[Recenzja przedpremierowa] „Poszukiwacz marzeń. Z kamerą na wojnie w Brazylii” reportaż Karoliny Kozioł. Ku refleksji i głębszemu wsłuchaniu się w siebie...






Wydawnictwo Psychoskok

Ilość stron: 80

Premiera książki: 19.04.2017

Książkę znajdziecie:





Niektórym gatunkom literackim nie potrzeba obszernych objętości merytorycznych, by z zapisów autora wydobyć esencję i sugestywne przesłanie tego, co chce nam pokazać, opisać. Wśród nich są też książki, które zapadają głęboko w pamięci. Taka bez wątpienia jest książka Karoliny Kozioł, wydana w postaci reportażu „Poszukiwacz marzeń. Z kamerą na wojnie w Brazylii”, którą czyta się jednym tchem, bo wciąga od pierwszych wersów, a jednocześnie poraża treścią opowiedzianych przez autorkę naocznych wydarzeń i historii poznanych przez nią ludzi.


Karolina Kozioł wraz z czwórką przyjaciół ze studiów dotarła do Rio de Janeiro. To właśnie tam zaczęła realizować jedno ze swoich marzeń. Reportaż o brazylijskich slumsach. Jak się okazuje, obala wszelkie mity i powszechne opinie o tym, jakoby Rio było „miastem Boga”. Wszechobecna bieda, nędza, korupcja, nieustanne wojny między mieszkańcami faweli a policją dają czytelnikowi wrażenie, iż znalazł się w innym, o którym dotychczas miał, jak się okazuje, błędne informacje miejscu.

„Kiedy w Europie panuje lato, w Ameryce Południowej jest zima. Hm, zima. Łagodna zima, bo temperatury sięgają czasem 35 stopni Celsjusza.”

Autorka, na kilkudziesięciu zaledwie stronach swej niezwykle sugestywnej, zawierającej plastyczne opisy powieści, zawarła wszystko to, co może zawrzeć dobry reporter. To nie tylko fragmenty dialogów z mieszkańcami Rio de Janeiro, opuszczonych przez Boga faweli, ale też konwersacje z członkami mafii, czy z członkami specjalnej grupy policyjnej, szkolącej swoich pracowników w różnorakich warunkach, kładąc nacisk na sprawność i siłę fizyczną.


Karolina Kozioł - producentka, reżyserka, aktywistka stowarzyszenia na rzecz praw człowieka, aktywna członkini UNICEF. Od kilku lat kręci filmy dokumentalne m.in. o życiu w Wielkiej Brytanii, Indiach, Francji, a ostatnio Brazylii. W 2016 ukończyła Uniwersytet Walijski w Aberystwyth na kierunku filmowo-teatralnym. Podczas studiów otrzymała stypendium na Uniwersytet w Stanach Zjednoczonych, w stanie Ohio, gdzie otworzyła Dream Cathedra Film Studio. Studio przyniosło jej pierwsze sukcesy filmowe w USA za kampanie antybullingowe, które tworzyła. Od września 2016 mieszka w Londynie i uczęszcza na studia magisterskie na Uczelni Artystycznej w Londynie o kierunku telewizyjno-filmowym z językiem francuskim. Podczas studiów zaczęła współpracować z brytyjską telewizją — Channel 4. 


„Fawela to miejsce przez wielu określane jako dzielnica nędzy. W samym Rio faweli jest ponad 100. Nazwa „fawela” pochodzi od rośliny rosnącej na wzgórzach w Rio de Janeiro. O brazylijskich slumsach słyszałam bardzo wiele. Z jednej strony miało być biednie, np. domy budowane ze śmieci, a z drugiej strony wcale miało nie być biednie, bo każdy ponoć ma telewizor satelitarny, iPhone...”





Z przyjaźniami i znajomościami jest różnie. W trakcie realizacji pierwszych odcinków reportażu, ci z którymi Karolina przyjechała do Rio, po kolei wykruszali się, wymawiając się słabą odpornością psychiczną na warunki, jakie przyszło im zobaczyć. A te były wręcz tragiczne. Do faweli nie wszyscy mogą wejść, trzeba mieć przewodnika, zaufaną osobę, która zna daną fawelę i warunki w niej panujące. Trzeba mieć przy tym odrobinę szczęścia. Założenie autorki było proste, dojść do jak największej liczy osób – mieszkańców biednych faweli, by zadać im zaledwie kilka prostych pytań. O marzenia, popełnione w życiu błędy. Ludzie, którzy w nich mieszkają, żyją w nich całymi rodzinami, już nawet nie tylko tą bliską, ale i dalszą. Często na dwóch, trzech pokojach po 8, 10 osób. Najbardziej bulwersujące są sterty śmieci znajdujące się w niemałej odległości od maleńkich domów, na których zbierają się szczury, a fetor rozkładających się śmieci z fekaliami jest dla postronnych nie do zniesienia. Co robi wrażenie, to serdeczność i gościnność dla „białych”, którzy się tam pojawiają.


„W Brazylii biały człowiek uważany jest za przedstawiciela wyższej klasy społecznej. Tłumaczy się to tym, że osoby o ciemniejszym kolorze skóry spędzają więcej czasu na zewnątrz jako tania siła robocza. Pracują cały dzień na słońcu, to ich skóra jest ciemniejsza. Biały uważany jest zatem za kolor wyższej klasy, związanej z nauką, pracą w biurze i wykształceniem.”


Gościnność, wielki szacunek do kobiet, walka na śmierć i życie w obronie swojego dobytku, miejsca na ziemi, bliskich, rodzin, to stałe elementy brazylijskich faweli, które ewidentnie nie wpisują się w krajobraz kraju, dlatego oddzielane są od niego wysokim murem, by nie odstraszyć turystów.





Autorka przygotowała dla czytelnika wiele przerażających fragmentów prawdziwej opowieści o życiu w brazylijskich slumsach. Nie sposób wszystkich opowiedzieć i zdradzić, musicie po prostu sięgnąć o książkę. Podziwiam ją za odwagę i konsekwencję w realizacji swoich marzeń i życiowych celów, często zaglądając do miejsc niebezpiecznych, narażając swoje życie. W takich też sytuacjach i przy okazji takich wyjazdów można łatwo przetestować znaczenie słowa przyjaźń. Wyjazd do Brazylii pokazał, kto może określać się tym mianem. Z drugiej jednak strony, spróbujmy wczuć się w ich sytuację. To nie żadna próba usprawiedliwienia, ale chęć zrozumienia. Może lepiej, że już na samym początku określili swoje położenie i odczucia?


Mnie osobiście czytało się tę pozycję z wielką przyjemnością. Autorka zaimponowała mi odwagą, siłą, determinacją, konsekwencją. Czytając książkę schodził mi z oczu wyimaginowany obrazek rodem z kolorowych prospektów oferowanych przez biura turystyczne, obrazek pięknego miasta ze statuą Chrystusa Odkupiciela. Dotarcie do zwykłych, prostych ludzi jest wielką sztuką. A marzenia mają różne, jak każdy. Ile ludzi tyle marzeń. 






„Poszukiwacz marzeń. Z kamerą na wojnie w Brazylii” Karoliny Kozioł pokazuje czym jest wolność zwykłych ludzi za wysokim murem, którzy swoje życie codzienne podporządkowali nieustannym wojnom. Autorka z największą precyzją i dbałością, językiem prostym, nieskomplikowanym opisuje otaczającą ją przez moment rzeczywistość. A ta jest brutalna, pozbawiona złudzeń i marzeń. 

Pozycja zyskuje na wartości poprzez zdjęcia. Nie ma ich liczonych w tabunach, ale znakomicie oddają klimat slumsowej rzeczywistości. Poraża bezpośredniością i plastycznością opisów, zmusza do głębszej refleksji. To pozycja, która zapadnie Wam na długo w pamięci.


Ja polecam!


Za egzemplarz przedpremierowy dziękuję Wydawnictwu:



Komentarze

Popularne posty