niedziela, 30 lipca 2017

Nadmorski Plener Czytelniczy w Gdyni, czyli klasyka w miniaturze :)





Ostatni weekend lipca to Nadmorski Plener Czytelniczy w Gdyni, czyli uczta dla książkoholików i jednocześnie pomysł na aktywne spędzenie wakacyjnego czasu, by połączyć przyjemne z pożytecznym. Byłam i bardzo się z tego cieszę. Nie byłam na Warszawskich Targach Książki, ale pasował mi wyjazd z wycieczką do Gdyni, idealnie wpasował mi się w termin pleneru. Miałam nadzieję spotkać wreszcie moje wspaniałe Autorki, które cenię i uwielbiam za to, kim są tak zupełnie prywatnie.























Pogoda dopisała w stu procentach, chociaż ostatnie dni, to po prostu masakra. Nie rozpieszcza nas lato w tym roku, a tu żniwa powinny być w rozkwicie. Gdynia przywitała nas słońcem, wiatrem, cudownym morzem rozciągającym się aż po horyzont, śpiewem mew, tuptających na murku gołębiami. Miasto ma swój urok i nikt mu tego nie odbierze. Plaża co prawda mała i po południu była już oblegana, że szpilki nikt by nie wcisnął, ale przyciąga. 

Nadmorski Plener Czytelniczy odbywał się w miłej atmosferze. Nie brakowało wystawców, autorów, spotkań literackich, ale przede wszystkim dopisali czytelnicy, których przewijała się masa. Trochę zawiodłam się liczbą wystawców, których miało być siedemdziesięciu, a zdecydowanie było ich mniej. Ale najważniejsze, wreszcie nadszedł ten czas, kiedy mogłam poznać Anitę Scharmach, Anię Kasiuk, Izabelę Milik, Sylwię Zientek oraz kilka wspaniałych osób, czytelniczek, znajomych z facebooka. Znałyśmy się wirtualnie, teraz mogłyśmy spojrzeć sobie w oczy i najzwyczajniej porozmawiać.


Anita Scharmach (po lewej) i ja :)


Anna Kasiuk (po lewej) i ja :)


Podpisuje Izabela Milik :) 

Rząd z tyłu, od lewej: Agnieszka Sonenberg, Ania Kasiu, Anita Scharmach.
Rząd dolny, od lewej: Monika Halman i ja :)


Spotkanie z Autorkami było miłe, sympatyczne, okraszone dobrym humorem, nieustannymi rozmowami, anegdotami. Ani Anita, ani Ania, czy Pani Iza nie stworzyły bariery typu Autor – bloger. Wszystkie rozmawiałyśmy w cudownej atmosferze, jakbyśmy znały się od lat, swobodnie, bez skrępowania, bez dystansu. Nie będę ukrywała, że spotkanie z Anitą czy Anią było zaplanowane wcześniej, na luzie, żeby wreszcie się poznać, zobaczyć, szczerze pogadać. Będę wspominała długo. Pozytywna energia, jaka płynie od tych wyjątkowych kobiet daje się odczuć od początku i nic nie jest w stanie zakłócić tego odbioru. Wspominam ciepło i tę energię zabrałam ze sobą. 

Zakupy i pamiątki :)

W cudownym klimacie odbyło się także spotkanie autorskie z Panią Sylwią Zientek, którą miałam okazję poznać osobiście na długo przed tym oficjalnym spotkaniem, gdzie otrzymałam autograf i chwilę, by zamienić chociaż kilka słów. 

Wspaniała kobieta, silna osobowość, ale przede wszystkim ciepła osoba, która zaraża optymizmem i skrupulatnością. Pani Sylwia na spotkaniu opowiedziała pewien wątek z trudnej przeszłości swojej rodziny, które zawarła w książce „Kolonia Marusia”, dotyczące Wołynia i wydarzeń tamtych lat. 

Pani Sylwia Zientek i Jerzy Kisielewski :)
O swoich twórczych początkach, inspiracjach czytelniczych. O swojej najnowszej książce „Hotel Varsovie” i pracą nad jej kontynuacją. O tym, skąd czerpie inspiracje, gdzie szuka źródeł niezwykle istotnych dla podejmowanych tematów w książce, o swoich fascynacjach literackich, o fascynacji twórczością Marii Komornickiej, ale też swoich pasjach dotyczących historii. Spotkanie ciekawe, inspirujące, mądre i w cudownym towarzystwie, bo prowadzącym był Jerzy Kisielewski.

Wróciłam do tej mojej codziennej rzeczywistości z uśmiechem na twarzy i pięknymi wspomnieniami. Z sentymentem żegnałam się z Autorkami, ale i z miastem, które zrobiło na mnie duże wrażenie. Jest pozytywny odbiór i tego się trzymam. 

Co zatem z klasyką w miniaturach? 

Moje zakupy :)




Kupiłam sobie trzy inspirujące tomiki wierszy naszych klasyków, wieszczy narodowych i Ewy Lipskiej w wydaniu miniaturowym. Nastawiłam się, że jeśli kupię jakiekolwiek książki, to szukać będę poezji. Mało, niewiele tej poezji na stoiskach. Wszystkie cztery książki kupiłam w promocyjnej cenie, za symboliczne 5 zł. Kiedy Pan sprzedający zobaczył, że biorę od nich wszystkie trzy, szybko spod lady wyciągnął Antologię „Podróż do Gdańska”. Za ile? Też za 5 zł. Boli, że poezji tak mało, ale za to jaka. Na Ewę Lipską trafić w takiej cenie, to rzecz niebywała. A nasi klasycy... Cóż, zadowolona jestem z zakupów. Już niektóre przejrzane i z nutą refleksji wybrane.





Pozdrawiam wszystkich, których miałam okazję poznać, wyściskać, porozmawiać :) Zakręconych, szalonych, zdystansowanych. Oby takich spotkań było jak najwięcej. Tego życzę przede wszystkim sobie, bo moje ograniczenia finansowe i logistyczne są jak na razie nie do przebicia, ale wierzę, że i te kiedyś się skończą.

Do następnego :) 



Zdobyte autografy :)



Pamiątka i prezent od Anitki :)







Pamiątka i zakładeczki od Ani :)








A tutaj relacja w pigułce z YT:)






10 komentarzy:

  1. Fajna relacja :) Miło było Cię poznać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eleonoro, dziękuję :) Zarażasz optymizmem :) Jestem szczęśliwa, że mogłam Cię poznać :) Pozdrawiam :)

      Usuń
  2. Dla mnie to było super przeżycie i też cieszę się, że Autorki nie stworzyły tego dystansu :) Było sympatycznie, ciepło i baaaardzo pozytywnie! Miło było Cię poznać, Aga!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie też mega przeżycie :) Monia, dziękuję i pozdrawiam :) Zakręcona pozytywnie, Kobietko :)

      Usuń
  3. Eh, dlaczego mieszkam w zapadłej dziurze, tak daleko od tak pięknych miejsc i ciekawych wydarzeń?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sylwio, jeśli to Cię pocieszy, to ja też mieszkam w zapadłej dziurze ;) Pozdrawiam :)

      Usuń
  4. Agnieszko, jestem naprawdę szczęśliwa, że mogłyśmy poznać się i porozmawiać. Jestem pewna,że to jedynie umocni naszą relację ❤

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu ja też jestem szczęśliwa, że wreszcie się udało :) I też jestem przekonana co do umocnienia relacji. Pozdrawiam serdecznie <3

      Usuń
  5. Ale Wam zazdroszczę :)
    Ja niestety nie miałam możliwości się wybrać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie powiem, jest czego zazdrościć, ale mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy w realu, Gosiu :)

      Usuń