[Recenzja przedpremierowa. Patronat medialny] „Zaraz wracam” Anita Scharmach. Czasami życie bywa przewrotne i bardzo boli, ale tylko od nas zależy, jak się z nim rozprawimy...







Wydawnictwo Lucky

Nowość wydawnicza


Zostawić ból, traumę, przeszłość w tyle i mknąć przed siebie niczym szaleńczy huragan, a całą złość i frustrację wyładowywać na pracy? Można i tak, życie bowiem pisze najróżniejsze scenariusze. Jest nieprzewidywalne, niepoukładane, nieskategoryzowane. Los układa swoje karty i w odpowiednim momencie wyciąga tę, która idealnie wpasowuje się w układankę. Tak jest w przypadku Marty, głównej bohaterki „Zaraz wracam” Anity Scharmach, najnowszej, drugiej powieści. Autorka debiutowała w zeszłym roku powieścią „Mogę wszystko”, gdzie zagrała na emocjach czytelników tworząc nie tylko wyrazistych bohaterów, ale niezwykle sugestywną fabułę, w której nie szczędziła wzruszeń, dając nadzieję, że jeśli się chce, może się naprawdę wiele, albo i wszystko.


Z Marty, los w pewnym momencie zadrwił. Kiedy kobieta była bardzo szczęśliwą żoną i matką, obydwie te role jej odebrał, a nawet nie boję się użyć tego słowa – wyrwał. Cząstka Marty została brutalnie wyrwana. W wypadkach giną jej córeczki i mąż. Kobieta nie widzi dla siebie przyszłości w rodzinnej Gdyni, więc wyjeżdża, a raczej ucieka przed tym, co przypomina jej o przeszłości, szczęściu, które miała obok siebie. Po dziesięciu latach wraca do kraju, do nowego mieszkania, nowej pracy z coraz to większymi perspektywami. Marta zdaje się zimną, wyrachowaną, bez skrupułów, uczuć. Zawsze twierdzę, że za takim zachowaniem jest to COŚ. A w przypadku Marty, zachowanie ma przełożenie z rozdziałem, jaki dawno zamknęła, zostawiła dawno za sobą. Wie też, że roztkliwianie się w niczym jej nie pomoże. Zadra, jaka została w jej sercu długo się zabliźniała, ale ślad niestety w nim pozostał.





Powrót Marty do ojczyzny też będzie miał swój przytup. Czeka na nią przede wszystkim przyjaciółka, która nigdy się od niej nie odwróciła, nie oceniała jej zachowania ani decyzji, jakie podejmowała, zawsze przy niej stała i wspierała. W nowej pracy nie wszyscy ją polubią, padną nawet pewne oskarżenia. Jednak Marta nie takie przeszkody już pokonywała. Pewność siebie doda jej jeszcze większego animuszu, a nawet stanie się przyczyną nabrania większej odwagi przez nowe koleżanki, które zaczną jasno i wyraźnie precyzować swoje warunki i zdanie. W życiu prywatnym kompletny constans. Praca, dom, kot, marzenia. I jedno z nich kobieta zacznie realizować. Z czasem, nastąpi przełom. Adam, mężczyzna wręcz ze snów, wokalista jednego z najsławniejszych zespołów w kraju, idol minionych młodzieńczych lat, przy okazji służbowego spotkania zabierze ją w miejsce, które spowoduje w Marcie, że po prostu pęknie, przełamie się jej zimna, wysoka tama żalu. Marta nabierze do świata dystansu, przestanie wszystkich i wszystko winić za wszelkie zło z jej życia. Zacznie dostrzegać, że życie składa się z chwil - ulotnych i bezcennych. Uświadomi sobie, że spełnienie marzenia będzie tym, co chce osiągnąć, by wreszcie nabrać wiatru w żagle i móc płynąć dalej. W życiu Marty dojdzie do małej rewolucji. Nie tylko zawodowej, ale i prywatnej, a nawet rodzinnej. Czy będzie gotowa na zmiany? Czy otworzy swoje serce przed nieznanym? Kim jest Artur i Blanka?

Anita Scharmach po raz kolejny nie szczędzi czytelnikom emocji. Fabuła przeplatana z retrospekcją wspomnieniową Marty pozwala spojrzeć na bohaterkę i jej świat zatopiony w niezwykle traumatycznej przeszłości z bliska i ze wszystkich stron. Staramy się zrozumieć to co przeszła, jej decyzje i wewnętrzną przemianę. Autorka odważnie zestawiła również konflikt Marty z Bogiem, któremu zarzuca wszelkie zło i zasypuje go nieustannymi pytaniami, dlaczego to właśnie jej się przydarzyło? To całkiem normalne i dzięki takim sytuacjom możemy w bohaterce odnaleźć cząstkę siebie, to nadaje jej autentyczności. Świetnym, niecodziennym pomysłem jest podróż Marty w nieznane i zderzenie się jej świata z jeszcze większymi traumami i tragediami od jej. No i wreszcie szansa, jaką Anita Scharmach nakreśliła swojej bohaterce. Nie pozostawiła jej samej sobie, dała jej szansę - na spełnienie marzenia, czy zaznania spokoju immanentnego. 




„Zaraz wracam” Anity Scharmach to powieść tak wzruszająca co sugestywna i emocjonalna. Powieść, która stawia pewne pytania, zmusza do głębszej refleksji, porusza, buduje nadzieję, że nic nie jest przecież stracone, że te generalne zmiany w naszym życiu, to przygotowane miejsce na nowe części układanki. Książka porusza ważne tematy. Samotności, nawarstwionych przez lata konfliktów rodzinnych, nieufności wobec najbliższych.


To przede wszystkim powieść o sile prawdziwej przyjaźni, próbie jakie przechodzi, a prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie – w myśl słynnego powiedzenia. Akcja powieści osadzona w rodzinnym mieście autorki – Gdyni, napisana lekko, ale sugestywnie, bez ubarwiania, czy koloryzowania. Powieść, która zostanie w czytelniku na bardzo, bardzo długo, bo dotyka wielu ważnych tematów, sfery, która wiążę się z naszym wewnętrznym „ja”, zwraca uwagę na to, jak ważna jest miłość, stabilizacja, jak trzeba do pewnych decyzji dojrzeć, uświadomić sobie wartość chwil bezcennych, priorytetów życiowych i porządków na ich szczeblach. 


Powieść, która wciąga od pierwszych wersów, zaskakuje niebanalnym pomysłem, niecodziennymi problemami bohaterów, którym autorka misternie utkała cechy charakteru podobne do naszych, dając tym samym nam możliwość odnalezienia w nich cząstki siebie i swoich problemów. Co mi się najbardziej podoba w tego typu historiach, to niedopowiedzenie na końcu. Zakończenie pozostawia autorce furtkę otwartą i liczę, że pojawi się ciąg dalszy.


Polecam!


Powieści z wielką przyjemnością patronuję medialnie :)


Za możliwość patronatu medialnego oraz zapoznaniem się z przedpremierową treścią książki, dziękuję przede wszystkim Autorce, a także Wydawnictwu:




Komentarze

  1. Świetna recenzja to po pierwsze ♥
    Po drugie GRATULUJĘ patronatu ♥
    A po trzecie OBSERWUJĘ i będę wpadać częściej ♥

    Zapraszam do mnie ♥
    nie-oceniam-po-okladkach.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po pierwsze - bardzo dziękuję. Coraz częściej w siebie wątpię, więc to słowa dla mnie cenne! Po drugie - dziękuję, to zaszczyt i wielka przyjemność :) Po trzecie - dziękuję i oczywiście będzie mi bardzo miło :) Chętnie wpadnę w odwiedziny :) Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty