sobota, 1 lipca 2017

Wywiad czytelników bloga z Iwoną Walczak oraz WYNIKI KONKURSU :)




Kochani!

Przyszedł czas na rozstrzygnięcie konkursu patronackiego, w którym mieliście okazję zadać Autorce pytania i jednocześnie wygrać dwa egzemplarze powieści. Serdecznie dziękuję za tak liczny udział, wspaniałe pytania. Wiedziałam, że na Was się nie zawiodę, jednocześnie wiem też, że i Iwonce sprawiliście radość i nie lada wyzwanie ;) Stąd, niespodzianka od Autorki, którą znajdziecie pod wywiadem, w wynikach konkursowych :)


Zapraszam Was na Wasz wywiad z Iwoną Walczak oraz pod wywiadem na wyniki konkursu :)




Iwona Walczak. Zdj. nadesłane.
Z prywatnego albumu Autorki :)


Dagmara K.

Witam Panią Iwonkę :) Moje 3 pytanka :)

1. Czy jako dziecko lubiła Pani czytać czy "przyszło" to później?

Dzień dobry Dagmaro :) Lubiłam czytać odkąd opanowałam tę sztukę, wtedy książki się wypożyczało w szkole, albo w bibliotece publicznej. Do jednego i drugiego miejsca miałam ze dwa kilometry, droga wiodła przez pole z żytem, ale to nie stanowiło przeszkody, wyprawy po książki były ekscytujące. Potem powrót, i niecierpliwość, by natychmiast usiąść z książką, odkryć świat nieznany. Zawsze pod zeszytem leżała jakaś książka, do której zerkałam podczas odrabiania zadań domowych. Lubiłam też słuchać opowieści, jedno i drugie zostało mi do dzisiaj. 

2.Czy zawsze chciała Pani zostać pisarką czy chciała wykonywać inny zawód?
Nie sądzę, żebym jako dziecko, czy młoda dziewczyna, chciała zostać pisarką. Pisarze byli dla mnie wielcy, pomnikowi. Do wielbienia. A ja? Cóż. Tworzyłam czasem niewielkie formy poetyckie, ale to za mało, żeby w ogóle marzyć o pisarstwie na dużą skalę. Przecież musiałabym ręcznie pisać te strony, starannie, czego nie lubiłam, a mój charakter pisma do tej pory jest „lekarski”. Komputer wiele ułatwił, oczywiście także w sztuce. 

3. Jakie jest Pani hobby?
Zdj. nadesłane.
Z prywatnego albumu Autorki
To się zmienia. Kiedyś powiedziałabym, że szycie ekstrawaganckich sukienek, dzierganie sweterków, zawsze z jakimś malarskim wzorem. Później nadeszła era uprawiania roślin, podobno mam do nich rękę, na balkonie, potem w ogrodzie. Zawsze, odkąd pamiętam, towarzyszyło mi fotografowanie, ostatnio niestety w mniejszym stopniu, bo ileż można w życiu uczynić zdjęć, które potem oglądam sama, albo z nieznanymi mi użytkownikami Google, jak udostępnię. Od paru lat maluję, to wyciszające hobby, ale tutaj jestem na etapie pieluch. :) 
Pozdrawiam serdecznie ❤
Serdeczności – iw
 


Daria Ch.

Przeczytałam w informacjach o autorce, że jest miłośniczką podróżowania, stąd moje pytania: 
1.Czy lubi Pani wracać do miejsc, w których już była, czy woli poznawać nowe? 

Dzień dobry Dario :) To dobre pytanie. Jeszcze parę lat temu dziwiło mnie, gdy ktoś wracał w te same miejsca. Miałam kolegę, który trzy razy z rzędu był w Bodrum w Turcji. Na pytanie o powód odpowiadał: - „Bo mi się tam bardzo podoba.” To była odpowiedź! Dlaczego zakłada, że w innych miejscach mu się nie spodoba, skoro tam nie był?! Było to dla mnie niepojęte.
Dzisiaj i ja mam kilka miejsc, do których chcę wrócić, a przecież nie poznałam jeszcze całego świata. Póki co, zwiedzam jednak miejsca mi nieznane, których lista niewątpliwie szybko się wyczerpie, bo podróżuję tam, dokąd latają samoloty z Poznania, a nie jest to długa lista. Staję się wygodna :)

2.Czy podróże są inspiracją do pisania?
O, tak, jak najbardziej. W każdej mojej książce niemym bohaterem są miejsca, gdzie byłam, i które lubię. 


Małgorzata

1.Czym jako pisarka najbardziej chciałaby Pani uwieść czytelnika: oryginalną fabułą, ciekawymi postaciami bohaterów, czy własnym, niepowtarzalnym stylem?
Tym wszystkim razem. Chciałabym uwieść każdego, i od pierwszej strony. Dodam jeszcze: zwrotami akcji, dobrymi dialogami... Sztuka uwodzenia w literaturze jest trudna, gusta różne, wymagania duże, potrzebny jest własny, unikalny styl, trudne to, ale wciąż mam nadzieję :) 

2. Co jest ważniejsze w twórczości pisarskiej: wena czy pracowitość?

Uważam, że w twórczości, nie tylko literackiej, ważny jest pomysł, a potem konsekwencja i rygor pracy, to razem daje efekty. Oczywiście, są dni, kiedy pisze się lepiej, i takie, gdy niewiele się uda, ale bez systematycznej pracy i konsekwencji sukcesu się nie osiągnie. Sam talent nie wystarczy, ale oczywiście dobrze jest go mieć. 

3. Czy sama również czytuje Pani powieści obyczajowe? A może dla rozrywki preferuje Pani inne gatunki n.p. kryminały lub thrillery?

Jeśli chodzi o moje literackie upodobania, to: thriller odpada, absolutnie, bo nie lubię się bać. Kryminał mnie nie zaciekawia, próbowałam, ale nie. Może nie trafiłam na „swojego autora”. Dzisiaj na rynku jest sporo obyczajówek z wątkiem kryminalnym, albo odwrotnie, i tutaj jestem otwarta. Lubię łączącą obyczaj z kryminałem Charlotte Link. Sensacja – nie mówię nie. Jednak przede wszystkim stawiam na powieści obyczajowe z nieco filozoficzną albo psychologiczną nutą, z wątkiem poznawczym, na przykład ze specyfiką innego miejsca na świecie, czy innego obyczaju.
Serdeczności - iw :)


Dorotka Cz.

Miło mi, że mogę zadać Pani Iwonie Walczak pytania.
1. Skąd bierze Pani pomysły na książki, czy może z podpatrywania rzeczywistości?

Dzień dobry Doroto, też mi miło :) Pomysłów mam na przynajmniej kilkadziesiąt książek, i nawet parę lat temu pootwierałam w komputerze pliki z tytułami. Dzisiaj są ponumerowane według kolejności (hipotetycznej) pisania. :) Pomysły przychodzą do mnie zewsząd, ale najwięcej dostarcza mi życie i własne doświadczenie, co nie znaczy, że piszę o sobie. Czasem kopertę z pomysłem otwiera w mojej wyobraźni wypowiedziane przez kogoś zdanie. Parę lat temu usłyszałam: „Wierz mi. Teraz już chciałabym usiąść przy kominku i odpocząć.”, to zdanie dało zarzewie pod „Dom złudzeń. Iga”. 

2.Interesuje mnie pani warsztat pracy. Pisarza w trakcie pracy wyobrażam sobie siedzącego za biurkiem, na którym znajduje się sterta papierów i maszyna do pisania oraz kilka kubków po kawie. W nogach jakiś kocur...To tak pewnie z jakichś starszych wiekiem lektur mam takie skojarzenia... Jak wygląda Pani otoczenie podczas tworzenia, co Pani lubi mieć, co przeszkadza itp.?

W moim przypadku, nie jest to biurko, ale biureczko :) Mieści się na nim laptop, i niewiele już miejsca zostaje po bokach. Nie ma na nim papierów, bo nieład mnie rozprasza. Notatki przechowuję w szufladach, a raczej w szufladkach. :) Obok laptopa zawsze leżą ze dwa notesy, od ich zbierania jestem zresztą uzależniona. Nad biurkiem wisi obraz, zmieniam je, ostatnio jest to dzieło pędzla Anety Karaś, w miłych dla oka zieleniach i żółciach. Bardziej agresywne kolory mnie rozpraszają. Kubków z niedopitą kawą nie ma, piję zieloną herbatę i wodę. Szklanka z wodą stoi na biurku zawsze. W tle słyszę muzykę, kiedyś były kawałki: Buena Vista Social Club, Lisy Gerrard i Dead Can Dance, także Johnny Cash, czy ścieżki z filmów „A Thousand Roads”, „Bandyta”. Potem Yanni, Garbarek, Kilar. Obecnie towarzyszy mi praktycznie tylko muzyka symfoniczna, bardzo lubię rosyjskich kompozytorów. No i opera, im bardziej patetyczna albo dramatyczna aria, tym lepiej.
Kota, ani psa nie mam, ale zimą plecy ogrzewa mi ogień z kominka, co lubię. :)
 
3. Szczęście to pojęcie względne, dla jednych to zdrowie bliskich, dla drugich dobry samochód i pokaźna suma na koncie, dla trzecich dobra praca. A czym dla Pani jest to szczęście?

Zdj. nadesłane.
Z prywatnego albumu Autorki

Najprościej – dla mnie szczęściem jest brak nieszczęść. Chociaż staram się łapać dobre chwile, szczęśliwe, doceniać je, to jednak ciągle jest we mnie lęk o rodzinę, o znajomych, o przyjaciół. O Polskę i świat, także. Mam poczucie szczęścia, kiedy wychodzę z nieszczęść i z kłopotów. 



Gosia:

1.Jakie jest Pani największe marzenie literackie?

Są to wyłącznie małe marzenia, typu: szybko skończyć pisać książkę, żeby zadowoliła mnie, i spodobała się choć jednemu czytelnikowi/ czytelniczce. 

2. Gdyby mogła się Pani wcielić w jakąś postać z literatury, którą by Pani wybrała i dlaczego?

To trudne pytanie. Jako dziecko chciałam być Jagienką z „Krzyżaków”, potem Scarlett O’Harą. W dorosłości Barbarą Niechcic z „Nocy i dni”. To kobiety silne, a taką zawsze chciałam być. 


3. Co jest dla Pani największą inspiracją w pisaniu? 
Chyba już odpowiadałam na podobne pytanie. :) Najbardziej inspiruje mnie moje własne życiowe doświadczenie i napotkani na ścieżce życia ludzie. Oczywiście nie dosłownie. Potem: usłyszane albo przeczytane zdania, napotkane obrazy, miejsca. Czasem słowa piosenki :)
Dziękuję za pytania :) iw


Izunia R.

1.Załóżmy, że mogłaby Pani przenieść się do świata przedstawionego w dowolnej powieści. Jaką by Pani wybrała książkę i dlaczego? A może żadną?
Powinna to być powieść o czasach współczesnych, nie bardzo lubię czasy odległe, które jawią mi się jako tragiczne, pełne wojen i śmierci. Będąc dzieckiem, podczas wakacji u babci, z nudów przeczytałam „Krzyżowców”, bo wszystkie inne książki z babcinej biblioteki przeczytałam wcześniej. Trauma pozostała.
Na pewno mogłabym przenieść się do świata z „Greka Zorby”, bo odpowiada mi „greckie” słońce i bałkańska mentalność, czyli optymizm i radość. Mogłabym też łuskać fasolę w towarzystwie Wiesława Myśliwskiego. Coś z literatury lżejszej – byłyby to tasmańskie pastwiska wraz z Beattie Blaxland ze „Wzgórza Dzikich Kwiatów”, mimo, że powieść dotyczy czasów bardziej odległych. 


2. Jaka była mała Iwona? Jakie nawyki zostały Pani do dziś?

Zdj. nadesłane.
Z prywatnego albumu Autorki

Byłam żywiołowa i bardzo ciekawa świata. Moją ulubioną porą był wieczór, bo leżąc w łóżku wyobrażałam sobie różne ciekawe rzeczy, co było dużo bardziej ekscytujące niż rzeczywistość. Byłam też organizatorem i prowodyrem, zawsze na czele grupy dzieci, zawsze z jakimś pomysłem. Skrzydła podcięto mi w czasach liceum, wtedy spokorniałam, i ta pokora została mi do dzisiaj. 


3. Załóżmy, że proces napisania i wydania książki to potrawa. Jakie powinna mieć według Pani składniki?

Mimo, że w konsumpcji coraz bardziej idę w stronę wege, to jednak bywa, że najbardziej się najadam, gdy dostanę na talerzu dobrze doprawione mięcho, zawiesisty pieprzny sos, na języku czuję smak papryki, a do końca jedzenia odkrywam jeszcze inne, aromatyczne smaki, dobrze, jak jest też parę klusek :) 
Serdeczności – iw :)


Zaczytana:

1.Czy postaci z Pani książek mają swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości? Może, w którejś umieściła Pani swoją przyjaciółkę, napisała o nieznośnej sąsiadce lub to może Pani jest główną bohaterką? :)

W jakimś fragmencie każda z moich książek jest lustrem rzeczywistości. Przyjaciółek (ich cech) zapożyczyłam kilka, tylko, że one w tych postaciach się w ogóle nie odnalazły, za to poczuwają się inne osoby. Tak to już jest, że książka idzie swoimi ścieżkami, wymyka się, a postaci nic sobie z autora nie robią. Nie jestem główną bohaterką żadnej swojej książki, ale gdyby skleiło się parę cech kilku postaci, pewnie powstałabym ja. Są też tacy, co twierdzą, że wszystkie główne bohaterki to ja. Tylko, że Becia, Iga, Zosia, Kasia i Agnieszka to zupełnie różne osobowości.  

2. Gdyby miała Pani możliwość użycia zaklęcia szczerości, dzięki któremu wszyscy przez 24h odpowiadają zupełnie szczerze, nie mają możliwości kłamania, lecz następnego dnia o tym nie pamiętają, o co i kogo Pani by zapytała? :)

Szczerość to zaleta, ale niesie ze sobą pewne niebezpieczeństwa. Nie wiem, czy chciałabym się ludźmi rozczarowywać, ich poglądami, stosunkiem do rzeczywistości, do mnie. Myślę, że woal czasem jest potrzebny, dyplomacja jest potrzebna. Jestem przeciwniczką mówienia tak zwanej „ prawdy prosto w oczy”, uważam, że to czasem bywa okrutne. Oczywiście nie cierpię fałszu, ale pomiędzy fałszem a szczerością jest duża przestrzeń.
Hmmm... Bywa, że w myślach zadaję sobie pytanie:, „dlaczego się nie udało?”, a dotyczy ono zarówno ludzi, jak i sytuacji. Być może w tę stronę bym poszła. 


3. Jak zaczynała Pani pisać? Może zaczęło się od jakiegoś bloga, pamiętnika, opowiadania pokazywane najbliższej rodzinie? Ta pasja zaczęła się już od nastoletnich czasów, dzieciństwa czy może rozwijała się dopiero od niedawna? :)

Najpierw – w szkole podstawowej – był pamiętnik, a raczej zapis dramatów niespełnionych miłości :), były też wiersze i bardzo długie wypracowania. W liceum – niestety nastąpiło otępienie twórcze. Na studiach i po – wiersze. Pisać prozę zaczęłam w czasie największego zawodowego zapracowania. Wracałam do domu około dwudziestej z poczuciem bezsensu i straty życia, i siadałam do komputera. Pisałam i odpisywałam na e-maile do/od rodziny mieszkającej poza Polską. Kiedyś ktoś mnie skomplementował: „czytam Twoje e-maile i mam poczucie jakbym sunął ręką po aksamicie.” To mi dało impuls. Pojawiły się pliki z książkami, był też blog.

Bardzo pozdrawiam i życzę wszystkim miłego dnia! :* 
Serdeczności, dziękuję – iw :) 


Agnes C.

1.Kto jest Pani pierwszym czytelnikiem i najbardziej pomocnym krytykiem podczas pisania?

Pierwszym czytelnikiem jest mąż, ale tekst dostaje dopiero, kiedy go skończę. Potem ze strachu przed opinią zagryzam pazury. Podczas pisania sama sobie jestem krytykiem, zresztą bardzo surowym, co cechuje perfekcjonistki. 

2.Czy wierzy Pani w bezinteresowną przyjaźń z inną autorką/innym autorem? Marzy się Pani jakiś pisarski duet?

Oczywiście, że taka przyjaźń jest możliwa. Mam poczucie przyjacielskości ze strony kilku polskich pisarek, ja też kilka osób darzę przyjaźnią. Może nie są to codzienne kontakty, bo pisanie wymaga samotności, wręcz zamknięcia się na świat zewnętrzny, zwłaszcza w fazie finalizacji projektu. Niemniej, jak w każdym zawodzie, przyjaźń jest możliwa, i ma miejsce.
Duet – to trudniejsza sprawa. Raczej jestem samotnikiem. Jak w każdym duecie, żeby się udał, musi być spełnionych wiele warunków. Choćby podobny styl pracy, podobnie nakierowanie na cel, wspólna fala, i zwykłe kumpelstwo. Duet, jak każda spółka, to trudna sprawa, która może łączyć, ale i dzielić, a nawet podzielić (na zawsze) w połowie projektu. Niemniej, jestem ugodowa, i literackiego duetu nie wykluczam. 


3.Ile książek liczy Pani domowa biblioteczka i którą z nich zabrałyby Pani ze sobą, gdyby mogła wybrać tylko jeden tytuł? 

Moja domowa biblioteczka liczy sporo tytułów, to raczej setki niż dziesiątki. Plus czytnik. Byłoby więcej, ale niektóre przeczytane książki oddaję do bibliotek. Trudno mi wymienić tę najważniejszą, ale myślę, że podejdę do tematu nieco materialnie, (ale nie tylko). „Pan Tadeusz”, kieszonkowe przedwojenne wydanie, w miękkiej skórzanej oprawie. Tradycja, ważna rzecz :)
Dziękuję za pytania – iw :) 

Joanna

Szanowna Pani Iwono,
1. Proszę wybaczyć, jeśli pytanie wyda się tendencyjne, ale bardzo mnie ta kwestia nurtuje. Czy prywatnie odczuwa Pani różnicę w łatwości odbioru książek pisanych przez mężczyzn i kobiety?

Nie można generalizować, że mężczyźni to, a kobiety tamto. Osobiście lubię dobre męskie pisarstwo, ciekawi mnie męski świat wewnętrzny, poglądy, ale czytam też dobre kobiece powieści. Mówiąc o łatwości odbioru literatury, podziały prowadzą gdzie indziej, i są różne dla różnych osób. 

2.Czy je pani w trakcie pisania książek? Jeśli tak, jaka potrawa szczególnie sprzyja pisarskiemu natchnieniu?
Nie jem, na szczęście. Musiałabym jeść nieustająco przez kilka godzin dziennie, bo tyle zajmuje mi praca nad książką. To nie byłoby dobre dla mojej sylwetki, i tak niezbyt szczupłej :) Najbardziej mi sprzyjają wszelkiego rodzaju orzechy, wiadomo, bardzo kaloryczne! 

3. W naszej kulturze siódemka bywa określana szczęśliwą liczbą - co przynosi Pani szczęście? Jest taka rzecz, może pamiątka z dzieciństwa lub prezent darzony szczególnym sentymentem?
Łączę wyrazy szacunku
Joanna 

Lubię siódemkę i wierzę, jak większość ludzi, że jest dla mnie szczęśliwa. Jeśli chodzi o talizmany, sporo tego przy mnie. W torebce ma kilka breloczków, kilka kamieni, krzyżyk, a w domu mnóstwo dzwonków, zwożonych zewsząd. Te dzwonki bardzo lubi moja dwuletnia wnuczka :)
Pozdrawiam serdecznie – iw :)


Izabela W.

1.Pani Iwono, czytając recenzje "Śniadania na skale", wyraźnie przebija się w tej powieści spokój, miłość i zrozumienie, o których zapominamy w codziennym zabieganiu, a Pani o tym przypomina. Czy zawsze musi wydarzyć się coś złego, abyśmy potrafili docenić te wartości?

Odejście na bok, nabranie dystansu do sprawy, często zmiana korytarza myślowego to drogi zrozumienia siebie, swojego życia. Żyjemy wśród innych, oni też są ważni, ich problemy, „za każdym człowiekiem idzie jakaś historia”, nie jesteśmy pępkiem świata, a małe szczęścia często dają wielką radość, nie oczekujmy zbyt wiele. Tak, tragedia bardzo często pozwala zrozumieć, jak kruche jest życie, i jak często je marnujemy na mrzonki, na nieważne pogonie za czymś. 

2. W "Śniadaniu na skale" mamy siedmiu bohaterów. Czy trudno było stworzyć tyle charakterów i który z nich był największym wyzwaniem?
Zdj. nadesłane.
Z prywatnego albumu Autorki

Myślę, że nie w budowaniu postaci leży trudność, a w fabule raczej. Nie upieram się, to moje zdanie, ale zastrzegam, lubię psychologię. Byli młodzi, wykształceni i bogaci a jednak... Ktoś o „Śniadaniu na skale” powiedział, że to „gorzka diagnoza dzisiejszych czasów, kiedy ludzie pozornie poukładani, z życiową stabilizacją, czy wręcz sukcesem, są tak naprawdę zagubieni”. I ... podczas śniadania na skale, przegrywają z kozami :) Największym wyzwaniem była dla mnie Ewa. 

3. I ostatnie pytanie - w jakich okolicznościach lubi Pani najbardziej jadać śniadania lub w jakich najchętniej by Pani to robiła?
Śniadanie na tarasie :) - dobry tytuł? On definiuje moje marzenia o okolicznościach zjadania śniadań. Niestety ów taras nie jest wykończony, a ponieważ od lat jestem „kobietą budowy w toku”, ciągle jest nadzieja, że kiedyś wreszcie zjem śniadanie w wymarzonych okolicznościach.

Pozdrawiam
Od pozdrawiam – iw :)


Justiti

Witam
1. Ja chciałabym zapytać, co czuje Pani w dniu premiery książki? 

Powiem tak, premiera pierwszej książki była dla mnie wydarzeniem wielkiej wagi. Oczywiście wszystkie przedpremierowe czynności także wzniosły mnie na poziom wielkiej ekscytacji. Okładka, rozczarowanie nią, redakcja, też w jakimś sensie rozczarowanie, bo wydawało mi się, że to będzie burza mózgów, a nie była. Pierwsze opinie, w związku z tym nieprzespane noce, bo krytyka, nawet najmniejsza, a boli.
Jeśli chodzi o kolejne książki – zawsze jest ekscytacja i oczekiwanie jak książka zostanie przyjęta. 

2.Jak u Pani wygląda cały proces tworzenia?

Pierwsze moje trzy książki powstały bez planu, kolejne z planem, zresztą bardzo szczegółowym. Oczywiście w trakcie pisania nastąpiły korekty owych zarysów. Każda książka to notes pełen zapisków, niektóre pochodzą sprzed lat. Marzy mi się tablica nad biurkiem, ale musiałabym zdjąć obraz, a bardzo go lubię. Samo pisanie? Kilka godzin dziennie, w moim przypadku z przerwami na pracę zawodową, nie związaną z literaturą. Kilka miesięcy tworzenia, potem kilkakrotna redakcja, wysyłka do wydawcy. I długi proces wydawniczy. 

3.Większość ludzi ma kalendarze, w których zapisują najważniejsze wydarzenia, złote myśli itp. W związku z tym moje kolejne pytanie brzmi jak wygląda Pani planner - czy zapisuje Pani w nim cytaty, czy jest mocno naszpikowany wydarzeniami, notatkami czy też wręcz przeciwnie bo np. ma Pani inny sposób na organizację? 

Owszem, zapisuję różne rzeczy związane z powieściami, niestety, odkąd zaczęłam pisać, wciąż chodzę z myślami o książce w głowie. I z notesem. Inaczej już słyszę dialogi, w autobusie, w sklepie, inaczej już widzę ludzi, staram się zagłębić w ich psychikę, postawić się na miejscu. Stawiam ludziom mnóstwo pytań, czasem zbyt intymnych :), przyznaję. Nie lubię mówić o sobie, bo przecież w książce mogę zawrzeć to, co chciałabym powiedzieć. Uwielbiam słuchać i obserwować - ale nie zza firanki - i z morza obrazów i słów wyławiać najciekawsze.
Notes jest więc zapełniony.
Dziękuję, pozdrawiam – iw :)


Dominika K. 

1.Pani Iwono, odniosę się tu do poezji Czesława Miłosza - w jego wierszach odnajdujemy przede wszystkim prawdę, piękno i dobro. Czy pisząc powieści także kieruje się Pani przekonaniem, że, mimo pogmatwanych losów bohaterów, piękno, prawda i dobro zawsze zwycięża?

Niestety, nie sądzę by zawsze dobro, piękno i prawda wygrywały w życiu. Byłoby zbyt prosto. Dobro, – co to znaczy? Dla jednego dobro, dla drugiego bywa złem. Piękno, nie każdy je dostrzeże. Nie każdy doceni. Prawda – czasem boli, ale podobno sama się obroni. Prywatnie, oczywiście dążę do tego, żeby żyć prawdziwie, otaczać się pięknem, i sama je tworzyć, generalnie być dobrą.
W literaturze? Chciałabym kończyć powieść happy endem, ale wybieram zakończenia otwarte. Bo czym jest dobro, piękno, prawda? 


2. Jeżeli wygrałaby Pani konkurs, gdzie nagrodą jest wyjazd do najbardziej wymarzonego miejsca na ziemi, to gdzie by to było?

Oczywiście byłyby to antypody - Australia i Nowa Zelandia, minimum na pół roku :) Hmmm, mogłam powinnam skłamać? Marzenia ujawnione publicznie podobno się nie spełniają...

3. Pani ulubiona książka to... 

Wciąż odkrywam „Traktat o łuskaniu fasoli”. Niewiele książek zaprasza mnie po raz kolejny.
Pozdrawiam serdecznie
Pozdrowienia – dziękuję :) - iw 



WYNIKI KONKURSU – SŁOWO OD AUTORKI :)

„Pytania były bardzo dobre, nieszablonowe, nie o niczym, a odpowiedzi wymagały zastanowienia. Dziękuję i za ich ilość i za jakość. Bardzo trudno było mi wybrać dwie osoby. Po naprawdę długim zastanowieniu postawiłam na Izunię R. i na Zaczytaną.
Postanowiłam ze swojej puli przeznaczyć dwie kolejne książki - dla Małgorzaty i Dorotki Cz. Wszystkim pozostałym bardzo, bardzo dziękuję i ubolewam, że nie mam więcej "Śniadań" w domu. Serdeczności i pozdrowienia.”
 
Iwona Walczak




A ja, serdecznie dziękuję wszystkim za udział i czekam na adresy do wysyłki nagród od wszystkich Pań, na adres: stokrotka954@wp.pl w temacie wiadomości proszę wpisać – Śniadanie na skale.

Dziękuję i pozdrawiam :)








4 komentarze:

  1. Bardzo interesujący wywiad. A jakie zdjęcia fajne 😊

    OdpowiedzUsuń
  2. Super wywiad :) Gratuluję zwycięzcom :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo przyjemnie czyta się wywiad. :) Oraz bardzo dziękuję! :)

    OdpowiedzUsuń