Wywiad z Katarzyną Janus autorką „Nigdy nie jest za późno” oraz „Życie za życie” :)



Jest autorką dwóch powieści. Każdą z nich obdarowuje w pewne elementy ze swojego życia. Ze swoimi bohaterami bardzo się zżyła. Przeżywa, gdy w ich życiu dzieje się tyle emocjonujących momentów. Łączy ich szczególna więź. Z zawodu jest lekarzem, z pasji – podróżniczką. Ceni sobie prywatność i skrzętnie ukrywa ją przed światem. W swoich książkach przemyca piękno i walory ulubionych miejsc, w których była, do których chętnie wraca, i które wywarły na Nią szczególne wrażenie. Pisze już trzecią powieść. „Życie za życie” należy do tych, z którymi łączą Ją emocjonalne nici, pełne sugestywnych obrazów. Skromna, sympatyczna, otwarta na życie.


O czym rozmawiałyśmy? Przeczytajcie sami.



Fot. nadesłana. Z prywatnego albumu autorki


Pani Katarzyno, dziękuję za przyjęcie zaproszenia do rozmowy. „Życie za życie” to Pani druga książka. Pewnie nie raz zadawano Pani to samo pytanie, ale ja zadam je po raz kolejny. Jak się Pani czuje po pojawieniu się na półkach księgarskich Pani drugiej powieści? Jakie emocje temu towarzyszą?


Kiedy wzięłam po raz pierwszy do ręki moją pierwszą książkę, popłakałam się, byłam bardzo wzruszona. I natychmiast usiadłam w wygodnym fotelu i zaczęłam ją czytać. I wciągnęło mnie to czytanie, miałam wrażenie, że czytam ją po raz pierwszy, jakbym to nie ja ślęczała nad nią przez kilka miesięcy. A poza tym książka papierowa ma swoją duszę, pachnie, ma swoją fakturę, wagę. E-booki nie są w stanie jej zastąpić, „nigdy w życiu”, jak to mówiła jedna z moich ulubionych bohaterek z powieści Katarzyny Grocholi, Judyta. Podobna sytuacja miała miejsce po ukazaniu się drugiej powieści. Niesamowite wzruszenie i radość. I muszę przyznać, że uwielbiam jej okładkę. Tu składam ukłon w stronę Pani Izabeli Surdykowskiej- Jurek. Zupełnie nie mogę się nadziwić, że wizerunek kobiety z okładki to wypisz, wymaluj Maja z mojej wyobraźni.




W książce ewidentnie widać Pani obeznanie Stanami Zjednoczonymi, chodzi mi o miejsca, które zwiedza Majka. Dużo podróżowała Pani po Stanach?


Niestety, bałam tam tylko raz i to przed wieloma laty. Spędziłam w Stanach kilka tygodni, głównie w Chicago, zwiedzałam także stany Wisconsin, Illinois, Indiana. Ameryka wywarła na mnie ogromne wrażenie. Na moje nieszczęście, krótko przed powrotem do Polski, oglądałam w telewizji film katastroficzny, w którym samolot pasażerski uderza w drapacz chmur. Było to kilka lat przed atakiem na World Trade Center. Chyba wtedy zaczęłam odczuwać lęk przed lataniem. Następna podróż była koszmarem. Tak więc przestałam latać.
A co do Stanów, to trochę przez te kilka tygodni udało mi się zobaczyć, większość miejsc, które odwiedza Maja w powieści. Ponieważ mieszkałam u rodziny, poznałam także życie chicagowskiej tak zwanej middle middle class, a także codzienność polskiego Jackowa - dzielnicy kiedyś zamieszkiwanej przez Polaków, a obecnie głównie przez Afroamerykanów. Pamiętam polskie sklepy, w których sprzedawano polską szynkę „Krakus”, polskie kabanosy, piwo „Żywiec”, ba, nawet kaszankę. W to, że była prosto z Polski, to nie wierzę, ale sprzedawała się, jak świeże bułeczki (także zresztą polskie - kajzerki). I pamiętam kobietę w średnim wieku, która przyszła na zakupy w rozdeptanych kapciach i papilotach na głowie. Nie mogłam wówczas oderwać od niej wzroku. Obecnie chyba bym się nie zdziwiła, ale wiele lat temu było to dla mnie szokiem. Byliśmy wtedy bardzo purytańskim społeczeństwem (niewiele się niestety w tej kwestii zmieniło). Tam jednak nikt na nią nie zwracał uwagi. Istniała jedynie zasada, że do sklepu nie wchodzi się boso i bez koszuli (chodziło oczywiście o letnie miesiące).
Największe wrażenie zrobiło na mnie Downtown, czyli centrum Chicago z wówczas najwyższym budynkiem - Sears Tower. Zależało mi bardzo, żeby był na okładce książki - i jest! A najbardziej mi żal Gary, upadłego miasta i przecudnej, popadającej w ruinę katedry. 


Majka to silna kobieta, która wie czego chce. Najkonkretniej, odciąć się od przeszłości, zacząć swoje życie od nowa, z dala od kłamstw i fałszu, jakimi karmił ją przez lata Filip. Czy od początku charakter Majki był w Pani scenariuszu na książkę tak sprecyzowany, czy coś wychodziło w trakcie pisania?

Najpierw wyobraziłam sobie Majkę. Nie zastanawiałam się, jak będzie wyglądała. Ja zwyczajnie wiedziałam, że ona jest ruda, z piegami na twarzy, subtelną urodą i dobrym sercem. A potem odkrywałam ją krok po kroku. Jakbyśmy się poznawały. Pisząc o niej dzisiaj, nie wiedziałam, co postanowi jutro, jakie będą jej losy. Majka po prostu żyła w mojej wyobraźni, czasem była mną, czasem się z nią zupełnie nie zgadzałam. Kiedy bolał ją brzuch, miałam ochotę sięgnąć po No-Spę. Kiedy była nieszczęśliwa, dopadał mnie jej smutek. Zdarzało się, że zaplanowałam sobie dalsze losy bohaterki, ale w trakcie pisania wszystko się zmieniało, jakby Maja mi się przeciwstawiała, mówiąc „Nie, ja to zrobię inaczej”. Jednym słowem, robiła ze mną, co chciała.


Powieść bardzo emocjonalna. Przyznam szczerze, że czytając bardzo przeżywałam losy Majki. Życie jej nie oszczędzało. Podróżowała najpierw po okolicach Rabki, potem po Stanach. Do tego zazdrość Sarah. Momentami było radośnie, wydawało się, że nastał cień nadziei, że Majka ułożyła sobie życie, tymczasem co rozdział, to nowe niespodzianki i nieprzewidywalne koleje. Jak Pani pisało się tę powieść?


Piszę obecnie trzecią powieść, ale chyba tę drugą pisało mi się najlepiej. Nie musiałam się zastanawiać nad fabułą, ona przychodziła sama. Siadałam do komputera i słowa po prostu płynęły. Kiedy Sarah rozrabiała, wkurzałam się okropnie, kiedy Hubert popełniał błędy, byłam wytrącona z równowagi. Największe emocje wywoływał we mnie Matt. Za każdym razem, kiedy czytam fragmenty o nim, żal ściska mi serce. A Majka, no cóż… z nią się często utożsamiałam. Kiedy miałam zły dzień, Majka była nieszczęśliwa, coś złego się działo w jej życiu. A kiedy ja byłam szczęśliwa, jej udzielało się moje szczęście.


Jak w ogóle wygląda Pani warsztat pisarski? Czy robi sobie Pani najpierw plan danej powieści, czy raczej pisząc, wychodzi wiele w trakcie?

Każda z moich książek ( także ta trzecia, którą aktualnie kończę), żyje własnym życiem. Najpierw widzę główną bohaterkę (dotychczas były to kobiety, może czas pomyśleć o głównym bohaterze-mężczyźnie?). Akcja powieści rozwija się w trakcie pisania wraz z rozwojem osobowości postaci. Nie ukrywam, że wplatam w nie wątki moich własnych przeżyć, obserwacji, wzruszeń. Na przykład z Filipa początkowo chciałam zrobić niebezpiecznego psychopatę, książka stałaby się bardziej thrillerem, ale w trakcie pisania zrobiło mi się go żal. Podobnie postać Majki nabierała charakteru w trakcie pisania. Zupełnie, jakbyśmy się poznawały od podstaw.


Z jakim regionem, czy miejscem na ziemi jest Pani najbardziej emocjonalnie związana? Pytam, bo w Pani biografii jest cenna informacja o Pani zamiłowaniu do podróży.

Uwielbiam Toskanię. Kocham Włochy i zazwyczaj jeżdżę tam dwa razy w roku - zimą na narty, latem w różne rejony, aby odpocząć, pozwiedzać. Akcja mojej następnej powieści rozgrywa się częściowo właśnie we Włoszech- w Belluno i Dolomitach. Jednak zdecydowanie najbliższa memu sercu jest Toskania. Chciałabym kiedyś tam właśnie umieścić akcję mojej powieści, ale tyle już książek powstało o Toskanii, że chyba na razie się wstrzymam.

Fot. nadesłana. Z prywatnego albumu autorki

Z zawodu jest Pani lekarzem. W książce jest taki fragment, w którym łatwo wyczuć czytelnikowi fachowość w opisywanej scenie. Jak to jest, kiedy lekarz nagle zabiera się za pisanie?

Od okresu dzieciństwa, szczególnie, kiedy nie mogłam zasnąć, uciekałam w świat fantazji. I bujałam sobie w obłokach. W dzieciństwie były to fantazje na przykład o tym, że dostaję w prezencie moją wymarzoną lalkę Barbie. Wraz z dorastaniem rozmyślałam o zupełnie innych sprawach... I zawsze pochłaniałam masę książek. Co nie wykluczało twardego stąpania po ziemi w realnym świecie. Pewnego razu, a było to chyba przed niespełna trzema laty, na spotkaniu z moimi ukochanymi przyjaciółkami z liceum, jedna z nich, która zresztą została jedną z bohaterek mojej pierwszej powieści, Mania, zadała nam pytanie: „Dziewczyny, zamknijcie oczy, wyobraźcie sobie, że zaczynacie życie od nowa. Co chciałybyście robić? Ale to musi być pierwsza myśl, która wam przyjdzie do głowy”. „Chciałabym napisać książkę”- pomyślałam . Zaskoczyło mnie to, bo nigdy wcześniej nic takiego nie przyszło mi do głowy. I po kilku dniach zaczęłam pisać. Początkowo zupełnie nie wiedziałam, jak się do tego zabrać, ale od czego jest Internet? Podpatrywałam, jak się konstruuje dialogi, szukałam wskazówek praktycznych i jakoś poszło. Chyba te książki były gdzieś w mojej głowie, musiałam je tylko z niej wydobyć.


Z którą z napisanych przez siebie powieści jest Pani emocjonalnie bliżej? Która z tych dwóch identyfikuje Panią najbardziej?

Zdecydowanie pierwsza. Jej główna bohaterka, Zuza, ma wiele moich cech. A ponieważ jedna z moich przyjaciółek mieszka na wyspie Föhr, odwiedzałam ją tam kilkakrotnie i zakochałam się w tej wyspie, tam właśnie umieściłam akcję mojej pierwszej powieści. Wyspę tę stawiam na drugim miejscu po Toskanii na liście moich ulubionych miejsc na świecie. Postanowiłam także, że w każdej mojej książce część akcji będzie miała miejsce za granicą w jakimś miejscu, które odwiedzałam i które chciałabym czytelnikowi przybliżyć. Może zareklamować, polecić jako godne zobaczenia?
Jednak bardziej lubię tę drugą powieść, trudno mi nawet uzasadnić, dlaczego. Tak jest i już.


Pisanie której z powieści przysporzyło Pani najwięcej problemów, albo okazało się zaskoczeniem dla Pani samej? Która sprawiła najwięcej radości?

Najwięcej problemów sprawia mi pisanie tej trzeciej. Miała to być lekka, łatwa i przyjemna powieść, coś w stylu „Dziennika Bridget Jones” i tak się zaczęła, ale w trakcie pisania robiła się coraz bardziej poważna. I w końcu, mając już napisane około dwie trzecie powieści, wymyśliłam sobie taką fabułę, mam nadzieję, że zaskakującą czytelnika, którą nie do końca wiem jak dobrze rozegrać. Ale pracuję nad tym. Tytuł roboczy brzmi „ Mam na imię Walentyna”.
A najwięcej radości, jak już wcześniej mówiłam, sprawiła mi ta druga. Zdecydowanie. 


W „Życiu za życie” stworzyła Pani sceny, w których wiele się dzieje, takie lekko zabarwiane kryminałem. Nie myślała Pani o tym, by pójść w kierunku kryminału i napisać coś znacznie cięższego gatunkowo?

Myślałam, ale napisanie jej kosztowałoby mnie znacznie więcej wysiłku. Na razie łatwiej mi przychodzi pisanie czegoś lżejszego. Ale gdzieś tam w głowie mam pewien kryminał, wymaga jednak dłuższego dojrzewania, nie przyszedł jeszcze na niego czas.


Jakie są w ogóle Pani plany wydawnicze, pisarskie?

Będę pisała moje powieści, ponieważ samo pisanie sprawia mi przyjemność, odstresowuje mnie po pracy w charakterze lekarza. Dopóki będzie mnie to cieszyło, będę to robiła. I dopóki znajdzie się chociaż kilku czytelników, którzy zechcą po nie sięgnąć.
Ponieważ przed miesiącem zdawałam ważny dla mnie egzamin, związany z zawodem lekarza, zrobiłam sobie dwumiesięczną przerwę w pisaniu. Teraz mam wiele pomysłów, gdyby tak doba miała pięćdziesiąt godzin…
Jak powiedział Andrzej Wajda „Trzeba w życiu bardzo dużo rzeczy zrobić, żeby po śmierci ze dwie, trzy zostały”. Mam więc zamiar pisać, może coś po mnie zostanie. Chociażby dla moich dzieci.


Coś od siebie dla czytelników:

Dziękuję wszystkim osobom, które sięgnęły lub sięgną w przyszłości po moje książki. Jeżeli się spodobają, proszę szepnąć o nich słówko znajomym. Może ich także zaciekawią. Mam nadzieję, że po ciężkim dniu pozwolą na chwilę wytchnienia, na oderwanie się od często szarej i smętnej rzeczywistości, przeniosą do innych zakątków naszego globu i pozwolą na pewien czas stać się kimś innym. Zasmucą, rozbawią, przestraszą, wzruszą… I o to chodzi.
Dziękuję za rozmowę.


Pozycji z przyjemnością patronuję medialnie. Na okładce znajdziecie też kilka moich słów rekomendacji :)


Dla przypomnienia link do recenzji - KLIK

Komentarze

  1. Bardzo ciekawy wywiad :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Gosiu, w imieniu swoim i Pani Kasi :) Pozdrawiam Cię serdecznie :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty