poniedziałek, 17 lipca 2017

[Konkurs patronacki] Napisz swoją interpretację tytułu i wygraj tomik wierszy "Słowa to za dużo" Hanny Krugiełki :)



Kochani!

Jako patron medialny najnowszego tomiku poetyckiego "Słowa to za dużo" Hanny Krugiełki, którego recenzję mieliście okazję poznać u mnie na blogu kilka dni wcześniej, mam przyjemność ogłosić konkurs, w którym do wygrania są dwa egzemplarze tomiku z dedykacją autorki :)




Zasady konkursu:

W konkursie udział może wziąć każdy.


W komentarzu pod postem odpowiadacie na pytanie konkursowe. Napiszcie swoją interpretację tytułu tomiku "Słowa to za dużo" :)


Konkurs rozpoczyna się dzisiaj, czyli 17.07 b.r. i kończy 10.08 o godz. 23:59


Nagrodą w konkursie są dwa tomiki wierszy Autorki z dedykacją. Autorka jest jednocześnie sponsorem nagrody.


Podpiszcie się jakoś, by nie było krępującej sytuacji przy wyłanianiu zwycięzców. Nie musicie ujawniać swojego adresu e-mail.

Po terminie wygaśnięcia konkursu, w ciągu trzech dni postaram się wyłonić zwycięzców. Mam nadzieję, że pomoże mi w tym również Autorka.

Udostępnijcie post konkursowy, polubcie mój profil zachęćcie do wspólnej zabawy znajomych :)


Ważne!

Będę powtarzać do upadłego. Jeśli bierzecie udział w konkursie, pamiętajcie by sprawdzać wyniki konkursu. Po ogłoszeniu wyników bowiem, czekam trzy dni na adresy do wysyłki nagród.


Nagroda konkursowa :)

4 komentarze:

  1. Myślę, że nie zawsze słowa są potrzebne. Milczenie też jest formą wyrazu. Czasem człowiek powie w emojach powie o to ,,jedno słowo za dużo" i tworzy się przepaść, której czasami nie da się zasypać. Innym razem słowa mogą zabić magię chwili i wtedy warto - a nawet trzeba - milczeć.

    OdpowiedzUsuń
  2. Słowa to za dużo, bo nie zawsze są potrzebne!
    Mowa jest srebrem, a milczenie złotem! Ponieważ nie wszystko można wyrazić słowami. Niektóre emocje są tak silne, że brak słów aby je opisać.
    Są również sytuacje, które lepiej przemilczeć, nie wypowiadać zbędnych słów!

    OdpowiedzUsuń
  3. Słowa to rodzaj wynalazku, wymysł postępującej cywilizacji, to twór ciągle rozwijający się - przecież jedne języki wymierają, inne się wzbogacają o nowe słowa. Jednak słowa nie są doskonałe. Nie zawsze idealnie wyrażają to, co chcemy. Czasami słowa to za dużo! O wiele więcej są w stanie "powiedzieć" nasze gesty, mimika twarzy, postawa. Ten poniekąd pierwotny język jest o wiele bardziej wymowny, dosadny, dokładny.

    Pozdrawiam serdecznie
    nieidentyczna

    OdpowiedzUsuń
  4. Z początku po prostu stałem i patrzyłem. Ciężko powiedzieć, czy nie chciałem nic mówić, czy zwyczajnie nie byłem w stanie. Może byłem zszokowany myślą, że już nigdy nie będę potrafił zjeść kanapek na tym stole? Może miałem do siebie pewien irracjonalny żal, że wróciłem szybciej z pracy? A może czułem, że wewnątrz mnie zaczyna gromadzić się wściekłość, której na razie nie mogłem wypuścić na wolność? Cokolwiek mnie powstrzymywało, zniknęło natychmiast, gdy usłyszałem ciche jęknięcie i rozanielony głos.
    Kochanie.
    Nazywała mnie tak od paru dobrych miesięcy. Z początku, gdy tylko słyszałem to określenie, kąciki ust same wędrowały do góry, a serce przyspieszało. Z czasem zachowanie mojego ciała łagodniało, a ja przywykłem do nadanej mi czułości.
    Kiedy teraz do moich uszu dobiegło słowo, które dotychczas jej usta rezerwowały wyłącznie dla mnie, poczułem, jak do gardła podchodzi mi żołądek. Chciałem zapanować nad swoim organizmem, nie byłem jednak w stanie choćby poruszyć palcem. Opuściłem wzrok i wpatrywałem się w nogi od stołu. Zastanawiałem się, czy wytrzyma ciężar dwóch ciał.
    Nie wiem, które z nich mnie zauważyło. Odskoczyli od siebie gwałtownie, błysnęła nagość sylwetek; dopiero wtedy podniosłem wzrok. On, zasłoniwszy opadające podniecenie, pospiesznie zaczął zbierać ubrania z podłogi. Ona wpatrywała się we mnie błagalnym wzrokiem i wyrzucała z siebie kolejne łzawe przeprosiny. Pokręciłem głową na znak, żeby zamilkła; nie musiała marnować wystarczająco już nadwątlonej energii na słowa, których i tak nie miałem zamiaru komentować.
    Spojrzałem na niego; był już ubrany i stał przy drzwiach, skulony niczym zbity pies. Przeniosłem wzrok na nią – jej oczy nie patrzyły już na mnie, wlepione były w niego.
    Kochankowie. Miała zamiar wyjść razem z nim, ale jednocześnie chciała chyba uzyskać moje przebaczenie, zyskać podwójnie. Oczekiwała, że moje słowa odciążą jej czyny. Myślała, że moje słowa są na tyle nieznaczące, by mogły zostać na nią zmarnowane. Nie zasługiwała na moje słowa. Teraz były dla niej czymś nieosiągalnym, przerastały ją – wyglądała przy nich niczym dziecko przy swoim rodzicu.
    Czułem, jak narasta we mnie wściekłość. Czułem, jak wcześniejsza jasność umysłu zostaje wyparta przez zalążek furii. Przestałem zwracać na nich uwagę. Ich głosy mieszały się ze sobą, dobiegały do mnie z oddali, ich sylwetki ponownie zlały się w jedną, straciły kontury, zaszły mgłą.
    Późniejsze wydarzenia to chaotyczne obrazy; pamięć pociachana bez porządku i znaczenia niczym słabo zmontowany film. Przebłyski; kuchnia. Cięcie. Chłód i ciężar w dłoni. Cięcie. Jej zapłakane oczy. Cięcie. Cięcie na oślep. Przecinający powietrze strumień krwi. Głębokie, wściekłe cięcie. Poważne przecięcie. Końcowe, precyzyjne cięcie. A później tylko doszukiwanie się prawdy. Rzucanie mięsem i wykładanie serca na dłoń.
    Ubrudziłem rękawy nowej koszuli. Chyba trzeba będzie namoczyć, Ona zawsze tak robiła. Nóż umyć ręcznie, on nie nadaje się do zmywarki. Podłogę potraktować płynem do paneli, tym nowym. Mięso włożyć do lodówki.
    Po prostu nie zasługiwała na słowa. To byłoby dla niej za dużo.

    OdpowiedzUsuń