sobota, 25 lutego 2017

„Manekin numer 6” Ryszard Braun. Z cyklu – kryminały przedwojennej Warszawy :)





Wydawnictwo CM

Wydanie I powojenne z roku 2014

Ilość stron: 356

Książkę znajdziecie:





Czytając książkę miałam przed oczyma stary, przedwojenny, czarno - biały film. Uwielbiam te klimaty, którym uroku dodają szyk, klasa i elegancja. Specyficzna mowa, akcent, przedwojenne obrazy Warszawy lat trzydziestych i oczywiście akcja nakręcana przez pomysłowych, utalentowanych bohaterów, wyjętych niczym z innej epoki i świadomości. To było bardzo przyjemne spotkanie z zupełnie niecodzienną lekturą, którą polecam już na samym początku recenzji. Znacie mnie, więc wiecie, że naprawdę rzadko to robię. Zachwyciło mnie coś jeszcze. Moda tamtych lat. Nie jest mi tematem obcym, bo przecież kształciłam się w tym kierunku, historia mody była na rysunku zawodowym, dlatego móc czytać o tych jedwabnych, długich, prostych sukniach, koronkach, kapelusikach z woalką, wystylizowanych na tamte lata fryzurach, to po prostu uczta. Uczta czytelnicza w każdym calu, bo chociaż pierwsze przedwojenne wydanie tej książki przypada na rok 1937, to wspaniale stało się, że Wydawnictwo CM nie miało oporów, by je wznowić i uraczyć czytelników gustem podobnych do mnie. 


Książka zawiera w sobie dwa tomy opowieści misternie dopracowanej, przemyślanej w każdym calu, napisana specyficznym językiem, z użyciem typowych na tamte lata słownictwem, czy zwrotami, gustami żyjących ówcześnie ludzi, zasad moralnych, pewnych konwenansów, a nawet skrywanych na dnie serca marzeniach. To powieść, która pokazuje życie wielkiej firmy, prężnie funkcjonującej w przedwojennych realiach i rzeczywistości podobnej do naszej współczesnej. Pewne rzeczy i zasady przecież się nie zmieniają, tkwią w naszej świadomości, przekazywane z pokolenia na pokolenie.


Warszawski Dom Mody „Kakadu” tętni swoim życiem. Klientela bowiem jest wybredna, wymagająca, rządna towarów z najwyższej półki, w dobrym guście, szykowną. Klientki DM „Kakadu” nie należą do podrzędnej kasty klasy niższej. To same osobistości. Żony wielkich panów, noszące tytuły, będące żonami swoich mężów. A towary to najnowsze trendy mody: suknie, żakiety, kostiumy, palta, bielizna. Wszystko na najwyższym poziomie, szykowne, eleganckie, z drogich gatunkowo materiałów. O te rzeczy dba dyrektorka Eugenia Kowalska. To ona, głównej krawcowej Drechowskiej nakazywała odpruwać metki firmy Kakadu, a naszywać te, które kradła w paryskich sklepach, razem z wieszakami, przewożąc kradzione towary do Polski. 


„Dyrektorka, otworzywszy neseser z czerwonej skóry, wyjmowała już z jego głębi sztuki jedwabiu, koronki, owe klamry (które ją tyle strachu nabawiły) i szukała małej torebki z odprutymi znakami Gallerie Lafayette, Vorth'a, Louvre'u i Samaritaine de Luxe. Ale nie znajdowała jej. Sekundy upływały, a ręce jej nerwowo szukające nie napotykały na to, czego szukały. Ani za lusterkiem, ani pod pokrowcem, ani między flakonami lśniący mi od kryształów - nie było upragnionej torby. Czyżby ją w popłochu zostawiła? Tak, to możliwe, chowała przecież wszystko po ciemku, nieledwie, że po omacku - mogła więc zapomnieć. Pociągnęłoby to za sobą skutki olbrzymie. Nieobliczalne! Okropne! Wprawdzie w specjalnej skrytce było trochę zapasowych znaków, które można było wszyć, ale ślad pozostawiony w wagonie mógł sprowadzić kontrolę celną do firmy Kakadu - mógł oprzeć się o sąd, doprowadzić do rewizji książek buchalteryjnych, zaprowadzić do więzieniu. Dyrektorka kazała przyszywać zapasowe znaki pani Drechowskiej, rozkładając w milczeniu ręce ruchem rozpaczliwym. Strach pobielił jej twarz, zarysowujcie się na policzkach dwoma koliskami ceglastego różu.”





Dyrektorka Kowalska nie cieszy się w firmie dobrą opinią. Jest kłótliwa, wyrachowana, mająca wysokie mniemanie o sobie. Firma „Kakadu” należy do Czesława Wrendla. Jednak szef nie ma głowy do interesów, oddając stronę buchalteryjną właśnie wspomnianej Kowalskiej i kierowniczce biura buchalteryjnego pannie Gnejszczuk. Owa panna nie skrywa, że czuje do Wrendla coś więcej niż tylko firmowe sprawy. Szef zaś, nie potrafi przełamać do niej swojej niechęci wynikającej szczególnie z okropnego wyglądu twarzy, oszpeconej przebytą ospą, o którą należnie nie zadbano.


Jakie jest zatem miejsce Wrendla? Tworzy nowe fasony garderoby damskiej na żywych manekinach, które prezentuje co jakiś czas na rewiach. Wrendel nie jest świadomy, że dyrektorka z kierowniczką spiskują za jego plecami, pozbawiając „Kakadu” wszelkich środków pieniężnych, pogrążając firmę na dno finansowej plajty. Nikomu nie jest znana też prywatna strona pracownic, które są rodziną. Eugenia Kowalska jest matką panny Justyny Gnejszczuk.




W firmie pojawia się nowa dziewczyna, zastępująca zwolnionego manekina numer 6. To Loda Kamińska. Niezwykłej urody panna wywodząca się z biednej rodziny, w której ojciec nałogowo pije alkohol i regularnie bije dziewczynę. Loda w rzeczywistości jest agentką tajnej policji, która ma za zadanie rozpracować kto i w jaki sposób okrada firmę „Kakadu”.


Dojdzie do wielu zwrotów akcji, a nawet zabawnych sytuacji. Wrendel nie będzie mógł oprzeć się wdziękom panny Lody. Zaś Gnejszczuk z Kowalską zmuszą się do przyspieszenia uknutego wcześniej planu. Skradziony fałszywymi wpisami w księgach buchalterskich majątek, posłuży pannie Justynie do operacji plastycznej, by Czesław stracił dla niej wreszcie głowę, zakochał się. Malwersanci spotykają się w Konstancinie, w wynajmowanej na czas ich nieobecności willi, nad którą opiekę sprawuje młody student prawa, Leszek. Prywatnie, brat Lody. Kiedy dochodzi do publicznego ogłoszenia wszem i wobec, że panna Gnejszczuk odziedziczyła wielki majątek po zmarłym wuju, Kamińska zbierze już dosyć duży materiał dowodowy. Zaraz po operacji plastycznej Justyny Gnejszczuk, dojdzie do zatrzymania szajki malwersantów, do której należy jeszcze księgowy Fitkiel. Rozpocznie się trudny i żmudny proces. Zeznania świadków, zebrane dowody mocno obciążą całą piątkę podejrzanych. Drechowską tłumaczy stan jej ciężko chorego syna, dla którego tak się poświęcała, Fitkiel pomówi Wrendla, że o tym wiedział, ale na nic nie reagował, Kowalska zaklęcie milczy, zaś panna Gnejszczuk... zapragnie, by matka zapłaciła za wszystkie lata upokorzeń córki.



Co stanie się z podejrzanymi, zatrzymanymi malwersantami? Jak przebiegnie proces?

Zaskakująca fabuła, niesamowicie szybkie tempo akcji, pomysłowość autora, idealnie wplecione wątki intrygi, znakomicie poprowadzone charaktery bohaterów – każdy z nich jest inny, wyrazisty. Wspaniałe opisy sytuacji, momentami zabawne, elektryzujące. Znakomita kreacja postaci Lody Kamińskiej, która w celach konspiracyjnych musiała przyjmować różne role i zręcznie się przebierać, maskować, by nawet najmniejszy szczegół śledztwa nie wyszedł na jaw.





„Manekin numer 6” Ryszarda Brauna to powieść niezwykle klimatyczna, intrygująca od pierwszych wersów. To powieść, która wzrusza, porusza, ujmuje, wywołuje mnóstwo emocji. Powieść, w której wątki przeplatają się ze sobą, w efekcie zaskakując czytelnika. Osadzona w realiach przedwojennego miasta, z tłem świata mody, gdzie intryga goni intrygę, gdzie szyk, elegancja ściera się z prymitywnością. Gdzie te podziały klasowe są zdecydowane, a bohaterowie tak, jak my przeżywają swoje codzienne rozterki, kłopoty, problemy, zwykłe radości. To powieść, która mnie osobiście oczarowała. Dopracowana w każdym detalu i szczególe, ze specyficznym językiem, napisana lekko, ale ciekawie, w dobrym guście.




Polecam! 




Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu:









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz