środa, 8 marca 2017

Najbliższy patronat medialny Recenzji Agi :)





Miło mi poinformować, iż już 14 marca, czyli za dokładnie sześć dni premierę będzie miała najnowsza powieść, będąca kontynuacją "Obudź się, Karolino" Aliny Białowąs, "Zaufaj mi, Karolino", która ukaże się nakładem Wydawnictwa Replika :)

Książce z przyjemnością patronuję medialnie :)





Dzisiaj już wiem, że czas to najlepszy lekarz, tylko trzeba mu zaufać... 

Karolina bardzo silnie przeżywa rozstanie z Filipem, mimo że ich małżeństwo zakończyło się wcześniej, niż ktokolwiek przypuszczał. Jest rozdarta pomiędzy uczuciem do męża a strachem przed nim. Pragnie wierzyć, że w dniu rozwodu będzie mogła zamknąć cały ten rozdział swojego życia za drzwiami z tabliczką „Nie wchodzić”, jednak w głębi serca przeczuwa, że nigdy nie odetnie się od swojej trudnej przeszłości. Być może właśnie dlatego tak trudno jest jej teraz nawiązać relację z Rafałem, jej wielką miłością z czasów szkolnych. W młodości chłopak nigdy nie zdradził przed nią swoich uczuć, za co dziewczyna obwiniała swoje piegi, które w jej przekonaniu były największym mankamentem jej urody. Czy teraz, po latach, Karolina odważy się wpuścić go do swojego życia? 


Raz zranionemu sercu trudno przywrócić pełnię ufności. Może głos rozsądku, dopuszczony do emocjonalnej sfery życia, będzie skutecznym lekiem na zabliźnienie ran? Historia Karoliny pokazuje, że uczucia warto dobierać starannie, bo fajerwerki miłości gasną równie szybko, jak wybuchają, choć przeznaczenia i tak nie da się oszukać. Nie brakuje niespodzianek w tej powieści. Warto przeczytać.
Aneta Kwaśniewska
Książki w eterze


FRAGMENT POWIEŚCI

"– Małżeństwo stron Karoliny Gajewskiej z domu Wysocka z Filipem Gajewskim rozwiązuję… 

Za każdym razem, kiedy śni mi się mój rozwód, głos sędziego milknie w tym samym miejscu, a ja zaczynam się tłumaczyć, że nie słuchałam rad mojej babci, która powtarzała mi, że życie daje nam znaki, abyśmy zastanowili się, czy nie wyrządzamy sobie krzywdy. Sędzia patrzy na mnie, ale nagle jego twarz i postać zmieniają się w Filipa, a on unosi ramię i zaciska dłoń w pięść. Chcę uciec, ale nie mogę oderwać stóp od podłogi, zaczynam krzyczeć i wtedy się budzę. Przez chwilę leżę nieruchomo, powtarzając: to tylko sen, to tylko sen. 

A później zapalam lampkę nocną z nadzieją, że jej światło nie pozwoli mi zasnąć. Ale zasypiam. I znowu pojawia się Filip. Ma na sobie tę samą czarną, skórzaną kurtkę, w której przyszedł zapisać się do biblioteki; kiedy wyjrzałam zza regału, wysoki, długowłosy mężczyzna stał odwrócony do mnie plecami. Moje serce przyspieszyło i pomyliło rytm, pewne, że to Rafał, pierwsza szkolna miłość. Niespełniona. 

Zakochałam się w Filipie, ufając, że spełni się moje marzenie o miłości. 

Nie spełniło się. 

Filip w dniu naszego ślubu udowodnił ciosem w moją twarz, jak wielką krzywdę sobie wyrządziłam, nie zwracając uwagi na znaki, które dawało mi życie, gdy zaczęła się nasza znajomość. 

Dziś nad ranem znowu obudziłam się z krzykiem. 

W pokoju było jasno, za oknem wiatr przesuwał białe obłoki. W całym domu panowała cisza. Sypialnia rodziców jest na parterze. Jeśli już wstali i rozmawiają, nie usłyszę ich głosów. Mój pokój jest na piętrze, na końcu korytarza, daleko od schodów. Dawniej, kiedy mieszkała z nami babcia, mama mojego taty, to był jej pokój. Lubię w nim przebywać. 

Gdy byłam dzieckiem, babcia nigdy nie zabraniała mi wchodzenia do tego pokoju pod jej nieobecność i przymierzania słomkowych kapeluszy oraz drewnianych korali wiszących na ścianie nad tapczanem. Wystrojona w kapelusz, z koralami na szyi, stawałam przed lustrem i robiłam różne dziwne miny. Na to wszystko spoglądał dziadek z dużej fotografii, oprawionej w białe ramy. Dzisiaj nie ma już na ścianie fotografii dziadka. Babcia, wyprowadzając się, zabrała ją ze sobą do pensjonatu spokojnej starości. Zostały korale i kapelusze. 

Nigdy wcześniej, kiedy jeszcze tutaj mieszkała, a ja nie wiedziałam, jaką tajemnicę przede mną ukrywa, nie pomyślałam nawet, że mogłoby jej z nami nie być. Może któregoś dnia uda mi się namówić ją, żeby do nas wróciła. 

„Skyfall is where we start…” – nagle zaśpiewała Adele w mojej komórce. 

Dzwoniła Miśka. Od dwóch tygodni była w Irlandii u swojego chłopaka..."


Niebawem zatem recenzja patronacka książki :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz