sobota, 5 sierpnia 2017

„Prawdzie w oczy” Leopold Trafny. Spojrzeć poezją prosto w oczy...




Wydawnictwo Psychoskok

Ilość stron: 134

Nowość wydawnicza


Chociaż Autor już na wstępie wyjaśnia, że nie traktuje swego pisania jak poezji, dla mnie osobiście spotkanie z Jego twórczością jest czymś w rodzaju spowiedzi, próbą dokonania pewnych życiowych rachunków sumienia, czy po prostu podsumowań uwieńczonych zwierzeniami. To wersy obrazów wyjętych spod powiek wspomnień, doświadczeń, konterfektów minionej epoki i związanych z nią wielu wydarzeń, których Autor był świadkiem, bądź czynnym uczestnikiem.

Leopold Trafny urodził się osiem lat wcześniej przed wybuchem drugiej wojny światowej. Jako kilkuletni chłopiec pracował w folwarku u Niemców w Bogusławicach przez cały czas trwania wojny. Tuż po, kontynuował naukę i był aktywnym członkiem Ochotniczej Straży Pożarnej oraz aktywnie uczestniczył w życiu chóru parafialnego w Lubotyniu. Skończył studia wyższe na Politechnice Szczecińskiej. Debiutował na łamach Gazety Kolskiej felietonami i artykułami z nauki społecznej kościoła. 

Tomik wierszy „Prawdzie w oczy” podzielony jest na cztery tematycznie rozdziały. Od gorzkich, trudnych, momentami tragicznych „Wspomnień”, po niosące nadzieję, ale też wiele emocji „Przemiany na hura”, refleksyjne, melancholijne „Rozterki”, po kończące głębokie rozważania w wycieniowanym tonie „Zaufać Bogu”. Nie dziwi taki a nie inny dobór tytułów, wszak Autor należy do całkiem innego pokolenia, dla którego cenne były inne wartości niż współczesnym. Ceniono szacunek i sposób podejścia do drugiego człowieka. Ceniono przede wszystkim samego człowieka. 

W pierwszym rozdziale „Wspomnienia”, Autor poddaje się autorefleksji. Nie szczędzi w swych wierszach dawnych obrazów i tytułowych wspomnień rodziny, bliskich, znajomych, ale też gorzkich, momentami tragicznych chwil, jakie my – młodzi znamy z podręczników historii, czy opowiadań rodziców, dziadków. To mozaika emocji. Od kłębiącego się obrazu kochanej matki, po docenienie tak przyziemnych, codziennych wartości, jak chociażby jej wartości przełożone na światopogląd dzieci, dbanie o nich, o dostatek w domu, którego za czasów wojny i tuż po jej zakończeniu po prostu brakowało: „Rośnij syneczku, rośnij sokole,/ przyszły nareszcie te dobre czasy,/ dobre świadectwa zdobywaj w szkole,/ pojesz do syta kiełbasy.// Masełkiem będziesz chlebek smarował,/ poniechasz dania postne/ i zupkę będziesz lepszą gotował,/ nie jak te ludzie proste.” To może i dziwne dla ludzi młodych, współczesnych, którzy pędzą przed siebie na złamanie często karku. Bardzo wymowny, sugestywny jest wiersz „Ludowładztwo”, w którym Autor dokonuje swoistego zobrazowania czasów, w jakich jemu przyszło żyć tuż po wojnie, gdzie walczono o swoje prawa, doświadczano terroru i siły. W podobnym tonie utrzymany jest wiersz „Historia bolesna”. Ten z kolei powinien być lekturą obowiązkową. Prawdziwa lekcja historii – ciężkie doświadczenia, obalanie wartości pielęgnowanych przez lata, zadeptywanie zwykłych ludzi, testowanie wielkości siły.





W rozdziale drugim „Przemiany na hura” to konterfekt komunistycznej Polski – pochody pierwszomajowe, walka o wolność, czasy ciężkiej pracy ponad normę, robotników buntujących się w protestach, podział na biednych i bogatych, tych co mają znajomości i tych co ich nie mają, na szarych i kolorowych: „Służącym zostanę u bambra na wyspach,/ gdzie trawa dla bydła soczysta/ i tam mnie docenią, zapłacą./ - Mam przecież tytuł magistra!”

Trzeci rozdział „Rozterki” to przyglądanie się przez Poetę zwykłemu życiu i emocjom mu towarzyszącym. Mowa tu o nadziejach, o miłości. Bardzo często Poeta podkreśla w nich również znaczenie w Jego życiu Boga, jako Stwórcy jedynego, któremu zawdzięcza wszystko: od narodzin po życie, którego doświadczył. Podkreśla też udział w Jego skromnym życiu Matki, poświęcającej się dzieciom i domowi, by trwać razem, mimo przeciwności. Poeta w tych wierszach często ją wspomina: „[...] Mówić „dziękuję” to za mało,/ trzeba zawołać „stokrotne dzięki!”,/ Byś wiecznie słyszała „Kocham Cię, mamo!”,/ a my czuli ciepło Twego serca i ręki.”


Rozdział czwarty „Zaufać Bogu” to rozterki i często sugestywne, dygresyjne podsumowania, którym Autor nie szczędzi nostalgii, refleksji, tkliwych zwierzeń ujętych w modlitwy, wyznania, prośby, a nawet utrzymane w podniosłym tonie teksty równomiernej budowy, z rymem, rytmem i sentymentalną nutą, przy której chciałoby się otrzeć łzę spływającą po policzku.

"Oto człowiek"
Nie trzeba mi wielkich świątyń,
nawoływań przez głośniki z wieży,
bym w Boga wierzył.


Gdy patrzę na groby, gwiazdy i słońce,
uświadamiam sobie kto był moim
początkiem i będzie końcem.


Gdy słyszę jak matki i dzieci płaczą,
wiem co Boże przykazania znaczą.
I smutno mi jest, że świat się nie doczekał,
szacunku człowieka do człowieka.


Jakże smutne, ale niestety prawdziwe. Dzisiaj świat zatapia się w sztuczne wartości, zapominając, kim dla nas powinien być drugi człowiek. Kim powinniśmy być my sami, bo jeśli nie mamy szacunku do siebie, swojego życia, nikim jesteśmy dla drugiego. W czym umiemy się zatracić? Jakie są nasze priorytety? Niech każdy sam odpowie sobie na te pytania, a pomoże Wam w tym na pewno trochę inne spojrzenie na świat, jakie w swojej wyjątkowej poezji uchwycił Leopold Trafny.


„Prawdzie w oczy” Leopolda Trafnego to poezja, która nie szczędzi słów gorzkich, cierpliwych, opartych na prawdzie i minionych obrazach, jakie przeżył sam Autor. Co prawda, jest On z innego pokolenia, wiele w swym życiu doświadczył, dużo nam w tej poezji opowiada, ale nie ulega wątpliwościom, że to poezja, która zagląda tej prawdzie w oczy. Czasami gorzko zapłacze, zreflektuje się, nabierze wiary i nadziei, czasami odpłynie w zapomnieniu, jednak jej sugestywność, refleksyjność stanie się dla wielu współczesnych odbiorców inspiracją do tego, by pewne priorytety w swym życiu przewartościować. 

Polecam!


Za egzemplarz dziękuję:









czwartek, 3 sierpnia 2017

[Konkurs patronacki] Opisz w kilku zdaniach i wygraj książkę "Czesław Miłosz. Inspirujące pragnienie Boga" Krystyny Hoła :)




Kochani!

Jako jeden z patronów medialnych książki "Czesław Miłosz. Inspirujące pragnienie Boga" Krystyny Hoła, mam przyjemność ogłosić konkurs, w którym macie możliwość wygrać dwa egzemplarze tej pozycji. Zadanie konkursowe nie jest trudne.





Zasady konkursu:

W konkursie udział może wziąć każdy.


W komentarzu pod postem odpowiadacie na pytanie konkursowe. Opiszcie w kilku zdaniach, co Was urzeka w poezji Czesława Miłosza? A może macie jakiś swój ulubiony wiersz Naszego Noblisty? A może chcielibyście na nowo w tę poezję się zagłębić i szukacie inspiracji, jakiegoś bodźca, który Was do tego zmobilizuje? Napiszcie o tym wszystkim, opiszcie swoje wrażenia, a może pragnienia.

Interpretacja tematu dowolna.


Konkurs rozpoczyna się dzisiaj, czyli 3 sierpnia b.r., a kończy 3 września o godz. 23:59 :)



Podpiszcie się jakoś, by nie było krępującej sytuacji przy wyłanianiu zwycięzców. Nie musicie ujawniać swojego adresu e-mail.


Nagrodami w konkursie są dwa egzemplarze książki "Czesław Miłosz. Inspirujące pragnienie Boga" Krystyny Hoła, których sponsorem jest Wydawnictwo Novae Res i to ono wysyła nagrody do zwycięzców.


Po terminie wygaśnięcia konkursu, w ciągu trzech dni postaram się wyłonić zwycięzców. Mam nadzieję, że pomoże mi w tym również Autorka.


Udostępnijcie post konkursowy, polubcie profile: Wydawnictwa Novae Res na facebooku i mój, zachęćcie do wspólnej zabawy znajomych :)

Ważne!

Jeśli bierzecie udział w konkursie, pamiętajcie by sprawdzać wyniki konkursu. Po ogłoszeniu wyników bowiem, czekam trzy dni na adresy do wysyłki nagród.


Powodzenia!



[Przedpremierowo] „Paweł i Indianie” Agata Hryniewicz. Niesamowita przygoda w trakcie wakacji :)






Wydawnictwo Novae Res

Ilość stron: 88



Kiedy rozpoczynają się wakacje, dzieciom przychodzą różne pomysły do głowy. Jeszcze gorzej, kiedy w ten wolny czas wkrada się nuda. Antidotum można mieć w zasięgu ręki. Wystarczy sięgnąć po książkę, która przeniesie nas do magicznego świata i od razu wszystko wokół zdaje się być inne, bardziej kolorowe i pozytywne.


Paweł kolejne wakacje z rzędu spędza w domu, w dodatku nie może dogadać się z kolegami, którzy bawiąc się na podwórku w Indian wyśmiewają kolegę, że na niczym się nie zna. Wtedy dziadek Pawła postanawia pokazać wnukowi, kim byli prawdziwi Indianie. Głęboko schowana szkatułka z cennymi przedmiotami, jakie w tej rodzinie przekazuje się z pokolenia na pokolenie kryje w sobie bezcenne, ale i magiczne skarby. Jeden dźwięk z tajemniczej piszczałki sprawi, że Paweł przeniesie się do innego świata – do plemienia Dakota. Tam pozna Małego Kruka, jego siostrę Szumiącą Rzekę oraz pozostałych członków plemienia. Chłopiec nawet się nie spodziewa, że czeka na niego wiele przygód, od polowania na bizony, po niezwykle ważną wyprawę, która pomoże mu przełamać swoje lęki i wątpliwości. Paniczny strach przed wodą zostanie zażegnany, bo misja przekazania ważnej wiadomości sąsiedniemu plemieniu stanie się powodem do dumy. Paweł ze swymi nowymi przyjaciółmi spisze się na medal. 




Ta ciekawie skomponowana książeczka mówi o ważnych i mądrych rzeczach. Niesie dobre, pozytywne przesłanie. Na przykładzie Pawła dzieci widzą, że przełamywanie wewnętrznych niepokojów i strachu jest możliwe, że nie ma barier, one są tylko w naszej świadomości, a wystarczy się odpowiednio do nich nastawić. To też wspaniała historia o pięknej przyjaźni oraz o tym, jak połączyć przyjemne z pożytecznym, bo można ją potraktować jak skarbnicę ciekawostek o Indianach – ich tradycjach, kulturze, codzienności opartych na uniwersalnych wartościach, opartych na szczerości, empatii i wzajemnej estymie.




Dodatkowym atutem książeczki są przepięknie barwne ilustracje autorstwa Kamili Stanikiewicz oraz mini słowniczek pojęć indiańskich, co ułatwi czytającym zrozumienie niektórych określeń i jeszcze bardziej zaznajomić się z ponadczasowymi wartościami, jakimi kiedyś kierowali się Indianie, a których dzisiaj wielu brakuje. 





Potraktujcie tę książeczkę, jako znakomitą odskocznię od codzienności, na spędzenie miłego, sympatycznego czasu w towarzystwie małych bohaterów tej niezwykle ciekawej pozycji, wyróżniającej się pomysłowością.




Polecam!




Za egzemplarz i możliwość zapoznania się z przedpremierową treścią książki, dziękuję:



środa, 2 sierpnia 2017

„Tajemnica Wyspy Flatey” Viktor Arnar Ingólfsson. To co oczywiste nigdy takie nie jest...






Wydawnictwo Editio Black

Ilość stron: 252



Chociaż ta niewielkich rozmiarów powieść intryguje od pierwszych wersów, wielbicielom zawiłych historii może wydać się z lekka smętna i mało obiecująca. Jednak ten specyficzny klimat islandzkich wysepek, który spowija morski chłód, gęsta poranna mgła i swoista mozaika zapachów, tworzy coś zgoła wyjątkowego. To moje pierwsze spotkanie z kryminałem islandzkim. Trochę za misternie zbudowany, przytłaczający przeciągającym się śledztwem, nazbyt mało wyraźnymi bohaterami ma jednak w sobie to coś, co elektryzuje, a żądny odpowiedzi na wiele kłębiących się pytań czytelnik będzie dążył do rozstrzygnięcia całej sprawy.


Uciążliwe były imiona i nazwy islandzkie, jednak da się przyzwyczaić. Tym bardziej, że w powieści i na tytułowej Wyspie Flatey nie zamieszkuje za dużo mieszkańców. Cała akcja toczy się w przeciągu kilku dni czerwca roku 1960. Na jednej z wysp należącej do archipelagu Flatey jeden z jej mieszkańców odkrywa ciało człowieka. Po ścisłym dochodzeniu okazuje się, że był nim Gaston Lund – profesor norweski, który badał średniowieczny manuskrypt „Flateyjarbok”. Wkrótce na Flatey pojawia się nie tylko asystent prefekta, ale też tajemniczy dziennikarz Bryngeir z Reykjaviku. Od lat, w kręgu akademickim trwał spór o to, w jakim miejscu powinien znajdować się „Flateyjarbok”. Norwegowie rościli sobie bowiem prawa do niej, ale Islandczycy nie odpuszczali. Ten zagadkowy skrypt islandzkich legend, wierzeń zawiera kilkadziesiąt pytań, zawiłych zagadek, których rozstrzygnięcie, wedle starej legendy miało śmiałkowi przynieść szczęście. Tymczasem na Wyspie dochodzi do kolejnych zgonów, a śledztwo przejmuje policja z Reykjaviku. Narośnie wokół wiele pytań i wątpliwości, bo każdy z mieszkańców nosi w swoim sercu pewną tajemnicę. Czy uda się rozwikłać przyczynę śmierci tych kilku osób? Jaki jest wspólny mianownik ludzi zamieszkujących Wyspę? 





To nie jest typowy kryminał, a raczej powieść z zacięciami detektywistycznymi. Autor zręcznie, w odpowiednim klimacie i aurze utrzymał jej konwencję, nadając ton bardziej wyważony, ukazując przy tym życie mieszkańców wysp. Różni się ono znacznie od współczesnego. Abstrahując już od czasu, w jakim autor umieścił akcję powieści. To życie ściśle podporządkowane rytmowi pór roku, gdzie czasu praktycznie się nie mierzy, jakby ta cała otoczka zamknęła się w jednej czasoprzestrzeni, jakby nawet powietrze na chwilę się zachwiało i zastanawiało, w którą stronę płynąć. 


Trzecioosobowy narrator nie pozwala czytelnikowi na bliższy kontakt z bohaterami. Jesteśmy obserwatorami obok, biernie, jakby przesuwano nam przed oczami kadry dziwnej opowieści, z zaskakującym zakończeniem. Brak tutaj miejsca na jakikolwiek oddźwięk emocjonalny. Mimo, że fabuła płynie dosyć rytmicznie, spokojnie, wręcz bym powiedziała ślamazarnie, to przyciąga swoją wyjątkowością. 


„Tajemnica Wyspy Flatey” Viktora Arnara Ingólfssona intryguje, zaciekawia, ale wprawia w konsternację. Buduje napięcie stopniowo odkrywając karty, które zamiast przynosić oczywiste rozwiązanie skupiają się na misternym śledztwie i niezbyt wyraźnych bohaterach. 


Polecam.


Za książkę dziękuję Wydawnictwu:









Wyniki konkursu z tomikiem Piotra Sitnika "Wydeptane" :)




Kochani!

Jak dobrze mieć u swego boku pomocne "duszyczki", które bezinteresownie potrafią pomóc w wyborze zwycięzców. Dziękuję wszystkim za udział. Nie tak liczny, jakby się chciało, ale mimo wszystko niektóre odpowiedzi wprawiały w konsternację. Jest mała niespodzianka od wydawcy, który zdecydował się przeznaczyć nie dwa, jak to było na początku, ale trzy e-booki, za co serdecznie dziękuję, bo automatycznie doszła jedna osoba, która, mam nadzieję będzie się cieszyła z nagrody!






Serdecznie gratuluję!


Wszystkich czterech zwycięzców proszę o kontakt z adresami do wysyłki nagród. Z tymże, osoby, które wygrały e-booki proszę o adres e-amil inny niż gmail. Wiem, że są kłopoty przy przesyle pdf-u na pocztę gmail. Dlatego, jeśli posiadacie jakieś inne konto, na innej platformie, to poproszę: stokrotka954@wp.pl, bądź na FP na Facebooku :)

Wszystkie nagrody rozsyła Wydawnictwo Literackie Białe Pióro!





[Zapowiedzi wydawnicze] Najbliższe premiery Wydawnictwa Replika :)






Już 8 sierpnia b.r. nakładem Wydawnictw Replika ukażą się:



"Dziewczę ze Słonecznego Wzgórza"

Bjørnstjerne Bjørnson




Liczba stron: 240
Oprawa: miękka + skrzydełka
Kategoria: klasycy literatury


Pełna miłości, ciepła i wiary w człowieka opowieść, która przyniosła nagrodzonemu Noblem autorowi wielką sławę.
Torbjørn to chłopiec pochodzący z niezamożnej rodziny, psotny i porywczy, często wdający się w bójki. Synnøve, jego rówieśniczka, jest córką bogatego gospodarza, mieszkającą w miejscu słynącym z pięknych widoków, zwanym Słonecznym Wzgórzem. 
Torbjørn od najmłodszych lat podkochuje się w dziewczynce, a z czasem między obojgiem rozkwita miłość. Surowi rodzice Synnøve nie akceptują jednak chłopaka, ale to nie jedyny powód, dla którego związek tych dwojga staje pod znakiem zapytania. 
Czy zrodzona w dzieciństwie miłość pomiędzy biednym chłopcem a zamożną dziewczynką przetrwa próbę nie tylko czasu, ale i charakterów?














"Zostań ze mną, Karolino"
Alina Białowąs


Liczba stron: 320
Oprawa: miękka + skrzydełka
Kategoria: literatura dla kobiet

Czy wiem, jak niewyraźna jest granica między tym, co jest słuszne, a tym, co jest błędem? 

Kiedy dotychczasowe życie Karoliny zaczyna się rozpadać, kobieta jest skłonna obwiniać o to wszystkich oprócz siebie. Jej związek z Rafałem stoi pod znakiem zapytania, przyjaciółka od kilku dni nie daje znaku życia, a rodzinne niedopowiedzenia i tajemnice mają coraz gorszy wpływ na relacje Karoliny z rodzicami. W dodatku były mąż postanawia z rozmachem ponownie wkroczyć w jej życie. Karolina przekonuje się, że dorosłość i dojrzałość to dwa zupełnie różne przymioty. Może to już najwyższa pora, żeby przestać kierować się jedynie emocjami? Może dłoń wyciągnięta w stronę najbliższych będzie w stanie wszystko naprawić? 

"Umiejętność wybaczania to trudna sztuka, ale warto się jej nauczyć. Kontynuacja losów Karoliny pokazuje, że czekanie na uśmiech przeznaczenia nie zawsze jest rozsądnym wyjściem. Negatywna energia może zatruć codzienność, więc może opłaca się porzucić dumę i zrobić krok ku szczęściu?" 

Aneta Kwaśniewska, ksiazkiweterze.pl






wtorek, 1 sierpnia 2017

[Przedpremierowo. Patronat medialny i rekomendacja] „Nigdy nie poddam się! Tom I. Udomowiona” Helena Waszniewska. Głębokie studium psychologiczne kobiety, która pragnie w życiu ciepła i prawdziwej miłości...








Wydawnictwo Novae Res

Ilość stron: 537

Premiera 22 września 2017 r.


Na pozór prosta opowieść o prawdziwym życiu lecz w miarę odsłaniania kolejnego rozdziału mamy tutaj misternie utkaną szkatułkową historię z głębokim studium psychologicznym obrazu kobiety – córki, matki, żony, która całe życie szuka swego szczęścia i ciepła u boku kochającego, rozumiejącego ją mężczyzny. Wewnętrzna autodestrukcja Alicji rozpoczęła się już w dzieciństwie, kiedy jej apodyktyczna matka stawia przed dziewczyną cele i bariery nie do przebicia, w dodatku deprecjonując jej oczekiwania wobec życia i marzenia o ciepłym domu, w którym nie musiałaby słuchać wiecznych oczekiwań, gdzie podejmowałaby sama decyzje. 


Myślę, że wiele kobiet utożsami się z postacią Alicji. W życiu bowiem nigdy nie jest kolorowo i słodko. Los potrafi okrutnie z nas zadrwić. Autorka bardzo plastycznie i autentycznie nakreśliła charakter swojej bohaterki, od początku budując jej cierpienie, wewnętrzny bunt i nienawiść do najbliższych. Bohaterka, która w swoim życiu nigdy nie zaznała prawdziwego i szczerego uczucia. Szkatułkowa budowa powieści pozwala czytelnikom bardziej zbliżyć się do Alicji, zrozumieć ją, a nawet współczuć. Czy to tak wiele, kiedy kobieta pragnie czegoś więcej, niż domu, gdzie nie ma przytulania, pocieszania, wspólnego wspierania się? Despotyczna matka, której rządy odbijały się na Alicji nieustannymi konfliktami i chłodnymi relacjami. Alicja nieustannie czegoś poszukuje, tęskni, marzy, a kiedy wydaje się, że powoli znajduje to, czego pragnie, sypie się jak domek z kart i gra pozorami.




Autorka dotyka w swej powieści bardzo ważnych spraw. Alicja mieszka u matki, wychowując samotnie synka. Matka nigdy w niczym jej nie wspiera. Wręcz przeciwnie, na każdym kroku ubliża, obarcza problemami, a nawet zrzuca na córkę winę za swoje życiowe niepowodzenia. Domaga się, by ta wreszcie rozejrzała się za jakimś poważnym, a najlepiej z grubym portfelem, kandydatem na męża, by pozbyć się problemu. Alicja podejmuje walkę o siebie. Wie, że na nikogo nie może liczyć, jak tylko na siebie. Kilka pozytywnie nakreślonych listów od Łukasza natchnie kobietę nadzieją, że na nic nie jest za późno, że jeszcze istnieją dobrzy ludzie na tym świecie. Kiedy tuż po ślubie, Alicja wyjeżdża za granicę w celach zarobkowych, dostanie od życia gorzką lekcję i jeszcze bardziej pogorszy się jej stan psychiczny. 


Muszę przyznać, że robi wrażenie. Bohaterka zostaje wręcz przeorana przez los, który wyjątkowo z niej zadrwił. Sympatyczna Alicja daje się lubić, ale ludzie wokół niej zdają się być jej kompletnie nieprzychylni. Oprócz jej psychicznego studium, mamy też tutaj obraz matki oddanej swoim dzieciom, żony, która wyjątkowo samotnie czuje się w związku, kobiety bardzo zagubionej, brodzącej we mgle jak małe dziecko, ale nad wyraz wrażliwej, delikatnej, wzbudzającej w czytelniku wiele empatii i emocji.




To pierwszy tom, który kończy się wyjątkowo raptownie, poraża odwagą bohaterki do takiego a nie innego kroku. Desperacja, z jaką Alicja podejdzie do życia, pociągnie ją do najgorszej rzeczy, jaka mogłaby się wydarzyć. Jestem ciekawa ciągu dalszego. Czy uda się jej wybrnąć ze ślepego zaułka, do którego zaciągnęła ją frustracja i pragnienia o normalnym życiu, związku, rodzinie.


„Nigdy nie poddam się! Tom I. Udomowiona” Heleny Waszniewskiej to powieść, która dotyka trudnych, ale bardzo aktualnych tematów. Niezwykle emocjonalna, refleksyjna, stawiająca przed czytelnikiem ważne pytania. Powieść, w której bohaterom łatwiej wyrażać swoje uczucia poprzez listy, a samotność nabiera odwagi rzucając jej bohaterkę na szerokie wody niezrozumienia. Napisana lekko i zrozumiale, ale nader poruszająco. Powieść, której historia, jestem tego pewna, zostanie z Wami na długo. O trudnych relacjach, wygórowanych oczekiwaniach, wyjątkowych marzeniach, braku akceptacji, zrozumienia, próbie ucieczki od codzienności. O tym, że przeszłość ma wyjątkowy wpływ na nasze dorosłe życie i chociaż pragniemy uciec od powielana pewnych schematów, czy zachowań, one wybuchają w nas w najmniej oczekiwanym momencie.

Szczerze polecam!




Pozycji patronuję medialnie i rekomenduję na skrzydełku :)




Za możliwość zapoznania się z tekstem przedpremierowo, dziękuję:


poniedziałek, 31 lipca 2017

[Konkurs patronacki] Zinterpretuj tytuł i wygraj "Pędzle w kieliszku" Patryka Beniamina Grabca :)




Kochani!

Dzisiaj macie okazję wygrać jeden z moich kolejnych patronatów "Pędzle w kieliszku" Patryka Beniamina Grabca. Recenzję książki znajdziecie - TUTAJ :) 

Zadanie konkursowe nie jest trudne, a macie okazję zdobyć dwa egzemplarze powieści.





Zasady konkursu:

W konkursie udział może wziąć każdy.

W komentarzu pod postem odpowiadacie na zadanie konkursowe. Zinterpretujcie tytuł, tak najzwyczajniej po swojemu, jaka pierwsza myśl Wam się narzuca. W jakiej formie jej dokonacie, zależy od Was.


Konkurs rozpoczyna się dzisiaj, czyli 31.07 b.r., a kończy 28.08 o godz. 23:59 :)


Podpiszcie się jakoś, by nie było krępującej sytuacji przy wyłanianiu zwycięzców. Nie musicie ujawniać swojego adresu e-mail.

Nagrodami w konkursie są dwa egzemplarze powieści "Pędzle w kieliszku" Patryka Beniamina Grabca, których sponsorem jest Wydawnictwo Novae Res.

Po terminie wygaśnięcia konkursu, w ciągu trzech dni postaram się wyłonić zwycięzców.

Udostępnijcie post konkursowy, polubcie profile: Wydawnictwa Novae Res na facebooku i mój, zachęćcie do wspólnej zabawy znajomych :)

Ważne!
Jeśli bierzecie udział w konkursie, pamiętajcie by sprawdzać wyniki konkursu. Po ogłoszeniu wyników bowiem, czekam trzy dni na adresy do wysyłki nagród.


Powodzenia!






[Audiobook] „Za kogo ty się uważasz?” Alice Munro. O trudnych do zdefiniowania relacjach





Czyta: Anna Gajewska

Długość: 8 godz. 28 min.


Czytałam wiele dobrych recenzji, które zachwalały twórczość Autorki, więc skorzystałam z okazji i odsłuchałam jednej z wielu pozycji. Jestem bardzo zadowolona – z interpretacji, z tekstu. Bardzo profesjonalne odczytanie tekstu przez lektorkę w całości oddało klimat, jaki istnieje w powieści. Anna Gajewska stanęła na wysokości zadania, a ja przywiązuję do tego dużą uwagę. Inaczej nie byłoby tego uroku, który ze sobą niesie książka. Z przyjemnością słucha się głosu lektorki – bardzo ciepłego, stonowanego, z odpowiednią intonacją, barwą, emocjami.


Sama powieść ma wyraźną budowę powieści szkatułkowej, bardzo wyraźnie opisuje życie Rose z miasteczka, a raczej prowincji, z końcówki lat pięćdziesiątych. Autorka znakomicie oddała tamten klimat i aurę. Dzieciństwo Rose przesiąknięte prymitywizmem, biedą, schematycznym, stereotypowym obrazem kanadyjskich mieszkańców miasteczka, gdzie podejście do kobiet było przekazywane z pokolenia na pokolenie - bezceremonialnym, roszczeniowym stosunkiem do nich. To świetnie, autentycznie oddany obraz społeczeństwa i jego mentalności, dochodzenia do pewnych praw, dochodzenia kobiet do wolnej pozycji. Sama Rose jawi mi się, jako kobieta niezdecydowana, takie indywiduum, które za wszelką cenę chciało wpasować się w środowisko, w jakim się znalazła. Munro po mistrzowsku nakreśliła jej charakter. Momentami drażniła mnie ta nonszalancja, bierność, jej zmęczona postawa, jakby przez całe życie cierpiała od nadmiaru przytłaczającego ją ciężaru. Zresztą, trudno się też dziwić, skoro jako dziecko nie miała żadnych wzorów, ideałów do naśladowania. Ojciec Rose miał już swoje lata, kiedy w jego życiu pojawiła się Flo – dla Rose macocha, której ta szczerze i wzajemnością nie lubiła. Flo nie była dobrym wzorem, ale też nie można jej zarzucić tego, że nie dbała o Rose, czy swojego syna. 




Dzięki plastycznym opisom Autorki otrzymujemy emocjonalną huśtawkę głównej bohaterki, obraz jej życia, od dzieciństwa przez dorosłość. Jesteśmy biernymi obserwatorami jej przemian wewnętrznych, kaprysów. Tego, jak zostaje matką, ulubienicą widzów i słuchaczy. Ten dosyć wyrazisty charakter Rose ma przełożenie w jej życiu. Nic dziwnego, że po rozstaniu z mężem jest samotna, ciężko znaleźć jej kogoś, kto cierpliwie znosiłby jej humory. I tak, jak w dzieciństwie nie mogła znaleźć wspólnego języka z macochą, tak nie mogła znaleźć odpowiedniego mężczyzny, a nawet, aż z trudem się to pisze, ze swoją córką Anną. Zdecydowanie drażniła mnie swoim flegmatyzmem, niezdecydowaniem. To może wydać się dziwne, ale Rose nawet nie miała prawdziwej przyjaciółki. Swój indywidualizm całkowicie zamieniła na odgradzający ją od wszystkich mur. Ona nawet nie chciała się z nikim zaprzyjaźnić, wejść w jakieś głębsze relacje.


Autorka pod płaszczykiem prostej historii przemyciła bardzo ważne kwestie i tematy. Powieść co prawda pojawiła się na rynku wydawniczym krótko po napisaniu, więc wiele kobiet mogło się w tamtym czasie utożsamić z Rose. Dzisiaj, zapewne pozostanie takim jednym z wielu źródeł wiedzy o czasach, w których kobiety zaczęły dbać o siebie i swoje życie. Jednym przywoła z pamięci czasy, w których się wychowywali, drugich po prostu rozdrażni swoją bezpośrednią klarownością.


„Za kogo ty się uważasz?” Alice Munro to świetnie napisana powieść, w której na pierwszy plan wysuwa się szkatułkowy obraz głównej bohaterki. Autorka po mistrzowsku nakreśliła jej charakter, nieudane relacje międzyludzkie, czy dylematy, z jakimi się borykała. Powieść, w której kłębi się wiele emocji, refleksji, zaś profesjonalna interpretacja lektorki znakomicie je tylko oddaje.


Polecam!





niedziela, 30 lipca 2017

Nadmorski Plener Czytelniczy w Gdyni, czyli klasyka w miniaturze :)





Ostatni weekend lipca to Nadmorski Plener Czytelniczy w Gdyni, czyli uczta dla książkoholików i jednocześnie pomysł na aktywne spędzenie wakacyjnego czasu, by połączyć przyjemne z pożytecznym. Byłam i bardzo się z tego cieszę. Nie byłam na Warszawskich Targach Książki, ale pasował mi wyjazd z wycieczką do Gdyni, idealnie wpasował mi się w termin pleneru. Miałam nadzieję spotkać wreszcie moje wspaniałe Autorki, które cenię i uwielbiam za to, kim są tak zupełnie prywatnie.























Pogoda dopisała w stu procentach, chociaż ostatnie dni, to po prostu masakra. Nie rozpieszcza nas lato w tym roku, a tu żniwa powinny być w rozkwicie. Gdynia przywitała nas słońcem, wiatrem, cudownym morzem rozciągającym się aż po horyzont, śpiewem mew, tuptających na murku gołębiami. Miasto ma swój urok i nikt mu tego nie odbierze. Plaża co prawda mała i po południu była już oblegana, że szpilki nikt by nie wcisnął, ale przyciąga. 

Nadmorski Plener Czytelniczy odbywał się w miłej atmosferze. Nie brakowało wystawców, autorów, spotkań literackich, ale przede wszystkim dopisali czytelnicy, których przewijała się masa. Trochę zawiodłam się liczbą wystawców, których miało być siedemdziesięciu, a zdecydowanie było ich mniej. Ale najważniejsze, wreszcie nadszedł ten czas, kiedy mogłam poznać Anitę Scharmach, Anię Kasiuk, Izabelę Milik, Sylwię Zientek oraz kilka wspaniałych osób, czytelniczek, znajomych z facebooka. Znałyśmy się wirtualnie, teraz mogłyśmy spojrzeć sobie w oczy i najzwyczajniej porozmawiać.


Anita Scharmach (po lewej) i ja :)


Anna Kasiuk (po lewej) i ja :)


Podpisuje Izabela Milik :) 

Rząd z tyłu, od lewej: Agnieszka Sonenberg, Ania Kasiu, Anita Scharmach.
Rząd dolny, od lewej: Monika Halman i ja :)


Spotkanie z Autorkami było miłe, sympatyczne, okraszone dobrym humorem, nieustannymi rozmowami, anegdotami. Ani Anita, ani Ania, czy Pani Iza nie stworzyły bariery typu Autor – bloger. Wszystkie rozmawiałyśmy w cudownej atmosferze, jakbyśmy znały się od lat, swobodnie, bez skrępowania, bez dystansu. Nie będę ukrywała, że spotkanie z Anitą czy Anią było zaplanowane wcześniej, na luzie, żeby wreszcie się poznać, zobaczyć, szczerze pogadać. Będę wspominała długo. Pozytywna energia, jaka płynie od tych wyjątkowych kobiet daje się odczuć od początku i nic nie jest w stanie zakłócić tego odbioru. Wspominam ciepło i tę energię zabrałam ze sobą. 

Zakupy i pamiątki :)

W cudownym klimacie odbyło się także spotkanie autorskie z Panią Sylwią Zientek, którą miałam okazję poznać osobiście na długo przed tym oficjalnym spotkaniem, gdzie otrzymałam autograf i chwilę, by zamienić chociaż kilka słów. 

Wspaniała kobieta, silna osobowość, ale przede wszystkim ciepła osoba, która zaraża optymizmem i skrupulatnością. Pani Sylwia na spotkaniu opowiedziała pewien wątek z trudnej przeszłości swojej rodziny, które zawarła w książce „Kolonia Marusia”, dotyczące Wołynia i wydarzeń tamtych lat. 

Pani Sylwia Zientek i Jerzy Kisielewski :)
O swoich twórczych początkach, inspiracjach czytelniczych. O swojej najnowszej książce „Hotel Varsovie” i pracą nad jej kontynuacją. O tym, skąd czerpie inspiracje, gdzie szuka źródeł niezwykle istotnych dla podejmowanych tematów w książce, o swoich fascynacjach literackich, o fascynacji twórczością Marii Komornickiej, ale też swoich pasjach dotyczących historii. Spotkanie ciekawe, inspirujące, mądre i w cudownym towarzystwie, bo prowadzącym był Jerzy Kisielewski.

Wróciłam do tej mojej codziennej rzeczywistości z uśmiechem na twarzy i pięknymi wspomnieniami. Z sentymentem żegnałam się z Autorkami, ale i z miastem, które zrobiło na mnie duże wrażenie. Jest pozytywny odbiór i tego się trzymam. 

Co zatem z klasyką w miniaturach? 

Moje zakupy :)




Kupiłam sobie trzy inspirujące tomiki wierszy naszych klasyków, wieszczy narodowych i Ewy Lipskiej w wydaniu miniaturowym. Nastawiłam się, że jeśli kupię jakiekolwiek książki, to szukać będę poezji. Mało, niewiele tej poezji na stoiskach. Wszystkie cztery książki kupiłam w promocyjnej cenie, za symboliczne 5 zł. Kiedy Pan sprzedający zobaczył, że biorę od nich wszystkie trzy, szybko spod lady wyciągnął Antologię „Podróż do Gdańska”. Za ile? Też za 5 zł. Boli, że poezji tak mało, ale za to jaka. Na Ewę Lipską trafić w takiej cenie, to rzecz niebywała. A nasi klasycy... Cóż, zadowolona jestem z zakupów. Już niektóre przejrzane i z nutą refleksji wybrane.





Pozdrawiam wszystkich, których miałam okazję poznać, wyściskać, porozmawiać :) Zakręconych, szalonych, zdystansowanych. Oby takich spotkań było jak najwięcej. Tego życzę przede wszystkim sobie, bo moje ograniczenia finansowe i logistyczne są jak na razie nie do przebicia, ale wierzę, że i te kiedyś się skończą.

Do następnego :) 



Zdobyte autografy :)



Pamiątka i prezent od Anitki :)







Pamiątka i zakładeczki od Ani :)








A tutaj relacja w pigułce z YT:)