[Recenzja patronacka. Rekomendacja. Wstęp] „Słowa to za dużo” Hanna Krugiełka. O poezji skrojonej na miarę niczym kobieca sukienka :)








Wydawnictwo e-bookowo

ilość stron: 55




„W upalny lipcem dzień
usiądę na krawędzi nieba.
Barwną, pachnącą łąką
ozdobię ulubioną sukienkę.
W złocone słońcem włosy
wplotę kolorowego motyla.
Łzami szczęścia podleję maki,
a chabry splotę w wianek.

Z lazurowej torby wyjmę
dwie filiżanki i poczekam…”


Tym otwierającym tomik wierszem, Autorka rozpoczyna swój czas oczekiwania na kogoś, kto ma szansę jeszcze stać się Jej bliski, kto skradnie Jej serce i poczuje, tak jak Ona, napięcie między dwiema gwiazdami. Ale jest to też oczekiwanie na Was – czytelników, z którymi zacznie się emocjonalny dyskurs.


Czy nachodzi Was czasami wrażenie, że cokolwiek byście nie powiedzieli, bądź napisali, jakby odbijało się echem od ścian niezrozumienia? No właśnie. Dlatego niekiedy nie potrzeba naprawdę słów – wykrzyczanych, wymówionych, wyszeptanych, by wydobyć konsensus życia. Poezja jest idiosynkrazją serca, odkrywa meandry zawiłych dróg w sposób subtelny, wyrafinowany. Taka jest właśnie najnowsza poezja Hanny Krugiełki zamknięta w metaforyczny, aczkolwiek wymowny tytuł „Słowa to za dużo”, spięta bardzo kobiecą okładką z użyciem pasteli, jak z najpiękniejszych obrazów mistrzów minionych epok. Dzięki swej delikatności i eteryczności, dostajemy do rąk coś bardzo osobistego, coś od serca, gdzie emocje i pragnienia często mieszają się z powściągliwością. 


Liryka Hanny Krugiełki w najnowszym tomiku poezji, to pewien rodzaj wynurzenia, bardzo intymnego - rodzaj niepokoju, lęku o siebie, swoje uczucia, impresje. To bardzo osobliwa konwersacja z czytelnikiem, któremu podmiot liryczny szepcze na ucho zwierzenia utkane z pragnień, marzeń i wspomnień.




Nowe wiersze poetki przynoszą całą gamę barw, niesamowicie głębokich emocji oraz refleksji. Przede wszystkim to jednak refleksje kobiety, która coś i kogoś w swym życiu straciła i wyraźnie nie może się z tym pogodzić „Chociaż minęło tyle lat/ wciąż nastawiam każdy czajnik/ na dwie filiżanki herbaty,/ przygotowuję dwie porcje obiadu/ śpię na jednej połowie kanapy.” To ból po stracie, a śmierć wcale nie jest dla niej taka oczywista. Ta osoba wiele znaczyła i cały czas znaczy: „Nie martw się Miły,/ już niedługo jesień.[...] Nasz pies wreszcie/ przestanie smutnym/ wzrokiem patrzeć/ w nie istniejący punkt/ za wejściowymi/ drzwiami mieszkania.”

Jawi mi się podmiot liryczny, jako obraz bardzo samotnej kobiety, pragnącej czułości, miłości, zwykłego dotyku, czy chociażby normalnej, codziennej rozmowy.

Wiersz o tym samym tytule jest niczym fotografia wspomnień, uświadomieniem sobie, że to co było już nigdy nie wróci, a słowa stanowią za duży ciężar, by unieść intensywność tych powrotów, a jednocześnie nie zadeptać tego, co wryło się w pamięć i utrwaliło się w albumie: „Pustka dzwoni ciężko i złowrogo, budząc/ to co umarło pod stosem wspomnień./ Słowa to za dużo.”




Poetka nie szczędzi nam liryki pełnej codzienności przyglądaniu się jej z każdej strony. Od chociażby podglądania przyrody po senne refleksje nad sensem istnienia. W swoich wierszach personifikuje rośliny, przedmioty martwe. Zwraca naszą uwagę na biegnący czas, na zmieniające się za oknem kadry pór roku, na życie często przeciekające nam przez palce. Nie mędrkuje, ale uświadamia. Do szczęścia nie potrzeba wiele, ale na pewnych jego etapach jesteśmy zmuszeni niektóre z jego elementów przewartościować.

Poetka umiejętnie pisze o miłości, nie mówiąc o niej wprost, tylko ukrywając w znaczeniach. To dla niej uczucie trwałe, niezaprzeczalne i jedyne w swoim rodzaju. Wolne i bezgraniczne. A przecież uczucia towarzyszą nam od chwili narodzin, zarówno lęk, cierpienie, ból, jak i radość czy euforia. Kreśli przed nami rzeczywistość wręcz namacalną, palpacyjną. Wiersze są i dłuższe formą, i krótsze. Są takie, w których nie potrzeba wielu słów, by zgrabnie ująć nastrój, sytuację i tym samym wciągnąć czytelnika w intymność swojej poezji. Zadaje konkretne pytania, ale też udziela rzeczowych odpowiedzi.


„Słowa to za dużo” Hanny Krugiełki, to wiersze niezwykle sugestywne, emocjonalne, melancholijne, refleksyjne. Przyciągają, intrygują, ale i zaskakują, jak chociażby ten zamykający tomik. Kolejne piękne strofy zaklęte w mądrości. Bo z poezją i poetami – twórcami wersów tak już jest. Poezji nigdy nie tworzy się, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Potrzeba wielkiej niezależności, różnorodności i chwili, by powstały wersy, które staną się lekarstwem na ból duszy i by każdy czytelnik odnalazł w nich cząstkę siebie.

* * *
Wiersze nie rodzą się w
płomiennym blasku świec i
przy trzepocie zbłąkanej ćmy.
Nie potrzebują srebra księżyca,
ani śpiewu zbłąkanego świerszcza.

Wiersze powstają niezależnie i
same wybierają moment narodzin.
Są kolejnym cichym krokiem myśli,
zwięzłym zaplątaniem słów.
Samoistnie spadają z ołówka.


Tomik niezwykle ciekawy i bardzo kobiecy. Odnajduję w nim ciszę, tęsknotę i pokorę do życia. A, co odnajdziecie w nim Wy? Dla mnie to poezja skrojona na miarę, niczym sukienka okładkowej pani. Pełna bezpretensjonalności, pogodzenia się z życiem. Poezja, która ponad wszystko ma swoją określoną miarę, bo chociaż słowa to faktycznie niekiedy za dużo, ta cisza i przestrzeń między wierszami pozwala nam na nasz czytelniczy oddech i refleksyjność, a Autorkę cenię za wyrafinowanie i wyczucie.

Polecam całym sercem!


Za zaufanie, możliwość patronatu, słowo wstępne i rekomendację okładkową, dziękuję Autorce :)


   
        zBLOGowani.pl
   

Komentarze

  1. Nie słyszałam o tej książce. :(

    Pozdrawiam i zapraszam do siebie. :)
    http://nie-oceniam-po-okladkach.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to nowość,a autorka ma już na swoim koncie kilka publikacji :) Pozdrawiam i dziękuję za zaproszenie :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty