czwartek, 2 marca 2017

„Mnie jest smutno z przyzwyczajenia” Paulina Ożegalska :)







Wydawnictwo Papierowy Motyl

Rok wydania: 2016

Ilość stron: 50

Tomik znajdziecie:





Czy można przyzwyczaić się do smutku? Okazuje się, że można, szczególnie jeśli wypływa on z serca, wypełnia każdą cząstkę naszego ciała. A w takim tonie utrzymany jest tomik Pauliny Ożegalskiej. Wiele jest w nim emocji i to naprawdę różnych. Od przejmujących liryką słów – obrazów, po nieprzeciętny żal i tęsknotę. Poszczególne wersy wierszy tworzą wyznania niczym wyrwane z pamiętnika wspomnienia. Poezja jak z fotografii, odbitych na stronach w kolorze sepii. 




Zastanawia mnie wyraz okładki. Próbowałam doszukać się odpowiedzi w treści. Czy ją znalazłam?

Wiersz otwierający tomik wyraża pewien rodzaj wspomnień zestawiony ze stanem emocjonalnym, jaki podmiot liryczny odczuwa w stosunku do swojego partnera:

Jest taka cisza

jak ta w Ustrzykach

że nic nie słychać

Jest ta krakowska

gdy słychać wszystko i nic

Jest ta między tobą a mną

kiedy hałasuję

byś jej nie usłyszał


Jest to poezja konkretna. Padają w niej pytania retoryczne, padają żale, wzbiera na sile smutek, żal, niepokój. Autorka świadomie gra na emocjach czytelnika. Pisze o swej nieograniczonej miłości do polskich gór używając w tych wierszach licznych metafor i personifikacji. To doskonałe środki poetyckie, które oddają Jej stan serca i duszy skalany odtrąconym uczuciem: „Znów w połoniny ramiona wpadam/ z kolejną nietrafioną miłością/ z tym swoim nijakim światem/ Tak blisko nieba łatwiej się oszukać/ że jeszcze może być dobrze.”




Dużo jest tutaj wierszy, w których autorka pisze o swej niełatwej miłości pełnej strachu, wątpliwości, by na końcu powiedzieć nam, że jednak nic z tego nie wyszło, rozleciało się na kawałki. Miłość wszak nie jest tak prostym i banalnym uczuciem, to nieustanna analiza skomplikowanych relacji, mnóstwa kompromisów, miliona wykrzyczanych słów, muzyki jaka gra nam wewnątrz i którą tylko my słyszymy: „Próbowałam cię zrozumieć/ z lampką wina w dłoni/ Próbowałam/ kopiąc kamień do znudzenia/ Próbowałam/ wdrapując się na szczyt/ i dopiero spadając/ dopiero wtedy w locie/ Zrozumiałam.” Jakkolwiek nie odnieść się do tych słów, można stanowczo powiedzieć, że racji jest w nich co niemiara. Ile potrzeba wyrzeczeń, na ile potrzeba pójść ustępstw, by dopiero w sytuacjach kryzysowych odczytać sens intencji drugiej osoby: „dziś mówisz mi, że koniec/ że ci się wydawało/ ale już odwidziało/ że ty myślałeś/ ale już przemyślałeś/ że to co było chyba tak/ teraz jest tylko raczej nie.” Jak smakuje odtrącenie? Podobnie jak porażka? A może jak gorzka pigułka, którą często bierze się na zapomnienie?




Są też wiersze o śmierci. Smutne, zimne, twarde i głuche jak wieko trumny, o którym autorka wspomina w jednym ze swych utworów. Są wiersze niczym przestrzenie refleksyjne, nabierające znaczenia i nowych kształtów. Są wiersze niczym podsumowania, zapiski z diariusza. Jest poezja szukająca i wodząca wzrokiem za próbą zrozumienia samego siebie, szukająca pocieszenia w ramionach czytelnika, wzdychająca, zadająca ważne pytania, odpowiadająca lakonicznie.


Co rzuca się odbiorcy na samym początku w oczy, to brak tytułów wierszy, jakby autorka opowiadała nam każdym z nich osobną cząstkę pewnej całości, którą zapisała na skrawkach utkniętych między stronami kajetu i zabawiała nas grą słowną. Opowiada od początku swoją historię, co to zaczyna się od miłości szczęśliwej i emocjonalnej, dającej poczucie bezpieczeństwa. Potem ta miłość okazuje się pomyłką, zostaje po niej tylko niczym nie opisany żal, tęsknota i nadzieja: „A ty mi mówisz/ że kwiaty jeszcze rozkwitną/ że był przymrozek/ ale odpuścił/ że przyjdzie słońce/ i wszystko zmieni/ A ja?/ Nie wierzę.” 

Po drodze umiera ktoś bliski, przychodzi chwila głębszej refleksji, wciąż jednak wracając do wątku, czym jest życie bez miłości. A na koniec, czas na podsumowania, zmęczenie wdzierające się w tożsamość każdego z nas.


Tomik doszedł do mnie z kolażem, który powstał na podstawie wierszy Pauliny Ożegalskiej, które wykonała Ewelina Lebida :)


„Mnie jest smutno z przyzwyczajenia” Pauliny Ożegalskiej jest liryką autorefleksji. Te lapidarne formy poetyckie są plastycznie ukształtowaną myślą, która odważnie stawia pytania, udziela świadomych odpowiedzi, budzi w nas chwilę zastanowienia. Wiersze w tomiku są jakby rozrzuconymi puzzlami, składającymi się na odpowiedni obraz życiowych ścieżek i wyborów. To poezja, która daje do myślenia, tworzy pewne tajemnice, budzi tęsknoty. 




Polecam!








Za tomik dziękuję autorce :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz