sobota, 4 listopada 2017

„Wejrzenia” Jerzy Lucjan Woźniak. Poezja, którą warto zgłębiać się po kawałeczku, delektując się jej wydźwiękiem i merytorycznym przesłaniem...






Wydawca: IDEE books

Ilość stron: 47

Nowość wydawnicza




O sobie
coś we mnie siedzi
i wraz ze mną się biedzi
nade mną
 
jest we mnie od niepamięci
i tak się święci
na zawsze zostanie
 
robi mi różne psoty
i dziwoty
 
gdzie to jest we mnie
wciąż nie wiem
bo jest wszędzie


Takim oto wierszem poeta Jerzy Lucjan Woźniak określa siebie – z przymrużeniem oka, dystansem do siebie samego, humorem, ale cały tomik nie jest wcale utrzymany w takim tonie. Tomik ten dotyka ważnych kwestii, poważnie i jak na poetę przystało – z odpowiednią dozą wrażliwości.

Już samą bardzo niecodzienną i pomysłową okładką poeta zachęca, by wejrzeć poezji prosto w oczy. Tak, zdecydowanie tak bym to określiła – spróbuj wejrzeć poezji prosto w oczy, a przekonasz się ile ona ma Ci do zaoferowania. Jerzy Lucjan Woźniak to poeta z pełnym bagażem doświadczeń życiowych i ten pakiet w połączeniu z nienaganną obserwacją rzeczywistości, której poecie z racji nabytych umiejętności i mądrości, zdecydowanie dalej niż bliżej. Współczesność ma dzisiaj do zaoferowania mnóstwo pobocznych tematów do konwersacji, jednak poeta skupia się na tym, co w naszym życiu najważniejsze – na uczuciach i potrzebie bliskości drugiego człowieka, jednocześnie wytyka wszelkie bolączki dzisiejszego świata. Poeta bardzo dobitnie porusza ten temat w wierszu „Ziemia”: „wewnątrz gorąca// a na powierzchni?// galimatias wielki/ łączony zuchwałością i niewiedzą/ grozi jej zagładą”.


Pozwoliłam sobie na dosyć nietypowy zabieg w omawianiu tomiku, bo zaczęłam od przytoczenia treści trzeciego z rzędu wiersza, by powrócić do tego, który tomik otwiera. Wiersz „Ogrody” trafnie określa chaotyczny świat współczesnego człowieka – mieszkańca plany Ziemia. Poecie nie potrzeba metafor, by rozwinąć przed odbiorą obraz świadomości człowieczeństwa: „spłynie na ciebie z którymś świtem/ lub z którymś cierpieniem/ światło wyrażania siebie/ i upłynie jeszcze trochę czasu/ nim zrozumiesz na czym polega - / będzie lekarstwem podnoszącym z kolan// ani pomyślisz że masz być sobą - / bo będzie w tobie jak krew i myśl/ a nawet na tobie jak rzep/ wczepiony w sztruksową kurtkę/ łagodzący strach/ przed upływającym czasem”. 


Wiersze pana Jerzego zachwycają prostotą komunikacji, nadając im osobliwy ton i wydźwięk poruszanych tematów. Poeta bowiem w sugestywny sposób przygląda się życiu ze wszelkich stron, nadaje znaczeniom nowe kody znaczeń, jak w wierszu „Poezja”, poeta wskazuje, jakim „okrętem maleńkim w spienionej rzece” może być poezja w codzienności pozbawionej głębszego sensu, lecz twórca „trzymam się i bronię/ niepomny że się chylę/ wciąż wierzę w jego moc/ jak umierający chce wierzyć/ w nieśmiertelność” dzielnie broni symboliki poezji. Toczy wewnętrzną walkę z symbolami współczesności – chaotycznej, zagubionej, krzykliwej, brnącej w pośpiechu do nieuchronności następstw.


Poeta coraz częściej pochyla się nad świadomością śmierci poruszając w swych wierszach sentymentalne spacery po cmentarzach, tworząc tym samym specyficzną aurę, wspomina tych, którzy odeszli, wyraźnie i bezpośrednio mówi o schyłku życia, jako części naszej egzystencji. Poeta starannie dobiera słowa, waży ciężar każdego znaczenia, nie boi się stawiać pytań, formułuje nowe definicje, precyzuje skazy, nabiera z wartości życia więcej niż to możliwe chłonąc wszelkie obrazy, godząc się na to co daje los.




Jerzy Lucjan Woźniak to poeta szczery, precyzyjny i konkretny. Jego mowa poetycka wybrzmiewa wyraźną sensualnością odczuwaną każdym zmysłem i częścią ciała. Poeta wyraźnie kształtuje swoją dykcję poetycką rysując słowem przed odbiorcą schludne gesty i swoją życiową mądrość, którą nabył zatapiając się w sens bytu, odkrywając jego nowe obrazy: „codzienność więzi jak lawa/ z wulkanu który w tobie aktywny// w tyglu wytapia/ właściwe myśli choć czasem niedorzeczne/ koncentrujesz się do wiersza/ który może wszystko// urządzasz od nowa swoje wnętrze/ meble dokupujesz nowe/ podczas snu/ i na jawie// nagle kształtuje się nowy horyzont/ wpatrując się w coraz jaśniejsze światłocienie/ widzisz sens dotychczas nieznany”.


Poeta nie boi się zwracać naszej uwagi na najważniejsze wartości w naszym życiu, o priorytetach wypracowywanych latami, ale o których przypominamy sobie dopiero w bezwzględności chwili, która bardzo często nie pozostawia nam żadnej drogi odwetu. Poeta mówi o naszej pozorności, często żyjemy pozornie, zagubieni w sieci codzienności błądzimy jak dzieci we mgle, pozornie układając nowe elementy – meble, by na pierwszy rzut okiem nie było widać defektów.


„Wejrzenia” to poezja, którą warto zgłębiać się po kawałeczku, delektując się jej wydźwiękiem i merytorycznym przesłaniem. To poezja sensualna, wrażliwa, pytająca, ale wcale nie udzielająca odpowiedzi. To poezja budująca nowe znaczenia i zmuszająca do głębszej refleksji.

Szczerze polecam!



Za tomik dziękuję autorowi






Jerzy Lucjan Woźniak

Urodzony w 1939 r., mieszka w Sosnowcu. Debiutował w katowickich Poglądach w roku 1983. Publikował wiersze w Tygodniku Kulturalnym, Poezji, Miesięczniku Literackim, Piśmie Literacko- Artystycznym, Sosnarcie, Akcencie, Śląsku, Pograniczach, Akancie, Toposie. Także wiersze i rozmowy na antenie radia: Szczecin, Katowice, Sosnowiec (dwukrotnie), Kraków radio Alfa (dwukrotnie).


W następujących latach wydał tomiki poetyckie: Pod skórą 1991, Rózga światła 1991, Szelest czasu 1993, Z oczu bielmo, z serca strach 1998, W Tatrach 2001, wydanie rozszerzone i uzupełnione 2013, Korowanie pokory 2003, Samotność kota 2005, Ślimak na asfalcie 2009, Drzewa przy drodze 2014 – wybór wierszy, Ciężar cienia 2014, Wejrzenia 2017.

Książki w Internecie: Sercu najbliżej do poezji, W Tatrach – wydanie rozszerzone i uzupełnione. 

Opowiadania i eseje drukował: Zeszyty Literackie, Pogranicza, Śląsk, Akant, Kurier Literacki, Sosnart. Pisuje również recenzje: Śląsk, Akant, Kurier Literacki, Migotania Przejaśnienia.

Obecny w antologii Tatry i poeci, wydanej w koedycji Biblioteki Narodowej i Państwowego Instytutu Wydawniczego 2007 r. także w antologiach Zagłębie poetów 2002 r. i Pisarze z Zagłębia 2010 r. oraz w antologii poezji współczesnej Węzły, sukienki żagle 2013 r. Również jego wiersze znalazły się w kilku pokonkursowych almanachach. Niektóre wiersze były tłumaczone na język jidisz, rosyjski i niemiecki.

Nagrody i wyróżnienia: jedno z pięciu równorzędnych wyróżnień w konkursie na pastisz Herbertowski zorganizowanym przez szczeciński dwumiesięcznik kulturalny Pogranicza; Nagroda Artystyczna miasta Sosnowca za całokształt twórczości 2015 r., a także ministerialna odznaka honorowa Zasłużony dla Kultury Polskiej w r.2015. 

Wyniki konkursu z książką "Bez wytchnienia" Michała Matuszaka :)









Kochani!

Dzisiaj mam dla Was miłe wiadomości. Za chwilę nastąpi rozstrzygnięcie konkursu z książką "Bez wytchnienia" Michała Matuszaka, a wieczorem wyniki kolejnego konkursu. Na początek bardzo Wam dziękujemy za udział. Jak zwykle, wybór nie był łatwy, ale o wszystkim opowie Wam Michał:

"Bardzo chciałbym podziękować za udział w konkursie. Każda z odpowiedzi czymś mnie zaskoczyła, lecz nagrody są tylko trzy, stąd 
egzemplarz papierowy otrzymuje Gosia, a e-booki trafią w ręce Nieidentycznej oraz Basi. 
Gratuluję i życzę spędzenia dobrych chwil z lekturą "Bez wytchnienia".
Wszystkich uczestników, jak i organizatorkę Agnieszkę Krizel, serdecznie pozdrawiam."
Michał Matuszak





Gratuluję serdecznie!

Przez 48 godz. czekam na Wasze adresy, na: stokrotka954@wp.pl

Panie, które wygrały e-booka proszę o deklarację, czy przyjmują nagrodę w tej postaci, a jeśli tak, to poproszę adres inny niż gmail.


Dziękuję i pozdrawiam :) 

czwartek, 2 listopada 2017

„Jutro będzie normalnie” Agnieszka Lis. Nic nie jest oczywiste, a wraz z nadejściem jutra może być tylko lepiej, normalniej...







Wydawnictwo: Czwarta Strona

Ilość stron: 244

Nowość wydawnicza



Przyznam szczerze, że już dawno miałam ochotę poznać twórczość autorki. Wiele słyszałam i czytałam dobrych, pozytywnych opinii o Jej książkach, tym bardziej mój apetyt czytelniczy rósł. Dlatego też jestem pod wrażeniem zręczności i lekkości pióra autorki, która pod pozornie prostą historią, napisaną jakby w formie pamiętnika, zawarła całą gamę emocji i bardzo autentycznych bohaterów, nie stwarzając przy tym żadnych barier, by wniknąć do ich świata i obserwować ich życie.


Ileż w tej historii afektów, poruszających i wzruszających sytuacji i mądrości życiowych, aż czyta się pełną piersią i z przyjemnością poleca się innym. Autorka podzieliła książkę, a tym samym opowieść o Małgosi na pory roku widzianą jej oczyma i z jej punktu widzenia. Pierwszoosobowa narracja pozwala na wczucie się w jej sytuację życiową jeszcze bardziej, a tym samym zmuszając nas do głębszej refleksji. I tutaj ważne jest też dopowiedzenie tego, że opowieść ta w większej mierze składa się z przemyśleń Małgosi, zdecydowanie mniej typowo zapisanych dialogów – konwersacji między bohaterami.


A bohaterki nie da się nie polubić. Jej życiorys podobny jest milionów kobiet na tym świecie i bez wątpienia każda odnajdzie w niej cząstkę siebie. Poznajemy świat Małgosi skupiony na urzędniczej pracy, ścieraniem się codziennie z utyskującą na nią teściową, opieką nad czteroletnim synkiem. Ta codzienna rzeczywistość dopięta na ostatni guzik niejednego wytrąciłaby z równowagi. Podziwiałam Małgosię za jej anielską cierpliwość do teściowej, naprawdę, wiele zniosła uwag od starszej kobiety. Los jednak przyszykował dla niej wiele niespodzianek. Małgosia, jak każda kobieta ma marzenia, szczególnie specyficzne, jeśli dotyczy ono własnego domku na przedmieściach. Zanim jednak zacznie snuć jakiekolwiek marzenia, zajdzie w jej życiu ogromna rewolucja. Zmiany na gruncie zawodowym i rodzinnym.




Autorka bardzo sugestywnie porusza w swojej powieści kilka istotnych wątków. O ile dziwiłam się Małgosi cierpliwości do teściowej, nie mniej wrażeń i cisnących się na usta pytań i wątpliwości dostarczał jej mąż, Zbyszek. Autorka nie ułatwiała w żaden sposób życia Małgosi. Kobieta przeszła w nim niemało wyboistych dróg. Dzieciństwo w domu dziecka, chora siostra. Pozornie szczęśliwe małżeństwo, wiecznie krytykująca teściowa. Nawet Cyprianek w pewnym momencie się zbuntuje. Małgosia ma jednak szczęście do obcych ludzi i to, czego nie mogła znaleźć na gruncie prywatnym, łatwiej zyskała na zawodowym.


Agnieszka Lis znakomicie stworzyła więź między czytelnikiem a Małgosią. Nie przekoloryzowuje swoich bohaterów, wikła ich w autentyczne sytuacje, co i rusz zaskakuje zwrotem akcji w najmniej oczekiwanym momencie dając w ten sposób do zrozumienia, że w życiu nic nie jest jednoznaczne, a los bywa naprawdę przewrotny i potrafi odpłacić za poniesione przez bliską nam osobę krzywdy. Pierwszoosobowa narracja pozwala na wejście w świat Małgosi i jej punkt spojrzenia jeszcze bardziej dogłębnie, zmuszając nas poniekąd do polemiki nad jej decyzjami i świadomymi wyborami.


„Jutro będzie normalnie” Agnieszki Lis to książka, którą warto poznać. Zmusza do refleksji, stawia przed nami pytania nie udzielając żadnych odpowiedzi. To tylko na pozór prosta historia i podobni do nas bohaterowie, ale w głębszej warstwie czeka na nas mądre przesłanie.

Warto! Szczerze polecam!


Za egzemplarz dziękuję:






środa, 1 listopada 2017

„Kolonia Marusia” Sylwia Zientek. Trudna, sugestywna, niezwykle emocjonalna, momentami wstrząsająca... ku pamięci...






Wydawnictwo: W.A.B.

Ilość stron: 240


Tę książkę czyta się po kawałeczku, bo jej ciężar merytoryczny przytłacza swoją szczerością, bezpośredniością, ale przede wszystkim trudną tematyką, przesyconą traumą dzieciństwa, dojmującymi relacjami międzyludzkimi oraz głębią przekazu. Sylwia Zientek stworzyła coś na zasadzie osobistej spowiedzi, by traumatyczną historią swojej rodziny podzielić się z czytelnikami dając tym samym sobie samej balans między rozdzierającymi serce wspomnieniami, a bezpretensjonalnością rzeczywistości, która potrafi przytłoczyć nawet najsilniejszą jednostkę.


Nie wszyscy znają przeszłość rodzinną autorki, która rozpoczęła się na Wołyniu, tuż przed drugą wojną światową, kiedy między Polakami a Ukraińcami nie dochodziło do starć, żyli między sobą w zgodzie. Kolonia Marusia była wyjątkowa nie tylko pod względami krajobrazowymi. Autorka nie szczędzi nam barwnych opisów okolic, ale też niesamowitych emocji, jakie w owym czasie towarzyszyły Jej bohaterom. W takich sielskich okolicznościach żyją młodzi państwo Błońscy, którzy dorabiają się swojego wielkiego majątku i szacunku wśród najbliższych sąsiadów. Kiedy banderowcy napadają na polskie osady, dokonując szaleńczych mordów na zamieszkujących Polakach, nie wszyscy są przekonani, że Ukraińcy chcą wymordować wszystkich. W nielicznych jednostkach tli się nadzieja, że jest dla uciekających jakiś ratunek, że Ukraińcy się opamiętają. Nic bardziej mylnego. Młoda Konstancja wiedziona instynktem zmusza swojego męża i dzieci do ucieczki. Takim sposobem znajdują się w Polsce. W trudnych warunkach powojennych dorasta Halina. Przyszła matka Sylwii. Jesteśmy świadkami jej wewnętrznego upadku, popadania w nałogi, gnuśności i wiecznej żałości do całego świata, do romansującego męża. Obserwatorką tego jest dorastająca Sylwia. 





Te osobiste wyznania autorki, odzierania się ze wspomnień, traumatycznej przeszłości, świadomości upadku moralnego rodzonej matki nie są dobrym bodźcem na przyszłość dla dorastającej dziewczyny, która szczerze i bardzo sugestywnie opowiada o swoim dzieciństwie i wieku dojrzewania, a nawet i późniejszym okresie, kiedy już jako matka musiała zmagać się z powracającymi w snach traumami. Ten ciężki bagaż doświadczeń, jaki spotkał przodków autorki ciągnie się przez wiele pokoleń. Autorka wielokrotnie przywoływała sytuacje, w jakich musiała stawić czoła własnym lękom, a nawet walczyć z powracającą depresją. Najgorsze jest to, że nieustannie dostarczała dowodów przewijającej się, dziedziczonej nieumiejętności budowania relacji między najbliższymi. Niedomówienia, brak bliskości, poczucia bezpieczeństwa, oziębłość, krytykowanie.

„Matka nigdy mnie nie przytulała i nie okazywała czułości. Trudno o bardziej banalną skargę, a jednak tak było. Sama tak właśnie była wychowana. Skarżyła się czasami, że babcia była osobą oschłą, często karciła dzieci, rozdzielała razy mokrą ścierką i nigdy nie okazywała cieplejszych uczuć.”


Wielowątkowość tej powieści, niewyszukany język, prostota przekazu są jej niepodważalnymi atutami. Trzecioosobowa narracja, powroty do przeszłości, obrazy ludobójstwa powodują w nas niesamowitą mieszankę emocji. Przy niektórych scenach musiałam przerywać czytanie, by nabrać tchu i powstrzymać łzy, bo te, w których ofiarami były dzieci wywoływały w mnie narastający bunt i serię pytań o sensowność tych śmierci.


To nie tylko książka o ludobójstwie na Wołyniu. Do pewnych podejmowanych tematów trzeba dojrzeć. Myślę, że tak jest i w tym przypadku. Przeszłości i historii nie zmienimy, trzeba się z nią zmierzyć, pogodzić, odłożyć na bok, ale pamiętać. Pielęgnować tę pamięć w najdrobniejszych szczegółach. 



„Kolonia Marusia” Sylwii Zientek wzrusza i porusza, momentami wstrząsa naszą świadomością, zmusza do głębszej refleksji. To powieść wielowątkowa, szczera, niczym próba rozliczenia się z trudną przeszłością. To książka niecodzienna, na pewno nie lekka, taka, którą czyta się ze łzami w oczach i takim odczuciu przytłaczającej autorkę przeszłości. Emocjonalna, niezwykle sugestywna, refleksyjna. Na pewno zostanie z Wami na bardzo długo.

Szczerze polecam jako lekturę obowiązkową!


wtorek, 31 października 2017

[Rekomendacja] „Brzydal i bestia” Wojciech Hrehorowicz. Zaskakująca, intrygująca, poruszająca zmysły i emocje...





Wydawnictwo Novae Res

Ilość stron: 300

Nowość wydawnicza


Na pozór historia o miłości, ale w głębszej warstwie merytorycznej intrygująca od samego początku historia dwojga ludzi, których łączy miłość nieposkromiona, szalona, taka, która powoduje i śmiech, i łzy, wzruszająca i poruszająca. Dwa spojrzenia na każdą sytuację – dwugłos narracyjny jeszcze bardziej ją urozmaica i dodaje pikanterii. Hrehorowicz stworzył zupełnie inną, nietypową powieść, której kanwą jest związek tych dwojga. I jak to bywa w związkach, na początku jest sielanka, a bohaterowie jakby oderwani od czasu i przestrzeni, w końcu zakochani czasu nie liczą. 


Autor znakomicie skupił się na stopniowym odsłanianiu napięcia towarzyszącemu przy czytaniu. Dawkuje nam to uczucie po kawałku, koncentrując się na ich stanach emocjonalnych, psychicznych, ukazując złożoność ludzkiej psychiki odczytującej te same sytuacje i zdarzenia w dwojaki sposób, ilu ludzi tyle spostrzeżeń. Dede i Wiktor – duet niedoskonały. Skumulowana wartość względnych pojęć. Wiktor to mężczyzna nadzwyczaj przeciętny, niczym się nie wyróżniający poza otwartością umysłu, bystrością i imponującą inteligencją. Dominika to typ aspołeczny, ukrywający się przed światem z własnego wyboru, w przeszłości doznała wielu krzywd i by teraz nie doznać tego powtórnie skutecznie buduje wszelkie bariery. Wyróżnia ją nieskazitelna uroda, piękno fizyczne oraz z upływem czasu, jak się przekonamy, niewzruszony podły charakterek, który da o sobie znać w najmniej oczekiwanym momencie.




Związek tych dwojga przypomina mi świetny film „Pan i pani Smith”. Jak kochać to na śmierć, jak żyć, to w pełnym tego słowa znaczeniu, skutecznie uprzykrzając życie drugiemu, przedkładając dobro tylko na swoją korzyść. I podobnie jest tutaj. Los bywa przewrotny dając nam wyraźnie do zrozumienia, że tu przypadków nie znajdziecie, nic nie jest jednoznaczne, do końca określone, zawsze jest ten element zaskoczenia, jak w tym przypadku zakończenie. Bywają momenty w życiu, których nie jesteśmy w stanie określić palpacyjnie, zdroworozsądkowo. Nawet, jeśli chodzi o wzajemne relacje.


Styl autora przypomina dramat w kilku aktach. Każdy rozdział to osobny „akt” - stopniuje napięcie i ciekawość posługując się całą paletą emocji, zaskakuje niekonwencjonalnym zwrotem akcji, skupiając się na psychicznych stanach swoich bohaterów. Dodatkowym atutem tej historii jest kompletnie oniryczne zakończenie. Czytelnik już nie wie, czy to, co opowiedziało mu tych dwoje bohaterów jest prawdą, czy tylko wyimaginowaną, wydobytym z cienia wewnętrznym niepokojem, rzeczywistość zmodyfikowaną.


Bez wątpienia to powieść bardzo nietypowa, która od pierwszych wersów intryguje, zadziwia niecodzienną polszczyzną, taką, której w dzisiejszej rzeczywistości prawie się nie używa, ciętym językiem, lekkim stylem i iskrzącą niemal fabułą, której główną ścieżką jest właśnie wątek tej jakże uzupełniającej się miłości. Pod metaforycznym tytułem kryje się zaś wiele znaczeń, które czytelnik rozszyfruje każdy na swój sposób. A po lekturze zadamy sobie wiele pytań o jego zasadność, bo bestia kryje się w każdym z nas. Zbudzona gdzieś z dna serca roszcząca sobie prawa do naszych bezwzględnych zachowań, wahań psychicznych, rozchwianych emocjonalnie wyobrażeń.


Mądra, zmuszająca do głębszych refleksji książka, która bardzo Was poruszy i wierzę, że zostanie z Wami na bardzo długo. Szczerze polecam!


Za możliwość zapoznania się z treścią książki przed premierą, rekomendację, dziękuję:







Zaproszenie na spotkanie autorskie z Reginą Brett :)



W tym roku, po trzech latach po ostatnim tytule, Regina Brett powraca do Polski z nową książką. „Kochaj. 50 lekcji jak pokochać siebie, swoje życie i ludzi wokół” – to bardzo osobista, wyjątkowa książka Reginy. Autorka dedykuje ją „wszystkim zranionym, wszystkim, którzy kochają zranionych oraz tym, którzy są nieświadomi własnych ran” – więc tak naprawdę nam wszystkim. Chce, aby każdy po przeczytaniu tej książki pokochał siebie, swoje życie i otaczających cię ludzi.







Najnowsza, niezwykle osobista książka Reginy Brett, autorki bestsellerów Bóg nigdy nie mruga, Jesteś cudem, Bóg zawsze znajdzie ci pracę i Twój dziennik.


"Ta książka nie jest dla każdego. Napisałam ją z myślą o tych, którzy zostali zranieni albo kochają zranionych, ale i dla tych, którzy są nieświadomi własnych ran, chociaż innym wydają się one oczywiste.
No dobrze, wygląda na to, że ta książka jest dla każdego.
Głodna miłości – tak czułam się przez wiele lat mojego życia. I wiem, że nie jestem w tym odosobniona.
Przeżyłam wiele trudnych chwil. Dziś potrafię spojrzeć wstecz i dostrzec dar w każdym z moich doświadczeń. Gdybym mogła wybierać z menu życia, nigdy nie zdecydowałabym się na większość sytuacji, które mi się przytrafiły – a mimo to żadnej nie żałuję. Każde doznanie i każdy związek uczyniły mnie tą osobą, którą jestem. Dziś wreszcie mogę powiedzieć, że kocham ją całym sercem.
Pragnę, żebyś i ty ze wszystkich sił pokochał siebie, swoje życie i otaczających cię ludzi."

REGINA BRETT




poniedziałek, 30 października 2017

Trzeci cykl literacko - kulturalny. Opowiedz, jakim jesteś czytelnikiem i wygraj :)







Kochani!

Nastał nostalgiczny czas, wypierany często przez słotę za oknem, dlatego też aby Wam go umilić, mam dla Was propozycję. Rozpoczynamy trzeci cykl literacko – kulturalny. Miałam zrobić już to we wrześniu, ale jakoś w ogóle nie miałam nastroju. Trzecia część cyklu będzie dotyczyła tego, czego szukacie w literaturze.


Tak, były hasła promujące czytelnictwo, były najczęściej popełniane grzechy językowe, teraz przyszedł czas na coś przyjemniejszego. Opowiedzcie mi, jakimi jesteście czytelnikami. Czego szukacie w literaturze, książkach? Jak zmieniały się Wasze gusty czytelnicze? Czy jesteście im wierni? Każdy z nas jest inny i co innego czyta. Niekoniecznie mam na myśli tylko prozę. Może są wśród Was osoby, które kompletnie mnie zaskoczą? Chciałabym znać Wasze historie czytelnicze. Jakimi jesteście czytelnikami? Wybrednymi, czy raczej nie gardzicie żadnym gatunkiem?

Opowiedzcie mi o tym.



Na ten temat wypowiadacie się w komentarzach pod tym postem do 04 marca 2018 r. do godz. 23:59

Interpretacja tematu dowolna.



Zwycięży najciekawsza odpowiedź. Jeśli będzie ich dużo i będę miała problem z wyłonieniem jednej osoby, poproszę jak zawsze moich niezależnych znajomych, na których nigdy się nie zawiodłam, mogłam liczyć na ich zdanie i opinię. Oczywiście odbędzie się to na zasadzie przyznawania punktów. Czymś będę musiała się podeprzeć, ale i tak, mam nadzieję, że zdecyduje tylko i wyłącznie moje zdanie. 


Udostępnijcie post konkursowy u siebie. Będzie mi miło, jeśli polubicie mój profil faceboowy, jeśli jeszcze nie lubicie.


Nagrodą są gadżety widoczne na zdjęciu poniżej, których sponsorami są: Wydawnictwo Literackie Białe Pióro (torba bawełniana i zakładki), Anna Sakowicz (książka "Żółta tabletka plus" z dedykacją) oraz ja (dowolnie wybrane dwa kolory zakładek i kartka z pozdrowieniami z Borów Tucholskich). Nagrodę wyślę również ja.





Powodzenia!


„www.john” Edyta Kulczak. Refleksja liryczna i czułość poezji pełnej metaforycznych zestawień czasoprzestrzeni...






Wydawnictwo Kontekst

Ilość stron: 52

Nowość wydawnicza



Do moich rąk trafiają tomiki wyjątkowe, takie, które degustuje się z przyjemnością, wytwarzając przy tym niespożyte ilorazy niejednoznacznych obrazów i inspiracji. Tak jest za każdym razem, kiedy pani Edyta Kulczak dzieli się ze mną swoją subtelną, pełną wyrafinowanego gustu poezją, która za każdym razem również stanowi dla mnie źródło dowodów, jakoby poezja była wciąż otwartą księgą, odsłaniała swoją uniwersalność i ponadczasowość, ale przede wszystkim budzi głębsze refleksje i pokazuje, że w tym temacie jeszcze nie wszystko zostało powiedziane.


Najnowszy tomik poetki wychodzi naprzeciw nowatorskim pomysłom i współczesnemu czytelnikowi, który już dzięki samemu tytułowi zainteresuje się jego treścią. O pomyśle na Johna, autorka wspominała już szybciej, przy okazji naszego spotkania. Ta przypadkowa i zupełnie niewinna rozmowa dzięki komunikatorowi komputerowemu stała się przytykiem do tego, by stworzyć Johna na potrzeby wierszy, a mówi o tym chociażby wiersz otwierający tomik „kim jest John”: „czas i przestrzeń nie liczą się dla Johna/ miesza noc z dniem z grubsza mówiąc/ idzie spać gdy ja wstaję/ może być wszędzie albo nie istnieć w ogóle/ wypatruję go na globusie w Vancouver/ czasem za oknem gdy sąsiad wsiada do auta/ powiększam do maksimum zamykam do zera/ badam każdy piksel jego ust oczu nóg rąk [...]”




A więc osoba Johna jest całkowicie fikcyjna, a poetka bawi się słowem, by urealnić go, przedstawić jako prototyp ludzkiej jednostki. Dzisiaj świat fikcyjny, zamknięty w pudełkach sieciowych daje nam wszechstronność działań i jak się okazuje może być świetną inspiracją do tego, by stworzyć cykl wierszy poświęconych komuś, kto realnie nie istnieje, chociaż, gdyby przyjrzeć się temu z drugiej strony, takich Johnów może być wokół nas wielu, mnóstwo nawet. Takim Johanem może być tak naprawdę każdy z nas.


Kulczak żongluje słowem, za każdym razem stwarzając wokół odbiorcy swoisty charakterystyczny klimat. Opowiada mu o otaczającej rzeczywistości, wyrzuca z siebie żałości minionych, utraconych w niej chwil, roztrwonionych w pędzie współczesnego świata, próbuje stworzyć ich wzajemne relacje na potrzeby wyobrażeń o dopełnianiu się: „jesteśmy z Johnem znakomitym dopełnieniem/ pełnią – jak pozorne fragmenty nieba widziane z dołu/ ile rzeczy zdąży zrobić John gdy ja śpię jest ponad wyobrażenie/ rzeczy nadludzkich z innej perspektywy nieludzkich/ nie szukam go/ spotkaliśmy się poza czasem i przestrzenią/ nie wiemy gdzie ale taki obszar istnieje/ obejmujemy sobą cały czas zakrzywiamy przestrzeń/ jakby równoważnia jednej i drugiej strony była z gumy/ aby się dotykać”.


Jest w tej poezji pewien bliżej nieokreślony rodzaj zachwytu, taki enigmatyczny, bo chociaż John nie istnieje, tak naprawdę różnych zależności i cech jego charakteru można doszukać się w każdym z nas. Świat przedstawiony w każdym z tych wierszy jest podobny do tego, w którym żyjemy. A sam John? No cóż. Można się z nim spotkać, porozmawiać. Rodzaj przyjaciela, bliskiej osoby, czy uczuciowo związanej jednostki, z którą dzielimy swoje życie? Niech John dla każdego będzie tym, kim chce by był, bo wierzę, że tak właśnie będzie. Każdy czytelnik otworzy swoje serce z nieco innej perspektywy na Johna i jego świat.


Pod tym dosyć oryginalnym tytułem poetka ukryła poezję wyważoną, pełną mądrości życiowych, poezję wolną od krzykliwych haseł, jakichś patetycznych zwrotów, to poezja subtelna, bardzo kobieca, pełna skrywanych uczuć, wysublimowana, z gorącym wyznaniem miłości, delikatnymi pocałunkami, poezja osobista, ale niezwykle sugestywna, którą należy się rozkoszować po wierszu. 

„www.john” Edyty Kulczak polecam wszystkim, którym nie jest obojętny szacunek dla słowa, metaforyczny wymiar znaczeń, obrazy namacalne, a jednocześnie liryczne i enigmatyczne, urzekające wiarygodnością. To poezja wysublimowana, której wymiar i znaczenie merytoryczne zmuszają za każdym razem do głębszej refleksji.


Szczerze polecam!





Za tomik z piękną dedykacją, dziękuję autorce 




niedziela, 29 października 2017

Pociągiem, autobusem... byleby tylko spotkać się ze swoimi czytelnikami... Relacja ze spotkania autorskiego z Krystyną Mirek







Miniony poniedziałkowy wieczór, 23 października spędziłam na cudownym spotkaniu z kobietą pełną pasji, radości życia. Wróciłam z niego naładowana tak pozytywną energią, że mogłabym góry przenosić. Teraz, kiedy poznałam panią Krysię Mirek, zawsze w chwilach kryzysowych będę wspominała jej słowa, by szczęście złapać za nogi i przygwoździć do podłogi, jeśli nie chce siedzieć koło nas dobrowolnie i współpracować z nim, bo to jest ważne – współpraca ze szczęściem.


Na próżno szukać jakichkolwiek informacji o pani Krysi, bo autorka strzeże swojej prywatności skrzętnie i z poszanowaniem decyzji bliskich. Debiutowała w wieku prawie czterdziestu lat. Wcześniej pracowała jako nauczycielka języka polskiego w gimnazjum. Przez ten czas, gotowa powieść cierpliwie czekała w szufladzie, by wreszcie została z niej wyjęta i wysłana do wydawcy. Jednak, nim to nastąpiło, pani Krystyna była sceptycznie do tego pomysłu nastawiona. Wreszcie uległa namowom męża i wysłała. Za wszelką cenę chciała udowodnić mężowi, jak bardzo się myli, że nikt tej powieści nie wyda. Odpowiedź przyszła zupełnie inna. Dlatego pani Krystyna za wszelką cenę na spotkaniach podkreśla, jak często kobiety są wrogami dla samych siebie, blokując swoje marzenia. Wystarczy zaryzykować, podjąć taką a nie inną decyzję. Wtedy mogą się spełnić wreszcie marzenia.





Na spotkaniu autorka bardzo często podkreślała, jak ważną rolę w Jej życiu pełnią czytelnicy, którzy nie tylko kupują, ale i wypożyczają Jej książki. To przecież od nich zależy, czy będzie autorką, po której książki sięgać będzie wielu czytelników. A tak właśnie jest. Dowodem może być chociażby wysoko uplasowana powieść, której premiera przypada w listopadzie „Światło w Cichą Noc” - już otrzymała status „bestsellera”. To czytelnicy są Jej siłą napędową i dają mnóstwo pozytywnych wrażeń. Nie ma chyba lepszej nagrody dla autora niż usatysfakcjonowani czytelnicy, dzielący się swoimi wrażeniami z innymi. Do takich czytelników często dojeżdża publicznymi środkami transportu. Autobusem, pociągiem, w miejsca, których często nie znajdzie się na mapie, bo czuje się wobec nich zobowiązana, by spojrzeć im w oczy, porozmawiać, wysłuchać co mają do powiedzenia. Właśnie Krystyna Mirek jest najchętniej zapraszaną autorką na spotkania z czytelnikami w bibliotekach.




Inspiracje czerpie z życia. Potrafi otworzyć szeroko drzwi wyobraźni, wejść do świata bohaterów i podglądać ich życie przenosząc je potem na kartki swojej opowieści. Pierwszymi czytelnikami i recenzentami są najbliżsi, których sposób spojrzenia na pewne opisywane problemy są niezwykle ważne, wtedy może je po prostu skonfrontować i nanieść ewentualne poprawki, dopiero potem odsyła powieść wydawcy.





Na spotkaniu padło kilka interesujących pytań, całość przebiegała w bardzo klimatycznej, wyjątkowej atmosferze, która napełniła mnie ogromną dozą optymizmu. Pani Krysia z chęcią opowiadała o swoich doświadczeniach nauczycielki, o pułapkach czyhających na nas w sieci, o swoich bliskich, którzy są dla niej najważniejsi i codziennie poświęca czas na pielęgnowanie wspólnych chwil razem. Podkreślała, że niczego w życiu nie żałuje, że decyzja o porzuceniu życia zawodowego na rzecz pisania, póki co była jedną z najlepszych. 


Dziękuję paniom z gostycyńskiej Biblioteki za możliwość uczestnictwa w tym jakże cudownym spotkaniu, które wspominam z sentymentem. Anna Mejrowska była przygotowana do spotkania bardzo profesjonalnie, zaś pani Krystyna nie stwarzała żadnych barier na linii czytelnik – autor. Sympatyczna, uśmiechnięta, życzliwa, ciekawa swoich słuchaczy i tego, co mają zapisane w oczach. Takie spotkania to ja lubię!