poniedziałek, 3 kwietnia 2017

Konkurs patronacki! Opowiedz i wygraj!








Kochani!

Wczoraj ukazała się recenzja patronacka "Zanim zapomnę" Iwony Wilmowskiej, dzisiaj przyszedł czas na konkurs. Pytanie konkursowe, jak to zwykle u mnie bywa, łatwe, ale do dowolnej interpretacji. 

Każdemu z nas trafiają się w życiu, czy to chwile, czy zdarzenia, o których wolelibyśmy zapomnieć. Jeśli coś takiego w Waszym życiu miało miejsce, napiszcie o tym. Oczywiście, zwyciężą dwie najciekawsze odpowiedzi. Mam bowiem do rozdania dwa egzemplarze powieści :)

Wiem, że na Waszą kreatywność można liczyć, zatem, trzymam kciuki!






Regulamin:

Odpowiedzi zostawiacie w komentarzach pod postem.

Konkurs trwa: 03.04 - 24.04 do godz. 23:59

Polubcie profile Autorki - Iwony Wilmowskiej , sponsora nagrody - Wydawnictwa Replika oraz mój :)

Udostępnijcie post konkursowy, zaproście znajomych do wspólnej zabawy, w końcu uczestnictwo w konkursie ma być przyjemnością :)

Ważne! Jeśli bierzecie udział w konkursach, sprawdzajcie wówczas wyniki :) Czekam bowiem na zgłoszenia zwycięzców do trzech dni po ogłoszeniu wyników! :)



Powodzenia!

Aga :)

2 komentarze:

  1. Zapomnieć chce o tym co boli , co bolu zrodziło i samej niedoli Zapomnic chce o tym co na sercu mi leży , ale czy zapomnieć sie ? Chcesz odpowiedzieć ci szczerze ? zapomnieć chce.....z fb obserwuje jako Barbara Pawlik

    OdpowiedzUsuń
  2. Moja historia może spotkała wiele osób i może komuś wydać się zwyczajna, ale ja chciałam swego czasu o tym jak najszybciej zapomnieć... Ale od początku. Otóż jakieś 3 lata temu czułam, że brakuje mi czegoś w życiu, miałam ukochany kierunek studiów, znajomych i rodzinę, ale cały czas czułam, że to nie do końca to... W końcu wpadłam na to, że brakuje mi miłości. Znacie to uczucie, kiedy widzicie całującą się parę, a Was przeszywa coś na wskroś, do złudzenia przypominającego jakąś szpilę? Tak właśnie się czułam w tamtym momencie. Jednak pewnego dnia się wszystko zmieniło o 360 stopni... Na moje konto, na którymś z portali randkowych odezwał się pewien chłopak. Z wyglądu może nic specjalnego, ale mi od razu się bardzo spodobał. Zaczęliśmy rozmawiać, na tych rozmowach spędzaliśmy długie wieczory. Dziwiło mnie trochę, że nawet będąc w pracy może sobie swobodnie "siedzieć" na Facebooku, ale nie wnikałam w to. Z początku nie zauważałam, że jednak nie pasujemy do siebie, że różnimy się tak bardzo, że jednak nic z tego nie będzie. Może aż tak bardzo się zakochałam, że nie chciałam tego widzieć? Zaproponował spotkanie, z początku się wzbraniałam, trochę się obawiałam spotykać z kimś kogo znam tylko z Sieci, ale w końcu przełamałam się i się zgodziłam. Zaczęliśmy się spotykać regularnie, ja byłam wtedy przeszczęśliwa, nie mogłam się doczekać każdego spotkania z nim, chodziliśmy na spacery i do kina. W końcu pewnego dnia zaproponował, żebym została u niego na weekend. To miał być mój pierwszy raz, kiedy spędzałam noc u faceta. Zgodziłam się, oczywiście i było naprawdę cudownie. On zapatrzony we mnie, ja w niego. Jednak potem stopniowo zaczęło się coś psuć. Zauważyłam, że coraz rzadziej rozmawiamy ze sobą, że jak ja pierwsza nie napiszę to on się do mnie nie odezwie, a kiedy mu to wypominałam, stwierdzał, że się czepiam i że szukam problemu tam, gdzie go nie ma. W międzyczasie nadeszła Wielkanoc, on mnie poprosił żebym Święta spędziła z rodziną, on spędzi ze swoją i żebym się nie odzywała do niego. Byłam w totalnym szoku. Rzecz jasna, nie wytrzymałam i nawypisywałam do niego kilka wiadomości. On się wściekł i stwierdził, że po Świętach musimy poważnie porozmawiać. Wiecie co? Ja się wtedy jeszcze łudziłam, że może powie, że jest między nami źle, ale że mu zależy i chce walczyć o nas. Wiecie co dostałam? Przysłowiowe ochłapy. Pamiętam, że tamtego dnia było już pięknie i słonecznie, to był w końcu 24 kwietnia. Umówiliśmy się zaraz po moich praktykach. Pełna nadziei szłam na to spotkanie. Jednak, gdy tylko ujrzałam jego minę, wiedziałam, że nie skończy się to dobrze. Co od niego usłyszałam? Że go zamęczam, że on ma kilka problemów w pracy, a ja zamiast mu pomóc o nich zapomnieć to dowalam mu jeszcze swoje. I stwierdził, że powinnyśmy się rozstać. Tak po prostu. Nie mogłam tego przeboleć. Na moje nieszczęście, na miejsce rozstania wybrał te, które było jednocześnie miejscem naszej pierwszej randki. Spowodowało to, że czułam się jeszcze gorzej. Nie wiem ile siedziałam na ławce, ludzie mnie otaczający się zmieniali, a trwałam tam niezmiennie, a łzy wcale nie chciały lecieć... Wszyscy mi powtarzali, że zasłużyłam na kogoś innego i że dobrze, że teraz się ze mną rozstał a nie np. po kilku latach. Ale co z tego, skoro moje serce wyrywało się do niego i chciało nieustannie galopować w jego kierunku? W końcu o nim zapomniałam, ale był to ciężki okres dla mnie. Wiele mnie nauczył i dzięki niemu czuję się teraz o wiele silniejsza.

    OdpowiedzUsuń