"Akceptacja tego, na co nie mam wpływu – pierwszy krok do zmiany życia na lepsze" Wywiad z Małgorzatą Rosicką :)






Pani Małgorzata Rosicka to osoba bardzo sympatyczna, otwarta i wrażliwa. Całkiem niedawno nakładem Wydawnictwa Literacka PKP – Jazda ukazał się Jej debiut literacki „1000 kropel”, w której to autorka opisuje swoje obserwacje i doświadczenia z wielu perspektyw, w zależności od etapu życiowego, na jakim w danym momencie się znalazła. 

Fot. nadesłana. Z prywatnego albumu autorki.



Jest absolwentką studiów podyplomowych na Górnośląskiej Wyższej Szkole Handlowej, life&bussines coach oraz pisarką. Pomaga ludziom spełniać marzenia. Buduje z nimi drabinę, po której mogą się do nich dostać. Uwielbia podróże. Inspiracje zaś czerpie z natury, książek i fotografii. 


Dzisiaj, zapraszam Was na wywiad pod wieloma względami inspirujący i dający nadzieję, że są wśród nas jeszcze ludzie, którzy jednak potrafią nam pomóc, wesprzeć. O czym rozmawiałyśmy? Krótko – o życiu.



Pani Małgosiu. „1000 kropel” to Pani debiut a jednocześnie spełnienie Pani literackiego marzenia. Wiem, jakie to dla Pani ważne. Chciałabym, żeby swoją radością podzieliła się Pani z czytelnikami. Czym jest dla Pani ta książka? 

Książka jest dla mnie samej ogromnym zaskoczeniem. To od niej wszystko się zaczęło, choć pierwsze próby literackie napisania publikacji opartej na własnych doświadczeniach podejmowałam wcześniej. Nie zakończyły się one sukcesem wydawniczym, choć nie powiedziałam jeszcze ostatniego słowa. „Zaczyn” cierpliwie czeka na odpowiedni moment. „1000 kropel” pisałam naturalnie, bardzo często jadąc autobusem, na znanym portalu społecznościowym, w ogóle nie myśląc o tym, żeby spisać myśli w formę dzieła literackiego. Do czasu, aż znajomy stwierdził, że to świetny materiał na książkę. To wywołało najpierw zdziwienie, potem krótką analizę faktów, aż w końcu podjęcie działania. Tytuł również ma swoją historię i jest inspirowany kroplą, która drąży skałę, a został mi „podany na tacy” przez znajomego. Oprócz zaskoczenia pojawia się również wątek spełnienia młodzieńczego marzenia o napisaniu książki i rozdawaniu autografów na wieczorach autorskich. „1000 kropel” zostało napisanych w październiku 2015 roku, ale ze względu na ogromny ładunek emocjonalny jaki niosły ze sobą krople musiała upłynąć odpowiednia ilość czasu, żeby mogła rozpocząć się nad nimi praca redakcyjna, którą rozpoczęłam w październiku 2016 roku wspólnie z redaktorem Piotrem Goszczyckim. Za tę pracę i wsparcie jestem mu bardzo wdzięczna. 


Połączyła Pani swoje marzenie z niejako doświadczeniem zawodowym na stanowisku life coacha. Na ile to doświadczenie było pomocne przy pisaniu książki?

Od kilku lat jestem przekonana, że w życiu nie ma przypadków, ale to historia na inną pozycję literacką. Tak się złożyło, że praca redakcyjna trwała w czasie kiedy kończyłam studia podyplomowe. Zawdzięczam im to, że wszędzie tam gdzie się dało, pozbawiłam Czytelnika swojej sugestii. Od zapisania pierwszej litery bardzo zależało mi na tym, żeby nie była zbiorem sugestii. Na ile cel został osiągnięty – pozostawiam ocenie Czytelników. Studia pomogły mi tak przeformułować pytania, które zadaję Czytelnikowi, żeby spojrzał na swoje życie z innej perspektywy, przez „inne okulary”, może przez lupę. Którą opcję wybierze, to już jego decyzja. 

W swojej recenzji podkreśliłam, że trudno jednoznacznie przypisać kategorię literacką Pani książce. Na jakiej półce postawiłaby Pani swoją pozycję?

To bardzo trudne pytanie. Nie jest to egzemplarz z kategorii moralistyki, ani tym bardziej typowego poradnika, który zawiera „przepis na dobre życie”. Myślę, że z powodzeniem można go postawić na półkach z napisem „inspiracja”, „powiew świeżości” i „odkrywcze samopoznanie”.

„1000 kropel” nie jest typowym poradnikiem. Cieszę się, że nie użyła Pani typowego dla poradnika języka pełnego terminologii, czy suchych danych, faktów. Na bazie swojego życia napisała Pani coś zupełnie niecodziennego i niesztampowego, że każdy czytelnik, który weźmie książkę do ręki będzie mógł w sposób zrozumiały zagłębić się w jej treść. Na czym polega ten sukces?

Nie jestem lekarzem, żeby używać terminologii niezrozumiałej często dla mnie samej. Faktem jest, że od kilku lat współpracuję z psychologami i psychoterapeutami, ale właśnie po to, żeby zrozumieć i niejako „przełożyć” ich język na zrozumiały dla każdego człowieka, bez względu na jego wiek, stan materialny czy status społeczny. Odkąd sięgam pamięcią nigdy nie chciałam iść tam gdzie wszyscy, zawsze szukałam swojej drogi, choć nieraz się potykałam i spadałam niejednokrotnie w „przepaść”. Suche dane to coś, co kojarzy mi się z matematyką, analizą, badaniami naukowymi. Był taki czas w moim życiu, kiedy bardzo lubiłam analizować, badać, obliczać statystyki itp. Dziś, z perspektywy czasu analizę staram się ograniczać do niezbędnego minimum. Często jedyną analizą podejmowaną przeze mnie jest pytanie: czy mam na to wpływ? Jeśli odpowiedź jest twierdząca, wtedy przyglądam się temu, jaki cel mam osiągnąć i sprawdzam, czy droga, którą idę doprowadzi mnie do celu. Jeśli jednak odpowiedź jest przecząca, wtedy łatwiej jest mi przyjąć to, co się dzieje w danej chwili bez nieustannego dopytywania: dlaczego? Takie dopytywanie i swego rodzaju rozpamiętywanie, to nie tylko strata czasu, ale przede wszystkim ogromna utrata energii osobistej, bez której przecież nie można żyć.





Odwołując się do książki. Na czym polega praca nad równowagą życia prywatnego a zawodowego? Dlaczego niektórym ludziom ciężko jest oddzielić dom od pracy? Chodzi mi o emocje, problemy, jakie przenosimy do pracy?

To nie jest kwestia tego, czy komuś przychodzi oddzielenie pracy od domu ciężko czy lekko. Kiedy nie mamy równowagi, powoli wszystko zaczyna spadać w dół, coraz niżej i niżej, czujemy pętlę, która zaciska nam się na szyi coraz bardziej odcinając dopływ świeżego powietrza. To jest powolny proces, często niezauważalny w codzienności, dopiero kiedy upadamy bardzo nisko opamiętujemy się, że coś trzeba zmienić. Bardzo długi okres czasu miałam coś takiego, że w domu „pracowałam” a w pracy byłam „gospodynią domową” w ogóle tego nie widząc. Bardzo źle się wtedy czułam psychicznie, w pracy coraz częściej popełniałam błędy, a w domu byłam sfrustrowaną mamą i żoną. Wszyscy cierpieli, a nikt nie wiedział jak to zmienić. Niestety nie pamiętam co, albo kto mi w tamtym czasie pomógł. W każdym razie dziś wiem, że wtedy bardzo brakowało mi uważności i skupienia na tu i teraz. Dzisiaj jestem na takim etapie życia, że potrafię to robić skutecznie, dzięki czemu łatwiej mi żyć. 

Wiem, bo kilkakrotnie podkreślała to Pani w książce, jak ważną rolę w pracy nad sobą pomogła Pani wiara. Na ile sfera duchowa jest w naszym życiu ważna i potrzebna?

Wiara to jedno, a sfera duchowa to drugie. Temat działania Żywego Boga w moim życiu, to materiał na inną pozycję. Nie trzeba być osobą wierzącą w Boga, żeby mieć bogate życie duchowe. Mówię o tym w ten sposób, ponieważ sama znam takie osoby. Kiedyś wydawało mi się niemożliwe oddzielenie tych dwóch rzeczy od siebie. Kilka lat temu moje życie było pełne pracy i wkładanego wysiłku w to, co robiłam, ale nie czułam się spełnioną kobietą, nie byłam szczęśliwa. Cały czas czegoś szukałam i kiedy wydawało mi się, że to już odnalazłam, okazywało się, że to nie to. Tym czymś czego szukałam był sens życia. Dziś każde działanie, jakiego się podejmuję ma sens i dokładnie wiem, gdzie ma mnie zaprowadzić. Doszłam do tego rozmawiając ze swoim przełożonym w pracy. To dzięki niemu zobaczyłam coś, na co nigdy wcześniej nie zwracałam uwagi, a co cały czas miałam w sobie. To był zasób, z którego nie korzystałam. Byłam nieświadoma siły i energii, jaką mam i co mogę z nimi zrobić. To było przebudzenie duchowe, którego się nie spodziewałam. Myślę, że każdy z nas, żeby robić coś dobrze w swoim życiu potrzebuje widzieć owoce pracy, którą wykonuje choćby one były najmniejsze. Wtedy sam siebie motywuje do działania i czuje się spełniony. 


Fot. nadesłana. Z prywatnego albumu autorki.




Tytuł książki „1000 kropel”. Proszę wyjaśnić jego głębsze znaczenie.

Ktoś kiedyś powiedział, że „Kropla drąży skałę nie siłą, lecz ciągłym spadaniem”. O ile człowiek bez jedzenia może przeżyć dosyć długo, o tyle bez wody niestety nie. Tysiąc kropel, to inaczej tysiąc razy więcej życia. Kropla to woda, która działa jak w kroplówce, dostarczana jest w bardzo małych ilościach, żeby nie wywołać szoku i nie spowodować „utopienia” Czytelnika w nadmiarze informacji, które sam o sobie odkryje.”1000 kropel”, to książka do powolnego czytania, delektowania się nią, zastanawiania się nad odpowiedziami na pytania w niej zawarte. To również pozycja, w której każde słowo ma znaczenie, które każdy z Czytelników odkryje, jeśli tylko jest na to gotowy. 

Napisała Pani w swoim biogramie, że inspiracje czerpie z natury, książek i fotografii. Co daje Pani największej motywacji do pracy?

Największą motywacją do pracy w pierwszej kolejności dają mi jej owoce, to poczucie sensu życia. Zaraz potem jest moja wewnętrzna motywacja, która płynie z samej pasji pisania. Przykład: kiedy powstawało „1000 kropel” w komputerowym pliku, palce na klawiaturze poruszały się szybciej niż mózg zdążył zarejestrować myśli w sposób świadomy. To było niesamowite doświadczenie. 

Coś od siebie dla czytelników:

Jeśli chcesz przeżyć coś wyjątkowego, pełnego dobrych emocji, humoru, pozytywnych refleksji, odbyć jedyną swego rodzaju bezpieczną podróż wgłęb siebie, odkryć obszary, w które dawno nie zaglądałeś, to zapraszam do lektury „1000 kropel”. To książka o życiu, napisana dla życia, by po różnych czasem niefajnych doświadczeniach pokazać Ci, jak można odrodzić się z popiołów jak Feniks.


Dziękuję za rozmowę.




Pozycji patronuję medialnie. Książka dostępna:

Komentarze

Popularne posty