sobota, 3 czerwca 2017

KONKURS! Zadaj pytanie autorce i wygraj "Śniadanie na skale" Iwony Walczak :)







Kochani!

Jako jeden z patronów medialnych mam przyjemność ogłosić konkurs, w którym macie możliwość wygrać wspaniałą książkę Iwony Walczak "Śniadanie na skale" :)

Zadanie konkursowe nie jest trudne. Wystarczy zadać autorce maksymalnie trzy pytania. Znając Waszą kreatywność wiem, że nie sprawi Wam ono żadnego problemu.


Zasady konkursu:

Udział w konkursie może wziąć każdy.

W komentarzu pod postem zostawić pytania do autorki. Każdy uczestnik może zadać maksymalnie trzy pytania.

Konkurs trwa: 03.06 - 24. 06 do godz. 23:59.

Podzielić się z informacją o konkursie ze znajomymi.

Sponsorami nagród są: Wydawnictwo Replika oraz Autorka, Iwona Walczak :)

Po tym terminie kopiuję pytania do jednego pliku i przesyłam autorce. Nastawcie się na to, że może to chwilę potrwać.

Zwyciężą dwie osoby, których pytania autorkę zaintrygują, wywołają jakieś emocje, zdziwienie, przywołają wspomnienia, itp. Nie wiadomo, co autorkę zainspiruje do tego, by wytypować takich a nie innych zwycięzców.

Mam ogromną prośbę. Jeśli bierzecie udział w konkursie, pamiętajcie o tym, by potem sprawdzić wyniki!



Powodzenia!





„Która jego jest” Sandra M. Borowiecky. Ukryte skandale, tajemnicze Bractwo, watykańskie tajemnice...







Grupa Medialna Szpalta sp. z o.o. i wspólnicy sp.k

Ilość stron: 268

Nowość wydawnicza, którą znajdziecie:




Druga część sugestywnej powieści „Ani żadnej rzeczy” Sandry M. Borowiecky, którą mieliście okazję poznać u mnie jeszcze pod starym adresem bloga  - KLIK, wywołała wiele powodów do dyskusji oraz ciekawość, która była powodem tego, że wielu czytelników sięgnęło po nią w ogóle. Autorka intrygująco zatarła ewidentną granicę między faktami a fikcją literacką, dostarczając czytelnikowi niezwykle ciekawą i wciągającą lekturę, przy której nikt nie będzie się nudzić. Temat, jaki wybrała sobie za przewodni, w obydwóch częściach, jest nie tyle kontrowersyjny, co odważny i trudny do uchwycenia, bo niesie za sobą bulwersację, bunt, zniesmaczenie oraz powody do konwersacji. Dlaczego?


Zoja Pietrowna ma cztery dni na to, by odnaleźć Ewangelię Apostolic. Towarzyszą jej Serge, Magdi, Tomas. Kobieta ma trudne zadanie. Kara, jaka może ją spotkać po niewypełnieniu zadania jest niesprawiedliwa i dotyczy jej córki. Wokół niej znowu zaczynają piętrzyć się niedomówienia, ukryte tajemnice. W pewnym momencie zaczęłam bardzo jej współczuć, bo nie wiadomo było w końcu komu ufać, komu nie. Z czasem na jaw wychodziły przeróżne wzbudzające wątpliwości wątki związane z Bractwem Chryzmonu i jego członkami. Towarzysze Zoi rzucają światło na kwestie religijne związane z Chrystusem, na udział Watykanu w ucieczkach licznych zbrodniarzy wojennych, związanych z Hitlerem, a także liczne powiązania z ludźmi, którzy piastują wysokie stanowiska.


Tak pięknie zapakowane przybyły do mnie książki :)


Borowiecky pod płaszczyzną intrygującej akcji i fabuły, która z każdym rozdziałem nabiera coraz to szybszego tempa, wplotła liczne fakty, które dzisiaj są powodem wielu dyskusji i dociekań, wywołują wiele sprzecznych emocji, a nawet pytań retorycznych. Prawda wymieszana z fikcją literacką nabrała w tej powieści zupełnie nowego kształtu, bo niejednoznacznego. W tej powieści nic nie jest oczywiste. Uważam to zabieg nie lada łatwy. Śmiem nawet twierdzić, iż wiele osób głęboko wierzących może się zrazić tą książką. Ubodzie ona w ich światopogląd i wyobrażenie o religii, a nawet w to, co wierzą. Mnie osobiście to nie przeszkadza. Już kiedyś o tym słyszałam.




„Która jego jest” Sandry M. Borowiecky to książka intrygująca, niejednoznaczna, z wątkami, które mogą posłużyć nawet do dalszej kontynuacji. Kto wie, może autorka szykuje dla czytelników trzecią część? To książka, w której jest wiele sprzecznych emocji, pytań retorycznych, tajemnic, zagadek. To książka, która wciągnie od pierwszych wersów i kompletnie zaskoczy. Miałam inne wyobrażenie zakończenia, ale autorka odrzuca zdecydowanie przypięcie łatki z napisem – oczywiste zakończenie i tak je uknuła, że naprawdę porusza. To książka, która trzyma w napięciu, buduje czytelniczą dociekliwość i chęć uzyskania odpowiedzi na wszystkie swoje pytania.


Nie wiem, czy mnie się trafił jakiś felerny egzemplarz, ale ewidentnie coś stało się ze składem tekstu, który momentami posklejał słowa. I to się przewija przez całą książkę, jak również brak spacji koło przecinków, myślników, czy cudzysłowów. 



Za egzemplarz dziękuję Autorce, Sandrze M. Borowiecky oraz:



piątek, 2 czerwca 2017

WYNIKI KONKURSU Z "Chłopcem na szczycie góry" Johna Boyna :)






Kochani!

Przedwczoraj zakończył się konkurs, w którym mieliście okazję powalczyć o książkę "Chłopiec na szczycie góry" Johna Boyna. Nie ukrywam, że spośród tylu znakomitych odpowiedzi, miałam nie lada problem, by wytypować jedną osobę. Dlatego z pomocą przyszli mi znajomi. Zupełnie osoby postronne, niezwiązane z konkursem. Wspólnie, wydedukowaliśmy oraz największą ilość głosów otrzymała odpowiedź Bartosza Moczulaka!

Serdecznie gratuluję! Proszę Pana Bartosza o wiadomość e-mail z adresem do wysyłki nagrody, na adres: stokrotka954@wp.pl




Dziękuję wszystkim za udział! Gdybym mogła, nagrodziłabym wszystkich, ale... niestety. Dziękuję za Waszą niezawodną kreatywność, na którą mogę zawsze polegać. A skoro tak, jutro ruszą kolejne dwa konkursy z książkami, którym patronuję medialnie :)


Jeszcze jedno. Wiem, że uczestnicy konkursu z pakietem książek Pani Agnieszki Moniki Polak czekają na wyniki. Autorka jest w trakcie udzielania odpowiedzi na Wasze pytania, dlatego musicie uzbroić się jeszcze w cierpliwość, a z tego co wiem, Pani Agnieszka jest bardzo zabiegana, ma teraz kilka spotkań autorskich i bez wątpienia może to trochę potrwać. Wyniki pojawią się razem z odpowiedziami :)


Jeszcze raz gratuluję serdecznie i pozdrawiam!





Wypatrujcie kolejnych konkursów :)

„Narratologia” Paweł Tkaczyk. W kulturze i sztuce wszelkie tło jest bardzo ważne...






Wydawnictwo Naukowe PWN

Ilość stron: 160

Nowość wydawnicza, którą znajdziecie:




Każdy pisarz i twórca wie, że tło jest w dziele niezwykle ważne, od niego między innymi zależy, w jaki sposób jego dzieło zostanie przyjęte przez odbiorców. I tak jak w muzyce ważne są pierwsze nuty danej piosenki, tak w malarstwie tło ma niebagatelny rzut na całość obrazu, tak w powieści ważna jest narracja. Bez dwóch zdań czytelnik jest w stanie po pierwszych wersach danej pozycji stwierdzić, czy będzie czytał ją dalej, czy też skapituluje i odłoży ją na bok. 

Pojęcie narratologii po raz pierwszy zostało zaproponowane przez Tzvetana Todorova w 1969 roku i oznacza nic innego, jak badanie narratologiczne, analiza narracji, rozłożenie je na czynniki proste, takie jak: język, emocje, napięcie, siła napędowa, iskra powieści, a nawet jej ton, barwa i podjęty temat. Bez wątpienia, to tylko niektóre z ważnych elementów. Do tego dochodzą jeszcze aspekty merytoryczne – odrzucanie utartych schematów, czy omijanie szablonów we wcześniej, ogólnie przyjętych ramach.





Książka ta nie podsunie Wam pod nos gotowych rozwiązań na znakomitą historię, ale uświadomi Wam, jak trudno jest z prostej, niepozornej historii stworzyć szczebel po szczebelku intrygującą, opowieść, która wciągnie potencjalnego czytelnika bez reszty. Bo zazwyczaj o prostym życiu pisze się najtrudniej. Ja osobiście znalazłam w niej bardzo wiele cennych wskazówek. Mowa w niej nie tylko bowiem o powieściach, ale i bajkach. 


Paweł Tkaczyk uświadamia czytelnikom, jak ważne jest budowanie w książce emocji, z czego powinny się one narodzić, jak je stopniować i jak powinno się swoją historię właściwie rozpocząć, co powinno stanowić jej trzon, jak można budować relacje między bohaterami powieści. Jednym słowem, autor nie moralizuje, ale pokazuje pewne możliwości na licznych przykładach. 








„Narratologia” Pawła Tkaczyka to bardzo ciekawa, napisana prostym, nieskomplikowanym językiem książka zbudowana z dwudziestu dziewięciu rozdziałów konkretnych rad, jak stworzyć powieść, po którą zechce sięgnąć jak największa liczba odbiorców. To książka, która zabierze Was w podróż ciekawą i odległą. Pokaże Wam wiele historii z różnych punktów widzenia. Może zainspiruje Was na tyle, że zaczniecie tworzyć swoją własną? Kto wie?


Polecam!


Za egzemplarz dziękuję:



czwartek, 1 czerwca 2017

Konkurs! Napisz o swoich inspiracjach i wygraj "1000 kropel" Małgorzaty Rosickiej z autografem :)




Kochani!

Przyszły do mnie egzemplarze patronackie "1000 kropel" Małgorzaty Rosickiej, zatem przyszedł czas, by podzielić się z Wami dwoma egzemplarzami.

Zadanie konkursowe nie jest trudne i znając Wasze twórcze możliwości, wiem, że to my - Pani Małgosia i ja - będziemy miały problem z wyłonieniem zwycięzcy ;)




Zasady konkursu:

Konkurs trwa od 01.06 - 24 .06 b.r do godz. 23:59

Po tym terminie w ciągu trzech dni wyłonimy dwóch zwycięzców.

W komentarzu pod postem napiszcie o swoich inspiracjach. Co to będzie i do czego Was to inspiruje, to jest Wasza inwencja. Interpretacja tematu dowolna, byle była pozbawiona wulgaryzmów i obraźliwych zwrotów.

Podzielcie się informacją o konkursie ze znajomymi :)


Nagrodami w konkursie są dwa egzemplarze "1000 kropel"
Małgorzaty Rosickiej z autografem autorki :)



Zatem, powodzenia!



„Zdrowe koktajle” Ewa Chodakowska, Lefteris Kavoukis, Marta Kielak





Wydawnictwo Edipresse Książki

Ilość stron: 224, oprawa twarda

Nowość wydawnicza, którą znajdziecie:



Sezon wiosenno – letni jest doskonałym czasem, by komponować sobie posiłki wedle własnego gustu i smaku z tego, co często potrafimy wyhodować na swoich zagonkach ogrodowych. A do sporządzania koktajli można, jak się okazuje wybierać zarówno owoce oraz połączenie owoców z warzywami. O ile może się to wydawać całkiem proste i jakby oczywiste, o tyle stopień trudności polega na tym, że nie wszystko ze wszystkim można połączyć, ze względów czysto zdrowotnych, bo jak wiadomo, niektóre składniki mogą wydzielać różne niekorzystne dla naszego organizmu związki.

„Zdrowe koktajle” są ciekawą pozycją i propozycją, bo zawiera sto przeróżnych przepisów na każdą porę dnia, ale też odpowiednie dla panów, czy osób bardzo aktywnych fizycznie. Poza tym, przy każdym przepisie znajdują się znaki graficzne, odpowiednio przypisane potrzebom każdego czytelnika. Są to przepisy bez mleka, bez glutenu, tzw. superfoods, czy specjalne po treningu, uzupełniające białka, węglowodany i składniki mineralne w organizmie po ciężkim wysiłku.








Są też propozycje koktajli, które mogą nam zastąpić tradycyjny posiłek, bądź mogą być ich dodatkiem. 

„Koktajle są nie tylko praktyczne, ale przede wszystkim wspomagają nasze zdrowie. Zawierają moc antyoksydantów, czyli substancji odpowiedzialnych za niwelowanie złego wpływu wolnych rodników na organizm. Poprawia się dzięki nim stan cery, włosów i paznokci. Przy tak potężnej porcji witamin wzrasta również odporność.

Regularne spożywanie koktajlów to również mniejsza ochota na słodycze. Dzieje się tak, ponieważ napoje te zawierają sporą dawkę błonnika, który daje sytość na długo”








Jak więc widać, zalet koktajli jest dużo, a i wiedzy tej nigdy za wiele, bo każdemu z nas kiedyś wpajano do świadomości, że warzywa i owoce powinny stanowić bazę naszej codziennej zdrowej diety. Teraz jest czas na to, by zebrać ich jak najwięcej. Wykorzystać na świeżo, czy zamrozić na sezon jesienno – zimowy, bo również i w takiej formie można je wykorzystywać. 








Ja osobiście uwielbiam takie różności, często stosuję w kuchni razem z jogurtem naturalnym, którego mogłabym spożywać w ilościach ponadprzeciętnych. A za chwilę rozpocznie się sezon truskawek, porzeczek, wiśni, czereśni, więc będzie ku temu doskonała okazja, by cieszyć się ich smakiem. 

W książce znajdziecie oprócz przepięknych tabunów zdjęć, które znacznie podwyższają jej wartość merytoryczną, sto praktycznych, prostych do zrobienia przepisów bardzo uniwersalnych koktajli oraz ciekawostki zamieszczone tuż pod, które mówią o istotnych dla danego przepisu informacjach oraz przelicznik na kilokalorie, znajdujący się przy każdym zdjęciu. Warto!


Polecam!


Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu:


środa, 31 maja 2017

„Dziewczyna z sąsiedztwa” Jack Ketchum. Człowiek jest jednak najgorszym zwierzęciem...






Wydawnictwo Papierowy Księżyc 

Rok wydania oryginału: 1989

Rok wydania polskiego: 2009
Liczba stron: 340 




Nie znałam wcześniej twórczości autora, nie znałam wcześniej historii opisywanej w książce, ani filmu, jaki powstał na jej podstawie. A samą książkę dostałam od znajomego, na którego z kolei wrażenia ona nie wywarła. Twierdzi, że w tym konkretnym przypadku zadziałało polecenie Kinga. Wzięłam więc w ciemno. Oczywiście, przez pierwszych sto stron zastanawiałam się, czy to aby był dobry pomysł, bowiem nie działo się kompletnie nic, co mogłoby przykuć moją uwagę, a ja lubię książki, w których się jednak coś dzieje, jednak potem akcja zaczęła przyspieszać i to, co przeczytałam później sprawiło, że mogę ją śmiało zaliczyć do tych, o których tak szybko nie zapomnicie. A samą pozycję wpisuję tuż obok „Nie gaś światła” Bernarda Miniera, którą miałam okazję ostatnio odsłuchać jako audiobooka i zrobiła na mnie ogromne wrażenie - na półce z napisem – ostatnio odkryte, znakomite! 

Zacząć należy od tego, że ci, którzy są bardzo wrażliwi, nie lubią horrorów, thrillerów, czy wszelkich innych gatunków powiązanych z wymienionymi, raczej nie powinni po nią sięgać. Brutalizm, jaki istnieje w książce, wydobywa się wręcz na powierzchnię kartek i wszystkie zdarzenia, jakie mają miejsce odczuwa się wręcz na własnej skórze, jakbyśmy byli ich naocznymi świadkami i, co więcej, ich uczestnikami. Książka powstała na kanwie wydarzeń faktycznych, stąd też autor miał wcale nie łatwe zadanie. Co innego jest pisać w trzeciej osobie, co innego wyszukać taki sposób narracji, który podkreślałby wagę wydarzeń, a obrazy były na tyle sugestywne, by nie były jedynie odzwierciedleniem rzeczywistości, tylko zainteresowały czytelnika na tyle, aby mógł przeżywać wszystkie emocje na własnej skórze.




Autor bardzo interesująco podszedł do obranego przez siebie kierunku. Swoją opowieść toczy w pierwszej osobie, najpierw jako dorosły mężczyzna po przejściach, później zaś poprzez swoje wspomnienia jako trzynastoletni chłopiec, David. A cała akcja toczy się u schyłku lat pięćdziesiątych, w środku gorącego, parnego lata. Właśnie ten pozorny obraz na początku – małej, niczym nie wyróżniającej się miejscowości w Ameryce, trochę przypomina nasze wiejskie podwórka, gdzie każdy każdego zna, dzieciaki razem skaczą po drzewach, tworzą mniej lub bardziej zacieśnione więzy koleżeńskie, znają swoje sekrety, tajemnice, wady i zalety. Wtedy wszystkie problemy, czy kłopoty ukrywało się pod swoim dachem, dlatego nigdy nie mówiło się o przemocy. Tak było i tutaj. W domu Ruth Chandler pojawia się rodzeństwo: szesnastoletnia Meg i jej młodsza siostra Susan. Ruth jest ich ciotką, ma już swoich dorastających synów i obecność dwóch dziewczynek w jej domu, to dla niej nie tylko wyzwanie, ale i problem. Między mieszkańcami domu dochodzi do licznych spięć, kłótni, a nawet agresji wobec najstarszej Meg. Pewnego dnia, dziewczyna zostaje zamknięta w schronie tuż obok piwnicy. Wtedy rozpoczyna się jej gehenna i absolutna walka o życie. 

Agresja Ruth wobec Meg była wynikiem tego, że Meg była dziewczyną, a wszystkie dziewczyny są puszczalskie i łatwe. Agresorami po czasie stali się nawet synowie Ruth, potem dzieci sąsiadów, a biernym obserwatorem wspomniany wcześniej David. Sytuacja Meg pogarszała się z dnia na dzień. Uwięziona dziewczyna nie miała się jak i czym bronić. Stosowano wobec niej nie tylko tortury fizyczne, ale też psychiczne, grożąc krzywdą wobec Susan oraz gwałt. 

Książka przepełniona emocjami. W pewnym momencie przeżywa się bardzo sytuację Meg, współodczuwając wszystko co się jej przytrafiało. A wszystko za sprawą nieskomplikowanej fabuły, głębią poruszanego tematu oraz prostym, nieskomplikowanym językiem. To książka, która trzyma naprawdę na granicach największego napięcia, sugestywna, wywołująca w czytelniku wewnętrzny bunt, chęć zemsty na oprawcach dziewczyny, krzyk serca i wyrywanie się ciała do odwetu, niczym z pęt. Książka pokazuje chore rozumowanie i zakorzenione w świadomości stereotypy. Bo zazwyczaj zaczyna się od błahych powodów, a z czasem przeradza się to w ich brak, pod byle pretekstem, byle tylko zgnoić, wywołać ból, krzyk, frustrację.

Na mnie książka zrobiła ogromne wrażenie i na pewno zostanie w mojej pamięci na dłużej, bo takich szybko się nie zapomina. Można nawet powiedzieć, że co wrażliwszym śnić się będzie już na jawie. Po lekturze czytelnik zostaje ze wzburzoną krwią, masą retorycznych pytań oraz głęboką refleksją, zmuszającą do pewnych przemyśleń.




To książka napisana sprawnie, ale poruszająca do głębi. Książka pokazująca, jak wiele człowiek jest w stanie znieść, byle tylko żyć oraz jakim okazuje się zwierzęciem mimo przynależności do gatunku, określanego terminem „sapiens”. I wreszcie książka pokazująca siłę i proces jego degeneracji, brak autorytetów, powielane przez pokolenia sposoby życia i zaopatrywania się na nie, patologie, brak chęci wyjścia z prymitywizmu i prób odmiany swojego położenia. Jestem pewna, że w wielu z Was książka wywoła tyle samo niesmaku, co buntu i sprzeciwu wobec przemocy, w jakiejkolwiek w formie miałaby wystąpić. 


Polecam czytelnikom tylko o mocnych nerwach!

wtorek, 30 maja 2017

„Na szpulce niebieskiej nici” Anne Tyler. Rodzina i dom, to najważniejsze wartości w naszym życiu...





Wydawnictwo W.A.B

Ilość stron: 416

Rok wydania: 2015


Typowa, a może i nietypowa saga rodzinna, ewidentnie skupiająca się na wątku rodziny i domu. Jak dla mnie za chaotyczna. Książka podzielona na trzy części, z których każda ma jednoznacznie podkreślić wagę rodzinnych więzów, jakie dla opisywanej rodziny Whitshanków były niezwykle cenne i przekazywane od pokoleń. Myślę, że książka ta skłoni również do głębszej refleksji. Oprócz istotnego wątku mamy tutaj jeszcze inny ważny trop poboczny – wzajemnych relacji oraz nieumiejętności rozmowy z drugim człowiekiem.

Anne Tyler stworzyła może i typową dla amerykańskich odbiorców sagę, jednak dla mnie osobiście te nieustannie wtrącane retrospekcje czasowe, wytrącały moją uwagę od esencji przekazu. Ale, to jedyny zarzut. Nie można pominąć również faktu, iż zdecydowanie jest to powieść, która zwraca naszą uwagę na jedną, najistotniejszą rzecz – dom to nie mury, tylko ludzie, którzy go wypełniają.





Powieść zaczyna się od telefonu syna do rodziców z informacją, iż jest gejem. Początkowo, rodzice nie dają temu wiary. Znają Denny'ego, jego wybryki, latami składane deklaracje, obietnice. Nawet nadopiekuńcza Abby węszy w tym wyznaniu podstęp, wiedząc, że dziewczyna Denny'ego jest w ciąży i na pewno chłopak chce się wymigać od odpowiedzialności, jaka w najbliższym czasie ma na niego spaść. Abby i Red, od lat tworzą udane małżeństwo, w którym to ona gra pierwsze skrzypce, twardo stąpa po ziemi. Małżeństwo doczekało się czwórki dzieci. Troje biologicznych i jednego, najmłodszego chłopca, którego po prostu przygarnęli z ulicy, po tym jak jego ojciec nagle zmarł. Dom, w którym żyją ma swoją historię. Poznajemy ją za sprawą retrospekcji czasowej, do której autorka często robi przeskoki, przeplatając ją z wątkami teraźniejszymi. Kiedy z Abby zaczyna dziać się coś niedobrego, dzieci wpadają na pomysł, by do pomocy rodzicom zatrudnić opiekunkę. Owszem, taka osoba się pojawia, ale na krótko. Abby nie może znieść obecności obcej kobiety w jej domu. Wtedy wprowadza się najmłodszy syn Stam. Ten, którego Whitshankowie przygarnęli jako kilkuletniego chłopca. Denny ma pretensje do rodziny, że to Stam zamieszkał z nimi, a nie on. 

W międzyczasie zdąży wywiązać się między rodzeństwem wiele ostrych wymian zdań, a nawet kłótni. Jak to w życiu przecież.


Autorka porusza w książce bardzo ważny temat. Jak w obliczu choroby, czy niedołężności starszych, wymagających opieki, czy uwagi rodziców, silne są więzy rodzinne. Nawet, jeśli jedno z nich tak bardzo stara się pielęgnować przekazane przez pokolenia wartości, jak było to w przypadku Abby. To taka matka, która lubiła mieć wszystko pod kontrolą, jednak na Denny'ego nie miała takiego wpływu. Chłopak od wczesnej młodości wykazywał indywidualizm, nie trzymał się blisko domu, rodziny, uciekał, znikał na długi czas, bez jakichkolwiek informacji, gdzie w danym momencie przebywa. Nie trudno się domyśleć obaw Abby. Każda matka zareagowałaby histerycznie. Tylko Red wykazywał się stoickim spokojem i gotową odpowiedzią na każde pytanie i wątpliwość żony.





Druga sprawa, jaka została pokazana w powieści, to nieumiejętność rozmowy z bliskimi. Każdy z nich żył w swoim świecie, zaabsorbowany swoimi sprawami, bez zainteresowania bliskimi, czy chociażby w ogóle rodziną. Jak często jest tak, że dopiero jak się naprawdę coś stanie, dostrzega się problem? To bardzo aktualne tematy, zważywszy na czasy w jakich przyszło nam żyć, ograniczone do zdawkowych odpowiedzi, żyjąc w pędzie, wszechobecnym chaosie.

„Na szpulce niebieskiej nici” Anne Tyler zwraca uwagę na wiele ważnych kwestii, pochylając się nad wątkiem znaczenia rodziny i domu. To powieść, która jest przebogata w opisy, retrospekcyjne wspomnienia bohaterów tak autentycznych, że rozpoczynając swoją czytelniczą z nimi przygodę ma się wrażenie, jakby weszło się do ich świata gwałtownie, siadając gdzieś z boku na krześle i obserwowało wszystkie sceny z perspektywy bardzo wnikliwego odbiorcy. To powieść, która zmusi do głębszej refleksji, skieruje uwagę na ważne aspekty w życiu. Powieść napisana lekko, ale jak dla mnie trochę chaotycznie. Widać w niej precyzję, lekkość pióra i głębię przekazu. Bohaterami są ludzie podobni do tych, których mijamy na ulicy, czy z którymi dzielimy sąsiedzkie miedze. Zaś poruszone wątki spróbują skierować czytelnika na złapanie oddechu między jej wersami.


Polecam! 


poniedziałek, 29 maja 2017

[Patronat medialny] „Pan Cylinderek” Margarett Borroughdame. Chociaż wszyscy się różnimy, warto wady przekuć w zalety :)






Wydawnictwo MB

Ilość stron: 40

Projekt okładki, ilustracje, skład: Cezary Powierża

Dla dzieci: 4-10 lat

Nowość wydawnicza, którą znajdziecie:



Margarett Borroughdame znana jest dzieciom z przepięknie ilustrowanej i wierszowanej serii książeczek opowiadających o porach roku. Tym razem autorka przygotowała dla swoich małych czytelników coś zupełnie niecodziennego, ale równie ciekawego, co poprzednia seria. Jedną z wielu charakterystycznych cech w twórczości autorki jest przedstawianie problemów i ich oryginalnych rozwiązań za pomocą rymowanego, wierszowanego słowa, które autorka z wszelką precyzją i szacunkiem do małego odbiorcy kreśli za każdym razem na stronach swych kolorowych, barwnych książeczek. 

Tytułowy Pan Cylinderek to pan, któremu pewnego dnia zaczęła przeszkadzać jego łysinka. Za wszelką cenę starał się znaleźć na nią jakiś sposób. Szukał wszędzie. To chodził z głową w chmurach, to chował ją pod pelerynę, gdy wreszcie całkiem przypadkiem u kapelusznika znalazł rozwiązanie! Cylinderek! Ten piękny i wykwintny rodzaj kapelusza od razu przypadł mu do gustu. Wszędzie, gdzie tylko się pojawiał miał na głowie cylinderek. Znajomi i sąsiedzi nazwali go – Panem Cylinderkiem, a pozostali zaczęli naśladować i w ten sposób, Pan Cylinderek dał początek nowej modzie.





Autorka, na przykładzie stworzonego przez siebie bohatera pokazuje, że każdy z nas ma jakieś swoje wady, z którymi nie musi wcale „walczyć”. Niekiedy wystarczy przypadek, jak to miało miejsce u Pana Cylinderka, a niekiedy dystans i odpowiednie nastawienie, by to, co nas bodzie było zaletą, z której może brać przykład każdy. Szczególnie ważne jest to u dzieci – wrażliwych, odbierających świat za pomocą emocji. Jako rodzice powinniśmy zwracać na wszystko uwagę, ale przede wszystkim z nimi rozmawiać i tłumaczyć, że nikt nie jest idealny. Uczmy dzieci empatii, tolerancji, pozwólmy na to, by poznawały świat w różnych barwach i odcieniach. Ta książeczka mówi o ważnych rzeczach z lekkim uśmiechem i rymem. Doskonale przełamuje trudny temat i pokazuje korzystne rozwiązanie. Książeczka napisana lekko, zrozumiale, jest dopracowana w każdym szczególe






„Pan Cylinderek” Margarett Borroughdame to sympatyczna, mądra książka z przesłaniem, odsłaniająca jeden z kompleksów głównego bohatera, który przemierzył wiele dróg, by w sposób zupełnie niespodziewany go rozwiązać. Mój młodszy syn był zachwycony treścią i przepięknymi, perfekcyjnie oddającymi klimat książeczki ilustracjami. Z uśmiechem na ustach śledził losy Pana Cylinderka i ucieszył się, że ta niezwykła, niecodzienna historia tak pięknie i pozytywnie się zakończyła. 

Książeczka poprawia humor, mówi o tolerancji, radzi, pokazuje pozytywy oraz to, że radość i szczęście warto czerpać z prostych rzeczy. Autorka przygotowała również dla swoich małych czytelników małą niespodziankę. 


Cieszymy się, że mamy w jej utworzeniu swój mały udział :)


Polecamy całym sercem!


Za możliwość patronatu oraz zapoznanie się z przedpremierową treścią książeczki, dziękujemy Autorce, Margarett Borroughdame :)