„Dziewczyna z sąsiedztwa” Jack Ketchum. Człowiek jest jednak najgorszym zwierzęciem...






Wydawnictwo Papierowy Księżyc 

Rok wydania oryginału: 1989

Rok wydania polskiego: 2009
Liczba stron: 340 




Nie znałam wcześniej twórczości autora, nie znałam wcześniej historii opisywanej w książce, ani filmu, jaki powstał na jej podstawie. A samą książkę dostałam od znajomego, na którego z kolei wrażenia ona nie wywarła. Twierdzi, że w tym konkretnym przypadku zadziałało polecenie Kinga. Wzięłam więc w ciemno. Oczywiście, przez pierwszych sto stron zastanawiałam się, czy to aby był dobry pomysł, bowiem nie działo się kompletnie nic, co mogłoby przykuć moją uwagę, a ja lubię książki, w których się jednak coś dzieje, jednak potem akcja zaczęła przyspieszać i to, co przeczytałam później sprawiło, że mogę ją śmiało zaliczyć do tych, o których tak szybko nie zapomnicie. A samą pozycję wpisuję tuż obok „Nie gaś światła” Bernarda Miniera, którą miałam okazję ostatnio odsłuchać jako audiobooka i zrobiła na mnie ogromne wrażenie - na półce z napisem – ostatnio odkryte, znakomite! 

Zacząć należy od tego, że ci, którzy są bardzo wrażliwi, nie lubią horrorów, thrillerów, czy wszelkich innych gatunków powiązanych z wymienionymi, raczej nie powinni po nią sięgać. Brutalizm, jaki istnieje w książce, wydobywa się wręcz na powierzchnię kartek i wszystkie zdarzenia, jakie mają miejsce odczuwa się wręcz na własnej skórze, jakbyśmy byli ich naocznymi świadkami i, co więcej, ich uczestnikami. Książka powstała na kanwie wydarzeń faktycznych, stąd też autor miał wcale nie łatwe zadanie. Co innego jest pisać w trzeciej osobie, co innego wyszukać taki sposób narracji, który podkreślałby wagę wydarzeń, a obrazy były na tyle sugestywne, by nie były jedynie odzwierciedleniem rzeczywistości, tylko zainteresowały czytelnika na tyle, aby mógł przeżywać wszystkie emocje na własnej skórze.




Autor bardzo interesująco podszedł do obranego przez siebie kierunku. Swoją opowieść toczy w pierwszej osobie, najpierw jako dorosły mężczyzna po przejściach, później zaś poprzez swoje wspomnienia jako trzynastoletni chłopiec, David. A cała akcja toczy się u schyłku lat pięćdziesiątych, w środku gorącego, parnego lata. Właśnie ten pozorny obraz na początku – małej, niczym nie wyróżniającej się miejscowości w Ameryce, trochę przypomina nasze wiejskie podwórka, gdzie każdy każdego zna, dzieciaki razem skaczą po drzewach, tworzą mniej lub bardziej zacieśnione więzy koleżeńskie, znają swoje sekrety, tajemnice, wady i zalety. Wtedy wszystkie problemy, czy kłopoty ukrywało się pod swoim dachem, dlatego nigdy nie mówiło się o przemocy. Tak było i tutaj. W domu Ruth Chandler pojawia się rodzeństwo: szesnastoletnia Meg i jej młodsza siostra Susan. Ruth jest ich ciotką, ma już swoich dorastających synów i obecność dwóch dziewczynek w jej domu, to dla niej nie tylko wyzwanie, ale i problem. Między mieszkańcami domu dochodzi do licznych spięć, kłótni, a nawet agresji wobec najstarszej Meg. Pewnego dnia, dziewczyna zostaje zamknięta w schronie tuż obok piwnicy. Wtedy rozpoczyna się jej gehenna i absolutna walka o życie. 

Agresja Ruth wobec Meg była wynikiem tego, że Meg była dziewczyną, a wszystkie dziewczyny są puszczalskie i łatwe. Agresorami po czasie stali się nawet synowie Ruth, potem dzieci sąsiadów, a biernym obserwatorem wspomniany wcześniej David. Sytuacja Meg pogarszała się z dnia na dzień. Uwięziona dziewczyna nie miała się jak i czym bronić. Stosowano wobec niej nie tylko tortury fizyczne, ale też psychiczne, grożąc krzywdą wobec Susan oraz gwałt. 

Książka przepełniona emocjami. W pewnym momencie przeżywa się bardzo sytuację Meg, współodczuwając wszystko co się jej przytrafiało. A wszystko za sprawą nieskomplikowanej fabuły, głębią poruszanego tematu oraz prostym, nieskomplikowanym językiem. To książka, która trzyma naprawdę na granicach największego napięcia, sugestywna, wywołująca w czytelniku wewnętrzny bunt, chęć zemsty na oprawcach dziewczyny, krzyk serca i wyrywanie się ciała do odwetu, niczym z pęt. Książka pokazuje chore rozumowanie i zakorzenione w świadomości stereotypy. Bo zazwyczaj zaczyna się od błahych powodów, a z czasem przeradza się to w ich brak, pod byle pretekstem, byle tylko zgnoić, wywołać ból, krzyk, frustrację.

Na mnie książka zrobiła ogromne wrażenie i na pewno zostanie w mojej pamięci na dłużej, bo takich szybko się nie zapomina. Można nawet powiedzieć, że co wrażliwszym śnić się będzie już na jawie. Po lekturze czytelnik zostaje ze wzburzoną krwią, masą retorycznych pytań oraz głęboką refleksją, zmuszającą do pewnych przemyśleń.




To książka napisana sprawnie, ale poruszająca do głębi. Książka pokazująca, jak wiele człowiek jest w stanie znieść, byle tylko żyć oraz jakim okazuje się zwierzęciem mimo przynależności do gatunku, określanego terminem „sapiens”. I wreszcie książka pokazująca siłę i proces jego degeneracji, brak autorytetów, powielane przez pokolenia sposoby życia i zaopatrywania się na nie, patologie, brak chęci wyjścia z prymitywizmu i prób odmiany swojego położenia. Jestem pewna, że w wielu z Was książka wywoła tyle samo niesmaku, co buntu i sprzeciwu wobec przemocy, w jakiejkolwiek w formie miałaby wystąpić. 


Polecam czytelnikom tylko o mocnych nerwach!

Komentarze

  1. Oj ja uwielbiam takie klimaty, ale książki nie czytałam :) Jeszcze! :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty