„Ostatnia powieść Marcela” Katarzyna Tubylewicz. Niejednoznaczna, wielopłaszczyznowa, zaskakująca, zagadkowa...






Wydawnictwo Wielka Litera

Ilość stron: 283


Nie mniej, ale pewnie i więcej przymiotników można przypisać powieści Katarzyny Tubylewicz „Ostatnia powieść Marcela”. Tak zaskakująca, co wielokierunkowa, nie bez ironii, głębokich wywodów, emocjonalnych opisów, z wieloma obrazami, które potrafią na siebie się nakładać, przeplatać niejednoznacznością i gorzkim obrazem wyczerpanego oczekiwaniami czytelników pisarza, który grzęźnie w absurdzie swojego życia, jak w błocie. Niezwykle sugestywny, pozbawiony złudzeń, gwałtowny, choleryczny świat Marcela, głównego bohatera powieści, to po części jeden z obrazów współczesnego mężczyzny, wyrachowanego, traktującego kobiety przedmiotowo, dla którego kobieta jest tylko ozdobnikiem, fragmentem jego wybujałej wysokim ego, mniemaniem o sobie codzienności i wyobraźni, czy oficjalnego szczebla kariery.

Na pewno nie jest to powieść z gatunku łatwych i lekkich w odbiorze, przy której można wypić poranną kawę i zrelaksować się. To powieść z podgatunku psychologicznych, w którą należy się głęboko wgryźć, by zrozumieć jej sens i przesłanie. Przepełniona fragmentarycznym życiorysem Marcela i napotkanej przypadkowo Hanny. Pierwsze spotkanie z Hanną wywołuje w bohaterze pewien rodzaj konsternacji, budzi zmysł zdobywcy i chęć rozgryzienia zagadkowej dziewczyny, która o dziwo znajduje z nim dosyć szybko nić porozumienia. Ostatecznie, Marcel przerywa podróż i postanawia pomóc Hannie. Jak się zresztą okaże, Hanna wniesie do jego życia wiele nowego, no i podejmie się pewnej roli. Jak dogadają się tak skrajnie emocjonalni ludzie, z różnymi poglądami, przeżyciami, doświadczeniami? 




Obrazy retrospekcji czasowej dają nam pewną wizję przeszłości obojga. Zarówno Hannę jak i Marcela łączy jedno - skomplikowany, zagmatwany życiorys. Hanna to przede wszystkim dziewczyna prosta, z prowincji, która z tego powodu ma liczne kompleksy. Co prawda poznajemy jej przeszłość, ale autorka postanawia w nim wiele znaków zapytania i domysły, które ciągną się za bohaterką do dnia, w którym ją poznajemy. Hanna przede wszystkim cały czas szuka określenia i celu w życiu, błąka się w swoim hermetycznym świecie, w toksycznych, pozbawionych emocji związkach z mężczyznami. Hanna nie miała w życiu łatwo. Kulminacyjnym punktem była decyzja jej matki, która życie rodzinne postawiła na jedną szalę i wyemigrowała dla zarobku, zostawiając córki pod opieką babki i bezrobotnego ojca. To właśnie ta sytuacja wzmocniła dziewczynę na dalsze lata. Hanna wiedziała, że jest skazana na siebie, że może liczyć tylko na siebie. Co w jej życiu zmieni nietypowa i bardzo niecodzienna znajomość z Marcelem?


Marcel z kolei to poszukujący natchnienia pisarz, wypalony wewnątrz z inspiracji. Narcystyczny charakter Marcela wznieca jeszcze bardziej jego choleryczne podejście do napisanych wcześniej powieści. Coraz bardziej przytłaczają go ciągłe oczekiwania czytelników, by pisał na takim samym poziomie, co poprzednie książki. Plastyczne opisy autorki sprawiają, że żrącą frustrację Marcela wręcz czuje się na własnej skórze, ta niemoc, momentami zawieszenie między przeszłością a teraźniejszością. Mężczyzna z syndromem kobieciarza coraz częściej wraca do wspomnień. Do chwil spędzonych z córką i palącym poczuciu, że mógł bardziej się postarać o tę miłość do córki. Nie bez znaczenia jest fakt, że Marcel nie potrafi znieść konstruktywnej krytyki, że zrobi wszystko by obronić swoje racje. Zresztą, który pisarz to lubi? Skłócony z rodziną, wciąż walczący o dobre imię wśród bliskich, którzy niczego zresztą mu nie ułatwiają. Ten bohater jest jak widmo. Niby go znamy i jesteśmy w stanie przewidzieć jego reakcje, a z drugiej strony jest on tak nieprzewidywalny, iż czasami trzeba się zastanowić, z czego wynika takie czy inne zachowanie. 




Autorka stworzyła bardzo wyrazistych bohaterów, którym umiejętnie manipuluje w życiorysie i doświadczeniach. W tej powieści nic do końca nie jest jednoznaczne. Czytelnik spodziewa się, że znany z licznych podbojów miłosnych Marcel w końcu zdobędzie uwagę Hanny i po prostu ją wykorzysta, jak poprzednie kobiety w jego życiu. Tymczasem w tym przypadku jest zupełnie inaczej. Hanna zaimponuje mu intelektem i wrażliwością. Duże znaczenie w budowaniu fabuły ma dwugłosowość narratorów i obserwacja tych samych wydarzeń z dwóch perspektyw, co jest zresztą zabiegiem nie tylko ciekawym, ale celowym, bo uwydatniającym tożsamość i odnalezienie swojego alter ego bohaterów. 

„Ostatnia powieść Marcela” Katarzyny Tubylewicz to powieść wielopłaszczyznowa, bez utartych schematów, nieprzewidywalna, przejmująca i na pewno sugestywna. Trochę przewrotna, ale wciągająca od pierwszych wersów. Powieść, w której jest wiele pytań, wątpliwości, niejasności. To też opowieść, że nie wszystko w życiu udaje się do końca po naszej myśli, a my stwarzamy sobie tylko dla spokoju, zagłuszenia wyrzutów sumienia pozory. Autorka stworzyła tę ekspresywną pozycję również po to, by ukazać napięte jak struna, wzruszające, ale i urzekające relacje międzyludzkie, relacje między młodą dziewczyną a starzejącym się pisarzem, który rozpaczliwie szuka inspiracji oraz środowisko nadętych pisarzy, krytyków literackich. To też opowieść o smutku, rozbrajającej samotności i niewygodnych rolach życiowych. I wreszcie to opowieść o miłości rodzicielskiej i skomplikowanej szansie na prawdziwe życie.




Polecam!



Komentarze

Popularne posty