czwartek, 30 marca 2017

"Marlene" Hanni Münzer. Wojna zła, nieobliczalna, wyzuta z człowieczeństwa...






Wydawnictwo Insignis

Ilość stron: 552

Nowość wydawnicza, premiera 29 marca 2017r.

Książkę znajdziecie:



Druga wojna światowa jest tematem często podejmowanym w literaturze i sztuce. Potrzeba wyczucia, wrażliwości w tworzeniu fabuły, autentycznych, wzbudzających nasze zaufanie bohaterów, by powieść nie przybrała formy absurdu, czy pompatyczności. Hanni Münzer stworzyła przepiękną literacko opowieść, która zawiera całą gamę emocji, nader sugestywną, a jednocześnie chwytającą za serce, tragiczną w swej wymowie. To powieść, która zachwyci niejednego konesera dobrych gatunkowo pozycji, czytelnika, który jest wymagający wobec wszelkich jej niuansów. Piękna, a zarazem refleksyjna.

Autorka w swojej powieści nie szczędzi opisów, dba o każdy szczegół i detal. Skonstruowała bardzo autentycznych bohaterów, którzy od pierwszych wersów wzbudzają nasze zaufanie i sprawiają, że pochłania się ją z wielką ciekawością. Liryczny ton, jaki autorka nadała swojej opowieści, uruchamiają naszą wrażliwość, a ta miejscami szokuje, wprawia w stupor, stawia znaki zapytań o sensowność wojny, śmierć milionów niewinnych ludzi, bo w wojnie zawsze giną niczemu winni ludzie, świadkowie dramatów, ludzkich tragedii.




Marlene trafia do obozu Auschwitz-Birkenau. Jednego z największych nazistowskich obozów, gdzie życie każdego niemal dnia to niewiadomy byt, strach, głód, dramaty. Mimo uwłaczających ludziom warunków, więźniowie starają się stworzyć w nim chociażby namiastkę normalności. Marlene i dwudziestka innych więźniarek trafia do bloku Madame Butterfly, w którym ich kobiecość zostaje zdeptana niemal z ziemią. Marlene poznaje tajemniczą i hardą madame Jolantę. Madame staje się dla Marlene wzorem siły i zawziętości. Mimo warunków oraz codzienności przepełnionej gorzkimi łzami, bólem i niezrozumieniem, dopada ją coś, o czym nigdy nie pomyślałaby w kategoriach pozytywnych, miłość. 

Z perspektywy czasu, w jakim poznajemy główną bohaterkę, dostrzega ona w swej obozowej miłości coś intymnego, pozbawionego złudzeń, że kiedykolwiek w owym czasie miało to uczucie szansę na przetrwanie. A poznajemy ją, kiedy jest starszą panią, która mieszka w Polsce i kierowana impulsem, śmiercią swojej przyjaciółki, postanawia spisać swoje wojenne losy, których życie nie szczędziło, ani nie rozpieszczało.

„Niebieski motyl zamarł na ziemi ze złożonymi skrzydłami. Jakby zapadł w sen. Żadna z dziewcząt nie potrafiła oderwać od niego oczu, w milczeniu napawając się jego kruchym pięknem i gracją. Jego widok wlewał w ich dusze nadzieję, pozwalała na chwilę zapomnieć o głodzie, chłodzie i bólu, był obietnicą lepszego świata. Pozwalał wierzyć w to, co niemożliwe. W to, w co ludzkość wierzyła od zarania dziejów: w cud.” str. 343



W fabułę, autorka bardzo sprawnie wplotła historyczne fakty w rozdziałach zatytułowanych „Odpryski wojny”, gdzie zamieszcza autentyczne wycinki z propagandy nazistowskiej, w której mowa nie tylko o antysemityzmie lecz podburza się niemieckie społeczeństwo do nienawiści ludzi innych ras będących wrogami narodu niemieckiego. Widać w tych fragmentach wypaczone, przekręcone informacje. Są też fragmenty listów, ulotek, cytaty z wypowiedzi polityków oraz alternatywne obrazy ludzi, którzy znaleźli w sobie na tyle odwagi, by podobnie jak Marlene, przystąpić do ruchu oporu, sprzeciwiając się tym samym chorym wizjom i rządom Hitlera, ale narażając się na śmierć.

Hanni Münzer stworzyła nie tylko wyrazistych bohaterów, ale stawiała przed nimi bariery, których pokonanie było dla nich nie lada wyzwaniem, ale i próbą sił, znaczenia słowa – człowieczeństwo. Podobały mi się bohaterki, kobiety, z których przykład mogłoby brać wielu mężczyzn. Silne, harde, charakterne. Jednocześnie zastanawiam się, co wojna zrobiła z ich poczuciem prawdziwej kobiecości, wyzbyła prawdziwych uczuć, subtelności, majestatyczności roli matki, córki, żony. Dla oprawców, ludzie byli tylko ludźmi, wrogami, celem samym w sobie, by tępić wpajane im zło. Wojna zabierała im tożsamość, rodziny, przynależność religijną, etniczną, marzenia, pragnienia, cele postawione na piedestale.

„Świat się rozwija i kroczy naprzód: medycyna, nauki, nowe bronie. Tylko człowiek zdaje się trwać w swej ignorancji, pielęgnując rasistowskie zapatrywania i utrwalając męską dominację nad światem. Dlaczego wciąż na nowo pozwalamy, by garstka szaleńców strąciła nas w przepaść? Dlaczego dajemy wiarę demagogicznym hasłom?...” str. 536 




„Marlene" Hanni Münzer to powieść, która poraża swoją niezwykłą autentycznością, mimo iż to tylko fikcja literacka. To powieść o utracie najcenniejszych dla kobiety wartości. O moralności i etyce zapędzonych w najciemniejsze kąty obozowych ścian. To powieść, która stawia wiele pytań, często retorycznych, zmusza do chwil głębokiej zadumy, refleksji – ile człowiek znaczy w obliczu zagrożenia, ile jest w stanie zrobić, by przetrwać? Powieść, która ukazuje walkę jednostek, siłę ich charakterów, dramatyczne wybory, tragiczne obrazy i skutki tych wyborów. Powieść o próbie człowieczeństwa.

Polecam!

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu:





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz