piątek, 5 maja 2017

Audiobook. „Nie gaś światła” Bernard Minier. Trzyma w napięciu od początku do końca... Co byś zrobił, gdyby ktoś nagle zaczął odbierać ci twoją tożsamość? Kosmos, Rosjanie i chorobliwa zazdrość...







Długość: 19 godz. 33 min.

Czyta: Piotr Grabowski


Jestem wdzięczna autorom wszelakich serii, że tworząc kolejne części piszą tak, iż bez problemu można czytać je osobno. Nie inaczej jest w tym przypadku. Absolutny absolutyzm – tak bym określiła książkę Bernarda Miniera. Moje aktualne czytelnicze odkrycie i zachwyt nad narzędziami twórczymi, jakimi posłużył się autor, o którym nie miałam nawet bladego pojęcia. Stawiam go na równi z naszym, rodzimym Remigiuszem Mrozem oraz znakomitym Jo Nesbo. Majstersztyk emocjonalny. Minier nie szczędzi żadnego typu emocji czytelnikowi. Zatem, jeśli jesteście koneserami dobrego kryminału z aspektami psychologicznymi wplecionymi w fabułę, to pozycja idealna dla Was. Tutaj nie ma taryfy ulgowej, autor wprowadza nas w świat swoich bohaterów za pomocą sugestywnego języka powieści, wodzi za nos, stawia celowo ślepe zaułki na ścieżkach, jakimi podążamy razem z nimi, by potem z nas zakpić, skutecznie wyprowadzając nas w pole.


Bernard Minier urodził się w Béziers, a dorastał na południowym wschodzie Francji. "Nie gaś światła" to jego trzecia powieść po hitowym, także w Polsce, "Bielszym odcieniu śmierci" (Prix Polar za najlepszy kryminał roku 2011 we Francji) i wydanym w 2013 roku "Kręgu". 


Chociaż książkę odsłuchałam jako audiobooka, uważam ten rodzaj obcowania z literaturą za znakomity i bardzo wygodny. Nawet pichcąc w kuchni słucham, nie marnuję czasu między jedną czynnością a drugą. Przy tej książce nikt się nie znudzi. Za każdym razem powtarzałam jak mantrę – jeszcze chwilę, jeszcze kawałeczek odsłucham, a i tak kończyło się tak samo – słuchałam do końca każdego rozdziału, tak mnie wciągała. Muszę też przyznać, że Piotr Grabowski wykonał bardzo dobrą interpretację tekstu. Kiedyś, przy okazji jakiegoś innego audiobooka już miałam styczność z Jego głosem i interpretacją, ale tamta pozostawiała wiele do życzenia. W przypadku tej, zadanie wykonane iście rewelacyjnie. Była odpowiednia tonacja, odtwarzanie każdej roli osobno, dostosowując jego tembr, kolor, głębię odpowiednio do roli, sytuacji. Słychać w nim doświadczenie i poświęcenie. Bardzo przyjemnie i zgrabnie. A znacie mnie już na tyle by wiedzieć, że jestem na tym punkcie przewrażliwiona i przywiązuję do tego wielką uwagę. To ważne, by się nawet przy audiobooku nie męczyć, tylko słuchać z przyjemnością.


Fabuła powieści osnuta wokół sylwetki Christine Steinmayer, która w wigilijny wieczór odkrywa w swojej skrzynce list w niezaadresowanej kopercie, a autorka listu pisze o samobójstwie, jakie popełni. Od tego momentu w życiu znanej, słynnej dziennikarki radiowej, zaczynają dziać się jakieś dramatyczne, dziwne rzeczy, które w oczach jej bliskich i znajomych stawiają ją w niezręcznych sytuacjach. Prześladowcy zdolni są do wielu tragicznych rzeczy, nie pozostawiając Christine złudzeń, że szybko i łatwo się ich pozbędzie. Te zdarzenia i sytuacje doprowadzą główną bohaterkę wręcz do obłędu, załamania nerwowego, zadziałają na psychikę. Ewidentnie ktoś chce się jej pozbyć, doprowadzając do szaleństwa, obłędu. Kobieta zacznie snuć pewne podejrzenia, szczególnie w momencie, kiedy straci pracę. Czy jest na tyle silna, by podjąć walkę z silnym wrogiem? Komu zależy na tym, by wyzbyła się tożsamości, a bliscy i znajomi odwrócili się od niej na dobre?





Prywatne śledztwo zaczyna prowadzić komendant Martin Servaz, odsunięty od spraw służbowych, przebywający na chorobowym w specjalnym ośrodku dla policjantów emerytów. Servaz otrzymuje kartę magnetyczną do jednego z pokoi hotelowych. Kto i z jakiego powodu wysłał mu tę nietypową przesyłkę i dokąd zaprowadzi go trop?


Kompletnie zaskakujący wydał mi się wątek kosmiczny. Dosłownie – kosmiczny, bowiem Servaz w swoim śledztwie dojdzie do środowiska astronomicznego. I w tym momencie należą się autorowi wielkie brawa. Opisać to środowisko, wnikając nawet do podróży w kosmos, to po prostu niesamowita umiejętność. Nie byłoby to możliwe, gdyby nie plastyczność języka. Minier zaskoczy jeszcze nie jeden raz.


Bernard Minier zaskakuje świeżością, pomysłowością intrygi, skutecznie manewruje między emocjami, wplatając w fabułę i idealne dialogi, które zyskują na autentyczności poprzez swoją bezpośredniość i potoczność przytaczanych słów oraz plastyczne opisy, które sprawiają, że wszystkie sytuacje i wydarzenia odczuwa się na własnej skórze. Autor zastosował tu kilkugłosowość narracyjną. Jesteśmy w świadomości bohaterów, ich myślach, czynach. Każdy z bohaterów wprowadza nas do swojego świata, pokazuje jaki był, jaki jest i szuka rozwiązań swoich problemów. Mimo, że śledztwo komendanta toczy się inną ścieżką, kiedyś zaprowadzi go ona na drogę Christine Steinmayer. Czy Servaz pospieszy kobiecie na pomoc i uwierzy w jej wersję wydarzeń?





„Nie gaś światła” Bernarda Miniera trzyma w napięciu od początku do końca. Czytelnik zbliża się do bohaterów powieści dzięki sugestywnym deskrypcjom, odpowiedniemu językowi, zataczającej koła akcji, w której autor nie szczędzi nam skutecznie wymijających tropów oraz ciekawej intrygi, która zmusza też nas poniekąd do postawienia sobie wielu pytań. Co byśmy zrobili, gdyby ktoś do nam przysłał taki list, odzierał nas codziennie z tożsamości, osaczał ze wszech stron, stawiając nas w oczach bliskich i znajomych, jako niespełna rozumu, doprowadzając tym samym do obłędu? Autor podjął też w powieści jeszcze inny ważny wątek – molestowania seksualnego. Pojawi się on kilkakrotnie w powieści, ale za każdym razem w innej wersji.


Powieść, która robi wrażenie, sugestywna, emocjonalna, stawiająca ważne pytania. Taka, po której za każdym razem będziecie mieli ciarki i ciężko będzie Wam zasnąć.



Polecam!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz