„Chata” William P. Young. Czy jesteś gotów na to, by spojrzeć Bogu prosto w oczy?







Wydawnictwo Nowa Proza

Ilość stron: 294

Rok wydania: 2017. Nowość

Książkę znajdziecie:



Do tego rodzaju literatury podchodzę z dużym dystansem. Książka okrzyknięta światowym bestsellerem na mnie nie zrobiła kompletnie żadnego wrażenia. I to zarówno merytorycznie, jak i z powodu rzekomego przesłania, za które większość recenzujących tę książkę podziwia i polemizuje. Czytając, kilkukrotnie odkładałam ją, potrzebowałam czytelniczego oddechu, bo opisy strasznie mnie przytłaczały swoimi detalami, a nawet często używaną potocznością, gdzie przy tego typu książkach raczej zwraca się na to uwagę.

Poza tym, strasznie irytował mnie główny bohater, w mojej wyobraźni stale z posępną miną, myślami wybiegającymi znacznie dalej niż rzeczywistość, w której się znajdował. I nawet nie wzbudziło we mnie jakichś szczególnych emocji zakończenie. Więcej, uważam, że autor mógł to napisać znacznie bardziej tajemniczo, bądź z pewnym dla czytelnika niedosytem. Cóż... okazuje się, że to nie pierwszy bestseller, który dla mnie tego określenia nie powinien mieć.





Retrospekcja czasowa, zastosowana na początku powieści, przenosi nas pięć lat wstecz, do pamiętnego, tragicznego dla rodziny Phillips dnia, kiedy to w Parku Stanowym Wallowa w Oregonie zaginęła pięcioletnia Missy, córka Phillipsów. Ten dzień wbił się szczególnie w pamięć Mackenziego, dla przyjaciół i znajomych po prostu Macka, ojca Missy, który razem z pozostałą dwójką starszych dzieci wybrał się na weekend, by odpocząć. Tuż przed wyjazdem dochodzi do przykrego, tragicznego wręcz zdarzenia. Najmłodsza Missy zaginie. Nie od razu będzie wiadomo, co tak naprawdę się zdarzyło. Na początku Mack zorganizuje swoją grupę poszukiwawczą, następnie śledztwo przejmie policja stanowa wespół z FBI.

Prawda z zaginięciem Missy wywrze na rodzinie Phillips głębokie znaczenie, zarówno mentalne, we wzajemnych relacjach, jak i światopoglądowe. Po pięciu latach od pamiętnego zdarzenia, Mack otrzymuje list, w którym Tata zaprasza go na spotkanie w chacie, miejscu dla Macka szczególnym. Kim jest Tata? Czy to jego własny ojciec, który w dzieciństwie nadużywał alkoholu, bił matkę i jego? Mack pojedzie na spotkanie z Tatą sam, żona Nan oczywiście o niczym nie będzie wiedzieć, z dwójką starszych dzieci wyjedzie do swojej siostry. 





Podróż do chaty okaże się podróżą w przeszłość, którą główny bohater osnuł Wielkim Smutkiem. To on towarzyszy mu od pamiętnego dnia zaginięcia córeczki. Jednak w miejscu, do którego podąży, czeka na niego rozliczenie z samym sobą, ze swoim lękiem, zawahaniem, bezsilnością wobec tego, co te pięć lat temu wydarzyło się. Czeka na niego w Chacie wiele tajemnic, niedopowiedzeń, ale też niespodzianek.

Zastosowany przez autora trop – figura stylistyczna w postaci antropomorfizacji tak bardzo bliska znaczeniowo personifikacji, ma czytelnika przybliżyć do postaci Taty. Nie bardzo ta forma do mnie przemówiła, a już w ogóle kompletnie niedorzeczna wydała mi się polemika Macka z samym Bogiem i Trójcą Świętą. Czekała mnie ciężka przeprawa przez tę powieść. Misterne opisy sytuacji i miejsc bardzo mnie męczyły. Te nieustanne konwersacje o wierze, życiu, jakieś dziwne komparacje, zdecydowanie odbiegają od mojego światopoglądu i z tym wątkiem akurat w dyskusję nie wchodzę. W ogóle uważam, że temat jakiejkolwiek wiary i opisywanie jej w powieściach jest tematem wrażliwym, indywidualnym, autor nie powinien narzucać swoich poglądów czytelnikom. Odkładałam kilkukrotnie książkę, by nabrać czytelniczego oddechu. Myślę, że ta powieść zostanie lepiej odebrana przez ludzi głębokiej wiary. Ja z nią polemizować nie będę.





Spodziewałam się też zupełnie innego zakończenia. Może bardziej niedopowiedzianego, tajemniczego. To, że nie padło na końcu nazwisko sprawcy nie usatysfakcjonowało mnie. Osobiście lubię niedokończone opowieści, taką przestrzeń dla wyobraźni czytelnika. W ogóle, spodziewałam się po tej książce zupełnie czegoś innego. Początek był ciekawy i naprawdę wciągający, potem wszystko zaczynało brzmieć nutami z pogranicza jawy, snu, a nawet nie boję się tego użyć – abstrakcjonizmu.

W tym wydaniu powieści znajdziecie wkładkę ze zdjęciami z filmu, który powstał na podstawie powieści w minionym roku kalendarzowym. Osobiście jestem zniesmaczona książką i filmu nie obejrzę. 




Jestem za to ciekawa, czy Wy mieliście okazję zapoznać się z treścią książki? Czy może oglądaliście tylko film? Jakie są Wasze zdania na ten temat? Piszcie swoje odczucia w komentarzach pod postem :) 

Sami zdecydujcie, czy sięgniecie po książkę. Ja osobiście nie polecam, ale to jest tylko moje zdanie i moje odczucie, nikt z tym zgadzać się nie musi.




Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu:




Komentarze

Popularne posty