sobota, 27 maja 2017

[Patronat medialny] „Kim, do diabła, jest Anita?!” Wanda Szymanowska. O kobiecie, która nie dała się zaszufladkować...






Wydawnictwo Literackie Białe Pióro

Ilość stron: 193

Nowość wydawnicza, którą znajdziecie:





W dzisiejszym zabieganym, goniącym za dobrem materialnym świecie nie ma miejsca na starość, o śmierci w ogóle się nie mówi, a całe tło, które otacza wymienione tematy, jakby nie istniały. Dzisiaj nie mamy czasu na to, by zaopiekować się chorym, zniedołężniałym rodzicem, dziadkiem, poświęcić się dla niego, bądź dla nich, nie mówić już o tym, że speed życia i nawał obowiązków nie idą w parze z tym, by choćby do nich częściej zajrzeć, posiedzieć, porozmawiać, poświęcić minimum swojej uwagi. Bo czymże jest starość? Czy starsi ludzie mają jakieś prawa? Czego mogą jeszcze chcieć od życia? Z czym nam, młodym kojarzy się starość?

Książka Wandy Szymanowskiej opowiada o życiu pewnej Anity, kobiety lekko po osiemdziesiątce, która pierwsze lata swojego dzieciństwa spędziła w sierocińcu. Potem ojciec, który miał już swoją nową rodzinę, przygarnął ją do siebie. To były czasy krótko powojenne, kiedy bieda zaglądała w każdy kąt, a do pracy potrzebna była masa rąk. Anita jest Niemką i doskonale pamięta czasy podziału Niemiec, ustroju politycznego, kiedy było naprawdę ciężko i trudno.


O tytułowej bohaterce opowiada nam Polka mieszkająca w małej, niemieckiej miejscowości, sąsiadując właśnie z ekscentryczną, niesztampową starszą panią. Anita wrosła już w krajobraz tej miejscowości, każdy ją zna. To odbiegająca od wszelkich stereotypowych obrazów starsza pani, która nikogo nie zostawia w potrzebie, każdemu pomaga. Od kilkunastu lat zajmuje się chorym, leżącym mężem. Nie narzeka, żyje bardzo skromnie, często korzystając z uprzejmości obcych, dzielących się posiłkiem. Energiczna, pomysłowa, ale niechętnie zdradzająca szczegóły ze swojego życia. Polka za wszelką cenę chce wydobyć z Anity tajemnice z jej ciekawego życiorysu, ale Anita jest bardzo powściągliwa w swych wspomnieniach, które na dodatek tylko dawkuje strzępkami.




Cała postać głównej bohaterki ma swoją specyficzną aurę, rytuały, porządek. Anity nie da się nie lubić. Ona od pierwszego spotkania pozwala sobie zdobyć nasze czytelnicze zaufanie. Poza tym, śmiem twierdzić, że takich Anit jest wokół nas wiele. Wcale nie trzeba niekiedy daleko szukać, wystarczy się rozejrzeć pośród sąsiadek. Sama znałam takie trzy. To osoby wychodzące ze sztywnych ram ogólnie przyjętej etykiety towarzyskiej, żyjące według własnych zasad i reguł. Anita nie dość, że w wieku takim, którego nie wszystkim dane jest dożyć, to jeszcze takiej energii, obrotności może jej pozazdrościć niejeden nastolatek.

Ile Polce uda się wyciągnąć z Anity? Tych zwierzeń i wspomnień nie będzie wcale tak wiele, ale ich wartość jest po prostu bezcenna. Niczym życiorysy poskładane z elementów wpasowujących się w jedną całość. Jakby wichura je porwała na strzępki i w odpowiednim czasie pozszywała na nowo, niczym patchworkową makatkę zawieszoną nad kuchenką, by cennym mottem i dobą radą pozwolić na głębszą refleksję. 


„Kim, do diabła, jest Anita?!” Wandy Szymanowskiej to prawdziwa historia silnej kobiety, która żyje tylko w zgodzie z sobą, dając każdemu kawałeczek siebie. To opowieść o starości wbrew stereotypowym obrazom. To historia niezwykle autentyczna i sugestywna, która zmusi czytelnika do zatrzymania się choćby na chwilkę, do głębszej refleksji. Autorka bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie sposobem narracji, który nadaje całej tej historii odpowiedniego klimatu, świetnymi dialogami oraz podjętą kwestią. Widać, że nie boi się trudnych tematów. Wręcz przeciwnie. Starość to nie jest komfortowa dla współczesności sprawa. Poza tym, kojarzy się głównie z chorobą, niedołężnością, a na to, raczej rzadko czas, rzadko chęci, to problem, a tego łatwo się pozbyć. Anita zaś, to naładowana tak pozytywną energią kobieta, że tylko brać z niej przykład. A starość? A, czy starość boli? Po lekturze tej książki sami odpowiecie sobie na to pytanie.


Polecam!






Za możliwość patronatu oraz książkę, dziękuję Autorce oraz Wydawnictwu:




Książkowe nowości na Dzień Dziecka od Edipresse Książki :)





Dzień Dziecka już za kilka dosłownie dni, zatem warto zapoznać się z propozycjami wydawnictw na tę okazję i obdarować dziecko prezentem, z którego będzie nie tylko zadowolone, ale także będzie czerpało wiele przyjemności, bo przecież o to chodzi w czytaniu :) 


Wydawnictwo Edipresse Książki proponuje:





„Wombat Maksymilian i misja na dachu świata”, Marcin Kozioł - jako szesnastolatek zdobył stypendium i wyjechał do szkockiej szkoły Gordonstoun, która jest pierwowzorem Hogwartu, uczelni Harry’ego Pottera. Tam dał się zaczarować i zapałał miłością do podróżowania. Niedawno jego debiutancka powieść dla dzieci trafiła na nową listę lektur dla uczniów klas 4-6. „Wombat Maksymilian i misja na dachu świata” to druga część podróżniczo-edukacyjnej serii Marcina Kozioła w sam raz dla dzieci oraz dla całej rodziny. Tym razem ulubieniec najmłodszych ląduje w Nepalu, gdzie czeka na niego kolejna dawka niesamowitych przygód. W maju 2017 pierwsza część serii „Wombat Maksymilian i Królestwo Grzmiącego Smoka” zdobył „Nagrodę Magellana 2016” – nagrodę główną w kategorii „Najlepszy przewodnik dla dzieci 2016”.







„Myszka w paski i pierwsza pomoc”- w książeczce dzieci znajdą odpowiedzi na szereg pytań dotyczących problemów ze zdrowiem. Każdy z nich opisany jest poprzez życiową historyjkę, która przydarzyła się któremuś z bohaterów książki. Omawiane problemy to m. in.: krwotok z nosa po uderzeniu piłką, zakrztuszenie, drzazga w palcu, guz czy ból zęba, czyli wszystko co może przydarzyć się dziecku i z czym w pierwszym odruchu powinno umieć sobie poradzić samemu zanim otrzyma fachową pomoc. Opowiastkom towarzyszy podsumowanie tego, co dokładnie dzieci mają robić w razie danego problemu.




„Dzielny Lew Eryk i strachy na lachy”- jest to opowieść o lwie, który pokonał wszystkie swoje lęki, dzięki pomocy mamy i taty oraz ich sprytowi. Szereg historyjek opisuje „małe” strachy takie jak: mycie głowy, wizyta u lekarza, wyjście do przedszkola, ciemność, burzę, czy niespodziewaną wizytę pająka w mieszkaniu. Język każdej z mini-opowieści zamienia dziecięcy problem w przygodę, dzięki temu łatwo go pokonać, bo tak naprawdę nie jest tak straszny jak wydawało się na początku. 





”Detektyw Łodyga na tropie zagadek przyrodniczych” - w książce znajdziemy tematy związane z ochroną środowiska jakie mogą napotkać dzieci, zilustrowane historyjkami edukacyjnym m.in. jak oszczędzać w mądry sposób wodę, wprowadzić skuteczny recykling śmieci do naszej codzienności, co zrobić z niepotrzebnym papierem, aby dać mu drugie życie, albo troszczyć się o żyjące w ziemi stworzenia, które dają witalność i piękno naszym roślinom. Ważne też jest odpowiednie dbanie o jakość powietrza, by służyło ludziom zamiast ich truć. Poprzez historyjki dzieci poznają przyczynę problemu i dostają rozwiązanie, jak postępować aby zapobiegać mu w przyszłości.






„Alfabet aktywnie TVP ABC”- książeczka pełna jest zadań rozwijących dziecięcy zmysł obserwacji, dokładność oraz nietuzinkowość w praktycznym działaniu. Użytkownik z łatwością odnajdzie m.in. egzotyczne zwierzątka do malowania, rytmiczne wierszyki, łamigłówki do rozwiązania czy szlaczki do ćwiczenia zdolności manualnych. Zadania doskonale wyciszają, relaksują oraz tworzą pole do popisu dla wyobraźni. To czysta przyjemność dla dziecka, które spędza czas samemu lub bawi się z rodzicami. Nowa kolorowanka powstała w ślad za pierwszą częścią „Alfabet kolorowanka” i skierowana jest do dzieci, które stawiają pierwsze kroki w nauce alfabetu, oraz tych, które pragną doskonalić nabytą już umiejętność pisania.

piątek, 26 maja 2017

Wywiad z Katarzyną Janus autorką „Nigdy nie jest za późno” oraz „Życie za życie” :)



Jest autorką dwóch powieści. Każdą z nich obdarowuje w pewne elementy ze swojego życia. Ze swoimi bohaterami bardzo się zżyła. Przeżywa, gdy w ich życiu dzieje się tyle emocjonujących momentów. Łączy ich szczególna więź. Z zawodu jest lekarzem, z pasji – podróżniczką. Ceni sobie prywatność i skrzętnie ukrywa ją przed światem. W swoich książkach przemyca piękno i walory ulubionych miejsc, w których była, do których chętnie wraca, i które wywarły na Nią szczególne wrażenie. Pisze już trzecią powieść. „Życie za życie” należy do tych, z którymi łączą Ją emocjonalne nici, pełne sugestywnych obrazów. Skromna, sympatyczna, otwarta na życie.


O czym rozmawiałyśmy? Przeczytajcie sami.



Fot. nadesłana. Z prywatnego albumu autorki


Pani Katarzyno, dziękuję za przyjęcie zaproszenia do rozmowy. „Życie za życie” to Pani druga książka. Pewnie nie raz zadawano Pani to samo pytanie, ale ja zadam je po raz kolejny. Jak się Pani czuje po pojawieniu się na półkach księgarskich Pani drugiej powieści? Jakie emocje temu towarzyszą?


Kiedy wzięłam po raz pierwszy do ręki moją pierwszą książkę, popłakałam się, byłam bardzo wzruszona. I natychmiast usiadłam w wygodnym fotelu i zaczęłam ją czytać. I wciągnęło mnie to czytanie, miałam wrażenie, że czytam ją po raz pierwszy, jakbym to nie ja ślęczała nad nią przez kilka miesięcy. A poza tym książka papierowa ma swoją duszę, pachnie, ma swoją fakturę, wagę. E-booki nie są w stanie jej zastąpić, „nigdy w życiu”, jak to mówiła jedna z moich ulubionych bohaterek z powieści Katarzyny Grocholi, Judyta. Podobna sytuacja miała miejsce po ukazaniu się drugiej powieści. Niesamowite wzruszenie i radość. I muszę przyznać, że uwielbiam jej okładkę. Tu składam ukłon w stronę Pani Izabeli Surdykowskiej- Jurek. Zupełnie nie mogę się nadziwić, że wizerunek kobiety z okładki to wypisz, wymaluj Maja z mojej wyobraźni.




W książce ewidentnie widać Pani obeznanie Stanami Zjednoczonymi, chodzi mi o miejsca, które zwiedza Majka. Dużo podróżowała Pani po Stanach?


Niestety, bałam tam tylko raz i to przed wieloma laty. Spędziłam w Stanach kilka tygodni, głównie w Chicago, zwiedzałam także stany Wisconsin, Illinois, Indiana. Ameryka wywarła na mnie ogromne wrażenie. Na moje nieszczęście, krótko przed powrotem do Polski, oglądałam w telewizji film katastroficzny, w którym samolot pasażerski uderza w drapacz chmur. Było to kilka lat przed atakiem na World Trade Center. Chyba wtedy zaczęłam odczuwać lęk przed lataniem. Następna podróż była koszmarem. Tak więc przestałam latać.
A co do Stanów, to trochę przez te kilka tygodni udało mi się zobaczyć, większość miejsc, które odwiedza Maja w powieści. Ponieważ mieszkałam u rodziny, poznałam także życie chicagowskiej tak zwanej middle middle class, a także codzienność polskiego Jackowa - dzielnicy kiedyś zamieszkiwanej przez Polaków, a obecnie głównie przez Afroamerykanów. Pamiętam polskie sklepy, w których sprzedawano polską szynkę „Krakus”, polskie kabanosy, piwo „Żywiec”, ba, nawet kaszankę. W to, że była prosto z Polski, to nie wierzę, ale sprzedawała się, jak świeże bułeczki (także zresztą polskie - kajzerki). I pamiętam kobietę w średnim wieku, która przyszła na zakupy w rozdeptanych kapciach i papilotach na głowie. Nie mogłam wówczas oderwać od niej wzroku. Obecnie chyba bym się nie zdziwiła, ale wiele lat temu było to dla mnie szokiem. Byliśmy wtedy bardzo purytańskim społeczeństwem (niewiele się niestety w tej kwestii zmieniło). Tam jednak nikt na nią nie zwracał uwagi. Istniała jedynie zasada, że do sklepu nie wchodzi się boso i bez koszuli (chodziło oczywiście o letnie miesiące).
Największe wrażenie zrobiło na mnie Downtown, czyli centrum Chicago z wówczas najwyższym budynkiem - Sears Tower. Zależało mi bardzo, żeby był na okładce książki - i jest! A najbardziej mi żal Gary, upadłego miasta i przecudnej, popadającej w ruinę katedry. 


Majka to silna kobieta, która wie czego chce. Najkonkretniej, odciąć się od przeszłości, zacząć swoje życie od nowa, z dala od kłamstw i fałszu, jakimi karmił ją przez lata Filip. Czy od początku charakter Majki był w Pani scenariuszu na książkę tak sprecyzowany, czy coś wychodziło w trakcie pisania?

Najpierw wyobraziłam sobie Majkę. Nie zastanawiałam się, jak będzie wyglądała. Ja zwyczajnie wiedziałam, że ona jest ruda, z piegami na twarzy, subtelną urodą i dobrym sercem. A potem odkrywałam ją krok po kroku. Jakbyśmy się poznawały. Pisząc o niej dzisiaj, nie wiedziałam, co postanowi jutro, jakie będą jej losy. Majka po prostu żyła w mojej wyobraźni, czasem była mną, czasem się z nią zupełnie nie zgadzałam. Kiedy bolał ją brzuch, miałam ochotę sięgnąć po No-Spę. Kiedy była nieszczęśliwa, dopadał mnie jej smutek. Zdarzało się, że zaplanowałam sobie dalsze losy bohaterki, ale w trakcie pisania wszystko się zmieniało, jakby Maja mi się przeciwstawiała, mówiąc „Nie, ja to zrobię inaczej”. Jednym słowem, robiła ze mną, co chciała.


Powieść bardzo emocjonalna. Przyznam szczerze, że czytając bardzo przeżywałam losy Majki. Życie jej nie oszczędzało. Podróżowała najpierw po okolicach Rabki, potem po Stanach. Do tego zazdrość Sarah. Momentami było radośnie, wydawało się, że nastał cień nadziei, że Majka ułożyła sobie życie, tymczasem co rozdział, to nowe niespodzianki i nieprzewidywalne koleje. Jak Pani pisało się tę powieść?


Piszę obecnie trzecią powieść, ale chyba tę drugą pisało mi się najlepiej. Nie musiałam się zastanawiać nad fabułą, ona przychodziła sama. Siadałam do komputera i słowa po prostu płynęły. Kiedy Sarah rozrabiała, wkurzałam się okropnie, kiedy Hubert popełniał błędy, byłam wytrącona z równowagi. Największe emocje wywoływał we mnie Matt. Za każdym razem, kiedy czytam fragmenty o nim, żal ściska mi serce. A Majka, no cóż… z nią się często utożsamiałam. Kiedy miałam zły dzień, Majka była nieszczęśliwa, coś złego się działo w jej życiu. A kiedy ja byłam szczęśliwa, jej udzielało się moje szczęście.


Jak w ogóle wygląda Pani warsztat pisarski? Czy robi sobie Pani najpierw plan danej powieści, czy raczej pisząc, wychodzi wiele w trakcie?

Każda z moich książek ( także ta trzecia, którą aktualnie kończę), żyje własnym życiem. Najpierw widzę główną bohaterkę (dotychczas były to kobiety, może czas pomyśleć o głównym bohaterze-mężczyźnie?). Akcja powieści rozwija się w trakcie pisania wraz z rozwojem osobowości postaci. Nie ukrywam, że wplatam w nie wątki moich własnych przeżyć, obserwacji, wzruszeń. Na przykład z Filipa początkowo chciałam zrobić niebezpiecznego psychopatę, książka stałaby się bardziej thrillerem, ale w trakcie pisania zrobiło mi się go żal. Podobnie postać Majki nabierała charakteru w trakcie pisania. Zupełnie, jakbyśmy się poznawały od podstaw.


Z jakim regionem, czy miejscem na ziemi jest Pani najbardziej emocjonalnie związana? Pytam, bo w Pani biografii jest cenna informacja o Pani zamiłowaniu do podróży.

Uwielbiam Toskanię. Kocham Włochy i zazwyczaj jeżdżę tam dwa razy w roku - zimą na narty, latem w różne rejony, aby odpocząć, pozwiedzać. Akcja mojej następnej powieści rozgrywa się częściowo właśnie we Włoszech- w Belluno i Dolomitach. Jednak zdecydowanie najbliższa memu sercu jest Toskania. Chciałabym kiedyś tam właśnie umieścić akcję mojej powieści, ale tyle już książek powstało o Toskanii, że chyba na razie się wstrzymam.

Fot. nadesłana. Z prywatnego albumu autorki

Z zawodu jest Pani lekarzem. W książce jest taki fragment, w którym łatwo wyczuć czytelnikowi fachowość w opisywanej scenie. Jak to jest, kiedy lekarz nagle zabiera się za pisanie?

Od okresu dzieciństwa, szczególnie, kiedy nie mogłam zasnąć, uciekałam w świat fantazji. I bujałam sobie w obłokach. W dzieciństwie były to fantazje na przykład o tym, że dostaję w prezencie moją wymarzoną lalkę Barbie. Wraz z dorastaniem rozmyślałam o zupełnie innych sprawach... I zawsze pochłaniałam masę książek. Co nie wykluczało twardego stąpania po ziemi w realnym świecie. Pewnego razu, a było to chyba przed niespełna trzema laty, na spotkaniu z moimi ukochanymi przyjaciółkami z liceum, jedna z nich, która zresztą została jedną z bohaterek mojej pierwszej powieści, Mania, zadała nam pytanie: „Dziewczyny, zamknijcie oczy, wyobraźcie sobie, że zaczynacie życie od nowa. Co chciałybyście robić? Ale to musi być pierwsza myśl, która wam przyjdzie do głowy”. „Chciałabym napisać książkę”- pomyślałam . Zaskoczyło mnie to, bo nigdy wcześniej nic takiego nie przyszło mi do głowy. I po kilku dniach zaczęłam pisać. Początkowo zupełnie nie wiedziałam, jak się do tego zabrać, ale od czego jest Internet? Podpatrywałam, jak się konstruuje dialogi, szukałam wskazówek praktycznych i jakoś poszło. Chyba te książki były gdzieś w mojej głowie, musiałam je tylko z niej wydobyć.


Z którą z napisanych przez siebie powieści jest Pani emocjonalnie bliżej? Która z tych dwóch identyfikuje Panią najbardziej?

Zdecydowanie pierwsza. Jej główna bohaterka, Zuza, ma wiele moich cech. A ponieważ jedna z moich przyjaciółek mieszka na wyspie Föhr, odwiedzałam ją tam kilkakrotnie i zakochałam się w tej wyspie, tam właśnie umieściłam akcję mojej pierwszej powieści. Wyspę tę stawiam na drugim miejscu po Toskanii na liście moich ulubionych miejsc na świecie. Postanowiłam także, że w każdej mojej książce część akcji będzie miała miejsce za granicą w jakimś miejscu, które odwiedzałam i które chciałabym czytelnikowi przybliżyć. Może zareklamować, polecić jako godne zobaczenia?
Jednak bardziej lubię tę drugą powieść, trudno mi nawet uzasadnić, dlaczego. Tak jest i już.


Pisanie której z powieści przysporzyło Pani najwięcej problemów, albo okazało się zaskoczeniem dla Pani samej? Która sprawiła najwięcej radości?

Najwięcej problemów sprawia mi pisanie tej trzeciej. Miała to być lekka, łatwa i przyjemna powieść, coś w stylu „Dziennika Bridget Jones” i tak się zaczęła, ale w trakcie pisania robiła się coraz bardziej poważna. I w końcu, mając już napisane około dwie trzecie powieści, wymyśliłam sobie taką fabułę, mam nadzieję, że zaskakującą czytelnika, którą nie do końca wiem jak dobrze rozegrać. Ale pracuję nad tym. Tytuł roboczy brzmi „ Mam na imię Walentyna”.
A najwięcej radości, jak już wcześniej mówiłam, sprawiła mi ta druga. Zdecydowanie. 


W „Życiu za życie” stworzyła Pani sceny, w których wiele się dzieje, takie lekko zabarwiane kryminałem. Nie myślała Pani o tym, by pójść w kierunku kryminału i napisać coś znacznie cięższego gatunkowo?

Myślałam, ale napisanie jej kosztowałoby mnie znacznie więcej wysiłku. Na razie łatwiej mi przychodzi pisanie czegoś lżejszego. Ale gdzieś tam w głowie mam pewien kryminał, wymaga jednak dłuższego dojrzewania, nie przyszedł jeszcze na niego czas.


Jakie są w ogóle Pani plany wydawnicze, pisarskie?

Będę pisała moje powieści, ponieważ samo pisanie sprawia mi przyjemność, odstresowuje mnie po pracy w charakterze lekarza. Dopóki będzie mnie to cieszyło, będę to robiła. I dopóki znajdzie się chociaż kilku czytelników, którzy zechcą po nie sięgnąć.
Ponieważ przed miesiącem zdawałam ważny dla mnie egzamin, związany z zawodem lekarza, zrobiłam sobie dwumiesięczną przerwę w pisaniu. Teraz mam wiele pomysłów, gdyby tak doba miała pięćdziesiąt godzin…
Jak powiedział Andrzej Wajda „Trzeba w życiu bardzo dużo rzeczy zrobić, żeby po śmierci ze dwie, trzy zostały”. Mam więc zamiar pisać, może coś po mnie zostanie. Chociażby dla moich dzieci.


Coś od siebie dla czytelników:

Dziękuję wszystkim osobom, które sięgnęły lub sięgną w przyszłości po moje książki. Jeżeli się spodobają, proszę szepnąć o nich słówko znajomym. Może ich także zaciekawią. Mam nadzieję, że po ciężkim dniu pozwolą na chwilę wytchnienia, na oderwanie się od często szarej i smętnej rzeczywistości, przeniosą do innych zakątków naszego globu i pozwolą na pewien czas stać się kimś innym. Zasmucą, rozbawią, przestraszą, wzruszą… I o to chodzi.
Dziękuję za rozmowę.


Pozycji z przyjemnością patronuję medialnie. Na okładce znajdziecie też kilka moich słów rekomendacji :)


Dla przypomnienia link do recenzji - KLIK

[Nowości wydawnicze] Bestsellerowe książki dla dzieci Tullet :)



W środę ukazały się kolejne książki bestsellerowego autora książek dla dzieci - Herve Tulleta. Autor kultowego „Naciśnij mnie” proponuje tym razem niezwykłą serię książeczek dla dzieci, łączącą frajdę lektury z niczym nieskrępowaną zabawą. Herve Tullet to francuski grafik i ilustrator. 

Dzięki interaktywnym, kolorowym i pobudzającym do działania publikacjom dla dzieci stał się znany na całym świecie. Nakładem wydawnictwa Insignis, ukazuje się 5 książeczek aktywizujących z serii „The Game of …”: „Gra cieni”, „Paluszkowa olimpiada”, „Ruszaj w drogę”, „Znajdź różnice” i „Zabawa w oczka”. Każda z nich rozwija wyobraźnię, pamięć wzrokową, zmysły dotyku i obserwacji oraz zdolność koncentracji. 



"Gra cieni"





Do zabawy zaproś mamę, tatę, babcię, dziadka lub starsze rodzeństwo.

W ciemności zaświeć latarkę i wyrusz w niezwykłą nocną podróż!

Ta zabawa to także doskonały sposób, by oswoić dziecięcy strach przed ciemnością. Już od drugiego roku życia dzieci zaczynają obawiać się tego, co czai się w ciemnych pomieszczeniach, często utrudniając spokojny sen. Ten rodzaj strachu charakteryzuje nawet 90 procent dzieci! „Gra cieni” pokazuje dziecku, że ciemność może być również źródłem zabawy, a światło bez swojego przeciwieństwa wprost nie mogłoby istnieć!

Obejrzyj filmik:







Paluszkowa olimpiada


Czas na paluszkową olimpiadę!

Paluszkowe robaczki już nie mogą się doczekać! Chcesz wziąć w niej udział? Weź długopis, narysuj na opuszce palca oczy, buzię i już! Twój własny paluszkowy robaczek!
Do biegu… gotowi… START!

Twoja pociecha ma około dwóch lat? Najbliższy czas upłynie wam pod znakiem kształtowania się zdolności twórczych dziecka, a jego ukochanymi przyborami staną się własne paluszki. To także czas, kiedy wyobraźnia rozwija się w szalonym tempie! Na paluszkach wspólnie narysujcie buzie i weźcie udział w paluszkowej olimpiadzie! To doskonały pretekst do wspólnego tworzenia różnych historii, których nigdy nie zabraknie, bo przecież ich źródłem jesteście właśnie wy!

Obejrzyj filmik:






Ruszaj w drogę!



Zamknij oczy, połóż palec na magicznej linii i wybierz się w podróż do świata wyobraźni. Dokąd zaprowadzi cię twój palec?

Wyobraźnia dwulatka i trzylatka rozwija się w niewiarygodnym tempie. Warto pamiętać, że możemy na nią oddziaływać za pomocą wszystkich zmysłów, również poprzez dotyk. Daj się ponieść fantazji, tworząc razem ze swoją pociechą scenariusze niezwykłych przygód!

Obejrzyj filmik:







Znajdź różnice



Do zabawy zaproś kolegę. Ile różnic potraficie znaleźć? W tej książce nie ma odpowiedzi, więc wygrywa ten, kto znajdzie ich najwięcej!

Zabawa w wyszukiwanie różnic to dla dziecka nie tylko źródło doskonałej rozrywki, ale i okazja do rozwijania pamięci wzrokowej, zmysłu obserwacji oraz zdolności koncentracji. Warto również zadbać o rozwój dziecięcych więzi społecznych, a wspólna zabawa wymagająca aktywnego współuczestnictwa, to najlepszy sposób, by nawiązać kontakt z rówieśnikami!

Obejrzyj filmik:







Zabawa w oczka






Do tej gry zaproś kolegę albo rodzica. Patrz, jak zmieniają się w robota, ufoludka albo słodkiego kotka!

To od rodzica zależy, jaką fantazją będzie dysponowała jego pociecha. Wcielanie się w miłe dziecku postacie to wspaniały sposób na aktywizację intelektualną. To również świetny pretekst do wspólnego tworzenia historii i rozwoju dziecięcej wyobraźni!

Obejrzyj filmik:



czwartek, 25 maja 2017

News premierowy "Ostrze zdrajcy" :)









Sebastien de Castell

Ostrze zdrajcy



Wielkie Płaszcze. Sędziowie, bohaterowie... zdrajcy?

Król nie żyje, Wielkie Płaszcze rozwiązano, a Falcio val Mond i jego towarzysze Kest i Brasti skończyli jako straż przyboczna szlachcica, który na domiar złego nie chce im płacić. Ale mogło być gorzej – ich chlebodawca mógłby leżeć martwy, podczas gdy oni musieliby bezradnie patrzeć, jak zabójca podrzuca fałszywe dowody wikłające ich w morderstwo. Chwileczkę… Przecież to właśnie się zdarzyło!







W najbardziej zepsutym mieście świata zawiązuje się spisek koronacyjny, a to oznacza, że wszystko, o co walczą Falcio, Kest i Brasti, może lec w gruzach. Jeśli tych trzech zechce przeciąć intrygę, ocalić niewinnych i wskrzesić Wielkie Płaszcze, będą musiały wystarczyć im rapiery w dłoniach i obszarpane skórzane odzienie. Dziś bowiem każdy arystokrata jest tyranem, każdy rycerz – bandytą, a jedyne, czemu można ufać, to ostrze zdrajcy.





„Szalony taniec walk, spisków i zaskakujących zwrotów akcji”.

Dave Duncan, bestsellerowy pisarz fantasy



„Piekielnie dobra książka”.

Conn Iggulden, autor bestsellerowej serii Imperator


















środa, 24 maja 2017

„Diabli nadali” Olga Rudnicka. Mieszanka dobrego humoru, ciętej riposty i morderstwa zaplanowanego...







Wydawnictwo Prószyński i S-ka

Ilość stron: 448

Rok wydania: 2015


To moje pierwsze spotkanie z twórczością Olgi Rudnickiej i wiem, że nie będzie ostatnim. Tutaj znajdziecie kawał dobrej literatury, która jest po prostu mieszanką wybuchową niesamowitych zwrotów akcji, dobrego humoru, ciętych ripost oraz tropów, którymi podążając, czytelnik zostaje zapędzony w ślepą uliczkę. Olga Rudnicka znakomicie przeplata fabułą, podtykając nam pod nos niby tak oczywiste rozwiązania, by za chwilę pociągnąć za jeden z ich końców i machając nam nimi przed nosem, pokazać nam naszą czytelniczą naiwność.


Na pierwszy rzut oka, może nam się wydawać, że autorka zastosowała utarty i powszechny schemat zetknięcia się dwóch światów głównych bohaterów. Moniki – pięknej, młodej dziewczyny, wychowanej na prowincji, która dopiero co znalazła pracę i rozpoczyna swoją karierę zawodową na stanowisku sekretarki oraz przystojnego, nowobogackiego szefa – Dagmara Różyka, przez pracowników określonego mianem Diabła. Niesamowita symbioza porozumiewawcza jaka zachodzi między tym dwojgiem, dziwi ich samych. Diabeł nie da się lubić przy pierwszym spotkaniu, a na sympatię podwładnych w ogóle nie zasługuje. Wyrachowany, bezsprzecznie i stanowczo podkreślający, że w hierarchii pracowniczej każdy ma swoje ściśle określone miejsce.





Diabeł ma mnóstwo wad, ale też walorów. Swą urodą łamie serca wielu kobietom, z którymi nie ma oporów romansować nawet w pracy, czego świadkiem często jest Monika, która równie często tłumaczy go przed zazdrosnymi kochankami i ratuje mu tyłek. Jednak jest ktoś, komu Różyk musiał szczególnie zajść za skórę, bowiem któregoś poranka, Monika wraz ze sprzątaczką znajdują go martwego przy biurku, w biurze. Komu naraził się Diabeł?


Prowadzone przez policję śledztwo, wyniesie na światło dzienne wiele różnych, dziwnych spraw, nierzadko odsłaniające pewne wydarzenia z przeszłości, które mają również powiązania ze sprawą śmierci byłej narzeczonej Różyka. Zaś krąg podejrzanych o jego śmierć jest wielki, co rusz to zawęża się do kilku osób, bo śledczym zaczynają powoli wymykać się akta z rąk, wątki i motywy. Akcja nabierze niespodziewanego tempa, kilka razy zawróci, odwróci karty, przejmie stery. Bohaterowie pokażą jeszcze swoje drugie „ja”, a cała historia zakończy się nie tylko zaskakująco, ale przede wszystkim nieprzewidywanie. No cóż... podobnie jak z naszym życiem.


Przy tej książce nie będzie się nudzić. Znajdziecie w niej dobry humor, cięte riposty, ostry język, świetne dialogi, zdecydowanych, wyrazistych bohaterów, z których każdy wyróżnia się jakąś charakterystyczną cechą. Kiedyś słuchałam audiobooka Iwony Banach „Szczęśliwy pech” i zdecydowanie mogę stwierdzić, że to bardzo podobne klimaty. Można naprawdę zdrowo się naśmiać.


„Diabli nadali” Olgi Rudnickiej zaintryguje czytelnika od pierwszych wersów. To książka, w której dużo dobrego humoru, intryg, dynamicznej akcji, wątków przeplatających się ze sobą, odpowiedniego do miejsca i osób języka, odpowiednich opisów, idealnej narracji. To książka zdecydowanie polecana dla relaksu, ale też do tropienia zagadek, których tutaj dużo, a jak ktoś lubi zabawić się od czasu do czasu w detektywa, to jest to pozycja wręcz idealna. Lekka, przyjemna.


Polecam!

[Zapowiedź] Premiery Wydawnictwa Replika :)



Wydawnictwo Replika darzy swoich czytelników bardzo ciekawymi propozycjami książkowymi, którym po prostu nie sposób się oprzeć. Zerknijcie na najnowsze propozycje :) 




Pierwsze miejsce na liście bestsellerów „New York Timesa”. 
Jedna z najlepszych książek roku według portalu Bookpage. 
Lektura obowiązkowa dla miłośników mrocznych kryminałów psychologicznych, jak również dla wielbicieli współczesnej literatury z elementami grozy i niesamowitości. 

Dziewczyna, która powiedziała śmierci NIE 

Bibi Blair jest energiczną, wesołą i dzielną młodą kobietą... Tyle, że właśnie dowiedziała się od lekarza, iż został jej rok życia. 

Jej odpowiedź brzmi: „Zobaczymy”. 

Nagłe ozdrowienie Bibi zadziwia cały świat medyczny. Dziewczynę pochłania jednak obsesja, że została oszczędzona po to, by ocalić także kogoś innego. Kogoś o nazwisku Ashley Bell... 

Ale ocalić przed czym? Przed kim? I kim jest Ashley Bell? 

Odnalezienie jej staje się dla Bibi obsesją. Wkracza na drogę pełną niebezpieczeństw, zarówno nadprzyrodzonych, jak i zupełnie namacalnych. 

Błyskotliwie poprowadzona, porywająca opowieść o fascynującej bohaterce wplątanej w zawiłą, misternie utkaną historię naszpikowaną zwrotami akcji.






Rodzina Szymczaków powraca w powieści będącej kontynuacją równie udaną, co pierwszy tom ich przygód. Edyta Świętek sprostała oczekiwaniom, jakie pojawiły się po lekturze Cienia burzowych chmur. W ręce czytelników oddaje kolejną dopracowaną i zachwycającą rozmachem opowieść z intrygującymi zagadkami w tle. Serdecznie polecam! 
Magdalena Majcher, pisarka i recenzentka 

Autorka poczytnych powieści w brawurowy sposób serwuje osadzoną w realiach wczesnego PRL-u historię rodzinną ze zbrodnią i zemstą w tle. 

Dynamicznie wzrastająca najmłodsza dzielnica Krakowa ciągle jeszcze przypomina miasto rodem z dzikiego zachodu. Pomiędzy nowymi domami, przeludnionymi barakami i terenami budowlanymi kwitnie hazard, a sprawiedliwość bywa wymierzana na własną rękę. Za dnia wznoszone są domy, kina, szpital oraz szkoły, natomiast nocami w mrocznych zaułkach czają się przestępcy oraz prostytutki. Nad głowami mieszkańców, niczym mityczny miecz Damoklesa, wisi groźba wybuchu kolejnej wojny. Oto Nowa Huta lat 50. – siedlisko socrealistycznego absurdu, w którym rozrastająca się rodzina Szymczaków poszukuje swojego miejsca w świecie. 
Bronek nie może odnaleźć szczęścia w małżeństwie i wciąż tęskni za Bogumiłą. Do miasta przyjeżdża Andrzej, aby z dala od Pawlic uporać się z rozpaczą po tragicznie zmarłej Agacie. Julia z przestrachem odkrywa, że jest obserwowana przez tajemniczego mężczyznę o podejrzanym wyglądzie. W dodatku pewnego dnia na nowohuckich łąkach robotnicy natrafiają na makabryczne znalezisko… 




Nowa porcja kryminalnych opowieści w stylistyce serialu „Ojciec Mateusz”! 
Rozwiązywanie intrygujących spraw kryminalnych to dla ojca Browna najbardziej fascynujące zajęcie. Ten sympatyczny, inteligentny i skromny ksiądz potrafi wpaść na trop najbardziej wyrafinowanego kryminalisty. Używając wyobraźni i niebywałego sprytu, stawia się na miejscu przestępcy i próbuje odgadnąć jego kolejny ruch. Czasem wystarczy zaledwie jeden rzut jego uważnego oka na miejsce zbrodni, aby odtworzyć najbardziej nawet nieprawdopodobny scenariusz, aby odkryć motywacje i tożsamość zbrodniarza, aby odsłonić wszystkie tajemnice. 
Na motywach opowiadań o księdzu Brownie powstał rewelacyjny serial telewizyjny „Ojciec Brown” z Markiem Williamsem w roli tytułowej.




Wiatr uderzył w policzki Kingi tak samo mocno jak wtedy, gdy była mała i stała z ojcem w tym samym miejscu. Razem oglądali przelatujące nad żółtą wieżą chmury. Boksowana widokami pamięć coraz śmielej barwiła sepię wspomnień. 

Kinga ma na karku prawie czterdzieści lat i przeszłość małżeńską w kolorze buraczka. 
Gdy w babcinej szafie znajduje nić, po której trafia do Kowar – karkonoskiego miasteczka słynącego niegdyś z fabryki dywanów – zaczyna tkać swój własny kolorowy kobierzec. Jest w nim miejsce na soczystą zieleń lip, szarość chmur i błękit nieba. Na żółć zazdrości o uczucia. Jest wreszcie barwa fiołka, który pachnie tak samo po polskiej i po niemieckiej stronie granicy. 
W co ułoży się wzór na tkaninie Kingi? Czy kobieta zdoła spleść zgrabnie wszystkie wątki ze swojego dzieciństwa? A może znajdzie wśród nich również współczesny, na którym da się oprzeć marzenia o przyszłości? 

Joanna Sykat czaruje słowem. W przedstawionej historii poszukuje klucza do wspomnień, udowadniając, że przeszłość często ma wpływ na przyszłość. Niedowiarków zachęcam do zajrzenia na kartki tej powieści, a romantyków zapewniam, że będą usatysfakcjonowani. Iskra zapłonowa do szukania w historii rodzinnej drugiego dna, które może zaskakiwać. 
Aneta Kwaśniewska 
Książki w eterze, ksiazkiweterze.pl

poniedziałek, 22 maja 2017

Audiobook. „Kiedy wolność mówi szeptem” Martyna Senator. Kiedyś trzeba zmierzyć się z przeszłością, zacząć żyć swoimi pragnieniami...






Wydawca wersji audio: StoryBox

Czyta: Monika Dąbrowska-Jarosz

Czas trwania: 12 godz. 59 min.


Na pozór prosta historia o dziewczynie, która ucieka od pewnych decyzji i przeszłości, a w rzeczywistości prawdziwa opowieść o tym, że warto zawalczyć o swoje marzenia i wreszcie żyć swoim życiem, a nie zadowalać innych. Ale, zanim przejdę do sedna tego, co chcę o tej książce napisać, kilka zaledwie słów o samym audiobooku. Miałam już okazję zapoznać się z twórczością autorki przy okazji „Ósmego koloru tęczy”, którą również odsłuchałam w formie audiobooka. Czytała go ta sama lektorka, co „Kiedy wolność mówi szeptem” - Monika Dąbrowska – Jarosz. Wpisałam już panią na listę moich ulubionych lektorów i podtrzymuję wszystko co, napisałam przy okazji poprzedniej pozycji. Odpowiednia intonacja, odpowiednia barwa głosu, świetny podział na role, z wyszczególnieniem i znakomitym wejściu w rolę każdego bohatera. To nie mój pierwszy audiobook, dlatego znacie już trochę moje upodobania i wiecie, że w tej kwestii jestem niesamowicie wymagająca. Pani Monika oddała treść książki z wdziękiem i odpowiednią klasą.

Główną bohaterką powieści Senator jest Jane. Kobieta bardzo podatna na narzucane jej zdanie i oczekiwania. Przez całe niemal życie, Jane grała wszystkie role, jakie zaplanowali jej bliscy. Prawo, które studiowała na wyraźne polecenie rodziców, a także towarzystwo w jakim się obracała, czy narzeczony, którego wybrała jej matka. Rodzina Jane mieszkała w wielkim domu w Chicago. Rodzicie obracali się wśród najlepszej śmietanki towarzyskiej i bogatych inwestorów. Jane miała swoje mieszkanie i tam spędzała wolny czas, jak się okaże, potajemnie studiując oprócz prawa, drugi kierunek, a później pracując w firmie zajmującej się projektami wnętrz. I ten właśnie kierunek jest tym wymarzonym.





Jane oprócz tego, że była ładna i mądra miała jeszcze jedną ukrytą pasję - kochała motory. Nawet posiadała jeden i to na nim ulegnie wypadkowi. Nikt z bliskich nie wie, ani o jej pracy, przerwanych studiach prawniczych, ani o motocyklu. Tuż po wyjściu ze szpitala, Jane przewróci swoje życie do góry nogami. Zerwie telefoniczne zaręczyny z Chrisem i wyjedzie daleko od domu, za Ocean, do Szkocji. To miejsce okaże się nie tylko dla niej duchowym azylem. To będzie czas, w którym kobieta zrozumie wiele rzeczy, znajdzie życiową ścieżkę, spokój wewnętrzny, odnajdzie też swoją przeszłość i tożsamość oraz pozwoli odzyskać zaufanie do innych. Tam pozna Brigget oraz przystojnego, krnąbrnego indywidualistę Tomma. To będzie początek jej wielkiej podróży w głąb siebie i walka o swoje marzenia.

Przyznam, że zakończenie jest po prostu zaskakujące. Cieszę się, że autorka nie stworzyła przelukrowanej historii, tylko autentyczną opowieść o poszukiwaniu własnego „ja”. Każdy z bohaterów ma jakąś przeszłość za sobą, są wyraziści, indywidualni. Co najważniejsze, ci, którzy otoczą opieką Jane uświadomią jej, że życie nie polega na zadowalaniu innych, a bycie w zgodzie z samym sobą, nie wolno wstydzić się powziętych decyzji, marzeń, czy pragnień. Na początku trochę się irytowałam, że Jane daje tak sobą manipulować, ustawiać po kątach, jednak autorka nie dała zrobić jej krzywdy. Okazało się, że to bohaterka silna i jak chce to potrafi tupnąć nogą i walczyć o siebie. 




Powieść napisana jest pięknym epickim językiem, lekko. Wiele jest w niej emocji, sugestywnych obrazów. Plastyczne opisy pozwalają czytelnikowi przenieść się w miejsca razem z bohaterami. Świetne dialogi, znakomicie skonstruowana fabuła oraz element zaskoczenia na samym końcu. Do tego znakomity, bardzo profesjonalny odczyt lektorski Moniki Dąbrowskiej – Jarosz będzie naprawdę dla Was czasem miłym i na pewno nie straconym.


„Kiedy wolność mówi szeptem” Martyny Senator zabierze Was w niezwykłą i niecodzienną podróż, która pokusi się, by zadać Wam kilka retorycznych pytań, pozwoli na chwilę głębszej refleksji. To opowieść o cząstce każdego z nas, bo przecież każdy nosi w sercu jakieś zady, każdy z nas ma swoje marzenia. To opowieść o sile siostrzanej miłości, zaufaniu, próbach przyjaźni, poszukiwaniach, odwadze drzemiącej gdzieś głęboko w nas oraz powieść o odzyskiwaniu tożsamości, która przez lata karmiona była fałszem i złudnym obrazem szczęścia.


Polecam!