sobota, 16 września 2017

Zapowiedzi Wydawnictwa Szara Godzina na październik :)



Październikowe, jesienne szaleństwo czeka na nas tuż za rogiem, rozpocznie się lada moment, dlatego warto mieć pod ręką ciekawe, inspirujące książki, które skutecznie rozwieją nastrój melancholii, czy wkradającej się chandry. 

Tym razem, propozycje od Wydawnictwa Szara Godzina :)



NA KOCIEWIU. TRYLOGIA

Anna Sakowicz



848 stron

Premiera: 05.10.2017

Pierwsze wydanie trylogii Na Kociewiu, na którą składają się powieści: Złodziejka marzeń, To się da!, Już nie uciekam.

Joanna postanawia iść na urlop zdrowotny, jednak zamiast odpoczywać musi wyjechać do Starogardu Gdańskiego, by zaopiekować się chorą ciocią. To początek licznych zaskakujących wydarzeń w życiu bohaterki, która pokochała Kociewie i tam postanowiła urzeczywistniać swoje marzenia. Jej historia rozśmiesza, wzrusza, ale i pobudza do refleksji, dając Czytelnikom sporą dawkę pozytywnej energii.

Do trylogii dołączony jest prezent – Żółta tabletka plus – na poprawę nastroju.












LEKCJA MARTWEJ MOWY

Paweł Jaszczuk



304 strony

Premiera 16.10.2017


Jakub Stern powraca!
Wojna z bolszewikami w 1920 roku, okupacja sowiecka Lwowa w 1939 roku, wydarzenia marcowe oraz interwencja wojsk Układu Warszawskiego w Czechosłowacji w 1968 roku, stanowią tło historyczne Lekcji martwej mowy, w którą wplątana została dziennikarska para: Jakub Stern i Wilga de Brie z przedwojennego „Kuriera”. 
Jakub Stern wraca do Lwowa z misją. Po co? Kto mu pomaga, a kto przeszkadza? Czego boi się Gomułka? Czym jeszcze nas zaskoczy nietuzinkowy dziennikarz?
Nowa powieść Pawła Jaszczuka to intrygująca mieszanka sensacji, emocji i tajemnic trzymająca w napięciu do ostatniej strony.












FORESTA UMBRA
Paweł Jaszczuk



240 stron

Premiera: 16.10.2017


Rok 1936. W Rowach, letniskowej miejscowości położonej nieopodal Lwowa, mają miejsce tajemnicze morderstwa kobiet. Oprócz policji, w śledztwo włączają się dziennikarze, w tym Jakub Stern, który gotów jest poświęcić nawet rodzinę, byle odnieść zawodowy sukces. Kłopoty z bliskimi, bezwzględna rywalizacja w pracy i ciągła presja czasu doprowadzają dziennikarza do załamania nerwowego.
Atmosfera powieści gęstnieje z każdą stroną książki, niecodzienne wydarzenia i niesamowite osoby sprawiają, że nic do końca nie jest oczywiste, a wokół budzi grozę Foresta Umbra…
Foresta Umbra to znakomita powieść psychologiczno-sensacyjna, która zapoczątkowała cykl przygód Jakuba Sterna i została nagrodzona Nagrodą Wielkiego Kalibru.
Obecne wydanie ukazuje się równolegle z nową historią bohatera w Lekcji martwej mowy.









ARTEFAKT UMYSŁU

Marian A.Nocoń




368 stron

Premiera: 16.10.2017

Victor Moss jest majorem amerykańskiej armii, Novak zaś sierżantem i zaufanym człowiekiem majora. Łączą ich braterstwo broni i więzi przyjaźni. W czasie rutynowego patrolu na terenie Iraku dochodzi do incydentu, w wyniku którego w ręce sierżanta Novaka wpada stary notes. To zdarzenie zmienia ich życie. Victor podąża śladami notesu od Iraku, przez inne kraje, aż po Polskę. Poznanie prawdy staje się jego obsesją i jednocześnie misją, która doprowadza go do niesamowitego odkrycia. 
Czy nić setonu – anagram notesu – pokieruje losami bohaterów niczym złota nić Ariadny i pozwoli sięgnąć po tajemnice biblijnej Mezopotamii? 

Pierwszy tom thrillera oparty na historycznych i starożytnych artefaktach, gdzie rzeczywistość przeplata się z fikcją a intryga i tajemnice nie opuszczają Czytelnika, dając sporą dawkę emocji i zaskakujących zwrotów akcji.

W przygotowaniu dwa kolejne tomy: Niezabliźniona nić i Zatokowa dewiacja, które ukażą się w 2018 roku.










TAM, GDZIE CZEKAŁ ANIOŁ

Dorota Schrammek



272 strony

Premiera: 24.10.2017


Mama dwójki dorosłych dzieci, którą przerastają problemy, wyjeżdża do Ueckermünde, by uporządkować swoje życie. Pomimo wielu obaw i lęków podejmuje pracę jako opiekunka starszego małżeństwa. Wkrótce na drodze bohaterki pojawiają się osoby, które zmieniają jej życie. Czy to przeznaczenie? Małe niemieckie miasteczko stopniowo staje się dla Beaty oazą spokoju, jednak ta pozorna równowaga zostaje zakłócona zaskakującymi wiadomościami.
Książka Tam, gdzie czekał anioł to pozytywna, pełna nadziei i przebaczenia oraz wiary w drugiego człowieka opowieść zmuszająca Czytelnika do przemyśleń nad swoim życiem.









Jestem ciekawa, które tytuły Was zaintrygowały? Ja, nie ukrywam, mam kilka wybranych, które chętnie bym przeczytała.


Szczegóły na: 
http://www.szaragodzina.pl/ksiazki/zapowiedzi.html

piątek, 15 września 2017

Kurs Pozytywnego Myślenia z „Wszystko mogę zacząć od nowa” Beaty Pawlikowskiej. Żyj i twórz swoje życie po swojemu





Wydawnictwo Edipresse Książki

Ilość stron: 234

Nowość wydawnicza


Wokół osoby Beaty Pawlikowskiej narosło tyle mitów, co zgrzytów i niewiarygodnego wręcz podziału na przeciwników, czy zwolenników Jej twórczości. Trochę dla mnie to dziwne, bo ja akurat mam zupełnie odmienne zdanie na temat tego, by wydawać książki na bazie własnych doświadczeń, bez jakiekolwiek przygotowania merytorycznego. W skrócie. Skoro wydawca chce to wydawać, to nic nikomu do tego, a to, czy sięgniecie po te książki, zależy od Was. Tak, jak właśnie ja teraz chcę Wam przedstawić jedną z Jej kolejnych pozycji, która trafiła do mnie zupełnie przypadkiem. Czy trzeba ukończyć kursy, by dzielić się swoim doświadczeniem? Nie. Bo nawet, jeśli ktoś powiedziałby tak, to na to wychodzi, że każda pani domu musiałaby mieć papierek na to, co robi, a między bajki można wsadzić stwierdzenie, że mają one duże znaczenie. Dla naszego osobistego spokoju może tak, bo znacznie większe znaczenie mają znajomości.

„Nigdy nie skończyłam żadnego kursu i nie dostałam żadnego pozwolenia na robienie tego, co robię. A jednak moje życie jest fantastyczne i pełne nowych zadań.”


„Wszystko mogę zacząć od nowa” to siódma książka, którą możemy czytać i notować swoje myśli. Przynajmniej do tego zachęca autorka. O ile nie ma w niej tonu moralizatorskiego, przyjmuję ją w całości. Od Was też zależy, jak podejdziecie do tego typu publikacji. W żadnym wypadku nie traktuję jej jako poradnika. Więc jako co, ktoś zapyta? Jako coś lekkiego na podsumowanie dnia, coś co ma przynieść mi odrobinę relaksu, wywołać uśmiech na mojej twarzy. Beata Pawlikowska motywuje swą pozytywną energią do działa nawet najbardziej zatwardziałego pesymistę. Co musiałoby się wydarzyć w naszym życiu, by sięgać po takie książki? Czy musiałby nastąpić jakiś ogromny przełom? 



W tej części dwunastotomowej serii autorka podejmuje temat naszego sposobu myślenia, dokonuje jego analizy pokazując na bazie kilku przykładów, że wszystko zależy od nas samych. To my stanowimy źródło swoich problemów łapczywie karmiąc się swoimi porażkami, kłopotami, plotkami, a to już krótka droga do negatywnych, pesymistycznych myśli. Zmiany są potrzebne każdemu. Bez względu na status społeczny, wiek, światopogląd, dlatego jeśli chcemy dokonać jakichkolwiek zmian w swoim życiu, musimy zacząć od siebie, od wewnętrznego „ja”.




No dobra. Odchodząc już od „złotych myśli” autorki podoba mi się sposób przedstawienia swoich sposobów walki o siebie w sposób wyważony, krótki, zwięzły, a nawet zabawny, przez odręczne rysunki, zapiski nagromadzonych myśli. Tu nie znajdziecie górnolotnych wywodów, czy propozycje niestworzonych ćwiczeń. Potraktujcie tę pozycję trochę z dystansu, przymrużeniem oka. Przynajmniej ja tak podeszłam, bo nie potrzebuję akurat żadnej terapii, a jeśli ktoś potrzebuje, to wybiera się do specjalisty.









„Wszystko mogę zacząć od nowa” może stać się takim mottem przewodnim dla nas samych. I, jak autorka akurat mądrze napisała: Żyj i twórz swoje po swojemu. Według własnych zasad, przekonań, bo jesteś wolnym człowiekiem i nikomu nic do tego. Ty masz czuć się dobrze z samym sobą.


Za egzemplarz dziękuję:







czwartek, 14 września 2017

„Fabrykanci. Burzliwe dzieje łódzkich bogaczy” Marcin Jakub Szymański, Błażej Torański. Od trudnej historii, po ludzkie radości i tragedie...






Wydawnictwo Zona Zero

Ilość stron: 320

Rok wydania: 2016


Książka nie jest typowym źródłem faktów historycznych, ale warto po nią sięgnąć i wtopić się w tamten świat, zupełnie inny od naszego pod względem gospodarczym, kulturowym i dziejowym. Nie bez znaczenia jest sposób narracji obrany przez autorów. Jak dla mnie ciekawy, intrygujący. W tej książce fakty podparte są pięknie wysnutą opowieścią, która tworzy rodzaj otoczki, by nie odstraszyć czytelnika surowością, czy wyważonym tonem. Przy tego typu książkach jest to niesamowicie ważne, jeśli nie najważniejsze. 


Łódź to miejsce, które od wieków kojarzyło się z przemysłem włókienniczym. Nic dziwnego, bo od początku dziejów budowano tu wielkie fabryki, dorabiano się fortun, ale też przechodziło zwykłe ludzkie dramaty. Łódź w swojej historii ma zarówno wzloty, jak i upadki. Chyba jak każda miejscowość mniejsza czy większa. Najcięższym okresem były oczywiście wojny światowe, grabieże majątków przez okupantów, a tuż po zakończeniu drugiej wojny, przejmowanie dziedzictwa kulturowego i gospodarczego przez rosyjskich wyzwolicieli. Tak było w całym kraju, gdzie przecież majątków i szacunku wśród miejscowych dorabiano się od podstaw, latami, a nawet pokoleniami.

„Osadnicy, którzy przybyli do Łodzi, związani byli głównie z produkcją tkanin. Byli to tkacze, prządkowie i postrzygacze wełny. Przyjeżdżali często z całymi warsztatami, które przywozili zazwyczaj z krajów niemieckich.”


Zdjęcie archiwalne z internetu


Opisanie w książce dziesięć najbardziej zasłużonych w dziejach fabrykanckiej Łodzi rodzin stanowiło dla autorów nie lada wyzwanie. Sztuką jest wysupłać z ich życia najważniejsze fakty i wydarzenia, by czytelnika zaciekawić, nie zanudzić, ale też zaintrygować. Każda z tych rodzin ma swoją odrębną historię, stała się elementem pewnej mozaiki. Łączyło ich bogactwo, wielka fortuna oraz estyma wielkiego przedsiębiorcy, którą to łatkę przypisywano każdemu, kto tylko w jakiś sposób przysłużył się gospodarczo i społecznie dla miasta. Łódź w czasach przedwojennych była chlubą narodową. Pasmo szczęśliwości, znakomitości oraz potęgi ekonomicznej przerywały ich osobiste, rodzinne tragedie, zazdrość, choroby, zdarzenia losowe, padali ofiarami morderstw, czy po prostu druga wojna światowa, po której fabrykanckie bogactwo już nigdy nie zdołało się podnieść.

„Koniec Łodzi fabrykanckiej przyniosła II wojna światowa. Sympatii do wkraczających Niemców nie było wiele, bo pamiętano jeszcze dobrze ich zachowanie sprzed dwudziestu lat. Brutalność i bezwzględność okupanta szybko ostudziły optymizm nielicznych sympatyków. Niewielu fabrykantów podjęło pełną współpracę z hitlerowcami, chociaż znaleźli się oczywiście i tacy.”

Tak więc era prężnie działających fabryk przemysłu włókienniczego na dobre rozwiązał czas wojny oraz powojenna propaganda, która na równi stawiała łódzkiego burżuja z prostym zwykłym człowiekiem. Jedni byli bardziej podatni na przekupstwo, inni mniej kierując się przy tym własnym wewnętrznym honorem i zasadami wyuczonymi przez lata. 


„Fabrykanci. Burzliwe dzieje łódzkich bogaczy” to świetna, bardzo ciekawa pozycja nie tylko dla pasjonatów historii, ale przede wszystkim dla tych, którzy lubią ciekawostki podpatrzonego życia codziennego dziesięciu najważniejszych bohaterów. Autorzy pokusili się o wyciągnięcie wielu mitów, plotek, które postanowili skonfrontować z prawdą. Jak pokazują na fortunę i bogactwo pracowało się różnie, bez zasad, jedni dorabiali się majątków odbijając się od dna, inni z wysokich szczebelków spadali na dno. Książka wzbogacona o archiwalne, czarno białe zdjęcia z różnych okresów miasta. Dla mnie to książka o jednostkach i indywidualnościach. Ciekawa, intrygująca, momentami tragiczna. 

Polecam!



Za egzemplarz dziękuję:









środa, 13 września 2017

„Rozmowa z botem” Piotr Sender. Przyszłość z krzywego zwierciadła...



Wydawnictwo Replika

Ilość stron: 335



Chociaż książka nie należy do nowości wydawniczych, śmiem twierdzić, że wielu z Was sprowokuje do tego, by po nią sięgnąć. Rzeczywistość przedstawiona przez autora jest wręcz przyszłością ukazaną w krzywym zwierciadle. Dlaczego w krzywym zwierciadle ktoś się zapyta. Bo coraz bardziej ludzkość zmierza ku temu, by sztuczna inteligencja, jak ma się w zwyczaju określać botów, wdzierała się w nasze życie, nawet niepostrzeżenie zagarniając sporą jego część. Coraz więcej czasu spędzamy przed monitorami wszelkiej maści, bez świadomości, jak wsiąkamy w wirtualną rzeczywistość, odcinając się zmysłami od otoczenia.


Julian planuje samobójstwo. Jednak zanim zapije środki nasenne piwem, pragnie dokonać nie tylko wewnętrznego rozrachunku, ale swoistej spowiedzi. Jakie było jego życie? Ciągłym pasmem stresów, niepowodzeń, poczucia niższości. Wieczne utyskiwania apodyktycznej matki, która na każdym kroku wypominała sobie, że nie zdecydowała się usunąć ciąży, do tego te wyjątkowo ohydne kary. Tyrania i przemoc mają destrukcyjny wpływ na dzieci. Julian nigdy nie zaznał od matki ciepła, miłości, nigdy z jej ust nie usłyszał pochwały, czy nie zobaczył jej uśmiechniętej, nie pamięta, po prostu nie wydarzyło się nic, co mógłby zachować w pamięci. To bohater dosyć osobliwy, wyrazisty i bardzo zagubiony w życiu. Następny ranek nie przynosi ukojenia. Te obrazy z przeszłości wciąż do niego wracają. Tak bardzo wrażliwy na śmierć innych, pragnie wreszcie umrzeć i mieć święty spokój. Czy wreszcie uda mu się zrealizować plan?

Piotr Sender przez wyjątkowo przemyślaną fabułę pokazuje nasze ludzkie choroby, wyżerające nas od wewnątrz. Największą z nich jest nieumiejętność budowania jakichkolwiek relacji z drugim człowiekiem. Częściej wybieramy obcych, albo sztuczne ekrany niż żywego człowieka, bliską nam osobę. Zamykamy się coraz częściej w plastikowej rzeczywistości myląc gadający komputer z organizmem, w którym bije prawdziwe serce. Julian jest bohaterem podobnym po trosze do każdego z nas. Zamykamy się w swojej samotności twierdząc, że nikt nas nie rozumie, że ze sobą samym, ze swoimi myślami, problemami jest lepiej. Samotność staje się znakiem rozpoznawczym współczesności. Nie umiemy rozmawiać z człowiekiem, z organizmem żywym, łatwiej przychodzi nam zwierzyć się komuś zupełnie obcemu, niż bliskim.





„Rozmowa z botem” Piotra Sendera to gorzka refleksja współczesnej rzeczywistości przesiąkniętej sztucznością, dramatem samotnych jednostek, ludzi szukających w rozpaczy kontaktu z kimkolwiek. To powieść, którą śmiało można traktować jak krzywe zwierciadło przyszłości z brakiem widoków na poprawę, bo błagalny ton, w jakim jest utrzymana, domagania Juliana czyjkolwiek uwagi, gorzkie słowa i tragiczna prawda są jak demony powracające w najmniej oczekiwanym momencie. Niech stanie się pretekstem do tego, by nie uciekać, ale nabrać odwagi i śmiałości, i bez niczyjej pomocy móc zmierzyć się z nimi. 

To książka, która powstała na bazie konkretnego pomysłu, napisana lekkim piórem, ale z głębokim przesłaniem i refleksją. Bez tradycyjnej budowy, czyli podziału na dialogi i opisy. Ale przesycona specyficznym językiem, który jest świetnym przekaźnikiem do tego, by ją zrozumieć.


Polecam.



Za egzemplarz dziękuję:






wtorek, 12 września 2017

„Kanarek w klatce na szafie” Artur Tołłoczko





Wydawnictwo Psychoskok

Ilość stron: 56, oprawa twarda

Nowość wydawnicza




„Pewnego dnia spotkałem na swojej drodze istnienie
Było ono naprawdę bardzo słabe
Właściwie to prawie go nie było
Zaopiekowałem się nim i zapragnąłem
poświęcić mu resztę swego życia”


Fragment wiersza „Kształt” znakomicie oddaje klimat poetyckiej metafory, użytej przez autora, która przewija się przez cały tomik. Ja poezji potrzebuję jak powietrza, dlatego za każdym razem cieszę się, kiedy wpadają w moje ręce tomiki wyjątkowe, osobliwe, takie, po które sięgać będę za każdym razem, gdy mój poetycki głód będzie naprawdę głęboki. Taka jest właśnie najnowsza propozycja Artura Tołłoczko „Kanarek w klatce na szafie”. Przyznacie sami, że tytuł dosyć ekstremalny, jakby abstrakcyjny. Gdyby odczytać go dosłownie, to inaczej się nie da, jak wyobrażając sobie kanarka w klatce na szafie, jednak myślę, że pod sensem dosłownym ukryta jest poezja niczym uwięziona w klatce i wyeksponowana na szafie, jak okaz do oglądania. Być może w taką stronę zmierza poezja, o którą wciąż walczą poeci, a współcześni zdają się jej nie pojmować.

Tomik Artura Tołłoczko otwiera wiersz „Krzywizny Cienia”, w którym podmiot liryczny opisuje swoje wewnętrzne odczucia po upadku w otchłań niebytu, z której jednak się wyzwolił i pokazuje nam jednocześnie, że z każdej matni, złego można śmiało się otrząsnąć. Wystarczy siła samozaparcia, chęci i świadomość, że ma się dla kogo i czego żyć: „Od tego czasu słońce wciąż śmieje się blaskiem/ A ja zdziwiony rozdmuchuję jedynie czasem/ Strzępy zapomnianego już cienia/ Pozostałość po bólach tworzenia”. 





W bardzo wyważonym tonie, komponującym zarówno chwile radości i pozytywnej energii są pozostałe wiersze, w których autor pochyla się nad ważnościami w życiu, nad emocjami i wrażliwością każdego człowieka, pokazując, jak na pewnym etapie życia wkrada się do naszego serca melancholia, tęsknota, budzi uczucie wewnętrznego spokoju: „Tęsknię do ciebie jak woda/ Spragniona plusku życia”. Co ważne, poeta dostrzega w kilku dosłownie wersach istotę prostoty, jej walory i metodyczny wpływ na nasze życie. Ta prostota w wierszach Artura Tołłoczko ujmuje nie tylko wizualnie, cztero, pięciowersami, ale nade wszystko głębią przekazu: „W prostocie wonnych traw zieleni/ W szczebiocie dzieci śmiejącego się lata/ Usłyszałem ciszę/ I zmęczony szept mrówki”. 

Autor skupia się na tym, co w jego mniemaniu ważne: śmiech dziecka, modlitwa, codzienne spotkanie z Bogiem, kontakt z drugim człowiekiem, miłość, wiara, stabilizacja, jaką daje rodzina, poczucie spełnienia, spokój. Niektóre z nich swą budową przypominają piosenki, posiadają rym, rytm, ujęte w słowa marzenia, kształty, rzeczywistość skropioną nutą goryczy, tęsknoty, radości, podziękowania za dotychczasowe osiągnięcia. Autor nie broni się przed stawianiem pytań, pisze o słabościach, zręcznie lawiruje między przedstawieniem swojego obrazu człowieka, a oczekiwaniami wobec siebie i niego, pokazuje emocje od strachu przez samotność i błogość zadowolenia. A jak opisuje siebie?

Piszę by żyć
Piszę by żyć by gasić żar który nie ustaje
Choć czasem przysypia
Na chwilę odczuwam ulgę
Lecz wkrótce znów powraca podmuch
Który przemienia żar w płomień
palący me wnętrze
I wtedy piszę
… by żyć




„Kanarek w klatce na szafie” Artura Tołłoczko to wiersze, które potrafią wzruszyć, poruszyć, zaskoczyć, ale też odkryć tajemnice ukryte gdzieś na dnie serca. To wiersze o sensie życia, przyjaźni, miłości, które poprzez emocjonalność pokazują osobliwości tak ważne w bycie człowieka jak chwile, ulotności codzienności, refleksje łapane gdzieś w przelocie. A wszystko idealnie skupione w białych wersach, rymach, niczym pieśni nucone po cichu, by niczego nie naruszyć.


Polecam!


Za egzemplarz dziękuję:






poniedziałek, 11 września 2017

„Tak sobie wyobrażałam śmierć” Johanna Mo. Tajemnicza, momentami mroczna, tragiczna...





Wydawnictwo Editio Black

Ilość stron: 320

Nowość wydawnicza


Czytałam już wiele książek z zabarwieniem kryminalnym, ale ta wyróżnia się zdecydowanie sposobem narracji, intrygującymi wątkami psychologicznymi wplecionymi do fabuły oraz ciekawą postacią głównej bohaterki Heleny, której autorka nakreśliła bardzo emocjonalny obraz trudnej, tragicznej przeszłości, co z góry wydawałoby się nie do udźwignięcia przez wrażliwość i kruchość kobiecej psychiki. Poniekąd tak jest, bo niewiele kobiet po śmierci dziecka udaje się w miarę sprawnie funkcjonować, wrócić do dawnego życia. I główne motywy, jakie pojawiają się w fabule są bardzo autentyczne, bo nie niemożliwe do tego, by miały miejsce. Akurat każdemu może się takie coś przydarzyć. Istotne jest także tło społeczne, które pozwala spojrzeć na problem Heleny z chłodnej perspektywy pozostałych bohaterów, współczujących, podziwiających, ale przecież niczym nie związanych z Heleną i jej tragiczną przeszłością.


Fabuła powieści każe nam się cofnąć o kilka lat, w momencie, kiedy Helena Mobacke wraca po dosyć długiej przerwie od pracy. Od razu zostaje rzucona na dosyć głęboką wodę, bo otrzymuje przydział sprawy dotyczącej śmierci młodego chłopaka, który został zepchnięty pod koła pociągu. Ilu świadków, tyle zeznań i narastających teorii. Śledztwo przynosi jeszcze więcej pytań i wątpliwości, co tropów i ślepych zaułków. Ale nie samo żmudne i skrupulatne śledztwo spędza Helenie sen z powiek. To przede wszystkim trauma, z jaką kobieta walczy na każdym kroku. A już pierwsze starcie przychodzi, kiedy jest zmuszona przekazać matce tamtego chłopca informację o śmierci syna. Niełatwe zadanie. Piętrzące się spekulacje i presja czasu, znajdują swoje ujście we wciąż krążącej pamięci, przywołującej obrazy ukochanego syna i mężczyzny, który nie mógł patrzeć na jej psychiczny i oralny upadek. Powrót do pracy zatem wydaje się czymś nadzwyczajnym i ratunkiem przed wewnętrznym rozpadem Heleny. 




Zarówno postać samej bohaterki, jak i tło społeczne, otoczenie, w jakim się obraca są zalążkiem do jej działania, pretekstem do tego, by wreszcie każdy, komu stanie na drodze przestał się zastanawiać, jak sobie radzi ze sobą i lękiem momentami obezwładniającym ciało. Bardzo ciekawie również autorka poprowadziła trzecioosobową narrację, która jeszcze bardziej podkreśla swoją perspektywę poprzez chłodne odwzorowanie oraz braku możliwości związania się uczuciowo czytelnika z Heleną. Pomiędzy rozdziały zaś zostały wsadzone obrazy, jakie relacjonuje nam morderca z ostatnich godzin życia swoich ofiar. Ten chłód, krótkie, konkretne zdania przypominają mi reportaż. Mnie osobiście to nie przeszkadza, bo lubię i ten gatunek literacki. 


Czytając tę powieść zastanawiałam się, w czym tkwi jej szyk? Myślę, że nie tylko w nietypowej narracji, ale wyrazistej bohaterce, z którą mimo chłodnego spojrzenia z treści, jako kobieta próbowałam dojść do zrozumienia jej sytuacji. Niesamowicie wielką siłą i samozaparciem trzeba się wykazać, by po takiej tragedii podnieść się i żyć dalej w zgodzie ze sobą. Tym mi bardzo zaimponowała.


„Tak sobie wyobrażałam śmierć” Johanny Mo to tajemnicza intryga, momentami mroczna i tragiczna fabuła, wyrazista bohaterka, która nie daje za wygraną, pokazując swoją siłę, odwagę i to, że niemożliwe jest możliwe, a ból po stracie najbliższej osoby wcale nie jest mały, nawet, gdy wraca się do pracy. To rodzaj psychologicznego spojrzenia na problem oddzielenia sprawy prywatnej od zawodowej. Polecam, bo jak na kryminał skandynawski, mimo że niewielkich rozmiarów jest bardzo wciągająca i elektryzująca.



Za egzemplarz dziękuję:






KONKURS! Zinterpretuj tytuł i wygraj tomik wierszy Konrada Sikory z autografem :)




Kochani!

"Napisani na ścianach" to tomik poezji Konrada Sikory, którego recenzję już mieliście okazję poznać u mnie na blogu dosyć dawno temu. Jako że Konrad rozpoczyna nowy etap współpracy, przesłał mi dwa egzemplarze, które z Jego osobistym autografem trafią do dwóch osób, które najciekawiej zinterpretują tytuł tomiku. Sama jestem ciekawa Waszych odpowiedzi :)

Zapoznajcie się także z zasadami konkursu.







• Organizatorem konkursu jest właścicielka bloga. Nagrody konkursowe przekazał autor - Konrad Sikora, ja również te nagrody rozsyłam

• Konkurs przeprowadzany jest na terenie Polski

• Konkurs rozpoczyna się dzisiaj i kończy 28.09 o godz. 23:59

• Konkurs przeprowadzany jest na podstawie niniejszego Regulaminu

• Uczestnikiem może być każda osoba pełnoletnia, która w razie wygranej będzie mogła podać polski adres do wysyłki

• Należy w komentarzu pod postem kreatywnie odpowiedzieć na pytanie zadane w poście konkursowym. Zinterpretujcie tytuł tomiku "Napisani na ścianach" Konrada Sikory. Interpretacja dowolna.

• Wygrywa osoba, której odpowiedź najbardziej przypadnie do gustu Autorowi (nie ukrywam, że liczę na pomoc Konrada w tej kwestii). Uczestnik przyjmuje do wiadomości, że wybór zwycięzcy jest czysto subiektywny i nie każdy musi się z nim zgodzić

• Ogłoszenie wyników nastąpi w ciągu 7 dni od zakończenia konkursu, zaś zwycięzca ma 48h na zgłoszenie się w wiadomości mailowej na adres stokrotka954@wp.pl, po tym czasie nagroda przepada

• Wysyłka nagród odbędzie się za pośrednictwem Poczty Polskiej w ciągu 7 dni od otrzymania danych adresowych

• Biorąc udział w konkursie uczestnik potwierdza że zapoznał się i akceptuje niniejszy Regulamin

• Nagroda przedstawiona jest na poniższym zdjęciu, w jej skład wchodzą dwa tomiki wierszy "Napisanych na ścianach" Konrada Sikory z osobistym autografem autora







• Brak możliwości wymiany nagrody na równowartość pieniężną

• Brak możliwości przenoszenia nagrody na kogoś innego

• Zwycięzca ponosi odpowiedzialność za dostarczenie danych niezbędnych do prawidłowego doręczenia nagrody: tj. imię i nazwisko, adres do korespondencji - informacja ta jest przetwarzana jedynie na potrzeby wysyłki nagrody, nie jest przechowywana ani udostępniana nikomu. Po potwierdzeniu otrzymania nagrody przez Laureata - dane te są usuwane.

• Wzięcie udziału w Konkursie jest równoznaczne z zaakceptowaniem niniejszego Regulaminu

• Uczestnik oświadcza, że jest właścicielem praw autorskich do pracy konkursowej i że powstała ona na potrzeby niniejszego Konkursu. Wykrycie plagiatu lub powtórnego użycia pracy jest równoznaczne z dyskwalifikacją Uczestnika

• W kwestiach nieuregulowanych tym regulaminem zastosowanie mają przepisy Kodeksu Cywilnego

Powodzenia!


niedziela, 10 września 2017

[Przedpremierowo] „Ciotka Poldi i sycylijskie lwy” Mario Giordano. Dobry humor, ekspresyjna bohaterka i zagadka kryminalna







Wydawnictwo Initium

Ilość stron: 400

Premiera: 12.09


Ciotka Poldi łamie wszelkie stereotypy o spokojnej starości, siedzenia na emeryturze w ciepłych kapciach. Ciotka Poldi to niesztampowa babka, której wigoru i jasności umysłu może pozazdrościć niejedna młoda osoba. Cieszę się, że miałam okazję ją poznać, oczywiście nie osobiście. Poldi przypomina mi Anitę, bohaterkę powieści Wandy Szymanowskiej „Kim, do diabła jest Anita”. Z tym że Anita była jeszcze starsza. Ale nie o wiek tu wcale chodzi, ale o osiągnięcia Poldi na płaszczyźnie dochodzeniowej. Okazuje się, że w wieku sześćdziesięciu lat można odkryć swoje życiowe powołanie i pokazać, że ma się na tym świecie jeszcze coś do zdziałania.

„Ciotka Poldi zaczynała dzień od prosecco na przebudzenie. Po nim wypijała espresso z prądem, a potem aplikowała sobie porządny strzał prądu bez espresso. Czasami, kiedy przypływy melancholii były wyjątkowo dotkliwe, wybierała się na spacer do Praioli, na małą, odludną, kamienistą plażę. Było to magiczne miejsce, z wodą jak przejrzysty płynny kobalt, poprzecinaną grudami lawy, wygładzonymi przez morskie pływy i przypominającymi rdzawe jaja dinozaurów. Zwykle była tam całkiem sama. Dopiero w środku lata na plażę ściągały rodziny, obładowane radioodbiornikami, koszami piknikowymi, lodówkami, dmuchanymi akcesoriami i parasolami przeciwsłonecznymi, zostawiając po sobie śmietnik. W październiku plaża zaczynała przypominać wysypisko śmieci, a zimą ulegała oczyszczeniu przez sztormy. Ciotka Poldi zanurzała czasem stopy w przejrzystej wodzie, wrzucała do morza jakiś wyjątkowo piękny okaz jaja dinozaura w darze dla wujka Peppe, składała dłonie i mówiła: „Namaste, życie”. A potem dodawała: „A pocałujcie wy mnie wszyscy w dupę”. O jedenastej przychodziła pora na pierwsze piwo pszeniczne, które wypijała przy dźwiękach rozkręconej na cały regulator Glorii Umberto Tozziego, który swym zawodzeniem mógłby doprowadzić do obłędu nawet syreny w Cieśninie Mesyńskiej. Kiedy odwiedzało nas moje kuzynostwo, ryczeliśmy do wtóru, tylko zamiast „Gloria” wyliśmy „Poldi”. Było to coś w rodzaju naszego hymnu.”

Poldi jest Niemką, która mieszkała w Bawarii, a poznajemy ją z perspektywy jej siostrzeńca, niespełnionego i niepoznanego jeszcze przez świat pisarza, który lubi ciotkę często odwiedzać. Kiedy mąż Poldi, z pochodzenia Sycylijczyk umiera, ta nie zamierza za długo czekać na swoją śmierć. Pakuje manatki i rusza do Sycylii. Tam ma do zrealizowania konkretny plan. Upić się, zatopić smutki i umrzeć zupełnie nieświadomie. Nic bardziej mylnego. Los dla Poldi wybrał inną drogę. Kiedy jej pomoc domowa w postaci przystojnego Valentino znika bez śladu, Poldi nie zamierza czekać z założonymi rękami aż policja wyjaśni jego tajemnicze zaginięcie. Rozpoczyna śledztwo na własną rękę. A jest detektywem wymagającym, dociekliwym, wnikliwym, szczególnie irytującym komisarza Montanę, który jasno daje jej do zrozumienia, że nie powinna wściubiać nosa w nie swoje sprawy. Poldi nie zważa nawet na groźby, które zaczynają wokół niej się piętrzyć, podobnie jak dziwna zmowa milczenia wokół niej. Aktywna sześćdziesięciolatka nie popuszcza nikomu. Bada, rozgryza wciąż pojawiające się tropy i podejrzenia o to, że Valentino najpewniej został zamordowany, bądź w najgorszym przypadku podpadł szerzącej się mafii. Dodatkowo, ciekawość i kolejne tajemnice przyniosą kawałki mozaiki. O co w tym wszystkim chodzi? Kto lub co odpowiada na wszystkie pytania i zagadki?




Ciotka Poldi jest bohaterką niesztampową, ekscentryczną i wciąż jeszcze atrakcyjną. Niejeden mężczyzna odwraca na jej widok głowę. Zresztą ona sama lubi się pokazywać w towarzystwie płci przeciwnej, szczególnie jeśli w zasięgu jej wzroku pojawia się pewien Włoch w mundurze. W dążeniu do celu jest bezkompromisowa, nic jej nie zatrzyma, jej wyobrażenia rosną w każdym rozdziale. Zaskakuje niecodziennym podejściem do życia, wciąż nakręcającą ją aktywnością, jakby ta magiczna cyferka określająca jej wiek zamiast ją tonować w zachowaniu, nawijała na spiralę energii, którą za wszelką cenę musi gdzieś wyładować. W ogóle, to zazdroszczę jej tego wigoru w tym wieku. Myślę, że wiele czytelniczek jej postać zmobilizuje do działania i aktywności. Poldi jest nie do podrobienia, potrafi być potulna, topić smutki w alkoholu, kiedy potrzeba tupnąć nogą, przekląć i nic nie robić z tego, co sądzą i myślą o niej inni. 

„Ciotka Poldi i sycylijskie lwy” Mario Giordano to lekka i przyjemna książka na długie jesienne wieczory, z odpowiednią dawką humoru, szczyptą kryminalnej zagadki i bardzo wyrazistą bohaterką, która zapadnie Wam głęboko w pamięć. To rodzaj komedii kryminalnej, w której nic nie jest jednoznaczne, przewidywalne, a jedyną osobą, która przejmuje się tragedią jest właśnie Poldi, nieodpuszczająca nikomu i niczemu. Lubi ryzyko, nie gardzi odwagą i narastającym poczuciem, że jeszcze jest komuś potrzebna i ma coś do zrobienia. 


„Ciotka Poldi i sycylijskie lwy” Mario Giordano jest pierwszym tomem otwierającym cykl historii o tej ekscentrycznej staruszce. 


Polecam!