sobota, 22 kwietnia 2017

[Recenzja przedpremierowa. Patronat medialny. Rekomendacja okładkowa] „Dziewcak. Dziewczyna z puszczy” Małgorzata Urszula Laska. Trudnościom czasem warto odpuścić, by mogły toczyć się własnym torem...






Wydawnictwo Literackie Białe Pióro

Ilość stron: 135

Zapowiedź nowości wydawniczej, która jest w druku i niebawem pojawi się w księgarniach


Lata osiemdziesiąte ubiegłego wieku, w których to Małgorzata Laska osadziła pierwszą część swojej powieści, to lata ciężkie zarówno ze względu na dostępność towarów, jak i na mentalność mieszkańców wsi, z której to wielu ludzi emigrowało do miasta. A te obrazy to jak dwa inne światy. W tym trudnym, biednym, gnuśnym, zabobonnym, gdzie wszystko miało swój określony rytm i zasady, wychowywała się Danka, przez rodzinę określaną Dziewcakiem. Danka była ładną, mądrą, skromną dziewczynką, zakompleksioną przez swoją rzadką i wstydliwą chorobę. Często to właśnie owa choroba była powodem licznych przykrości ze strony rówieśników, ich niezrozumienie, odrzucenie.


Dzięki plastycznym opisom, autorka przybliża czytelnika do postaci, jaką wykreowała. Towarzyszymy Dance w najważniejszych momentach jej życia, a los jak wiadomo bywa naprawdę pokrętny. Lubi pisać swoje scenariusze, wytyczać swoje ścieżki. Danka miała marzenie, by wyrwać się ze wsi, a jedyną szansą była nauka w szkole z internatem. Wychowawczyni widziała w dziewczynie wielki potencjał, ale kiedy nagle zachorowała i zastąpiła ją apodyktyczna pani Noczwoł, entuzjazm w Dance opadł. Autorka znakomicie wtopiła się w środowisko szkolne, oddając wszelkie jego odcienie. Radości, smutki, zachowania uczniów, a nawet choleryczny charakter nauczycielki, która nie szczędziła uczniom słów pogardy, ale też przemocy fizycznej. Na weselu, dziewczyna poznaje Tomasza, któremu jako jednemu z nielicznych nie przeszkadza jej choroba. Nie da się ukryć, że tych dwoje zapała do siebie uczuciem. 


Mimo przeciwności, Danka dostaje się do szkoły pielęgniarskiej. To będzie dla niej znaczący czas w życiu. Na stancji u pani Marty, która była lekarką poznaje jej brata Adama. Mężczyzna kryje w sobie pewną tajemnicę, ale też potrafi nieźle namieszać Dance w głowie. Co wyniknie z tej znajomości, skoro tam w Białowie czeka na Dankę Tomasz? 





Zwroty akcji potrafią zaskoczyć. Autorka daje czytelnikowi miejsce na oddech, racząc ekspresywnymi opisami pięknych okolic Kurpii. Krajobrazy zielonych pól otaczających teren zamieszkania głównej bohaterki są niczym malowane pędzlem impresjonisty. Nie brak w tych obrazach poczucia wrażliwości, empatii do tradycji przekazywanej z pokolenia na pokolenie. A widać to dokładnie nie tylko w użytym przez autorkę dialekcie kurpiowskim, wiejskiej gwarze, ale też z różnymi elementami kultury, tradycji związanej np. ze Świętami Wielkanocnymi, przyjmowaniem księdza w domu, czy przygotowaniach do ślubu. Autorka wychowywała się na tych terenach, dlatego sprawniej połączyła fabułę i cechy charakterystyczne dla tej grupy etnograficznej. Nie szczędzi czytelnikowi historii regionu Myszyńca, czy osadzonym na tamtym terenie folklorem. To bliskie jej sercu, dlatego tak wiernie i rzetelnie oddaje ich klimat. 




W najnowszej książce Małgorzata Laska podejmuje trudny temat nietolerancji i łatwego przypinania „łatek”. Jesteśmy świadkami trudnego dzieciństwa Jej bohaterki, dojrzewania emocjonalnego, dążenia do marzeń, pragnień, ale i zmagań z losem, który postawił na jej drodze liczne przeszkody. Danka w życiu już się zahartowała, jednak są takie dole, o których łatwo się nie zapomina, są jak zadra, budzą się w najmniej spodziewanym momencie. A ta historia może przytrafić się nawet dzisiaj i każdemu.

„Dziewcak. Dziewczyna z puszczy” Małgorzaty Urszuli Laski przede wszystkim wzrusza swoją autentycznością i głębią przekazu. To historia zbudowana na wielu emocjach, które czytając wyczuwamy je na własnej skórze. Nikt z nas przecież nie chciałby być napiętnowany ze względu na swoją chorobę, biedę, czy przynależność regionalną. To opowieść nie tylko dla współczesnej młodzieży, która mogłaby uświadomić sobie rzeczywistość tamtych czasów, ale i dla dorosłych, którym los dziewczyny, podobnych do nich samych z młodzieńczych lat, nie jest obojętny. To aktualne problemy, tematy, ale troszkę inne od dzisiejszych być może rozwiązania. Niesamowicie emocjonalna i dająca nadzieję, że przecież są wśród nas jeszcze ludzie, którzy umieją zrozumieć i podać rękę w odpowiednim momencie. 



Polecam! 




Powieści z przyjemnością patronuję medialnie. Na okładce znajdziecie też moją rekomendację :)


Za możliwość zapoznania się z tekstem przedpremierowo, patronat medialny, dziękuję Autorce oraz:




piątek, 21 kwietnia 2017

[Patronat medialny. Recenzja przedpremierowa. Rekomendacja okładkowa] „Ślad przeznaczenia” Agnieszka Monika Polak. Los każdego z nas ma swoje przeznaczenie...








Wydawnictwo Czarna Kawa

Ilość stron: 300

Nowość wydawnicza, dostępna:





Moje pierwsze z twórczością autorki uważam za udane i niezwykle inspirujące. Autorka w swej powieści nie pozwala czytelnikowi się nudzić. Kreśli drogi swojej bohaterce tak, by za każdym razem miała okazję poznać kogoś wyjątkowego, kto w jej życiu będzie miał miejsce szczególne.

Agnieszka Monika Polak wykreowała bardzo wyrazistą i charakterystyczną postać Moniki, która swoim pozytywnym, nieszablonowym podejściem do życia stanowi drugie ja autorki. To kobieta silna, zdecydowana, uparcie dążąca do realizacji marzeń, nie poddająca się przeciwnościom i chwilowym słabościom. 


Bohaterka wprowadza nas do swojego świata. Odbywa sentymentalne i wzruszające podróże w przeszłość, wspomina kobiety, jakie ją w dzieciństwie otaczały – mamę, babcię, która przeżyła wojnę i ciężkie czasy tuż po, jej dobre rady, które niejednokrotnie do niej wracają i ukształtowały na przyszłość:

„Życie to nieustająca podróż, która kształci, poszerza horyzonty, doświadcza, rozwija. Podróżując, będziesz zmieniała kierunki i środki lokomocji, odkrywała, tworzyła, upadała po to, by się podnieść i rozpocząć kolejną trasę, która doprowadzi cię do kresu twej wędrówki.”


Nie bez znaczenia na okładce książki na pierwszym planie pojawił się pociąg. To symbol nawiązujący do przeszłości Moniki oraz słów o przeznaczeniu. Bohaterka wychowywała się w głębokim PRL-u, wśród szarzyzny dnia codziennego, dzieciństwa spędzonego w wagonach, gdzie bieda i alkoholizm były na porządku dziennym. Mimo wszystko, Monika nigdy się nie poddawała. Zwracała uwagę na to, by ukończyć szkoły, być sumienną, zdyscyplinowaną uczennicą, która pięknie grała na skrzypach.





Świadoma swego niezwykłego talentu Monika, odnosi literacki sukces, przy okazji poznaje kolejnych inspirujących ludzi. Zresztą, odnosi się wrażenie, że ona właśnie ma jakiś nieprzeciętny dar do wyjątkowych osobowości. Przyciąga do siebie nie tylko tych z pierwszych stron kolorowych magazynów, ale i zwykłych, przeciętnych ludzi, których w życiu nie spotkało za wiele dobrego. Bohaterka potrafi otwierać się na ludzi, ale potrafi też słuchać ich historii. Poza tym, żyje w ciągłym biegu. Z jednej strony praca, dom, z drugiej zaś spotkania autorskie, promocja swojej książki. A kiedy nie umiemy zadbać o swój czas, ciało zaczyna upominać się o siebie. Monika zatrzyma się na moment i tym samym zacznie dostrzegać uroki wolniejszego życia. Na jej drodze stanie znowu wiele ciekawych osób, wysłucha ich losu. Niepełnosprawna Ewa porzucona przez męża, samotna matka, została sama ze swoją krzywdą, bólem, odosobnieniem, a jednocześnie to kobieta silna, która z życia czerpie wszelkie pozytywy i wszystko co najlepsze, najcenniejsze. Dzięki niej, Monika dostrzeże kruchość życia, ulotność chwili, priorytety i wartości codzienności.


Monika to silna, pozytywna i bardzo otwarta bohaterka. Zabierze każdego czytelnika w podróż udowodniając, że w życiu nie ma przypadków. Każdy z nas ma swoje przeznaczenie, że ważne jest w nim wszystko. Od ludzi, po miejsca, a nawet przeszkody, jakie stają nam na drodze, bo dzięki nim uczymy się bronić siebie, bliskich, życia, uczymy się dystansu, wyciągania wniosków z porażek. Autorka zabiera nas do świata marzeń swojej bohaterki, jej wyborów, chwilowych słabości:

„- Życie to pociąg, którym podróżujemy, zmieniając stacje, spotykając ludzi, ucząc się, odkrywając, tworząc, upadając – po to, by podnieść i zacząć kolejną podróż, która doprowadzi nas do celu. To, co w nim magiczne i niemożliwe, jest tak naprawdę w zasięgu naszej ręki, tylko nasze zabieganie nie pozwala nam tego dostrzec i właściwie wybrać. Często coś lub ktoś musi nam to uświadomić i wskazać drogę.”


Agnieszka Monika Polak stworzyła bardzo autentyczną i inspirującą powieść o życiu, wyborach jakich dokonujemy, ich konsekwencjach. To powieść, w której głównym wątkiem jest uświadomienie czytelnikom, że każdy z nas ma swoje przeznaczenie, że nasz pociąg, zwany życiem, nie zawsze mknie tylko do stacji docelowej. Po drodze może mu się przytrafić wiele rzeczy. Nie da jej się sklasyfikować jednoznacznie. Bo to nie tylko wielopłaszczyznowa opowieść o życiu, silnych kobietach, świadomych wyborach, ale też niesamowita skarbnica inspiracji dla czytelnika, który ma chwilę słabości i potrzebuje kuksańca, by dostrzec pozytywy swojego bytu, a to przecież nie przypadki, tylko przeznaczenie.

„Życie jest jak rzeka. Płynie swoim nurtem. Zawsze do przodu. Nie można go cofnąć. Reaguje na zmiany pogody, czyli na to, co się wokół nas dzieje – a raczej my pozwalamy na to, by świat zewnętrzny oddziaływał na nas.”


„Ślad przeznaczenia” Agnieszki Moniki Polak to budząca natchnienie i motywująca powieść, w której czytelnik poprzez zręcznie nakreśloną przez autorkę, dynamiczną akcję znajdzie wyrazistą bohaterkę, kobietę silną, odważną, świadomą swej wartości, umiejącą słuchać i powiedzieć dobre słowo, z którą kroczyć będzie ścieżkami jej życia i poznawać niesamowitych, często pokrzywdzonych przez los ludzi. To powieść, która zmienia sposób postrzegania własnego życia. Retrospekcja czasowa przybliża nas do osobliwych postaci, bliskich sercu Moniki, które ukształtowały ją na dalsze życie. Sugestywna, ciepła, subtelna, wyrafinowana. Taka, dla której warto oderwać się od codzienności.





Polecam! Powieści z przyjemnością patronuję medialnie. Na okładce znajdziecie też moją rekomendację :)



Za możliwość patronatu i zapoznaniem się z przedpremierową treścią książki, dziękuję Autorce oraz Wydawnictwu:






czwartek, 20 kwietnia 2017

„Chwila na miłość” Joanna Stovrag. Wzruszająca, emocjonalna, o tragediach i dramatach... miłości...





Wydawnictwo Replika

Nowość wydawnicza

Ilość stron: 368

Książkę znajdziecie:



Treść tej książki zostanie ze mną na długo. Za każdym razem, kiedy po nią sięgałam wzruszałam się i strasznie przeżywałam obrazy w niej zawarte. Zresztą, jak się nie wzruszać, kiedy autorka za pomocą sugestywnie plastycznych obrazów opowiada o swojej heroicznej wręcz walce o miłość. Autorka przepięknie, wzruszająco prowadzi narrację i uświadamia czytelnikom, czym jest koszmar wojny, jakie bywają jej zgubne skutki, dając jednocześnie nadzieję, że dla prawdziwego uczucia, kobieta jest w stanie zrobić wszystko, a już na pewno wiele.

Odczytałam z tej opowieści trzy ważne obrazy. Pierwszy z nich to obraz Sarajewa sprzed wojny. Przyjazdu bohaterki Joanny na stypendium do Sarajewa, poznawanie mentalności i kultury bałkańskiej, samego miasta, ludzi, tradycji:

„Miałam nieodparte wrażenie, że odmierza ona czas inaczej, wolniej. Bo tutaj ludzie z żywiołowym bałkańskim temperamentem, którzy przed innymi otwierali swoje serca i domostwa, codziennie z przyjemnością spotykali się na pogawędkach, sącząc z zadowoleniem mocną aromatyczną kawę i bez pośpiechu czytając prasę. Co bardzo ciekawe, jedna strona gazety była pisana alfabetem łacińskim, a druga cyrylicą, i tak na przemian – aby wszyscy byli zadowoleni. Sarajewianie lubili przechadzać się po mieście – jakby spacer należał do ich codziennych obowiązków – oraz w zamyśleniu słuchać rozbrzmiewających tu i ówdzie ludowych sevdalinek...”


Już z serii książek Skarlet i Alberta odkrywających tajemnice Bułgarii miałam okazję dowiedzieć się coś niecoś o mentalności ludzi zamieszkujących tereny bałkańskie. Tutaj otrzymałam tylko potwierdzenie tego, że są oni ludźmi znacznie spokojniej żyjącymi, a celebracji czasu i życia uczą się wręcz od pokoleń. Sarajewo przywitało Joannę bogatą, historyczną architekturą, kulturą, sztuką, nowymi znajomościami. Studencki czas dzielony między naukę a poznawanie wciąż nowych, nieodkrytych tajemnic miasta i okolic. To właśnie wtedy poznała Seja. Wtedy zaczynają w obydwojgu kiełkować nieokreślone jeszcze uczucia i emocje.




Drugim obrazem w książce jest konterfekt niszczącej wszystko wojny. Wojny, która unicestwia, sieje zło, nienawiść, strach, śmierć, ból. Burzy poukładany wizerunek miasta, trzymających się razem ludzi. Niektóre migawki opisane przez autorkę przypominają sceny wręcz obozowe z czasów drugiej wojny światowej. Joanna wraca do Polski, Sejo zostaje wciągnięty do służby. To ciężki czas dla obojga. Zakochanym sercom rozłąka nigdy nie służy. Joanna rozpoczyna pracę, ale wszelkimi możliwymi i dostępnymi kanałami, próbuje pomóc ukochanemu. Tu już mowa nie tylko o telefonach przez zagraniczne połączenia, ale też paczki dla Seja przez różne organizacje, w tym przez Janinę Ochojską. Kiedy pojawia się okazja do wyjazdu Joanny do Sarajewa, nie waha się. Desperacki krok zakochanej kobiety jest w stanie zburzyć wszystko. Mur niezrozumienia, lęk, strach. Wizja grożącego Jej niebezpieczeństwa odchodzi na najdalszy plan. Pobyt w Sarajewie u boku kochanego mężczyzny okaże się czasem bezcennym, ale też dramatycznym. Obrazy martwego miasta, gdzie ginęły rodziny, gdzie życie zamieniano w proch, wywołują w czytelniku ciarki na plecach, wewnętrzny bunt, stawia konkretne pytania. Ile człowiek jest w stanie udźwignąć cierpienia? Ile jest w stanie znieść? Ile poświęcić, żeby żyć, uchronić się przed złem?

To nie pierwszy ani ostatni wyjazd Joanny do Sarajewa. Ona jeszcze tam wróci, nie raz. 

Trzeci obraz wiąże się z przyjazdem Joanny i Seja do Polski. To próby ułożenia wspólnego życia. To uczenie się siebie na nowo. Budowanie nowej rodziny, domu. To także migawki wspomnień trudnego czasu dla Seja. Mężczyzna nie chce i nie potrafi mówić o wojnie, o tym co przeżył, czego był świadkiem. To też czas, kiedy musi odnaleźć na nowo siebie, w nowym otoczeniu, miejscu na ziemi.


Wojna to okropny czas. Sieje spustoszenie nie tylko wizualne miejsc, ale też w psychice i mentalności ludzi, którym dane jest przeżyć. Wojna to zło i nigdy nie powinna mieć miejsca. Najdotkliwsza zawsze dla cywilów, zwykłych ludzi, często obserwatorów tego epicentrum, którzy padali ofiarą snajperskiej rozgrywki między sobą. Sarajewo było inspiracją dla wielu twórców. Wiele jest historii, perspektyw tego miasta, jego tragedii, zniszczeń, ogromu bólu i dramatów. 

Joanna Stovrag napisała tę piękną, a zarazem tragiczną historię swojej młodości, oddając należyty klimat, dbając o wszelkie detale. Czyta się tę powieść z ciekawością, nie raz się wzruszając, co w moim przypadku akurat miało miejsce wiele razy. Nie wstydzę się tego, bo to dowodzi poniekąd mojej wrażliwości czytelniczej. Podziwiam tę wspaniałą parę ludzi za dzielność, siłę, determinację, chęć walki i heroizm. Podziwiam Panią Joannę za to, co miała odwagę zrobić dla ich wspólnej miłości, by walczyć o nią z całych sił, poświęcając przecież swoje życie, zdrowie, rodzinę, którą zostawiła w Krakowie. Ta historia ma swoich bohaterów, ofiary, wspomnienia.

„Niektóre wybory w życiu człowieka są jak kamienie leżące na naszej drodze. I choć nie wiemy, jak przejść obok nich, musimy podążać do przodu. A one, jeśli się o nie potkniemy, ściągają nas w dół, albo, jeśli leżą wśród rwącego potoku, który musimy przekroczyć, pozwalają nam odbić się w górę i suchą nogą stanąć na drugim brzegu.”

W „Chwili na miłość” Joanny Stovrag znajdziecie nie tylko opowieść studentki, kobiety lecz także kawałki ciekawej historii, odwiedzanych przez bohaterkę miejsc, fragmenty wybranych listów od Seja. Znajdziecie też na końcu niespodziankę od autorki. Ilekroć ją otwieram na zaznaczonych miejscach i zaczynam czytać, tylekroć do oczu napływają mi łzy.


Ta powieść porywa od pierwszych wersów. Autorka przez swoją empatię i dbałość o szczegóły sprawiła, że czytelnik podąża razem z nią po magicznym, tajemniczym i wojennym Sarajewie. Plastyczne opisy pozwalają na kroczenie śladami bohaterów i odbieranie wszystkimi zmysłami ogromu towarzyszącym im emocji, wrażeń. To piękna a zarazem tragiczna opowieść o silnej miłości, o znaczeniu słowa rodzina, dom. To opowieść, która dalej się toczy, dalej trwa, dopóki istnieć będzie miłość.

Bardzo polecam!


Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu:







środa, 19 kwietnia 2017

„Kuchnia dla całej rodziny” Kamila Szczawińska. Wiosennie i zdrowo na talerzach :)






Wydawnictwo Edipresse Książki

Ilość stron: 256

Nowość wydawnicza

Książkę znajdziecie:





O tym, że lubię pichcić wiecie już od jakiegoś czasu. Nie ukrywam, że sprawia mi to ogromną radość i satysfakcję. Dlatego, jeśli mam tylko taką możliwość chętnie sięgam po różne książki kucharskie. Chętnie sprawdzam niektóre z nowych przepisów, oferowanych przez autorów tych książek. Wyczytuję z nich wiele cennych porad i rad, dowiaduję zawsze czegoś nowego, inspirującego. W dziedzinie kulinarii nastała ostatnio moda na bycie eko, czyli na przygotowywanie posiłków zdrowych, pełnowartościowych, ale z tanich, ogólnodostępnych składników. Funkcjonowanie naszego organizmu zależy w dużej mierze od diety jaką stosujemy na co dzień, krótko mówiąc, od tego co jemy. Znam osobę, która kiedy tylko dowiedziała się o tym, że jest chora na glejaka, zmieniła dietę, nie poddała się żadnej operacji i cieszy się wspaniałą kondycją, żyje normalnie, jakby w ogóle nie była chora. To dowodzi tylko temu, że wręcz wszystko zależy od tego, co i jak jemy, bo dokładnie tak samo wtedy funkcjonuje nasz organizm. 

Kamila Szczawińska jest jedną z najsłynniejszych polskich modelek, które biegały po największych wybiegach świata mody. Pracowała chociażby dla Chanel, Yves Saint Laurent, Diora, Armaniego czy Gucciego. Jak sama w książce opowiada, w jej domu rodzinnym, w kuchni rządziła mama i to od niej przejęła kulinarne zdolności, nauczyła się wielu przepisów na zdrowe i pożywne posiłki. Ważnym, stałym elementem każdego obiadu była np.. zupa:

„Gotowania zup nauczyła mnie moja mama, dla której był to podstawowy i obowiązkowy posiłek. Mogło nie być drugiego dania, ale na brak pierwszego moja mama nie pozwalała sobie nigdy. Miłością do zup zaraziłam swoje dzieci, które często, ku mojemu rozbawieniu, zamiast zapytać, co będzie na obiad, dopytują: „Mamo, jaka dziś będzie zupa?”




Kamila Szczawińska przygotowała dla czytelników ponad sto przepisów na zupy, które w przeważającej części są to zupy – kremy, sałatki i surówki oraz koktajle, soki, lemoniady. Są to przepisy, które zachwycają przede wszystkim kolorem, smakiem, zapachem i wyglądem. Zupy – kremy mają jedną zaletę, są naprawdę pożywne, można najeść się samym tym daniem. Przepisy autorki są bardzo elastyczne, tzn. można komponować sobie składniki według własnego uznania, smaku i chęci. Wiadomo przecież, że każdy lubi co innego. Jedni wolą potrawy bardziej wytrawne, pikantne, a inni słodsze. Kilka z przepisów proponowanych przez autorkę, wykonuję na co dzień. Jednak, nie ukrywam, że mam wielki apetyt na takie trochę inne. Skorzystam na pewno.








W książce „Kuchnia dla całej rodziny” każdy znajdzie coś dla siebie. Przepisy na dania lekkie, pyszne, ale przede wszystkim zachęcające kolorem, wyglądem, zapachem. To też propozycja przepisów, które nie są skomplikowane, a przy ich przygotowywaniu mogą pomóc nam dzieci. 









Ja polecam!


Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu:


wtorek, 18 kwietnia 2017

Audiobook „Sprawa Niny Frank” Katarzyna Bonda. Czasami życie to wymyślona historia pełna złudzeń i znaków zapytań...






Długość: 14 godz. 32 minuty

Czyta Marek Bukowski


Na tę książkę miałam apetyt już bardzo dawno, szczególnie po medialnym zamęcie wokół książek Bondy. Zdania co do twórczości autorki w światku literackim i czytelniczym są bardzo podzielone. Miałam okazję sięgnąć po książkę w formie audiobooka, więc się nie wahałam. Co do treści książki zastrzeżeń nie mam, bo jest ona bardzo inteligentnie i przemyślanie zbudowana, ale co do interpretacji lektorskiej, zastrzeżenia mam ogromne! Jestem w tym gatunku bardzo wybredna, przywiązuję uwagę do naprawdę misternych detali. Po raz kolejny znakomity aktor teatralny i telewizyjny nie potrafił odczytać książki w sposób należyty i intonacyjny. Dziwię się, bo rozwijając swój kunszt aktorski bycie lektorem to dodatkowe doświadczenie i możliwość rozwoju. Tymczasem, mnie osobiście się ten odczyt nie podobał. Zabrakło mi intonacji, odpowiedniego oddzielenia dialogów od opisów i umiejętnego operowania barwą głosu, co w tym przypadku było jednym stekiem odczytanej beznamiętnie narracji. 


Powieść sama w sobie kryje wiele tajemnic i nieodkrytych kart. Bonda w pewnym momencie zdobywa czytelnika, zaskakuje intrygą, bardzo autentycznymi dialogami, które są kołem napędowym wręcz tej powieści, by za chwilę dać mu chwilę do namysłu, czy głębszej refleksji. A zaczyna się bardzo ciekawie i zupełnie niesztampowo. Znana z telewizyjnego serialu, aktorka Nina Frank budzi się po szalonej, namiętnej, perwersyjnej nocy w swojej willi na uboczu podlaskiej wsi. Posiadłość ta nie była zakupiona przez aktorkę przypadkowo. 




Autorka zastosowała w powieści wielowarstwowość i nakładanie się na siebie wielu obrazów. Przeskoki retrospekcyjne przenoszą nas do czasów dzieciństwa Niny Frank, która była najzwyklejszą, niczym wyróżniającą się dziewczynką, po okres dojrzewania, jej pierwsze fascynacje seksualne. To okres buntu, nie tylko wewnętrznego dziewczyny, która zanim stała się wielką gwiazdą, wiodła całkiem przyzwoite życie u boku mamy, która starała się zapewnić jedynej córce godny byt i dobre warunki wychowawcze. Animuszu i świadomości swych walorów, dodaje jej Jakub, nowy adorator, partner matki. Nie byłoby może w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że Jakub intencjonalnie zadaje się z matką Niny, a na boku prowadzi romans z samą dziewczyną. To już nie tylko oparty na fascynacji związek lecz szczególnie na pożądliwości i cielesności. Prawda, jaka wiąże się z tym dwojgiem, okaże się brutalna i wręcz niemożliwa do ogarnięcia dla nich samych. Od tego momentu życie Niny, a w zasadzie Agi, bo Nina to pseudonim artystyczny, nabierze zupełnie innego wymiaru, a nawet obróci się o 360 stopni, na ułudzie, fałszu, bezwzględności ze strony samej Niny.


Życie na prowincji okaże się dla Niny zgubne. Któregoś dnia, na zwłoki martwej aktorki natrafi wiejski listonosz, a to pociągnie za sobą falę podejrzanych, również wśród lokalnej społeczności, pokazując tym samym zaściankowość i zabobonność ludzi mieszkających na prowincji. Nie obejdzie się też bez scen wywołujących uśmiech na twarzy, szczególnie z komendantem posterunku i jego podwładnymi w roli głównej. 




Katarzyna Bonda przygotowała dla czytelników nie lada wyzwanie. Sama powieść została wydana już w roku 2007, dlatego kiedy autorka mordowała swoją bohaterkę i do toczącego się śledztwa dodała psychologa policyjnego, profilera Huberta Mayera, ten zawód nie był jeszcze tak rozpoznawalny i znany w polskiej policji. Jesteśmy świadkami sposobu jego pracy, selekcji podejrzanych, współpracy z prowincjonalnymi policjantami. To bardzo ciekawe, jednak dzisiaj, raczej już nie robi wrażenia na czytelnikach.


„Sprawa Niny Frank” Katarzyny Bondy to ciekawy, perspektywiczny kryminał, który wciąga od pierwszych wersów, intryguje, zaskakuje, szokuje, ale pozostawia pewien niedosyt, bo zakończenie jest po prostu mistrzowskie. Autorka nie ogranicza się tylko do ukazania światka aktorskiego, ale też do skorumpowanych polityków, lokalnej głupoty i zabobonności mieszkańców wsi. To powieść, która tak jak zaskakuje, tak wywołuje nadwyrężenie pewnej wrażliwości czytelnika, dlatego co wrażliwszych na perwersyjność i bezpośredniość odwołuję od planu sięgnięcia po tę książkę. To mocny kryminał osadzony w polskich realiach, budzący sprzeciw, zbulwersowanie, ale i zafascynowanie. Ci, którzy szukają mocnych wrażeń i emocji, dwuznaczności i kompletnie szokującego zakończenia, to doskonała pozycja. Nie wiem, czy w tej sytuacji nie lepiej wybrać wersję papierową, bo ta interpretacja mnie osobiście nie zadowoliła. Ale, ja jestem bardzo w tej kwestii wybredna i oczekuję po znanych i cenionych aktorach naprawdę dużo, dużo więcej niż beznamiętna i bez napięcia, sucha interpretacja.


Ocenę pozostawiam Wam. Może ktoś z Was już czytał książkę? A może słuchał audiobooka? Jakie są Wasze zdania na ten temat?

[Zapowiedź wydawnicza] 26 kwietnia premiera Christie Golden "Assassin’s Creed: Heresy. Herezja" :)




Christie Golden

Assassin’s Creed: Heresy. Herezja


Premiera 26 kwietnia nakładem Wydawnictwa Insignis :)


Opis

Konflikt bez końca. Stary grzech. Nowe objawienie

Simon Hathaway, członek Wewnętrznego Sanktuarium Zakonu Templariuszy, staje na czele Działu Badań Historycznych Abstergo Industries, wnosząc do nowej pracy swoje analityczne podejście i chłodne spojrzenie.

Ale Simon jest także głodny wiedzy i zafascynowany możliwością bezpośredniego doświadczania historii poprzez wspomnienia swojego przodka, Gabriela Laxarta, który walczył ramię w ramię z legendarną Joanną d’Arc.

Kiedy zaczyna korzystać z nowego modelu Animusa, odkrywa fakty, na które nie był przygotowany: dowiaduje się, jak głęboko sięgają źródła konfliktu templariuszy i asasynów, a także jak wiele gotów był zrobić jego przodek dla ukochanej kobiety. Poznając dawne tajemnice, Simon musi zmierzyć się z odpowiedzią na niebezpieczne pytanie: Kto tak naprawdę jest heretykiem, a kto prawowiernym wyznawcą?





Simon Hathaway, członek Wewnętrznego Sanktuarium Zakonu Templariuszy, staje na czele Działu Badań Historycznych Abstergo Industries. Jest głodny wiedzy i zafascynowany możliwością bezpośredniego doświadczania historii swojego przodka, który walczył ramię w ramię z legendarną Joanną d’Arc.

poniedziałek, 17 kwietnia 2017

„Ostatnia powieść Marcela” Katarzyna Tubylewicz. Niejednoznaczna, wielopłaszczyznowa, zaskakująca, zagadkowa...






Wydawnictwo Wielka Litera

Ilość stron: 283


Nie mniej, ale pewnie i więcej przymiotników można przypisać powieści Katarzyny Tubylewicz „Ostatnia powieść Marcela”. Tak zaskakująca, co wielokierunkowa, nie bez ironii, głębokich wywodów, emocjonalnych opisów, z wieloma obrazami, które potrafią na siebie się nakładać, przeplatać niejednoznacznością i gorzkim obrazem wyczerpanego oczekiwaniami czytelników pisarza, który grzęźnie w absurdzie swojego życia, jak w błocie. Niezwykle sugestywny, pozbawiony złudzeń, gwałtowny, choleryczny świat Marcela, głównego bohatera powieści, to po części jeden z obrazów współczesnego mężczyzny, wyrachowanego, traktującego kobiety przedmiotowo, dla którego kobieta jest tylko ozdobnikiem, fragmentem jego wybujałej wysokim ego, mniemaniem o sobie codzienności i wyobraźni, czy oficjalnego szczebla kariery.

Na pewno nie jest to powieść z gatunku łatwych i lekkich w odbiorze, przy której można wypić poranną kawę i zrelaksować się. To powieść z podgatunku psychologicznych, w którą należy się głęboko wgryźć, by zrozumieć jej sens i przesłanie. Przepełniona fragmentarycznym życiorysem Marcela i napotkanej przypadkowo Hanny. Pierwsze spotkanie z Hanną wywołuje w bohaterze pewien rodzaj konsternacji, budzi zmysł zdobywcy i chęć rozgryzienia zagadkowej dziewczyny, która o dziwo znajduje z nim dosyć szybko nić porozumienia. Ostatecznie, Marcel przerywa podróż i postanawia pomóc Hannie. Jak się zresztą okaże, Hanna wniesie do jego życia wiele nowego, no i podejmie się pewnej roli. Jak dogadają się tak skrajnie emocjonalni ludzie, z różnymi poglądami, przeżyciami, doświadczeniami? 




Obrazy retrospekcji czasowej dają nam pewną wizję przeszłości obojga. Zarówno Hannę jak i Marcela łączy jedno - skomplikowany, zagmatwany życiorys. Hanna to przede wszystkim dziewczyna prosta, z prowincji, która z tego powodu ma liczne kompleksy. Co prawda poznajemy jej przeszłość, ale autorka postanawia w nim wiele znaków zapytania i domysły, które ciągną się za bohaterką do dnia, w którym ją poznajemy. Hanna przede wszystkim cały czas szuka określenia i celu w życiu, błąka się w swoim hermetycznym świecie, w toksycznych, pozbawionych emocji związkach z mężczyznami. Hanna nie miała w życiu łatwo. Kulminacyjnym punktem była decyzja jej matki, która życie rodzinne postawiła na jedną szalę i wyemigrowała dla zarobku, zostawiając córki pod opieką babki i bezrobotnego ojca. To właśnie ta sytuacja wzmocniła dziewczynę na dalsze lata. Hanna wiedziała, że jest skazana na siebie, że może liczyć tylko na siebie. Co w jej życiu zmieni nietypowa i bardzo niecodzienna znajomość z Marcelem?


Marcel z kolei to poszukujący natchnienia pisarz, wypalony wewnątrz z inspiracji. Narcystyczny charakter Marcela wznieca jeszcze bardziej jego choleryczne podejście do napisanych wcześniej powieści. Coraz bardziej przytłaczają go ciągłe oczekiwania czytelników, by pisał na takim samym poziomie, co poprzednie książki. Plastyczne opisy autorki sprawiają, że żrącą frustrację Marcela wręcz czuje się na własnej skórze, ta niemoc, momentami zawieszenie między przeszłością a teraźniejszością. Mężczyzna z syndromem kobieciarza coraz częściej wraca do wspomnień. Do chwil spędzonych z córką i palącym poczuciu, że mógł bardziej się postarać o tę miłość do córki. Nie bez znaczenia jest fakt, że Marcel nie potrafi znieść konstruktywnej krytyki, że zrobi wszystko by obronić swoje racje. Zresztą, który pisarz to lubi? Skłócony z rodziną, wciąż walczący o dobre imię wśród bliskich, którzy niczego zresztą mu nie ułatwiają. Ten bohater jest jak widmo. Niby go znamy i jesteśmy w stanie przewidzieć jego reakcje, a z drugiej strony jest on tak nieprzewidywalny, iż czasami trzeba się zastanowić, z czego wynika takie czy inne zachowanie. 




Autorka stworzyła bardzo wyrazistych bohaterów, którym umiejętnie manipuluje w życiorysie i doświadczeniach. W tej powieści nic do końca nie jest jednoznaczne. Czytelnik spodziewa się, że znany z licznych podbojów miłosnych Marcel w końcu zdobędzie uwagę Hanny i po prostu ją wykorzysta, jak poprzednie kobiety w jego życiu. Tymczasem w tym przypadku jest zupełnie inaczej. Hanna zaimponuje mu intelektem i wrażliwością. Duże znaczenie w budowaniu fabuły ma dwugłosowość narratorów i obserwacja tych samych wydarzeń z dwóch perspektyw, co jest zresztą zabiegiem nie tylko ciekawym, ale celowym, bo uwydatniającym tożsamość i odnalezienie swojego alter ego bohaterów. 

„Ostatnia powieść Marcela” Katarzyny Tubylewicz to powieść wielopłaszczyznowa, bez utartych schematów, nieprzewidywalna, przejmująca i na pewno sugestywna. Trochę przewrotna, ale wciągająca od pierwszych wersów. Powieść, w której jest wiele pytań, wątpliwości, niejasności. To też opowieść, że nie wszystko w życiu udaje się do końca po naszej myśli, a my stwarzamy sobie tylko dla spokoju, zagłuszenia wyrzutów sumienia pozory. Autorka stworzyła tę ekspresywną pozycję również po to, by ukazać napięte jak struna, wzruszające, ale i urzekające relacje międzyludzkie, relacje między młodą dziewczyną a starzejącym się pisarzem, który rozpaczliwie szuka inspiracji oraz środowisko nadętych pisarzy, krytyków literackich. To też opowieść o smutku, rozbrajającej samotności i niewygodnych rolach życiowych. I wreszcie to opowieść o miłości rodzicielskiej i skomplikowanej szansie na prawdziwe życie.




Polecam!



niedziela, 16 kwietnia 2017

[Recenzja przedpremierowa i patronacka] „Jak kamień w wodę. Polowanie na Pliszkę” Hanna Greń. Nie lekceważ tego, co za Twoimi plecami...










Wydawnictwo Replika

Ilość stron: 303

Premiera powieści: 18 kwietnia 2017

Książkę znajdziecie:



Na prozie Hanny Greń nie można się zawieść. To moje trzecie spotkanie z autorką i drugie, któremu mam przyjemność patronować. Autorka poza znakomicie skonstruowaną fabułą umiejętnie wplata intrygę, plastyczne opisy i cięty język, który jak dla mnie jest Jej znakiem rozpoznawczym. Uwielbiam Ją za to i mam nadzieję, że tego nie zmieni. Tym razem autorka zeszła nieco z tonu i przygotowała dla czytelników powieść z lekkim zabarwieniem kryminalnym. Dlaczego piszę, że zeszła z tonu? Zarówno „Cynamonowe dziewczyny”, czy „Otulone ciemnością” to dwa ostre jak brzytwa kryminały, którymi postawiła wysoko poprzeczkę. Hania przyzwyczaiła nas do tego, że nie owija w bawełnę, nie przebiera w słowach, a Jej bohaterowie są wyraziści, silni, gotowi niemal na wszystko, co przygotowała dla nich autorka.


Nie inaczej jest w tym przypadku. Hania stworzyła postać Kornelii Pliszki, której życie nie oszczędzało i jak się potem okaże, wcale nie zamierza zafundować jej taryfy ulgowej. Dzieciństwo Kornelii polegało raczej na zaspokajaniu oczekiwań rodziców, zimnych, wyrachowanych wobec córki, pozbawionych uczuć, a nawet głośno wyrażających swoje niezadowolenie z jej wyborów. Kornelia nie miała szczęścia nawet do znajomych, którymi się otaczała. Łatka rozpustnej dziewczyny, jaka w pewnym momencie do niej przylgnęła stanowczo niczego jej nie ułatwiała. Właściwie, dziewczyna nie miała żadnej serdecznej przyjaciółki, by móc szczerze i od serca porozmawiać. Jedyną osobą, która jeszcze ją rozumiała i w jakiś sposób wspierała była babcia. To tam, Kornelia często wyjeżdżała i najchętniej spędza każde wakacje. Gdy na drodze Kornelii staje Joanna, wydaje się, że zły los zaczyna się od dziewczyny odwracać. Potrafią się dogadać i wspólnie, po koleżeńsku zaplanować najbliższą przyszłość. Jeden wieczór w życiu obydwóch przekreśla to, co dawało dobre dla Kornelii rokowania. 




Mijają lata. Kornelia jest świadomą kobietą. Jednak wszystko zaczyna wracać do punktu wyjścia. Co z tego, że żyje w domu po babci, próbuje oddzielić przeszłość od teraźniejszości, zapomnieć o tym, co kiedyś zmieniło całkowicie jej życie, zaważyło na dalszym jej losie i działaniach, kiedy ktoś ewidentnie próbuje ją zastraszyć, podrzucając listy z pogróżkami. Czy mają na to wpływ wydarzenia z przeszłości? Jak się też okaże, nie do końca wszystkie rozdziały zostały zakończone stanowczą kropką. Policjant, który początkowo miał prowadzić jej sprawę w przeszłości, pojawia się ponownie. Gerard nie ma dobrych wspomnień z Pliszką w roli głównej. Jak zachowa się tym razem?


Bohaterka najnowszej powieści Hanny Greń to postać bardzo silna, zdeterminowana, świadoma tego, że przeciwstawiając się losowi niczego nie zmieni. Dziewczyna w walce o swoje dobre imię jest gotowa na wszystko. W pewnym momencie przestała walczyć o uwagę i uczucia rodziców, i w pewnym momencie przestała przejmować się tym, co myślą i sądzą o niej inni. Ważna jest wiedza, którą ona posiada i nie zamierza nikomu się z niczego tłumaczyć. Moją największą sympatię Kornelia zdobyła swoją naturalnością i zupełnie niepozornym zajęciem. Dziewczyna otworzyła swój zakład krawiecki. W dzisiejszych czasach zajęcie trochę nietypowe, jeśli w lumpeksach można kupić ubrania za dosłowne grosze, ale są jeszcze ludzie, którzy cenią solidną pracę dobrej krawcowej, umiejącej szyć naprawdę rzeczy zgodnie z gustem i wymaganiem klientów. Zajęcie mi znane, bo przecież też kończyłam szkołę odzieżową.




Cieszę się też, że autorka wplotła elektryzującą intrygę i wmieszała w nią wątek romantyczny. Po raz kolejny pokazując, że można pisać lżej, ale z przytupem, ciętym językiem, stosując plastyczne opisy i autentycznych bohaterów, którzy od pierwszych wersów zdobywają naszą sympatię. Jak też w powieściach Hani, zakończenie kompletnie zaskakuje, wywołując w czytelniku pewien rodzaj buntu, niedosytu i ciekawości. No bo jak to tak można? Dlaczego? Jestem pewna, że autorka szykuje dla nas nie lada frajdę, a swoich bohaterom nie lada wyzwania. Już czekam na kolejną część. Jestem bardzo jej ciekawa.


Dalsze losy bohaterów "Jak kamień w wodę" :)

Powieść Hanny Greń „Jak kamień w wodę” zaspokoi każdego czytelnika szukającego wrażeń, emocji, wyrazistych bohaterów. Autorka intryguje fabułą, wzbudza w nas skrajnie różne emocje, stopniuje napięcie. To powieść kryminalno – romantyczna, która zwraca uwagę, by nie lekceważyć sygnałów pozornego spokoju i obrazów z niedalekiej przeszłości. To powieść o rzeczywistości, która może okazać się złudą.




Polecam i to bardzo!


Za możliwość patronatu i zapoznaniem się z tekstem przedpremierowym powieści dziękuję Autorce oraz Wydawnictwu: