Od Gosi poproszę adres do wysyłki nagrody, zaś od Pań, które wygrały e-booki wiadomość, czy przyjmują taką formę nagrody. Wszystkie nagrody wysyła Wydawca :)






Zapraszam do zakładki - konkursy, gdzie znajdziecie te, które cały czas trwają.







Big Book Festival i zaproszenie na spotkanie z Marii Tourell Soderberg, autorką bestsellerowej książki „Hygge. Duńska sztuka szczęścia” :)








Zapraszamy na spotaknie z Marie Tourell Søderberg – duńską aktorką, autorką bestsellera HYGGE – w ramach Big Book Festivalu. Spotkanie od hasłem „Hygge – Instrukcja szczęścia” rozpocznie się w Audytorium Medium dawnej siedziby gimnazjum i liceum im. Klementyny Hofmanowej, ul. Emilii Plater 31, Warszawa, w niedzielę 25 czerwca o 12:00. 

Więcej informacji: http://www.bigbookfestival.pl/





Jedno niepozorne słowo wyraża to,

co naprawdę liczy się w życiu:

Hygge.



Hygge („huu-ge”) to słowo określające filozofię życia, która czyni Duńczyków najszczęśliwszym narodem na świecie. Nie ma odpowiednika w języku polskim, a opisuje chwile szczęścia, ciepła i bliskości, które możemy odnaleźć w najzwyklejszych sytuacjach.

Wszyscy instynktownie rozpoznajemy uczucie hygge. Pojawia się, kiedy przybierasz ulubioną pozycję na kanapie z ciekawą książką albo jesz pyszny posiłek z cudownymi przyjaciółmi. Nie wszyscy jednak potrafimy wygospodarować czas na takie momenty.

Ta piękna, autentyczna książka o hygge Marie Tourell Søderberg pokaże Ci, że hygge tak naprawdę można znaleźć wszędzie, jeśli się tylko wie, jak szukać. Bo hygge przenika wszystkie aspekty naszej codzienności: od wystroju wnętrz po gotowanie.

Dzięki tej książce nauczysz się wymawiać, odnajdywać i tworzyć hygge. Docenisz znaczenie tych momentów i zrozumiesz, dlaczego we współczesnym zabieganym świecie tak ważne jest umieć się na chwilę wyłączyć i znaleźć czas na hygge.








O AUTORCE

Marie Tourell Søderberg jest duńską aktorką urodzoną w Kopenhadze. Kiedy nie gra w teatrze i telewizji, stara się unikać dramatów, praktykując sztukę hygge. Pracując nad tą książką przemierzyła całą Danię, pytając jej mieszkańców, czym jest dla nich hygge, i rozmawiając z ekspertami o tym, dlaczego wszyscy potrzebujemy więcej hygge w naszym życiu.


środa, 21 czerwca 2017

[Recenzja przedpremierowa. Patronat medialny] „Dom samotnych” Joanna Kruszewska. W życiu samotność ma swoje granice...






Wydawnictwo Replika

Ilość stron: 336

Premiera: 27 czerwca 



Autorkę mieliście już okazję poznać u mnie na blogu, przy okazji mojego patronatu Jej ostatniej książki „Małe wojny”. Dzisiaj mam przyjemność patronować kontynuacji podjętych w „Małych wojnach” wątków, które Joanna Kruszewska zręcznie ujęła w równie wymownym, co w poprzedniej części, tytule „Dom samotnych”. Po raz kolejny Autorka pokazała swój warsztat pisarski z bardzo dobrej, a nawet znakomitej strony. Ta epicka, momentami liryczna powieść przeplata ważne ze sobą wątki, dotyka ważnych tematów, a ja po raz kolejny utwierdzam się w przekonaniu, że naszą współczesną chorobą staje się powoli nieumiejętność wzajemnego wsłuchiwania się w potrzeby i oczekiwania drugiej osoby, nieumiejętność konwersacji. Coraz powszechniejsza staje się samotna przeprawa przez życiowe dylematy, problemy, decyzje.

I od takich decyzji rozpoczyna się „Dom samotnych”. Beata po rozstaniu z Kacprem całkowicie się rozsypała wewnętrznie, emocjonalnie. Kobieta popada w alkoholizm, a w przypływie pijackiej desperacji wydzwania do dawnego partnera i żebrze o chwilę uwagi, błagając o pomoc. Igor wiedzie życie wesołego, nierozgarniętego studenta, jak się okaże do pewnego momentu – kiedy pozna piękną panią psycholog, Annę. Dotychczas nie opierała mu się żadna kobieta, ale Anna jest inna. Co z tego wyniknie? Kinga zaś, po rozstaniu z Grzegorzem stara ułożyć swoje życie na nowo, przede wszystkim osiągając stabilizację uczuciową. Wszystko wydaje się na dobrej drodze, ale po pewnym czasie zaczynają się pierwsze zgrzyty. I jeszcze Ewa, siostra Kingi, która odnosi jakiś wewnętrzny niepokój, coraz częściej przyglądając się swojemu życiu, oddanemu dzieciom i mężowi. 





Joanna Kruszewska po raz kolejny intryguje. Pod lekką warstwą pióra utkała autentycznych bohaterów, którym pokręciła życiowe ścieżki wplatając ciągle aktualny i ważny temat nieumiejętności komunikacji i rozmowy z drugim człowiekiem. Narracja poprowadzona z wielu perspektyw pozwala czytelnikowi zbliżyć się na tyle do bohaterów, by dostrzec w którymś z nich, cząstkę samego siebie, zrozumieć ich problemy i życiowe dylematy. To bohaterowie obciążeni trudną przeszłością, nie zawsze trafnymi decyzjami, czy po prostu wizją chwiejnej przyszłości. Strach, obawy towarzyszą im na porządku dziennym i nadzieja, że nie wszystko przecież stracone, że są szanse na odzyskanie równowagi uczuciowej.


Joanna Kruszewska napisała piękną powieść o skomplikowanych, trudnych relacjach, związkach. „Dom samotnych” to powieść, w której kłębi się wiele emocji, licznych niedomówień, samotność w związku, niezrozumienie oraz ciągłe poszukiwanie – szczęścia i prawdziwej miłości. Subtelna, emocjonalna, skłaniająca do głębszej refleksji, ukazująca ważną „bolączkę” współczesnych czasów, poruszająca wiele wrażliwych kwestii. Jestem pod wrażeniem wspaniałego, sugestywnego pióra Autorki, znakomicie nakreślonej fabuły, charakterystycznych, wyrazistych bohaterów i wątków zagłębiających się w ich czułe punkty. Myślę, że kilka z nich warto poprowadzić dalej, czy Autorka je podejmie?

Warto! Książka, przy której miło spędzicie czas i zajrzycie w najgłębsze miejsca swojego serca!





Za możliwość patronatu i przeczytanie książki przed premierą, dziękuję Autorce i Wydawnictwu:








wtorek, 20 czerwca 2017

[Konkurs patronacki] Pochwal się swoim pomysłem na życie i wygraj "Mój pomysł na życie" Elżbiety Kosobuckiej :)




Kochani!

Jak już wcześniej Was informowałam, zostałam oficjalnym patronem medialnym najnowszej powieści Pani Elżbiety Kosobuckiej "Mój pomysł na życie". Wczoraj miała miejsce oficjalna premiera powieści. W związku z tym, mam przyjemność ogłosić konkurs, w którym macie możliwość wygrać egzemplarz powieści.

Pytanie - zadanie konkursowe nie jest trudne, a liczę na Waszą kreatywność. Zapoznajcie się proszę z zasadami konkursu :)





Zasady konkursu:

W konkursie udział może wziąć każdy.

W komentarzu pod postem odpowiadacie na pytanie konkursowe. Napiszcie, pochwalcie się swoim pomysłem na życie. Rzecz jasna, nie muszą to być jakieś spektakularne wyczyny, osiągnięcia, czy pomysły, bo oczywiście dla każdego pomysłem na życie może być co innego. Napiszcie o tym. Czy jest to powód dla Was do dumy, jaki ma to wpływ na Was, czy wiązały się z tym jakieś zmiany, itp.

Konkurs rozpoczyna się dzisiaj, czyli 20 czerwca i kończy 19 lipca b.r. o godz. 23:59

Podpiszcie się jakoś, by nie było krępującej sytuacji przy wyłanianiu zwycięzcy/ów. Nie musicie ujawniać swojego adresu e-mail.

Po terminie wygaśnięcia konkursu, w ciągu trzech dni postaram się wyłonić zwycięzcę/ów :)

Ważne!

Będę powtarzać do upadłego. Jeśli bierzecie udział w konkursie, pamiętajcie by sprawdzać wyniki konkursu. Po ogłoszeniu wyników bowiem, czekam trzy dni na adresy do wysyłki nagród/ody.


Powodzenia!






„Mały Polak we Włoszech. Przewodnik dla dzieci i młodzieży po polonikach” Edyta Gawryś. Co warto wiedzieć, zobaczyć i odkryć :)







Wydawnictwo Ekwita

Ilość stron: 48

Ilustracje: Katarzyna Rzędzian

Nowość wydawnicza dostępna w księgarniach internetowych




Znacie Julkę i Janka, dwunastoletnich bliźniaków? Jeśli nie, czas to nadrobić! Ta wyjątkowo rezolutne, mądre i ciekawe świata rodzeństwo, które za cel postawiło sobie odkryć przed młodszymi, czy nawet swoimi rówieśnikami tajemnicze, aczkolwiek związane z Polską miejsca, dokumenty lub tablice pamiątkowe o polskim charakterze, zwane polonikami, które znajdują się we Włoszech. Julka i Janek są Polakami. Wydawałoby się to prostym zadaniem, a wcale takie nie jest, bo wszystkich tych miejsc we Włoszech jest tyle, że powstałaby z tego zbyt obszerna publikacja. A jak wiadomo ma ona zachęcać, a nie odciągać czytelników do czytania i przenoszenia się w świat nieograniczonej wyobraźni. 


Autorkę, Edytę Gawryś mieliście okazję poznać już u mnie na blogu, przy okazji Jej pierwszej publikacji „Piotrek w Watykanie”, której to bohaterem był czternastoletni Piotrek i dzięki niemu poznawaliśmy najciekawsze miejsca oraz historię Watykanu. Dzisiejsza propozycja również skierowana jest do dzieci i młodzieży, ale nawet rodzice znajdą w niej wiele interesujących faktów z historii, czy informacje, gdzie znajdują się właśnie poloniki.





Odkrywanie historii oraz początków emigracji Polaków do Włoch nie byłoby możliwe, gdyby nie tajemnicza, magiczna busola znaleziona na strychu starego domu. To właśnie ona przeniosła naszych młodszych bohaterów do przeszłości. Rodzeństwo poznało przyczyny emigracji Polaków, historię hymnu polskiego, który powstał przecież we Włoszech. Dzieci trafiają do Muzeów Watykańskich w Rzymie, gdzie podziwiają freski na suficie w Galerii Kandelabrów i przy okazji historię między innymi polskiego poselstwa papieża Leona XIII. Wraz z Generałem Władysławem Andersem poznają historię udziału polskiego Korpusu w bitwie pod Monte Cassino. Odbywają sentymentalną, emocjonalną podróż do wspomnień i tęsknoty za krajem, dzięki korespondencji wojennej żołnierzy, czy wpisów z pamiętnika sanitariuszki z 2 Korpusu Polskiego oraz historię jednego z najbardziej odważnych polskich żołnierzy – niedźwiedzia Wojtka. To oczywiście nie wszystkie miejsca, w których pojawili się nasi bohaterowie. Są też informacje o bardzo znanych polskich poetach, naukowcach i wieszczach narodowych, którzy w jakiś sposób związani byli z Włochami. Ale, żeby się to wszystko odkryć, musicie sięgnąć po tę niecodzienną, ciekawą publikację.





W książce znajdują się również różne zadania związane z przeczytaną wcześniej treścią, ciekawostki, a nawet wzmianki zwane kontekstami, które pomogą pogłębić i poszerzyć zdobytą już wiedzę o polonikach. A tych, jak się okazuje jest dużo, dużo więcej.







Poloniki to miejsca rzadkie, ale ważne dla tamtejszej Polonii. Dzięki tej książce poznamy wiele od źródełka. To rodzaj zabawy przez naukę, bo jak wiadomo, podróże kształcą, nawet, jeśli jest to tylko podróż dzięki stronicom książki. Warto sięgnąć i razem z dzieckiem odkrywać tajemnicze miejsca, o których my sami wiemy niewiele. To też okazja do tego, by spędzić chociaż odrobinę wspólnie, w rodzinnym gronie. A książka jest ku temu najlepszą okazją. Dzieci mogą czytać ją samodzielnie, bo nie jest napisana jakimś skomplikowanym językiem. 

Warto! Polecamy!




Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu:








[Zapowiedź najbliższego patronatu medialnego] "Dom samotnych" Joanny Kruszewskiej :)








Miło mi poinformować, iż mój blog objął patronatem medialnym najnowszą, siódmą powieść Joanny Kruszewskiej "Dom samotnych", której oficjalna premiera przypada dokładnie za tydzień, czyli 27 czerwca. Jako że jestem już po lekturze powieści, na jutro planuję jej recenzję przedpremierową. Mogę Was zapewnić, że Autorka urzeka słowem i pisze o bardzo ważnych sprawach. Tymczasem, zachęcam do zapoznania się krótką prezentacją powieści.





Złych decyzji nie da się cofnąć, ale można próbować naprawić ich skutki. O prawdziwą miłość też warto powalczyć. 
Niektórzy, tak jak Beata, szukają ucieczki w alkoholu. Znajdują ją na chwilę, ale potem przychodzi ranek… 
Inni, jak Kinga, próbują zmierzyć się z nową rzeczywistością i obiecują sobie, że już nigdy nie będzie w niej miejsca na zdradzających mężczyzn. 
Jest jeszcze Ewa – kobieta bez pragnień, matka i wyłącznie matka, która całe życie desperacko usiłowała zasłużyć na szacunek męża. 
Splatające się ze sobą dzieje kilku kobiet − matek, żon i kochanek, skazanych przez los na samotność. Czy uda im się odnaleźć szczęście i nową drogę? 
A może powrót na starą wciąż jeszcze jest możliwy…? 


"To powieść o zwykłych, ale jakże ważnych sprawach dotyczących każdego z nas. Bohaterowie nie ustają w wysiłkach, by swoje życie wyprowadzić na właściwe tory. Warto oddać się lekturze i na chwilę przeżyć wraz z bohaterami ich dylematy." 
Ewa Bauer, pisarka. 


"Trudne relacje, bolesne rozstania i samotność we dwoje. Pomocna dłoń nie zawsze jest blisko. Spotkacie tu miłość pod ciężarem złych zdarzeń z przeszłości, obojętność powodującą wyrzuty sumienia i ucieczkę od problemów, uniemożliwiającą wyjście z życiowego pata. Emocjonalna, mocna i dojrzała powieść, którą gorąco polecam." 
Aneta Kwaśniewska, www.ksiazkiweterze.pl




FRAGMENT POWIEŚCI:

Listopad powoli zamieniał się w grudzień. Plucha za oknem nocami miała zwyczaj już zamarzać, od czasu do czasu pojawiał się delikatny śnieg. Kinga postawiła sobie przed nosem kubek z parującą herbatą z rumem i z lubością wdychała słodki zapach. 
Trzeba coś zrobić z piecem. 
Jak na jej gust było zdecydowanie za zimno, temperatura w nocy nie spadała za bardzo poniżej zera, a ona niezmiennie budziła się około pierwszej, drugiej, wciągając na siebie wszystko co popadnie: kołdrę, szlafrok; dreptała do stojącej niedaleko łóżka szafy i wyciągała polarowy koc, najpierw jeden, później drugi. 
Brrr. 
Łyknęła herbaty i skrzywiła się lekko. Normalne kobiety miały się do kogo przytulić, a ona od jakiegoś czasu już nie miała swojego idealnego męża, Grzesia. Mąż zasadził się na jej najlepszą przyjaciółkę… Albo ona na niego. Kto by miał chęć dochodzić, jak właściwie było? Kinga zdecydowanie nie miała, skreśliła Beatę z listy znajomych. Po przyjaźni zostało niewyraźne wspomnienie i Igor, który po pierwsze, zaparł się, że Kingi i jej córek, Agaty i Majki, nie zostawi w potrzebie, tak jakby brał na barki winę matki, po drugie, porzucił zamiar studiowania w Gdyni, i na koniec zameldował się w całkiem niedawno wybudowanym domu Kingi.
Kobieta sapnęła, rozcierając sobie ramiona. Do dupy z tym wszystkim. Dom budowała, a właściwie budowali, żeby mieć dla siebie dużo życiowej przestrzeni, żeby żyć wygodnie i razem się tym życiem cieszyć, a tu co? 
Właściwie nic takiego, ot, po prostu zabrakło tego, który miał być obok. 
Kredyt spłaca się w żółwim tempie, bo mieszkanie, które planowali wynająć zajmuje teraz niewierny mąż, a za wynajem płacić nie zamierza. Nowe i zimne kąty wcale nie sprawiają wrażenia przytulnych, wręcz przeciwnie. Bez ustanku wykrzykują Kindze prosto w twarz jej porażkę. 

Zastanawiała się niejednokrotnie dlaczego tak się stało. Oboje z Grześkiem byli uznawani za parę idealną, pokazywało się ich zdradzającym mężom i niewiernym żonom jako wzór, z całkiem jasnym przekazem – można? Oczywiście, że można, tylko trzeba chcieć. 
Czy oni chcieli? 

Potarła zimny nos i otuliła się ciaśniej grubym swetrem. Chyba tak… Dopełniali się, Grzegorz był wyważony, spokojny, a ona nie mogła usiedzieć bez ruchu. Jej palce wciąż musiały coś skubać, nogi bez przerwy gdzieś ją niosły, dłonie nie mogły leżeć bezczynnie. Nawet podczas czytania książki trzymała obok siebie notes, w którym zapisywała skrótowo sprawy „do załatwienia”. Jej uwaga zawsze była podzielona między dwie albo trzy rzeczy. 

Kinga podwinęła pod siebie nogi i zapatrzyła się w ogień niespiesznie liżący kawałki drewna. Bliscy podejrzewali ją o nerwicę. Czy słusznie? Tego nie mogła im przyznać, nie czuła się w żaden sposób chora, jeśli już, to może na nadmiar obowiązków. Z biegiem lat na jej głowie spoczęły wszelkie rachunki, zajmowanie się domem, problemy dziewczynek, praca. Owszem, Grzegorz pomagał. Nie można było mu zarzucić lenistwa albo nieróbstwa. 

Ale Grzegorz pomagał dopiero wtedy, gdy mu żona dokładnie wytłumaczyła, co i kiedy należy zrobić. 
Pamiętać musiała ona. 
– I co tak wzdychasz? – dobiegł ją głos Igora. 
– Nic. Nie wzdycham – powiedziała Kinga i westchnęła. 
Igor roześmiał się i usiadł obok niej w fotelu, po czym pociągnął nosem. 
– Alkoholizujesz się. 
– A gdzie tam! – prychnęła. – Ja się dogrzewam. Dogrzewam, kochany, a nie alkoholizuję. 
Spojrzał na nią z powątpiewaniem, a Kindze od razu przypomniała się matka Igora, jej niegdysiejsza przyjaciółka. W jakiś deszczowy, październikowy dzień stanęła w progu tego właśnie domu pijana w sztok. Przytrzymując się framugi zaczęła obrzucać Kingę takimi wyzwiskami, że Agata z rykiem pobiegła na górę. 

Czego tam nie było! Między innym o kurwie, która zabrała jej syna, zdzirze, co myśli, że cały świat do niej należy, pindzie, która zawsze wpierdala się tam, gdzie nie trzeba… Dużo tego było. Kinga skrzywiła się na samo wspomnienie. Igor pojawił się sekundę po zniknięciu Agaty, wziął matkę za ręce i cedząc coś przez zęby, wywlókł ją za drzwi. Cóż, miał prawo nie cierpieć kobiet, które nadużywały alkoholu, miał prawo się nimi brzydzić tak, jak, podejrzewała teraz całkiem słusznie Kinga, brzydził się własną matką. 
– Swoją drogą, możesz mi wytłumaczyć, dlaczego w tym domu jest tak cholernie zimno? Przecież piec jest ustawiony jak trzeba… 
– Kinga… 
– No co? Nie gadaj mi tu, że jestem zmarzluchem, może i jestem, ale nie mam ochoty marznąć we własnym domu. Szlag! – Nagle ogarnęła ją złość; w tamtym cholernym, małym mieszkaniu wystarczyło przekręcić termostat na czwórkę i po chwili się człowiek rozbierał, a tu? Tutaj zaprzyjaźniła się serdecznie z dawno nie noszonymi swetrami, bluzami i polarami, ponieważ nieważne jak bardzo podkręcałaby termostat i tak było pioruńsko zimno. Spojrzała na Igora i pomyślała, że ten młody człowiek jest zupełnie nienormalny. Siedzi naprzeciwko niej, w koszulce z krótkim rękawem. 
– A ty co się tak hartujesz? Morsem chcesz zostać? 
– Nie. 
– To ubierz się na litość, bo patrzeć na ciebie nie mogę. 
– O właśnie. A czy ty wiesz – Igor podsunął jej palec pod nos – że właśnie to najczęściej ostatnio mówisz? Do mnie, do Majki, do Agaty, gdy wyjdzie spod prysznica i przybiegnie tu w samej koszulce. Krzyczysz od razu, żeby zakładała szlafrok, skarpety i nie wiadomo co jeszcze, bo tobie robi się zimno na sam nasz widok. Kinia, nam jest ciepło. 
– A mnie nie! 
– Kiedy ostatnio się ważyłaś? – Spojrzał na nią krytycznie. 
– Nie pamiętam, a co? 
– A to, że niewiele z ciebie zostało. Nie ma prawa nic cię grzać, nic zupełnie. Z każdej strony wystają ci kostki i kosteczki. 
– Zawsze taka byłam – prychnęła Kinga i dopiła herbatę, stwierdzając przy okazji, że nic, a nic jej ta herbata nie rozgrzała. 
– Nie byłaś – westchnął Igor. – Sęk w tym, że nie byłaś, a my… 
– Co my, co znowu za my? 
– My, twoje dzieci… 
– Igo… 
– No co? – uśmiechnął się chytrze. – Też przecież poniekąd jestem twoim dzieckiem, nie? Usynowiłaś mnie jakby. 
– Jakby. I czasami trochę tego żałuję, bo zaczynasz się tu szarogęsić jak… 
– Jak kto? Nieważne – machnął ręką. – W każdym razie, my… 
– Tak, kontynuuj, moje dzieci… 
– Kinga, na poważnie, martwimy się o ciebie. 
– To się nie martwcie. – Energicznie zrzuciła z siebie koc, włożyła ręce w rękawy dużego swetra i poszła do kuchni. Igor oczywiście udał się za nią. 
– No i będzie mnie męczył teraz. No – mruknęła ze złością, odsuwając chłopaka i stawiając czajnik na kuchence. 
– Proszę cię, żebyś najpierw się zważyła… 
– A już tam! I myślisz, że ci powiem ile ważę ? 
– Nie musisz, bo ja od razu i bez tej wiedzy mówię ci, żebyś przytyła. I przede wszystkim, Kinga – spoważniał – zacznij jeść. Dla siebie samej, dla dziewczyn. Zauważyłaś jak Agata na ciebie patrzy? 
– Jak? 
– Jakby się bała, że znikniesz. Zaczynasz się robić coraz mniejsza, coraz mniej miejsca potrzebujesz dla siebie, a ona tylko wygląda momentu, kiedy te bluzy nagle staną się puste. 
– Kiedy…. – Kinga odwróciła się do niego plecami. Miała ochotę zapewnić go, że wszystko jest w jak najlepszym porządku, że przecież je i w ogóle. A że chudnie…? Chudnie, bo ma całą masę rzeczy do zrobienia, bo dom pochłania lwią część jej energii, bo przecież cały czas biega i nie ma na nic czasu, dopiero wieczorem… Dała sobie jednak spokój. Z dwóch powodów. 
Pierwszy to taki, że Igor po prostu zasługuje na prawdę. Drugi był bardziej skomplikowany. Po prostu wczoraj się przestraszyła. Zemdliło ją na sam zapach wędliny. Musiała wyjść z kuchni i poczekać aż wszystkie plasterki znikną z talerza, po czym wzięła głęboki oddech i z obrzydzeniem wstawiła talerz do zmywarki. 
Ano tak. Właśnie wczoraj zebrało jej się na wymioty z powodu szynki, której nie jadła, już nie pamiętała od kiedy. Uświadomiła to sobie w pracy, gdy spojrzała na nadgarstek, z którego zawzięcie zjeżdżał zegarek, zapięty niegdyś ciasno, na regulowaną bransoletę. I zadała sobie pytanie: kiedy ostatnio jadłam? Obiad? Śniadanie? Ostatni posiłek jaki pamiętała, to ogórek wyjęty z dawno zapomnianego słoika. Kiedy to było? Wczoraj? Przedwczoraj? Jakiś kęs chleba, kawałek jabłka, łyżka dżemu… 
Odwróciła się w stronę Igora: 
– Wiem Igo, wiem, rozumiem, tylko jakoś ciężko mi się przemóc. 
– To sobie przypomnij Agatę…. 
– Do cholery, niczego nie musisz mi przypominać, wiem jak unikała jedzenia, wiem co się z nią działo, wszystkie przeszłyśmy kocioł, ale już powoli z niego wychodzimy. 
– Nie chciałem ci przypominać tego, co się z nią działo, ale to, jak sobie poradziłyście wspólnie z babciami. 
– O co ci chodzi…? Przepraszam – zreflektowała się. Przejechała palcami po włosach. Tak, znalazły metodę na zanik apetytu młodszej córki. Przyjechała po prostu mama Kingi i zaczęła wymyślać cuda wianki, nie zrażała się kompletnie, jeżeli dziecko zaledwie skubnęło śniadanie czy kolację. Bo babcia Marysia, tak samo jak reszta domowników, widziała dokładnie, że te skubnięcia Agaty są coraz większe, a po jakimś czasie nie wystarczało już tylko raz skubnąć. Potrzebny był następny kęs. Potem następny. I jeszcze następny. 
I tak dzień po dniu, mozolnie udało się im wyprowadzić Agatę na prostą. 

A Kinga…? Kinga już była dorosła. Kinga musiała sama siebie wyprowadzić na prostą. Trudno. Spróbuje.