niedziela, 26 marca 2017

„#Wpadki. @grzechy językowe w mediach” Marta Kielczyk. O zasadach, które mimo wszystko obowiązują i zobowiązują nie tylko w mediach, ale też na co dzień :)







Wydawnictwo Ridero

Ilość stron: 260

Nowość wydawnicza

Książkę znajdziecie:





„Można mieć dużo wyrozumiałości dla ludzi, którzy w swojej pracy nie muszą wiedzieć wszystkiego o języku, mniej dla tych, którzy pracują w mediach albo prezentują w nich swoją firmę i dla mediów w jej imieniu się wypowiadają” str. 60

Książka skierowana do konkretnej grupy odbiorców, ale zdecydowanie stwierdzam, że może po nią sięgnąć każdy. To nie jest podręcznik sztywno i ogólnie tłumaczący, jak poprawnie używać naszego ojczystego języka, ale zbiór lekko napisanych minifelietonów, które lakonicznie wyjaśniają wszelkie podstawy i zasady poprawności, jakie obowiązują nie tylko w mediach, ale i w konfrontacji z tzw. językiem ulicy. Cieszę się, że autorka napisała tę książkę tak, by zrozumiał ją każdy czytelnik. Jasno, precyzyjnie, rzetelnie i czytelnie. 




Marta Kielczyk to znana dziennikarka telewizyjna i radiowa. Od lat związana z Panoramą w TVP2, także z TVP Info. Dziennikarskie szlify zdobywała w Polskim Radiu, w „Sygnałach dnia”. To tam zapracowała na tytuł „Chryzostoma” za poprawną polszczyznę. Zdobyła też tytuł Mistrza Mowy Polskiej, zasiada w Kapitule konkursu. Członek Zespołu Języka Mediów w Radzie Języka Polskiego przy Polskiej Akademii Nauk. Prowadzi videoblog o poprawności językowej w mediach pt. „Z DACHU”. 






Tuż po Nowym Roku słuchałam pewnej audycji radiowej o zasięgu publicznym. Nie pamiętam tytułu audycji, ale utkwiła mi ona w pamięci, bo pani redaktor czytała listy od słuchaczy. W jednym z nich, radiosłuchaczka prosiła, by państwo redaktorzy nie dzielili wyrazów na sylaby, co czynią nagminnie, a adresatka wiadomości jasno wraziła swoje niezadowolenie tłumacząc, że to nie tylko nieładnie, ale przede wszystkim brak szacunku do odbiorców – słuchaczy. Pani redaktor obiecała solennie poprawę. Hm...


Przyznam szczerze, że po bardzo kształcącej lekturze książki wyszło na to, że niestety, popełniam zupełnie nieświadomie błędy. Nie wynika to tylko z mojej niewiedzy, ale chyba przede wszystkim z tego, że przez te wszystkie lata, obracając się w różnych kręgach ludzi, człowiek swoją mowę dostosowywał przede wszystkich do facji, do jakiej przystępował. To, oczywiście nie jest żadna forma wytłumaczenia. Kiedy zaczęłam prowadzić bloga, łapałam się na tym, że tak jak mówię, tak coraz częściej piszę. Co tu dużo prawić, nie przywiązujemy uwagi do tego, co i jak mówimy. 


I wydawałoby się, że to, o czym pisze autorka, wie się, no jakże?... Pozory. Karmimy swój mózg tym, co wypracowaliśmy sobie przez te wszystkie lata. Przyzwyczajenie, nawyki, bo tak prościej, łatwiej. Nie zwracamy na nic uwagi, nie przeszkadza nam, że ktoś rozmawiając z nami, kaleczy język. A szczególnie teraz, dzisiaj, w erze wszechogarniającej elektroniki i naszym życiu fast. Skróty myślowe są w modzie, bo nie ma się czasu na pisanie całych słów, zdań, poprawnie. Szybko, w pośpiechu budujemy coś, co zaczyna przechodzić do świadomości naszych dzieci. Czy to jest właściwy, dobry kierunek? 





Autorka swój zbiór luźnych, pisanych prostym, zrozumiałym językiem felietonów, skierowała przede wszystkim do ludzi pracujących w mediach, bądź branżach pokrewnych, nierzadko zwracając uwagę czytelnika na to, że nawet ludziom na wysokich, kierowniczych stanowiskach zdarza się mówić niepoprawnie. Cóż... jesteśmy tylko ludźmi, albo aż(!)... Tylko spójrzmy też na to przez pryzmat szacunku. Jeśli chcemy być przestrzegani poważnie, szanujmy się nawzajem. Estyma swój początek bierze zawsze z rozmowy. 


Bardzo mi się podoba, że autorka nie skupiła się tylko na tzw. pouczaniu lecz rzeczowo, konkretnie przedstawia problem w najczęstszym popełnianiu błędów, przedstawiając je w różnych kontekstach słownych. Odpowiada na pytania: jak powinno się je stosować, najczęstsze przyczyny tych błędów, a także, dlaczego łatwiej nam skupić się na nieprawidłowościach. Oprócz swoich spostrzeżeń przytacza formy poprawne słów; błędne, powszechnie stosowane oraz definicję poprawności językowej udostępnioną przez językoznawców. 





Cóż, ja po książkę sięgnęłam już nie jeden raz. Wierzę też, że pozycja przysłuży się wielu innym, nie tylko grupie, do której jest ona skierowana. A język, to wbrew pozorom, ważna sprawa. Dzisiaj nie zwraca się już uwagi na potoczności i skróty wkradające się do naszych rozmów, korespondencji. Zbiór felietonów pod dosyć przewrotnym, ale niesamowicie trafnym i intrygującym tytułem, zwraca uwagę na powielane błędy w mediach, bo książka powstała na podstawie doświadczenia autorki:

„Napisałam tę książkę, bo od lat obserwowałam nieporadność językową gości przed mikrofonem, czasem ich „usztywniał”, co powodowało, że chcieli być bardziej „ą, ę”, czasem w emocjach obnażał najgorsze nawyki językowe. Zbierałam więc w głowie katalog zasad językowych i niechlubny spis błędów, tego typu wpadek, potem zaczęłam notować największe „wygibasy”, aż usiadłam i to wszystko spisałam.”






Jest wiele pozytywnych cech tej książki. Felietony nie zanudzają. Autorka często opisuje swoje spostrzeżenia, niepokoje, luźne myśli powiązane aktualnością przytaczanych błędów. Książka, która uczy, przygląda się problemom językowym z wielu stron, podaje ważne, poprawne odpowiedzi i rozwiązania. I wreszcie książka opisująca wpadki, jakie popełniają ludzie mediów, a oni powinni świecić przykładem. 

Jak to w ogóle jest z naszą poprawnością? Książkę polecam, zdecydowanie!




Za egzemplarz dziękuję Autorce, Pani Marcie Kielczyk :)



Książka rozpocznie drugi etap cyklu literacko-kulturalnego, do wygrania niebawem :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz