sobota, 1 lipca 2017

Wywiad czytelników bloga z Iwoną Walczak oraz WYNIKI KONKURSU :)




Kochani!

Przyszedł czas na rozstrzygnięcie konkursu patronackiego, w którym mieliście okazję zadać Autorce pytania i jednocześnie wygrać dwa egzemplarze powieści. Serdecznie dziękuję za tak liczny udział, wspaniałe pytania. Wiedziałam, że na Was się nie zawiodę, jednocześnie wiem też, że i Iwonce sprawiliście radość i nie lada wyzwanie ;) Stąd, niespodzianka od Autorki, którą znajdziecie pod wywiadem, w wynikach konkursowych :)


Zapraszam Was na Wasz wywiad z Iwoną Walczak oraz pod wywiadem na wyniki konkursu :)




Iwona Walczak. Zdj. nadesłane.
Z prywatnego albumu Autorki :)


Dagmara K.

Witam Panią Iwonkę :) Moje 3 pytanka :)

1. Czy jako dziecko lubiła Pani czytać czy "przyszło" to później?

Dzień dobry Dagmaro :) Lubiłam czytać odkąd opanowałam tę sztukę, wtedy książki się wypożyczało w szkole, albo w bibliotece publicznej. Do jednego i drugiego miejsca miałam ze dwa kilometry, droga wiodła przez pole z żytem, ale to nie stanowiło przeszkody, wyprawy po książki były ekscytujące. Potem powrót, i niecierpliwość, by natychmiast usiąść z książką, odkryć świat nieznany. Zawsze pod zeszytem leżała jakaś książka, do której zerkałam podczas odrabiania zadań domowych. Lubiłam też słuchać opowieści, jedno i drugie zostało mi do dzisiaj. 

2.Czy zawsze chciała Pani zostać pisarką czy chciała wykonywać inny zawód?
Nie sądzę, żebym jako dziecko, czy młoda dziewczyna, chciała zostać pisarką. Pisarze byli dla mnie wielcy, pomnikowi. Do wielbienia. A ja? Cóż. Tworzyłam czasem niewielkie formy poetyckie, ale to za mało, żeby w ogóle marzyć o pisarstwie na dużą skalę. Przecież musiałabym ręcznie pisać te strony, starannie, czego nie lubiłam, a mój charakter pisma do tej pory jest „lekarski”. Komputer wiele ułatwił, oczywiście także w sztuce. 

3. Jakie jest Pani hobby?
Zdj. nadesłane.
Z prywatnego albumu Autorki
To się zmienia. Kiedyś powiedziałabym, że szycie ekstrawaganckich sukienek, dzierganie sweterków, zawsze z jakimś malarskim wzorem. Później nadeszła era uprawiania roślin, podobno mam do nich rękę, na balkonie, potem w ogrodzie. Zawsze, odkąd pamiętam, towarzyszyło mi fotografowanie, ostatnio niestety w mniejszym stopniu, bo ileż można w życiu uczynić zdjęć, które potem oglądam sama, albo z nieznanymi mi użytkownikami Google, jak udostępnię. Od paru lat maluję, to wyciszające hobby, ale tutaj jestem na etapie pieluch. :) 
Pozdrawiam serdecznie ❤
Serdeczności – iw
 


Daria Ch.

Przeczytałam w informacjach o autorce, że jest miłośniczką podróżowania, stąd moje pytania: 
1.Czy lubi Pani wracać do miejsc, w których już była, czy woli poznawać nowe? 

Dzień dobry Dario :) To dobre pytanie. Jeszcze parę lat temu dziwiło mnie, gdy ktoś wracał w te same miejsca. Miałam kolegę, który trzy razy z rzędu był w Bodrum w Turcji. Na pytanie o powód odpowiadał: - „Bo mi się tam bardzo podoba.” To była odpowiedź! Dlaczego zakłada, że w innych miejscach mu się nie spodoba, skoro tam nie był?! Było to dla mnie niepojęte.
Dzisiaj i ja mam kilka miejsc, do których chcę wrócić, a przecież nie poznałam jeszcze całego świata. Póki co, zwiedzam jednak miejsca mi nieznane, których lista niewątpliwie szybko się wyczerpie, bo podróżuję tam, dokąd latają samoloty z Poznania, a nie jest to długa lista. Staję się wygodna :)

2.Czy podróże są inspiracją do pisania?
O, tak, jak najbardziej. W każdej mojej książce niemym bohaterem są miejsca, gdzie byłam, i które lubię. 


Małgorzata

1.Czym jako pisarka najbardziej chciałaby Pani uwieść czytelnika: oryginalną fabułą, ciekawymi postaciami bohaterów, czy własnym, niepowtarzalnym stylem?
Tym wszystkim razem. Chciałabym uwieść każdego, i od pierwszej strony. Dodam jeszcze: zwrotami akcji, dobrymi dialogami... Sztuka uwodzenia w literaturze jest trudna, gusta różne, wymagania duże, potrzebny jest własny, unikalny styl, trudne to, ale wciąż mam nadzieję :) 

2. Co jest ważniejsze w twórczości pisarskiej: wena czy pracowitość?

Uważam, że w twórczości, nie tylko literackiej, ważny jest pomysł, a potem konsekwencja i rygor pracy, to razem daje efekty. Oczywiście, są dni, kiedy pisze się lepiej, i takie, gdy niewiele się uda, ale bez systematycznej pracy i konsekwencji sukcesu się nie osiągnie. Sam talent nie wystarczy, ale oczywiście dobrze jest go mieć. 

3. Czy sama również czytuje Pani powieści obyczajowe? A może dla rozrywki preferuje Pani inne gatunki n.p. kryminały lub thrillery?

Jeśli chodzi o moje literackie upodobania, to: thriller odpada, absolutnie, bo nie lubię się bać. Kryminał mnie nie zaciekawia, próbowałam, ale nie. Może nie trafiłam na „swojego autora”. Dzisiaj na rynku jest sporo obyczajówek z wątkiem kryminalnym, albo odwrotnie, i tutaj jestem otwarta. Lubię łączącą obyczaj z kryminałem Charlotte Link. Sensacja – nie mówię nie. Jednak przede wszystkim stawiam na powieści obyczajowe z nieco filozoficzną albo psychologiczną nutą, z wątkiem poznawczym, na przykład ze specyfiką innego miejsca na świecie, czy innego obyczaju.
Serdeczności - iw :)


Dorotka Cz.

Miło mi, że mogę zadać Pani Iwonie Walczak pytania.
1. Skąd bierze Pani pomysły na książki, czy może z podpatrywania rzeczywistości?

Dzień dobry Doroto, też mi miło :) Pomysłów mam na przynajmniej kilkadziesiąt książek, i nawet parę lat temu pootwierałam w komputerze pliki z tytułami. Dzisiaj są ponumerowane według kolejności (hipotetycznej) pisania. :) Pomysły przychodzą do mnie zewsząd, ale najwięcej dostarcza mi życie i własne doświadczenie, co nie znaczy, że piszę o sobie. Czasem kopertę z pomysłem otwiera w mojej wyobraźni wypowiedziane przez kogoś zdanie. Parę lat temu usłyszałam: „Wierz mi. Teraz już chciałabym usiąść przy kominku i odpocząć.”, to zdanie dało zarzewie pod „Dom złudzeń. Iga”. 

2.Interesuje mnie pani warsztat pracy. Pisarza w trakcie pracy wyobrażam sobie siedzącego za biurkiem, na którym znajduje się sterta papierów i maszyna do pisania oraz kilka kubków po kawie. W nogach jakiś kocur...To tak pewnie z jakichś starszych wiekiem lektur mam takie skojarzenia... Jak wygląda Pani otoczenie podczas tworzenia, co Pani lubi mieć, co przeszkadza itp.?

W moim przypadku, nie jest to biurko, ale biureczko :) Mieści się na nim laptop, i niewiele już miejsca zostaje po bokach. Nie ma na nim papierów, bo nieład mnie rozprasza. Notatki przechowuję w szufladach, a raczej w szufladkach. :) Obok laptopa zawsze leżą ze dwa notesy, od ich zbierania jestem zresztą uzależniona. Nad biurkiem wisi obraz, zmieniam je, ostatnio jest to dzieło pędzla Anety Karaś, w miłych dla oka zieleniach i żółciach. Bardziej agresywne kolory mnie rozpraszają. Kubków z niedopitą kawą nie ma, piję zieloną herbatę i wodę. Szklanka z wodą stoi na biurku zawsze. W tle słyszę muzykę, kiedyś były kawałki: Buena Vista Social Club, Lisy Gerrard i Dead Can Dance, także Johnny Cash, czy ścieżki z filmów „A Thousand Roads”, „Bandyta”. Potem Yanni, Garbarek, Kilar. Obecnie towarzyszy mi praktycznie tylko muzyka symfoniczna, bardzo lubię rosyjskich kompozytorów. No i opera, im bardziej patetyczna albo dramatyczna aria, tym lepiej.
Kota, ani psa nie mam, ale zimą plecy ogrzewa mi ogień z kominka, co lubię. :)
 
3. Szczęście to pojęcie względne, dla jednych to zdrowie bliskich, dla drugich dobry samochód i pokaźna suma na koncie, dla trzecich dobra praca. A czym dla Pani jest to szczęście?

Zdj. nadesłane.
Z prywatnego albumu Autorki

Najprościej – dla mnie szczęściem jest brak nieszczęść. Chociaż staram się łapać dobre chwile, szczęśliwe, doceniać je, to jednak ciągle jest we mnie lęk o rodzinę, o znajomych, o przyjaciół. O Polskę i świat, także. Mam poczucie szczęścia, kiedy wychodzę z nieszczęść i z kłopotów. 



Gosia:

1.Jakie jest Pani największe marzenie literackie?

Są to wyłącznie małe marzenia, typu: szybko skończyć pisać książkę, żeby zadowoliła mnie, i spodobała się choć jednemu czytelnikowi/ czytelniczce. 

2. Gdyby mogła się Pani wcielić w jakąś postać z literatury, którą by Pani wybrała i dlaczego?

To trudne pytanie. Jako dziecko chciałam być Jagienką z „Krzyżaków”, potem Scarlett O’Harą. W dorosłości Barbarą Niechcic z „Nocy i dni”. To kobiety silne, a taką zawsze chciałam być. 


3. Co jest dla Pani największą inspiracją w pisaniu? 
Chyba już odpowiadałam na podobne pytanie. :) Najbardziej inspiruje mnie moje własne życiowe doświadczenie i napotkani na ścieżce życia ludzie. Oczywiście nie dosłownie. Potem: usłyszane albo przeczytane zdania, napotkane obrazy, miejsca. Czasem słowa piosenki :)
Dziękuję za pytania :) iw


Izunia R.

1.Załóżmy, że mogłaby Pani przenieść się do świata przedstawionego w dowolnej powieści. Jaką by Pani wybrała książkę i dlaczego? A może żadną?
Powinna to być powieść o czasach współczesnych, nie bardzo lubię czasy odległe, które jawią mi się jako tragiczne, pełne wojen i śmierci. Będąc dzieckiem, podczas wakacji u babci, z nudów przeczytałam „Krzyżowców”, bo wszystkie inne książki z babcinej biblioteki przeczytałam wcześniej. Trauma pozostała.
Na pewno mogłabym przenieść się do świata z „Greka Zorby”, bo odpowiada mi „greckie” słońce i bałkańska mentalność, czyli optymizm i radość. Mogłabym też łuskać fasolę w towarzystwie Wiesława Myśliwskiego. Coś z literatury lżejszej – byłyby to tasmańskie pastwiska wraz z Beattie Blaxland ze „Wzgórza Dzikich Kwiatów”, mimo, że powieść dotyczy czasów bardziej odległych. 


2. Jaka była mała Iwona? Jakie nawyki zostały Pani do dziś?

Zdj. nadesłane.
Z prywatnego albumu Autorki

Byłam żywiołowa i bardzo ciekawa świata. Moją ulubioną porą był wieczór, bo leżąc w łóżku wyobrażałam sobie różne ciekawe rzeczy, co było dużo bardziej ekscytujące niż rzeczywistość. Byłam też organizatorem i prowodyrem, zawsze na czele grupy dzieci, zawsze z jakimś pomysłem. Skrzydła podcięto mi w czasach liceum, wtedy spokorniałam, i ta pokora została mi do dzisiaj. 


3. Załóżmy, że proces napisania i wydania książki to potrawa. Jakie powinna mieć według Pani składniki?

Mimo, że w konsumpcji coraz bardziej idę w stronę wege, to jednak bywa, że najbardziej się najadam, gdy dostanę na talerzu dobrze doprawione mięcho, zawiesisty pieprzny sos, na języku czuję smak papryki, a do końca jedzenia odkrywam jeszcze inne, aromatyczne smaki, dobrze, jak jest też parę klusek :) 
Serdeczności – iw :)


Zaczytana:

1.Czy postaci z Pani książek mają swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości? Może, w którejś umieściła Pani swoją przyjaciółkę, napisała o nieznośnej sąsiadce lub to może Pani jest główną bohaterką? :)

W jakimś fragmencie każda z moich książek jest lustrem rzeczywistości. Przyjaciółek (ich cech) zapożyczyłam kilka, tylko, że one w tych postaciach się w ogóle nie odnalazły, za to poczuwają się inne osoby. Tak to już jest, że książka idzie swoimi ścieżkami, wymyka się, a postaci nic sobie z autora nie robią. Nie jestem główną bohaterką żadnej swojej książki, ale gdyby skleiło się parę cech kilku postaci, pewnie powstałabym ja. Są też tacy, co twierdzą, że wszystkie główne bohaterki to ja. Tylko, że Becia, Iga, Zosia, Kasia i Agnieszka to zupełnie różne osobowości.  

2. Gdyby miała Pani możliwość użycia zaklęcia szczerości, dzięki któremu wszyscy przez 24h odpowiadają zupełnie szczerze, nie mają możliwości kłamania, lecz następnego dnia o tym nie pamiętają, o co i kogo Pani by zapytała? :)

Szczerość to zaleta, ale niesie ze sobą pewne niebezpieczeństwa. Nie wiem, czy chciałabym się ludźmi rozczarowywać, ich poglądami, stosunkiem do rzeczywistości, do mnie. Myślę, że woal czasem jest potrzebny, dyplomacja jest potrzebna. Jestem przeciwniczką mówienia tak zwanej „ prawdy prosto w oczy”, uważam, że to czasem bywa okrutne. Oczywiście nie cierpię fałszu, ale pomiędzy fałszem a szczerością jest duża przestrzeń.
Hmmm... Bywa, że w myślach zadaję sobie pytanie:, „dlaczego się nie udało?”, a dotyczy ono zarówno ludzi, jak i sytuacji. Być może w tę stronę bym poszła. 


3. Jak zaczynała Pani pisać? Może zaczęło się od jakiegoś bloga, pamiętnika, opowiadania pokazywane najbliższej rodzinie? Ta pasja zaczęła się już od nastoletnich czasów, dzieciństwa czy może rozwijała się dopiero od niedawna? :)

Najpierw – w szkole podstawowej – był pamiętnik, a raczej zapis dramatów niespełnionych miłości :), były też wiersze i bardzo długie wypracowania. W liceum – niestety nastąpiło otępienie twórcze. Na studiach i po – wiersze. Pisać prozę zaczęłam w czasie największego zawodowego zapracowania. Wracałam do domu około dwudziestej z poczuciem bezsensu i straty życia, i siadałam do komputera. Pisałam i odpisywałam na e-maile do/od rodziny mieszkającej poza Polską. Kiedyś ktoś mnie skomplementował: „czytam Twoje e-maile i mam poczucie jakbym sunął ręką po aksamicie.” To mi dało impuls. Pojawiły się pliki z książkami, był też blog.

Bardzo pozdrawiam i życzę wszystkim miłego dnia! :* 
Serdeczności, dziękuję – iw :) 


Agnes C.

1.Kto jest Pani pierwszym czytelnikiem i najbardziej pomocnym krytykiem podczas pisania?

Pierwszym czytelnikiem jest mąż, ale tekst dostaje dopiero, kiedy go skończę. Potem ze strachu przed opinią zagryzam pazury. Podczas pisania sama sobie jestem krytykiem, zresztą bardzo surowym, co cechuje perfekcjonistki. 

2.Czy wierzy Pani w bezinteresowną przyjaźń z inną autorką/innym autorem? Marzy się Pani jakiś pisarski duet?

Oczywiście, że taka przyjaźń jest możliwa. Mam poczucie przyjacielskości ze strony kilku polskich pisarek, ja też kilka osób darzę przyjaźnią. Może nie są to codzienne kontakty, bo pisanie wymaga samotności, wręcz zamknięcia się na świat zewnętrzny, zwłaszcza w fazie finalizacji projektu. Niemniej, jak w każdym zawodzie, przyjaźń jest możliwa, i ma miejsce.
Duet – to trudniejsza sprawa. Raczej jestem samotnikiem. Jak w każdym duecie, żeby się udał, musi być spełnionych wiele warunków. Choćby podobny styl pracy, podobnie nakierowanie na cel, wspólna fala, i zwykłe kumpelstwo. Duet, jak każda spółka, to trudna sprawa, która może łączyć, ale i dzielić, a nawet podzielić (na zawsze) w połowie projektu. Niemniej, jestem ugodowa, i literackiego duetu nie wykluczam. 


3.Ile książek liczy Pani domowa biblioteczka i którą z nich zabrałyby Pani ze sobą, gdyby mogła wybrać tylko jeden tytuł? 

Moja domowa biblioteczka liczy sporo tytułów, to raczej setki niż dziesiątki. Plus czytnik. Byłoby więcej, ale niektóre przeczytane książki oddaję do bibliotek. Trudno mi wymienić tę najważniejszą, ale myślę, że podejdę do tematu nieco materialnie, (ale nie tylko). „Pan Tadeusz”, kieszonkowe przedwojenne wydanie, w miękkiej skórzanej oprawie. Tradycja, ważna rzecz :)
Dziękuję za pytania – iw :) 

Joanna

Szanowna Pani Iwono,
1. Proszę wybaczyć, jeśli pytanie wyda się tendencyjne, ale bardzo mnie ta kwestia nurtuje. Czy prywatnie odczuwa Pani różnicę w łatwości odbioru książek pisanych przez mężczyzn i kobiety?

Nie można generalizować, że mężczyźni to, a kobiety tamto. Osobiście lubię dobre męskie pisarstwo, ciekawi mnie męski świat wewnętrzny, poglądy, ale czytam też dobre kobiece powieści. Mówiąc o łatwości odbioru literatury, podziały prowadzą gdzie indziej, i są różne dla różnych osób. 

2.Czy je pani w trakcie pisania książek? Jeśli tak, jaka potrawa szczególnie sprzyja pisarskiemu natchnieniu?
Nie jem, na szczęście. Musiałabym jeść nieustająco przez kilka godzin dziennie, bo tyle zajmuje mi praca nad książką. To nie byłoby dobre dla mojej sylwetki, i tak niezbyt szczupłej :) Najbardziej mi sprzyjają wszelkiego rodzaju orzechy, wiadomo, bardzo kaloryczne! 

3. W naszej kulturze siódemka bywa określana szczęśliwą liczbą - co przynosi Pani szczęście? Jest taka rzecz, może pamiątka z dzieciństwa lub prezent darzony szczególnym sentymentem?
Łączę wyrazy szacunku
Joanna 

Lubię siódemkę i wierzę, jak większość ludzi, że jest dla mnie szczęśliwa. Jeśli chodzi o talizmany, sporo tego przy mnie. W torebce ma kilka breloczków, kilka kamieni, krzyżyk, a w domu mnóstwo dzwonków, zwożonych zewsząd. Te dzwonki bardzo lubi moja dwuletnia wnuczka :)
Pozdrawiam serdecznie – iw :)


Izabela W.

1.Pani Iwono, czytając recenzje "Śniadania na skale", wyraźnie przebija się w tej powieści spokój, miłość i zrozumienie, o których zapominamy w codziennym zabieganiu, a Pani o tym przypomina. Czy zawsze musi wydarzyć się coś złego, abyśmy potrafili docenić te wartości?

Odejście na bok, nabranie dystansu do sprawy, często zmiana korytarza myślowego to drogi zrozumienia siebie, swojego życia. Żyjemy wśród innych, oni też są ważni, ich problemy, „za każdym człowiekiem idzie jakaś historia”, nie jesteśmy pępkiem świata, a małe szczęścia często dają wielką radość, nie oczekujmy zbyt wiele. Tak, tragedia bardzo często pozwala zrozumieć, jak kruche jest życie, i jak często je marnujemy na mrzonki, na nieważne pogonie za czymś. 

2. W "Śniadaniu na skale" mamy siedmiu bohaterów. Czy trudno było stworzyć tyle charakterów i który z nich był największym wyzwaniem?
Zdj. nadesłane.
Z prywatnego albumu Autorki

Myślę, że nie w budowaniu postaci leży trudność, a w fabule raczej. Nie upieram się, to moje zdanie, ale zastrzegam, lubię psychologię. Byli młodzi, wykształceni i bogaci a jednak... Ktoś o „Śniadaniu na skale” powiedział, że to „gorzka diagnoza dzisiejszych czasów, kiedy ludzie pozornie poukładani, z życiową stabilizacją, czy wręcz sukcesem, są tak naprawdę zagubieni”. I ... podczas śniadania na skale, przegrywają z kozami :) Największym wyzwaniem była dla mnie Ewa. 

3. I ostatnie pytanie - w jakich okolicznościach lubi Pani najbardziej jadać śniadania lub w jakich najchętniej by Pani to robiła?
Śniadanie na tarasie :) - dobry tytuł? On definiuje moje marzenia o okolicznościach zjadania śniadań. Niestety ów taras nie jest wykończony, a ponieważ od lat jestem „kobietą budowy w toku”, ciągle jest nadzieja, że kiedyś wreszcie zjem śniadanie w wymarzonych okolicznościach.

Pozdrawiam
Od pozdrawiam – iw :)


Justiti

Witam
1. Ja chciałabym zapytać, co czuje Pani w dniu premiery książki? 

Powiem tak, premiera pierwszej książki była dla mnie wydarzeniem wielkiej wagi. Oczywiście wszystkie przedpremierowe czynności także wzniosły mnie na poziom wielkiej ekscytacji. Okładka, rozczarowanie nią, redakcja, też w jakimś sensie rozczarowanie, bo wydawało mi się, że to będzie burza mózgów, a nie była. Pierwsze opinie, w związku z tym nieprzespane noce, bo krytyka, nawet najmniejsza, a boli.
Jeśli chodzi o kolejne książki – zawsze jest ekscytacja i oczekiwanie jak książka zostanie przyjęta. 

2.Jak u Pani wygląda cały proces tworzenia?

Pierwsze moje trzy książki powstały bez planu, kolejne z planem, zresztą bardzo szczegółowym. Oczywiście w trakcie pisania nastąpiły korekty owych zarysów. Każda książka to notes pełen zapisków, niektóre pochodzą sprzed lat. Marzy mi się tablica nad biurkiem, ale musiałabym zdjąć obraz, a bardzo go lubię. Samo pisanie? Kilka godzin dziennie, w moim przypadku z przerwami na pracę zawodową, nie związaną z literaturą. Kilka miesięcy tworzenia, potem kilkakrotna redakcja, wysyłka do wydawcy. I długi proces wydawniczy. 

3.Większość ludzi ma kalendarze, w których zapisują najważniejsze wydarzenia, złote myśli itp. W związku z tym moje kolejne pytanie brzmi jak wygląda Pani planner - czy zapisuje Pani w nim cytaty, czy jest mocno naszpikowany wydarzeniami, notatkami czy też wręcz przeciwnie bo np. ma Pani inny sposób na organizację? 

Owszem, zapisuję różne rzeczy związane z powieściami, niestety, odkąd zaczęłam pisać, wciąż chodzę z myślami o książce w głowie. I z notesem. Inaczej już słyszę dialogi, w autobusie, w sklepie, inaczej już widzę ludzi, staram się zagłębić w ich psychikę, postawić się na miejscu. Stawiam ludziom mnóstwo pytań, czasem zbyt intymnych :), przyznaję. Nie lubię mówić o sobie, bo przecież w książce mogę zawrzeć to, co chciałabym powiedzieć. Uwielbiam słuchać i obserwować - ale nie zza firanki - i z morza obrazów i słów wyławiać najciekawsze.
Notes jest więc zapełniony.
Dziękuję, pozdrawiam – iw :)


Dominika K. 

1.Pani Iwono, odniosę się tu do poezji Czesława Miłosza - w jego wierszach odnajdujemy przede wszystkim prawdę, piękno i dobro. Czy pisząc powieści także kieruje się Pani przekonaniem, że, mimo pogmatwanych losów bohaterów, piękno, prawda i dobro zawsze zwycięża?

Niestety, nie sądzę by zawsze dobro, piękno i prawda wygrywały w życiu. Byłoby zbyt prosto. Dobro, – co to znaczy? Dla jednego dobro, dla drugiego bywa złem. Piękno, nie każdy je dostrzeże. Nie każdy doceni. Prawda – czasem boli, ale podobno sama się obroni. Prywatnie, oczywiście dążę do tego, żeby żyć prawdziwie, otaczać się pięknem, i sama je tworzyć, generalnie być dobrą.
W literaturze? Chciałabym kończyć powieść happy endem, ale wybieram zakończenia otwarte. Bo czym jest dobro, piękno, prawda? 


2. Jeżeli wygrałaby Pani konkurs, gdzie nagrodą jest wyjazd do najbardziej wymarzonego miejsca na ziemi, to gdzie by to było?

Oczywiście byłyby to antypody - Australia i Nowa Zelandia, minimum na pół roku :) Hmmm, mogłam powinnam skłamać? Marzenia ujawnione publicznie podobno się nie spełniają...

3. Pani ulubiona książka to... 

Wciąż odkrywam „Traktat o łuskaniu fasoli”. Niewiele książek zaprasza mnie po raz kolejny.
Pozdrawiam serdecznie
Pozdrowienia – dziękuję :) - iw 



WYNIKI KONKURSU – SŁOWO OD AUTORKI :)

„Pytania były bardzo dobre, nieszablonowe, nie o niczym, a odpowiedzi wymagały zastanowienia. Dziękuję i za ich ilość i za jakość. Bardzo trudno było mi wybrać dwie osoby. Po naprawdę długim zastanowieniu postawiłam na Izunię R. i na Zaczytaną.
Postanowiłam ze swojej puli przeznaczyć dwie kolejne książki - dla Małgorzaty i Dorotki Cz. Wszystkim pozostałym bardzo, bardzo dziękuję i ubolewam, że nie mam więcej "Śniadań" w domu. Serdeczności i pozdrowienia.”
 
Iwona Walczak




A ja, serdecznie dziękuję wszystkim za udział i czekam na adresy do wysyłki nagród od wszystkich Pań, na adres: stokrotka954@wp.pl w temacie wiadomości proszę wpisać – Śniadanie na skale.

Dziękuję i pozdrawiam :)








piątek, 30 czerwca 2017

[Zapowiedź najbliższych patronatów medialnych. Rekomendacja okładkowa] Już niebawem, pod patronatem medialnym Recenzji Agi :)




Kochani!

Miło mi poinformować, iż już niebawem, pod patronatem medialnym Recenzji Agi, nakładem wydawnictwa Novae Res, wyjdą dwie bardzo ciekawe, ale jakże odmienne tematycznie książki. 
Pierwsza z nich "To był maj" Anny Konstanty, to dla mnie osobiście podróż w bardzo subtelne, intymne sfery i ciekawa przygoda z książką. Na skrzydełku znajdziecie również moją rekomendację :) 
Druga "Pędzle w kieliszku" Patryka Beniamina Grabiec, to spojrzenie na świat z zupełnie innej strony. Wejście w problemy i światopogląd mężczyzny.

Zerknijcie na zapowiedzi :)







Kategoria: literatura kobieca

Ewa, od wielu lat wdowa, matka blisko osiemnastoletniej Marty, ma dobrą pracę i ustabilizowane życie, ale wieczory spędza zwykle samotnie przed telewizorem. Gdy w majowy poranek w dniu swoich urodzin słyszy od córki, że właśnie została „ryczącą czterdziestką”, zaczyna lekko się niepokoić upływającym czasem. Tego samego dnia Marta wyciąga Ewę jako przyzwoitkę na spotkanie z poznanym kilka tygodni wcześniej Mateuszem. 

Czy z potencjalnej dziewczyny naprawdę staje się potencjalną teściową dla męskiej części ludzkości? – zastanawia się Ewa, obserwując z ukrycia randkujących zakochanych. Czy w macierzyńskim zapamiętaniu nie przegapiła własnego czasu na miłość? – To pytanie dręczy ją jednak tylko do momentu, gdy z opresji ratuje ją pewien przystojniak…

– Piotr uważa, że łóżko w sypialni to bardzo wygodna trumna dla namiętności – powiedziałam przekornie. – Twierdzi, że takie rzeczy lepiej robić w dziwnych miejscach, bo to podgrzewa atmosferę.
– W takim razie nie będę kupował łóżka do takich rzeczy. Ostatecznie możemy kochać się pod prysznicem.
– Albo na podłodze przed kominkiem – zgodziłam się.
– Albo na leżaku przed domem – zaproponował.
– Ale bardzo cichutko, żeby nie płoszyć zajęcy – zastrzegłam. – Albo klasycznie, w samochodzie.
– Albo mniej klasycznie, na pomoście nad jeziorem.
– Zawsze też możemy wykorzystać jakieś pochyłe drzewo w lesie.
– Albo drugie drzewo w drugim lesie.
– Albo trzecie w trzecim? Możliwości są nieograniczone.
– No widzisz! – zgodził się. – Nuda nam nie grozi.
– Nuda nie, prędzej mandaty za obnażanie się w miejscach publicznych – powiedział do nas pan stojący w kolejce za nami.

Moja rekomendacja:
"Czterdzieste urodziny wcale nie muszą oznaczać kryzysu i zatopienia się w cieple puchowych kapci. Ewa, główna bohaterka najnowszej powieści Anny Konstanty, odrzuca wszelkie stereotypy i daje się ponieść emocjom.
Gorąca, pełna szaleństw książka, która sprawi, że codzienność ubierze się w zwiewną, majową sukienkę.
Polecam!"
Agnieszka Krizel (Recenzje Agi)
www.nietypowerecenzje.blogspot.com






Anna Konstanty

Rocznik 1980, Lubuszanka. Miłośniczka nadodrzańskich krajobrazów, porannej kawy i deszczowych popołudni. Pierwsze opowiadanie napisała w wieku dwunastu lat. Laureatka kilkunastu konkursów literackich. Autorka tomiku „Wiosna i inne opowiadania”. Członek Zarządu Gubińskiego Towarzystwa Kultury. W 2014 roku została uhonorowana nagrodą Powiatu Krośnieńskiego za działalność kulturalną. Od dwudziestu pięciu lat nieprzerwanie pisze pamiętnik. 







Kategoria: literatura obyczajowa

Janek nie może uwolnić się od traumy przeszłości i bolesnych relacji z ojcem, które kładą się cieniem na jego losach. Pije i pozwala, by życie przepływało obok. Znów traci pracę. 

Gdy dostaje etat w magazynie, rozumie, że to szansa, być może ostatnia, na zmianę. Pełen nadziei obiecuje sobie solennie, że odstawi butelkę i zacznie przyzwoicie żyć. Udaje się! Z poznaną w pracy Wiktorią połączą go dobre i silne uczucia, młodzi stają się dla siebie całym światem i podporą. Po latach Janek wraca też do malowania – wreszcie czuje się wolny i wyzwolony z objęć demonów. Znów robi to, co kocha i co potrafi najlepiej, jest doskonałym artystą. Zostaje zauważony i dostaje propozycję wernisażu. Gdy przyszłość stoi przed nim otworem, w blasku i spokoju, nałóg i demony ponownie dają o sobie znać…




Fragment tekstu:

„– Pięćset – rozbrzmiał głos znikąd. Silny, bez krzyku przyćmił pozostałe. Wszyscy zamilkli, szukając źródła tego mistycznego głosu. – Pięćset – powtórzyła kobieta w czarnych okularach przeciwsłonecznych. Podchodziła powoli krokiem, który Janek dobrze zapamiętał. Performance się skończył, licytacja również. Ludzie odeszli. – Marnujesz się na tej ulicy – powiedziała. Okrywał ją czarny płaszcz z dużymi guzikami. Misternie ułożone czarne włosy nie poddawały się terrorowi wiatru. Kształtne usta poruszały się powoli, a słowa wychodziły z nich wyraźne. I ta biel zębów szukająca promieni słońca. – Jak ci na imię? – zapytała.

– Janek – odpowiedział, stojąc jak słup soli”.


[Zapowiedź premiery] W najbliższym tygodniu premiera drugiej części trylogii Assassin’s Creed: "Ostatni potomkowie. Grobowiec chana"






Druga część trylogii Assassin’s Creed® Last Descendants – Ostatni potomkowie

Owen i jego przyjaciele przegrali. Dokonali rzeczy niezwykłej, ale ostatecznie ponieśli porażkę. Kiedy odkryli, gdzie znajduje się pierwszy fragment starożytnego artefaktu – legendarnego Trójzębu Edenu – wydawało się, że mają go w garści. Poszukiwali go również członkowie Bractwa Asasynów i Zakonu Templariuszy, okazało się jednak, że ich wszystkich ubiegł jeszcze ktoś inny. Nić porozumienia między nastolatkami zaczęła się rwać – Owen wraz z przyjacielem Javierem wzięli stronę asasynów, pozostali zaś sprzymierzyli się z templariuszami. Do odszukania wciąż pozostały dwa fragmenty artefaktu i obie grupy zrobią teraz wszystko, by nie powtórzyć swoich błędów.
Koniec to dopiero początek

Podobno wnuk Czyngis-chana, Möngke-chan, został pochowany z jednym z fragmentów Trójzębu Edenu. Jego grobowca jak dotąd nie odnaleziono. Młodzi ludzie zaangażowani po obu stronach konfliktu rozpoczynają wyścig z czasem. Aby zapewnić sobie bezpieczeństwo, będą musieli przenieść się w symulacji do rozdartych wojną średniowiecznych Chin i odnaleźć kolejny fragment artefaktu, nim zrobią to ich wrogowie.





„Jazda na rydwanie” Julian Hardy. Wartka akcja, mnogość wątków i bohater, który przyciąga mocnym, wyrazistym charakterem... Zaskakująca i elektryzująca :)






Ilość stron: 550

Książka wydana jako egzemplarz autorski


Dla wszystkich miłośników książek, w których akcja sięga niemal zenitu, ta pozycja będzie idealna. Autor szerzej jest na razie znany w kręgu blogerskim, które to ma przyjemność czytać jako jedno z pierwszych, wydanie autorskie tej niezwykle interesującej i intrygującej powieści, w której nie brak ani dobrych, ani złych obrazów, bo przecież wątek drugiej wojny światowej, która tak naprawdę przerywa młodość głównego bohatera i rzuca go w wir szaleństw, trudnych czasami momentów, w których musi dokonać ważnych dla niego decyzji, nie jest przyjemny. Autor zaś, z należytą sobie precyzją i dbałością o każdy szczegół i detal napisał obszerną opowieść, łącząc ze sobą różne gatunki.


Nie da się ukryć, że rzadko która powieść zaczyna się w niepozornej, przedwojennej Bydgoszczy, w maleńkim mieszkanku, gdzie główny bohater jest wychowywany przez samotną matkę. W dodatku apodyktyczną, zimną, która nigdy nie przytula i nie okazuje swemu dziecku żadnych ciepłych uczuć, nie szczędzi słów krytyki na każdym kroku. A Robert, jak to dziecko, ma swoje marzenia. Jeśli źródła szczęścia i poczucia bezpieczeństwa nie ma w domu, to szuka się go gdzie indziej. Tak było i w tym przypadku. To sąsiadka, była artystka rewiowa podsycała w nim nadzieję i poczucie, że marzenia się spełnia. To miało też swoiste konsekwencje. Wiedziony naiwnością, młody Robert ucieka się do haniebnego czynu. Kradnie z kościoła cenne przedmioty, a pieniądze przeznacza na leczenie matki. Cel może i szczytny, wynikający poniekąd z poczucia obowiązku, ale i zwykłego odruchu serca. Jak to się przełoży na jego późniejsze życie? 


Robert Meissner, pseudonim Koniu, ma osiemnaście lat, kiedy wybucha wojna. Tak naprawdę to chłopak trochę emocjonalnie zagubiony, ale mądry i zaradny, bo potrafił radzić sobie w każdej sytuacji. Posiadał niezwykły urok osobisty, dlatego też nigdy nie miał problemów towarzyskich, szczególnie jeśli chodzi o kontakty z kobietami. Miał liczne romanse i bynajmniej nie wynikały one z jego kaprysów, ale często z odległości jakie dzieliły go z jego wybrankami. To jeden z ponurych obrazów, jakie Autor ukazuje czytelnikowi kreśląc wątek wojenny. Mimo szczerych chęci, miłości przynoszącej nadzieję, będącej jedynym tak naprawdę naturalnym odruchem w cieniu szalejącej fali nienawiści, śmierci, samotności i zagubienia, nie potrafiła przetrwać próby czasu i odległości. 




Julian Hardy zadbał, by jego bohater był bardzo wyrazisty i mimo to, nie zgubił się w zawirowanych ścieżkach losu, jakie mu przygotował. A nakreślił je precyzyjnie, nie pomijając nawet szczegółów historycznych. Los zapędzi młodego Meissnera w różne zakątki. W tle przewija się wojna, wydarzenia historyczne, jakie Autor wplótł w swoją fabułę. Momentami miałam wrażenie, że Jego bohater śmieje się nam w twarz, bo nic nie było w tych uwikłaniach oczywiste. Akcja z każdą kolejną sceną przybierała na sile, rozpędzała się, by kolejny wątek zaskakiwał swoim finałem, a Meissner przyćmiewał je swoją zuchwałością. Ten niepozorny, zawsze wyglądający jak chucherko chłopczyk, zmienił się w świadomego swoich walorów, erudycją, życiową inteligencją mężczyznę, który umiał dostosować do panujących warunków, zdumiewał błyskotliwymi decyzjami. Kim tak naprawdę był Robert Meissner?


„Jazda na rydwanie” Juliana Hardego to przede wszystkim znakomita pod względem gatunkowym powieść, która zaciekawia czytelnika od pierwszych wersów. Autor miał świetny zamysł historii, nakreślając bardzo charakterystycznego bohatera, który zostaje w świadomości odbiorcy na bardzo długo. Mamy w tej niesamowitej, wyjątkowej opowieści nie tylko wyrazistych bohaterów, odznaczających się silnymi charakterami, ale dynamiczną akcję, dobrze poprowadzone dialogi oraz sugestywne opisy, które zmuszają czytelnika poniekąd do głębszych refleksji. 





Moje wrażenia są jak najbardziej pozytywne po lekturze książki. Dla mnie jest osobliwą kanwą do zaczątków scenariusza filmowego. Kto wie, może ktoś zdecyduje się na taki krok? W tych fragmentach narracyjnych, gdzie narrator trzecioosobowy przekłada ówczesną rzeczywistość miałam poczucie, że Autor zmienia się w reportera. Swoją budową merytoryczną przypominały mi one reportaże. 


Powieść intrygująca, zadająca pytania, zmuszająca do refleksji nad zawiłością ludzkiego życia i poplątanych losów. Powieść z aspektami psychologicznymi, z napięciem, emocjami, przygodą. Elektryzuje, intryguje, zaskakuje. 


Polecam!


Za egzemplarz dziękuję Autorowi :)

czwartek, 29 czerwca 2017

[Recenzja przedpremierowa. Patronat medialny. Rekomendacja] „Rana” Aleksandra Berkowska. O tym co boli nie tylko fizycznie...







Wydawnictwo Literackie Białe Pióro

Ilość stron: 92


Zazwyczaj o jakiejkolwiek chorobie nie myślimy nawet, kiedy nic złego nam, czy naszym bliskim się po prostu nie dzieje. Zainteresowanie rośnie, kiedy pojawiają się niepokojące symptomy, objawy. Czy interesujemy się czymś, jeśli nas to zwyczajnie nie dotyczy? Nie. A warto wiedzieć, przynajmniej tyle. Wiedzieć, że istnieją takie dosyć dziwne, rzadkie, nietypowe schorzenia, jak chociażby AZS – atopowe zapalenie skóry. W dzisiejszych czasach dosyć częstsze, ale jeszcze nie wynaleziono na nie lekarstwa. Można złagodzić objawy, ale nie zniwelować całkowicie choroby.


Basia uczy się w gimnazjum i wspólnie z koleżankami przygotowuje się na ważny w ich życiu bal gimnazjalny. Nie byłoby w tym może nic dziwnego i nietypowego, gdyby nie fakt, że dziewczyna ma kompleksy z powodu atopowego zapalenia skóry, które objawia się u niej przeważnie czerwonymi, swędzącymi plamami. Od dzieciństwa Basia zmaga się z docinkami rówieśników, szczególnie ze strony Dominiki – klasowej gwiazdy, która czuje się jedyną i nieskazitelną dziewczyną, przekonaną o swojej wyjątkowości i dobitnie daje to odczuć każdemu, a szczególnie Basi. Basia ma kochającą rodzinę i przyjaciółki, którzy przy każdej możliwej okazji wspierają ją psychicznie i angażują w jej życie, dając do zrozumienia, że pomimo choroby nie jest ani gorsza, ani zła.





Autorka nakreśliła znakomicie świat młodzieży od środka. Ich radości, marzenia, codzienności, ale też nierówności społeczne oraz łatwość wyławiania ze swego kręgu ofiar i nękanie, choćby psychiczne. A to jest niedopuszczalne. Jak zakończy się ta historia? Świetnie napisana książka, z idealnie skonstruowanymi dialogami i żargonem typowym dla środowiska gimnazjalnego.


„Rana” Aleksandry Berkowskiej porusza ważny temat, zmuszając czytelników do wniknięcia w rzeczywistość współczesnej młodzieży, pokazując różne jej odcienie, skupiając na relacjach między nimi oraz dorosłymi. To też książka o pewnych wyborach i sile młodzieńczej przyjaźni, która różnie się potrafi ułożyć. Mądra, uświadamiająca, ciekawa. Książka o silnych więzach rodzinnych, przyjaźni i wrażliwości, zmuszająca również do szerszej dyskusji.


Polecam!




Pozycji patronuję nie tylko medialnie, ale na okładce znajdziecie też moją rekomendację :)




Za możliwość patronatu i tekst przed premierą, dziękuję Wydawnictwu:



środa, 28 czerwca 2017

[Recenzja premierowa. Patronat medialny. Rekomendacja] „Wydeptane” Piotr Sitnik. Poezja z dwóch światów serca...







Wydawnictwo Literackie Białe Pióro

Ilość stron: 56

Nowość wydawnicza, edycja limitowana:





Tomik „Wydeptane” wyszedł w wersji limitowanej, ale jestem pewna, że znajdzie wielu swoich odbiorców, szczególnie wrażliwych na obrazy tak bardzo realne, co przyozdabiane metaforami, głęboką wymową merytoryczną, rozmywane mirażami, pytaniami, tęsknotami, wspomnieniami, ale też wyimaginowanymi obrazami, które składają się na wiele znaczeń i filozoficznych uniesień, czy onirycznych złudności: „Nie można zapomnieć tragedii istnienia/ Gdy wychodzi z półcienia istota wątła, tkliwa/ Tak od niechcenia// Przejrzeć parę kartek/ Wyrwać z impetem dwanaście stron uśmiechu zapomnienia/ Nie zmienia się scenopis ostatniego tchnienia// Przede mną czas niezmierny tli się gdzieś w oddali/ Nie ma takich gwiazd co chcą wygrać pokój/ Ile stref cierpliwości/ Ile gwiazd okamgnienia/ Z ilu zatrutych źródeł będziemy czerpali [...]”


Wyłaniają mi się z wierszy Piotra Sitnika dwa obrazy. Pierwszoplanowy – taki codzienny, podobny do naszego, z którym łatwo się utożsamić, dużo w nim spokoju, łagodności oraz drugi obraz – pełen cierpienia, bólu, śmierci. Podmiot liryczny w tych wierszach doskonale odwzorowuje stany ducha i odczuwania każdego z nas. Te kontrasty często się ze sobą przeplatają tworząc mozaikę znaczeniową: „Włamałem się kiedyś do cudzego mózgu./ Rozejrzałem się szeroko i, zawiedziony,/ wróciłem z powrotem,/ gdzie poprzednio stałem.”






Wiersze na pierwszy rzut oka są proste w odbiorze, ale w miarę zagłębiania się w ich sens merytoryczny, tworzą swą równomierną budową, sentymentalne podróże w świadomość czytelnika, uzmysławiając mu, że świat nie dzieli się tylko na ten dobry i zły. Obok niego jest miłość, cierpienie, śmierć, współodczuwanie, a nawet radość z zupełnie przyziemnych rzeczy. Te pozornie dźwięczne, rymowane wersy skłaniają do głębszych refleksji ukazując obrazy znane z codzienności, przeniesione z boisk, parkowych ławek, ze szklanego, rozkrzyczanego telewizora, ze zwykłych na pozór czynności. To wiersze, w których nie brak dystansu, dobrego humoru, uczuć, emocji.



Tomik ten oprócz swej wielowątkowości porusza pewne światopoglądy, stereotypy zakorzenione przez czas. Zmuszające czytelnika do domysłów i odczytywania poezji na swój sposób. To poezja, która stawia pytania, prowokuje do rozmów, odszukuje w podświadomości sens bytu, udziela niejednoznacznych odpowiedzi, jak w życiu, nic nie jest przecież tak oczywiste: „W ciemnym pokoju pusty człowiek/ Mam siedemnaście lat/ Dzisiaj cały świat/ Składa się w pół w pobożnym słowie// Idziemy przed siebie pustą drogą/ Życie to miłości kwiat/ Skromności zapomniany brat/ Gdzie śmierć najlepszą dla życia ostoją// Wszystkie nasze ścieżki/ Wszystkie szczęścia złogi/ Drogi niewypowiedziane/ Wydeptane…”






„Wydeptane” Piotra Sitnika to poezja metaforyczna, refleksyjna, wdzierająca się do serca każdego odbiorcy swą głęboką wymową, rytmiką, rymem, wrażliwością na piękno, dobro, mądrość, ale dostrzegające też drugą stronę życiowego pielgrzymowania. Zapada głęboko w pamięć, daje wiele pozytywnych myśli, nastraja często melancholijnie. To poezja będąca mozaiką znaczeń, w której czytelnik doszukuje się głębszych wrażeń, emocji, przeżywania egzystencji na nowo, bądź odgrzebywania ze wspomnień chwil ulotnych i pielęgnuje je jak najcenniejszy skarb. Jestem pewna, że znajdzie odpowiednie miejsce w Waszych sercach i nie pozwoli o sobie długo zapomnieć.


Polecam!


Pozycji nie tylko patronuję medialnie, ale na okładce
znajdziecie też moją rekomendację :)



Za możliwość patronatu i tekst przed premierą, dziękuję Wydawnictwu:










wtorek, 27 czerwca 2017

WYNIKI KONKURSU z książką "1000 kropel" Małgorzaty Rosickiej :)







Kochani!

Przyszedł czas na rozstrzygnięcie konkursu z książką "1000 kropel" Małgorzaty Rosickiej, której to z przyjemnością patronuję medialnie, a Waszym zadaniem konkursowym było napisać o swoich inspiracjach.

Dziękuję wszystkim uczestnikom! Odpowiedzi konkursowych nie było za dużo, a Autorka wytypowała następujące osoby:


"Dwa typy, które mocno ze mną zarezonowały, to: 
Sylwia W., która wciągnęła w czytanie swojego syna i wylała morze łez... Proszę przestać już płakać, nie warto, a jak Pani przeczyta "1000 kropel", to również poda je Pani synowi do przeczytania jak już będzie dorosłym facetem.

Drugą osobą jest osoba o nicku justiti. Utożsamiłam się z nią kiedy napisała, że zabawki "produkują" z dzieckiem z potrzeby. "1000 kropel" również powstało z potrzeby... serca.

Obu Czytelniczkom życzę dobrej lektury. "


Serdecznie gratuluję! Obie Panie proszę o wiadomość e-mial z danymi do wysyłki nagród: stokrotka954@wp.pl

Nagrodami są egzemplarze "1000 kropel" z autografem Autorki :)




„Zielony detoks. Jak rośliny lecznicze wymiatają z organizmu wolne rodniki i gwarantują długie życie” Zbigniew T. Nowak






Wydawnictwo Eureka

Ilość stron: 185


„Czas na restart zdrowia”
Prawdą jest, że coraz częściej skłaniamy się ku naturze i korzystamy a jej dobrodziejstw, jednak co my, jako ludzie możemy zaoferować jej w zamian? Dobre pytanie, ale raczej odpowiedź byłaby lakoniczna. Nie ulega też wątpliwościom, że coraz częściej chcemy być „eko” - jeść ekologiczne warzywa i owoce, uprawiać ekologiczne rośliny, jednak natury tak naprawdę oszukać się nie da i to, co wydaje nam się „eko” wcale takim może nie być. Bardzo się cieszę, że powstała właśnie ta bardzo ciekawa pozycja. Z prostego powodu. Nawet sobie nie wyobrażacie, że rośliny opisane przez Autora w dziewięćdziesięciu procentach są tymi, które większość z nas uważa za dziko rosnące, przeważnie gdzieś blisko lasów, opuszczonych ogrodów, działek. Tymczasem okazuje się, że te rośliny mają w swoim składzie wiele przeciwutleniaczy, które znakomicie radzą są w procesie oczyszczania organizmu ze złymi złogami toksyn, czy wolnymi rodnikami:

„Stanowią one nieprzebraną skarbnicę przeciwutleniaczy, które chronią przed niebezpiecznym stresem oksydacyjnym, ponoszącym winę za większość chorób cywilizacyjnych. Antyoksydanty pomogą powstrzymać przedwczesne starzenie się organizmu a także, umiejętnie stosowane, będą chronić przed nowotworami, miażdżycą i chorobą Alzheimera.”


Cieszę się też z innego powodu. Większość z tych roślin rośnie niedaleko mnie, na polach, łąkach, w lasach, większość z nich poznałam, ale o ich dobroczynnych właściwościach w ogóle nie wiedziałam. Teraz będzie to możliwe. Autor opracował tę książkę w bardzo ciekawy, interesujący sposób, że nie sposób się w niej zagubić. Wszystko jest czytelne, przejrzyste, a przepisy są proste w wykonaniu. Nawet taki laik, jak ja odnajduję się w niej bez problemu.


Przedstawione i opisane w poradniku rośliny są ogólnie i powszechnie znane, szczególnie tym wszystkim, którzy uprawiają działki, ogrody i jednak jakieś pojęcie o tym mają. Autor rozpoczyna opis każdej rośliny skupiając się na jej ogromnych walorach smakowych oraz możliwościach wykorzystania w medycynie, czyli jak dana roślina wpływa na nasze zdrowie, na ile jest ona ważna i jakim chorobom zapobiega, w jakich pomaga. Od aronii przez borówkę, zwykły czosnek i cebulę – pospolite, najczęściej wykorzystywane warzywa w kuchni, głóg, porzeczkę czarną, dziką różę, rokitnik, żeń – szeń, czy żurawinę. Przepisy na soki, nalewki, dżemy, konfitury, przeciery. Dla podniebienia i zdrowia. Bardzo interesujące są nie tylko połączenia roślin z ziołami, ale też pomysłowe wykorzystanie ich w finalnym procesie.

















W książce znajdziecie, oprócz opisów każdej rośliny i przepisu, dobre rady oraz wpływ każdej z nich na zdrowie. Wszystko krok po kroku, jasno i przejrzyście wytłumaczone, dopracowane w każdym detalu i szczególe. Zdjęcia, ilustracje oraz miejsce na własne notatki. Wszystko w jednym, podręcznie, wygodnie.





„Zielony detoks” Zbigniewa T. Nowaka to zestawienie 25 roślin leczniczych, które mają pomóc nam nie tylko w oczyszczaniu organizmu z toksyn, ale też w pielęgnacji zdrowia, urody oraz zapewnieniu długowieczności, czy doskonałej formy psychicznej na długie, długie lata. A zdrowy tryb życia w połączeniu ze zdrową dietą, wzmocnionym zielonym detoksem, to pierwszy krok do tego, aby zadbać o swoje zdrowie, czy po prostu zmienić swoje przyzwyczajenia żywieniowe. 

W mojej spiżarence znajdziecie nie tylko sok z aronii, ale też dżem z czarnej porzeczki. Mam w ogrodzie ciemne winogrona i już wiem, że wykorzystam je na soki, bo doskonale walczą z procesem starzenia się, a ja na tym punkcie akurat mam „bzika”.

Pozycję polecam, bardzo!





Za egzemplarz dziękuję:












[KONKURS PATRONACKI] Dokończ zdanie i wygraj "Dom samotnych" Joanny Kruszewskiej :)



Kochani!

Jako jeden z oficjalnych patronów medialnych, w dniu dzisiejszej premiery mam przyjemność ogłosić konkurs, w którym do wygrania są dwa egzemplarze "Domu samotnych" Joanny Kruszewskiej. Link do recenzji, dla przypomnienia:


Zadanie konkursowe nie jest trudne, a znając Waszą kreatywność, liczę na piękne, wzruszające, poruszające odpowiedzi. Oczywiście, na Wasze prosto z serca płynące odpowiedzi! :) Dzisiaj poproszę Was o dokończenie zdania:








Zasady konkursu:

W konkursie udział może wziąć każdy.


W komentarzu pod postem odpowiadacie na pytanie konkursowe. Dokończcie zdanie zaczynając od: "Samotność to...". Specjalnie wybrałam taki temat, zagadnienie, utrzymane w konwencji powieści, a poza tym, dla każdego samotność to zupełnie co innego, każdy spostrzega ją inaczej. Coś jak ze szczęściem, czy miłością :) Pojęcia względne, a ja chciałabym poznać Wasze zdanie i spostrzeżenia.


Konkurs rozpoczyna się dzisiaj, czyli 27 czerwca i kończy 21 lipca b.r. o godz. 23:59


Podpiszcie się jakoś, by nie było krępującej sytuacji przy wyłanianiu zwycięzcy/ów. Nie musicie ujawniać swojego adresu e-mail.


Po terminie wygaśnięcia konkursu, w ciągu trzech dni postaram się wyłonić zwycięzców. Mam nadzieję, że pomoże mi w tym również Autorka.


Udostępnijcie post konkursowy, polubcie profile: Wydawnictwa Replika i mój, zachęćcie do wspólnej zabawy znajomych :)


Ważne!

Będę powtarzać do upadłego. Jeśli bierzecie udział w konkursie, pamiętajcie by sprawdzać wyniki konkursu. Po ogłoszeniu wyników bowiem, czekam trzy dni na adresy do wysyłki nagród.


Powodzenia!


poniedziałek, 26 czerwca 2017

[Recenzja przedpremierowa. Patronat medialny. Rekomendacja] „Niewysublimowane” Tomasz Witkowski. Poezja w trzech odsłonach :)








Wydawnictwo Literackie Białe Pióro

Ilość stron: 72

Tomik w druku



„Moja robota”
Ubieram w słowa myśli zbłąkane
Na miarę szyję z nich zdania
Słysząc, jak w Polsce są używane
Uczę się też cerowania


Chociaż w tych formach poetyckich, zwieńczonych w trzech działach tomiku nie ma nic, co wykazywałoby przeciętność twórczą Autora, odbiorca, który szuka refleksji i uwolnienia od codziennych trosk, znajdzie tu wszystko, niczym w pigułce na poprawę nastroju. „Niewysublimowane” Tomasza Witkowskiego wywołują ciekawość, uśmiech na twarzy, zaskakują formą – lapidarną, dłuższą, ale wszystko skrojone wręcz na miarę, tak jak powinno być, nie mniej, nie więcej. To poezja, która wzbudza zaufanie czytelnika od pierwszych wersów tej niesztampowej pozycji, bo w życiu potrzeba chwili na oddech, czy relaks z lekką lekturą w dłoni.


Zacznijmy od fraszek. Lekkich, dźwięcznych, fraszki, w których ważne jest światło, dystans do świata, przymrużenie oka, metafora wypełniająca to spostrzeżenie na świat. Fraszki trochę przewrotne, dające czytelnikowi przestrzeń na własne domysły i ich budowanie. 
„Sport to zdrowie”
Mimowolna sportu doza
Czwarte piętro plus skleroza


„Ach, Kobiety”
Każda kobieta jest wyjątkowa
Mianownik wspólny – lubią te słowa




Drugą część tworzą miniatury liryczne. Trochę przewrotne, o zabarwieniu groteskowym, absurdalnym, ale utrzymane w doskonałej formie merytorycznej. Zabarwione dobrym humorem, przewrotnością, świetną rytmiką, anegdotą jest tym, co można uznać za krzywe zwierciadło naszych ludzkich cech charakteru. Traktują przede wszystkim o społecznych bolączkach i stereotypach.
„(Roz)wiązanie”
W tej klinice, nie na żarty
Krysia leży po raz czwarty
Za sprawą szukania
Wiązań rozwiązania
Tyłem na przód wpięła narty

Trzecia część to „Wierszydła”, które stanowią refleksyjną wiązankę wierszy bardzo sentymentalnych, niezwykle epickich, będących swoistymi podróżami Autora we wspomnienia. To jakby wiersze - pamiętniki, palpacyjne namiastki fotografii, z których każda skadrowała inny obraz. Są wiersze o polityce, o ciężkich latach drugiej wojny, o kobiecie, wspomnieniach zostawionych na pustych ławkach w parku, ale też wiersze zagłębiające się w wymowę snów i duchowej afirmacji życia. Jednym słowem – wiersze o życiu, podkreślaniu jego wagi i łapaniu wszystkich cennych chwil.




„Róże”

Kobiety są jak jesienne, czerwone róże
Muzycznym snem i poezji nutą owiane
Ja w ich tańcu na wietrze bez końca się durzę
Choć w aksamit są tylko i rosę odziane

Kobiety są jak jesienne, czerwone róże
Choć zranić skore, gdy je zechcę mieć na własność
Ta kropla krwi, w której zamiary swe zanurzę
Pozwoli pojąć tej subtelnej sprawy jasność

Kobiety są jak jesienne, czerwone róże
Miłości łase – jak słońca po nocy zimnej
Nie śmiem ich tknąć w cichości duszy jeno wróżę
Co w sercu mają jak w głębi kwiatu intymnej
[...]





„Niewysublimowane” Tomasza Witkowskiego wskazują na formy i treści, które należy przyjąć z przymrużeniem oka i dystansem, którego coraz częściej nam niestety brakuje. Fraszki, limeryki, wierszydła zaskakują głębią poruszanych tematów, celną spostrzegawczością obrazów przewijających się w środkach masowego przekazu, trafnością i lekkością merytoryki oraz zwinnością, z jaką Autor porusza się między poszczególnymi wersami, nie szczędząc metafor, specyficznego języka okraszonego staropolskim akcentem oraz misternie utkanym zamysłem, który od początku do końca nadaje im odpowiedniego tonu, dźwięku i koloru.

Warto zatopić się w ich lekturze. 

Polecam!





Pozycji nie tylko patronuję medialnie, ale na okładce znajdziecie też moją rekomendację (test ujęty w niebieskiej ramce)



Za możliwość patronatu i tekst przedpremierowy, dziękuję Wydawnictwu: