sobota, 25 listopada 2017

„Drużyna marzeń” Wioletta Piasecka. O tym, jaką drogę trzeba przejść, by spełniły się w końcu marzenia...





Wydawnictwo NIKO

Ilość stron: 56, oprawa twarda


Kiedy czytaliśmy wspólnie tę ciekawą historię, odniosłam wrażenie, jakbym przeniosła jej wydarzenia i wątek na murawę naszego skromnego, wiejskiego boiska. U nas, podobnie jak w Zatorze, boisko do gry w piłkę nożną pozostawia wiele do życzenia, i podobnie jak bohaterowie opowieści Wioletty Piaseckiej, miejscowi chłopcy marzą o wielkich karierach piłkarskich. Młodszemu synowi, który tak samo jak bohaterowie książki, ma dziewięć lat, spodobał się finał tej niezwykłej przygody i tchnął nadzieją, że on i jego koledzy mają ogromną szansę na spełnienie marzeń.


Drużyna Rikiego - FC Zatorze przeszła długą drogę zanim osiągnęła pierwszy szczebelek sukcesu. Po wielkiej porażce i wstydzie po przegranym meczu z osiedlową drużyną Dynamo Wojsko, nie zrezygnowali z siebie i marzeń, jakie od dawna każdy z nich nosił w swoim sercu. Upór, chęć walki, cierpliwość, systematyczne treningi, wsparcie i wiara najbliższych, a nawet dieta przyczyniły się do tego, że na wielkim turnieju piłkarskim amatorskich drużyn pokazali się z jak najlepszej strony. Długą drogę przeszli chłopcy. Treningi nie należały do przyjemnych, nie mieli nawet swojego trenera, sami pracowali nad kondycją, taktyką. Chłopcy wystawili też swoją przyjaźń na wielką próbę. Przegrana nie nastraja optymistycznie, burzy jakiś ład i wewnętrzną harmonię, staje się powodem do słownych przepychanek. Chłopcy są rezolutni, ale też impulsywni, wrażliwi, czy uda im się utrzymać tę przyjaźń?





Autorka wykazała się niezwykłą precyzją w autentycznym umiejscawianiu wątków i fabuły historii, wykazała się nie lada znajomością wszelkich terminów związanych z piłką nożną. Ogromne wrażenie zrobiły na nas rymowane zagadki piłkarskie, które znajdziecie na końcu książeczki. Trzeba wykazać się ogromną pomysłowością, by je w tak intrygujący sposób ułożyć, używając przy tym rymów i najistotniejszych informacji. Z większością z nich, moi chłopcy nie mieli problemów. W końcu to wielbiciele tego sportu. A młodszy, to także ogromny entuzjasta Cristiano Ronaldo. 




„Drużyna marzeń” Wioletty Piaseckiej to znakomita książka nie tylko dla młodszych fanów piłki nożnej, ale dla mniej aktywnych rodzaj zachęty, by zacząć się ruszać, interesować się jakimkolwiek sportem. W dobie elektronicznych gadżetów i marnotrawienia czasu przed komputerami, smartfonami, to świetna propozycja, by zachęcić dzieci do aktywności. 


To piękna opowieść o przyjaźni, jej sile i mądrości. Ale też opowieść o dążeniu do spełniania marzeń, bo te jak wiadomo spełnia się – maleńkimi kroczkami - uporem i chęciami, cierpliwością, systematycznością. Wielu małych czytelników znakomicie utożsami się z bohaterami tej książeczki i zmotywuje do dążenia po swoje marzenia. A na koniec historyjki czeka na Was niespodzianka w postaci zagadek i łamigłówek sportowych.


Szczerze polecamy!



Za książeczkę dziękujemy autorce



piątek, 24 listopada 2017

„Leniusiołki” Anna Sakowicz. Ciepła, mądra i z ważnym przesłaniem...






Wydawnictwo BJ Service

Ilość stron: 36, oprawa twarda

Nowość wydawnicza



Co to za stworzonka te leniusiołki? Co one takiego robią? Ano, mają ogromny wpływ na nasze samopoczucie, chęci i porządek w pokoju. Kiedy zalęgną się w naszej przestrzeni leniusiołki, nie ma takiej osoby, która by się im nie oparła. Naprawdę. Ta ciepła i mądra opowieść pokazuje, jak leniuszki potrafią skutecznie nabałaganić w naszym życiu. Wielkie brawa dla autorki, która uświadomiła mi pewną istotną rzecz. Bajkę czytałam moich chłopakom na głos. Szczerze przyznaję, że nawet starszy słuchał w skupieniu i z wielkim zainteresowaniem.


Anna Sakowicz pokazała się z zupełnie innej, intrygującej strony. Wspaniale tworzy nie tylko historie dla dorosłych, ale jak widać również znakomite, ciekawe opowieści dla dzieci. Bardzo podobała mi się płynność tej opowiastki. Autorka nie tylko skupiła się na samej wysnutej historyjce, ale dodała pewne wtrącenia od siebie, zwracając się bezpośrednio do czytelnika, spoufalając się z nim i kradnąc jego całą uwagę, by jeszcze bardziej pozwolić mu się wczuć w tę niecodzienną historię. A ta, jak wiadomo, może przydarzyć się każdemu z nas, bo leniusiołki mają ogromny wpływ na nasze zachowanie. Widać to na przykładzie małej bohaterki, Amelki, w pokoju której zagościł ogromny bałagan. O ile Amelka nie miała kłopotów w szkole, o tyle już poza nią jej uwaga koncentrowała się na nic nie robieniu. Nic jej się nie chciało, a nieład wokół zaczął osiągać niebotyczne rozmiary. Co musi się takiego wydarzyć, by mama Amelki dostrzegła problem i wyciągnęła rękę po pomoc?




Istota i suspensus tej opowieści tkwi w jej przesłaniu, ale i stworzonych na ten cel istotach – leniusiołkach. Dzisiaj za bardzo „kwoczymy” swoim dzieciom, wyręczając ich w najdrobniejszych czynnościach. Efektem właśnie jest zalęgniecie się tych istotek dając nam dorosłym – rodzicom - zielone światło, że coś jest nie tak. Pokolenie, gdzie dzieciom nie poświęcano dużo uwagi, dawno przeminęły. Dzisiaj chcemy uczestniczyć w życiu swoich pociech niemal na każdym kroku, w locie i krok przed nimi wyrywając z rąk czynności, które powinny wykonać same. Mama Amelki też wyręczała córkę w porządkach, jednak szala cierpliwości przelała się przez bolesne spotkanie z klockiem.


Myślę, że „Leniusiołki” Anny Sakowicz skutecznie zmotywują nasze dzieci do tego, by zaczęły dbać o porządek wokół siebie, ale także do zwracania uwagi na chęci. Autorka wpadła na genialny pomysł, by stworzyć te charakterystyczne istotki, zręcznością i płynnością pióra nakreślając ich ważne przesłanie. A książka zdecydowanie nadaje się do wspólnych dyskusji, konwersowania na tematy zachowań i ewentualnych, wspólnych rozwiązań. Autorka pokusiła się o bardzo aktualne propozycje wyszukiwania pomocy, ale też o uniwersalne rozwiązanie sprawy. Każda postać i istotka ma tu swoje miejsce, cała opowieść zaś z pomocą szczypty magii nabiera niesamowitego wymiaru. 


Anna Sakowicz debiutuje w roli pisarki dla dzieci po mistrzowsku! Moi synowie byli zachwyceni i nawet z lekka zasmuceni, że historia tak szybko się zakończyła.


Za książkę i leniusiołka we własnej postaci, dziękujemy autorce


Ważna informacja!
Honorarium za sprzedaż praw autorskich autorka przeznaczyła na Stowarzyszenie Rodziców Dzieci Chorych na Białaczkę i Inne Choroby Nowotworowe w Szczecinie




czwartek, 23 listopada 2017

„Tam, gdzie czekał anioł” Dorota Schrammek. Opowieść, w której każdy odnajdzie cząstkę siebie i rzeczywistości, która potrafi zaskoczyć, a nie podawać tylko gotowe rozwiązania...





Wydawnictwo Szara Godzina

Ilość stron: 272

Nowość wydawnicza



Czy istnieją związki na odległość? Czy można zawalczyć o siebie nawet, kiedy ma się dorosłe dzieci, jest się grubo po czterdziestce, a partner traktuje nas dosyć przedmiotowo? Nie tylko odpowiedzi na te pytania, ale wszelkie wątpliwości dotyczące samotności w związku, czy odbudowywaniu go kawałek po kawałku, odpowiada treść najnowszej pozycji Doroty Schrammek „Tam, gdzie czekał anioł”. To piękna, mądra i bardzo autentyczna opowieść o tym, że można dać sobie na wszystko czas, że wystarczy przemyśleć pewne decyzje, czasami postawić twardo na swoim, by ukochana osoba, od której więcej nas dzieli zaczęła dostrzegać brak naszej obecności.


Tak właśnie Beata postanowiła zawalczyć o siebie i poskładać porozrzucane karty losu, niczym puzzle. Pewne elementy do siebie pasują, ale za chwilę drażnią się z życiem i wyginają się na wszystkie strony. Beata ma dobrze wychowanych dzieci, ale za to męża maruderę, który zamiast wspierać żonę po utracie pracy, jeszcze bardziej jej dogryzał. Tworzył sztuczne problemy i słuchał swojej wiecznie zrzędliwej matki, która uwielbiała słowne przepychanki z synową. Kiedy Beata mimo usilnych starań, nie może znaleźć pracy w Warszawie, postanawia wyjechać na rok za granicę i podjąć się opieki starszego małżeństwa.


Jak ja dziękuję autorce, że tym razem podjęła się takiego tematu. Jestem pewna, że z Beatą utożsami się wiele czytelniczek, które nierzadko muszą dokonywać podobnych wyborów w życiu, kiedy chcąc zarobić wyruszają w daleką podróż. Co innego, kiedy dzieci są odchowane, dorosłe, potrafiące zająć się już sobą, ale też co innego, kiedy są małe i potrzebują jeszcze naszej większej uwagi. I tutaj wielkie również brawa dla Doroty, bo nie tylko podała temat podlegający szerszej dyskusji, ale również za postać Beaty jako dobrej matki, która wychowała swoje dzieci na samodzielnych, ale nie samolubnych. Rodzeństwo wspiera się oraz ma świadomość, że w matce ma nie wroga tylko prawdziwego przyjaciela, do którego można zwrócić się zawsze i wszędzie.


Kolejnym ważnym tematem, jaki autorka podjęła w swej opowieści, to temat mentalności Niemców. Wiem, że te wątki są misternie zbudowane z dbałością o każdy szczegół, wynikające z doświadczenia Doroty. Dzięki tej książce możemy przedstawić sobie w wyobraźni wizerunek, powiedziałabym, że taki wstępny, bowiem nie wszystkich można też ujednolicać, Niemców – ich światopoglądów, podejścia do różnych dziedzin życia. Może on poniekąd zadziwiać, szokować, ale też wprawiać w pewną konsternację. Różnimy się naprawdę pod wieloma względami.



Bardzo ważny jest też w książce wątek Polaków pracujących w Niemczech. Ich podejście do rodaków, którzy przybyli na nowo w celach zarobkowych. Jest tam bieżąca scena Polaka, który tylko na podstawie jednego „obrazka” snuje jakieś wyimaginowane wnioski, łącząc to w temat emigrantów i religii. To ważny obraz i głos, uświadamiający wagę sytuacji. Autorka zręcznie również wplata element historyczny. Okaże się, że znaleziony przypadkiem pamiętnik z czasów drugiej wojny otworzy przed Beatą nowy rozdział i znajomość. Traumatyczne i emocjonalne zapiski Polki, która żyła w obozie zagłady miłością do syna staną się wielu refleksji, nie tylko głównej bohaterki, ale i nas – czytelników.


Jednym słowem, dla Doroty Schrammek nie ma tematów, po których nie lawirowałaby tak zręcznie i plastycznie. Dla autorki nie potrzeba wielu wyszukanych słów, by tkać misterne historie, dzięki którym wiele czytelniczek odnajduje się w zgrabnie nakreślonych przez Nią postaciach. Dorota dzięki tej historii pokazała kawałek świata, w którym żyje, z którym ma styczność od wielu lat. Czytelnikom oferuje cały wachlarz emocji, zbieżnych sytuacji oraz masę przeplatających się ze sobą losów, które potrafią okazać się w pewnym momencie podobne do naszych. To książka, w której kłębi się cała paleta emocji, wrażeń oraz nadziei. Wraz z nową pracą i za sprawą pewnego telefonu przypłynie do Beaty ogrom nadziei, ale i uległość na to, co przyniesie nowe. To książka, w której anioły mają swoje ulubione miejsce, a autorka oprowadza nas z uwielbieniem po ciekawych zakątkach Ueckermünde oraz Pomorza Zachodniego. 


„Tam, gdzie czekał anioł” to przede wszystkim książka, która niesie nadzieję, ale i ogrom pozytywnej energii, bo to oczywiste wcale takie nie musi być. Książka, w której każdy odnajdzie cząstkę siebie i rzeczywistości, która potrafi też zaskoczyć, a nie podawać tylko gotowe rozwiązania. Tutaj nic nie jest dziełem przypadku, tylko każdy z bohaterów ma przydzielone konkretne role. Czy przez ten rok bycia daleko od rodziny da się odbudować rozsypane puzzle?


Szczerze polecam!


Za książkę dziękuję:






środa, 22 listopada 2017

[Konkurs patronacki] Zadaj pytania Joannie Sykat i wygraj "Na ścieżkach złudzeń" :)







Kochani!

Jako jeden z patronów medialnych najnowszej powieści Joasi Sykat "Na ścieżkach złudzeń", mam przyjemność ogłosić konkurs, w którym macie okazję wygrać jeden egzemplarz książki. Wystarczy w komentarzu pod postem umieścić pytania, ale uwaga - maksymalnie dwa! Jednak, zanim przystąpicie do realizacji zadania, zapoznajcie się proszę z zasadami konkursu.

Po zakończonym konkursie, kopiuję wszystkie Wasze pytania dla Joasi w dokumencie Word, następnie Joasia ma czas, żeby na nie odpowiedzieć. W osobnym poście ukażą się odpowiedzi wraz z wynikami konkursu.

I jeszcze jedno, ze względu na to, iż zdarzały się nawet przy tego rodzaju konkursie plagiaty, każde pytanie będzie osobno weryfikowane!





Zasady konkursu:

• Organizatorem konkursu jestem ja, zaś sponsorem nagrody jest Wydawnictwo Replika, które również wysyła nagrodę

• Konkurs przeprowadzany jest na terenie Polski


Konkurs trwa od od momentu opublikowania postu konkursowego do dnia 06 grudnia b.r. do godziny 23.59

• Uczestnikiem może być każda osoba pełnoletnia, która w razie wygranej będzie mogła podać polski adres do wysyłki

• W komentarzu pod postem należy zadać autorce maksymalnie dwa pytania

* Udostępnijcie post konkursowy u siebie, zaproście do zabawy znajomych oraz polubcie nasze facebookowe profile

• Wygrywa osoba, której pytania przypadną autorce najbardziej do gustu, zaskoczą ją, bądź wywołają jakieś emocje, czym autorka się pokieruje przy wyborze, nie wiem. Będzie to na pewno Jej wybór czysto subiektywny i nie każdy musi się z nim zgodzić

• Ogłoszenie wyników nastąpi w ciągu 7 dni od zakończenia konkursu. Zwycięzca ma 48h na zgłoszenie się w wiadomości mailowej na adres stokrotka954@wp.pl, po tym czasie nagroda przepada

• Wysyłka nagród odbędzie się za pośrednictwem Poczty Polskiej w ciągu 7 dni od otrzymania danych adresowych

• Biorąc udział w konkursie uczestnik potwierdza że zapoznał się i akceptuje niniejszy Regulamin

• Nagroda przedstawiona jest na poniższym zdjęciu, w jej skład wchodzi jeden egzemplarz papierowy powieści "Na ścieżkach złudzeń", którego wysyła wydawca




• Brak możliwości wymiany nagrody na równowartość pieniężną

• Brak możliwości przenoszenia nagrody na kogoś innego

• Zwycięzca ponosi odpowiedzialność za dostarczenie danych niezbędnych do prawidłowego doręczenia nagrody: tj. imię i nazwisko, adres do korespondencji - informacja ta jest przetwarzana jedynie na potrzeby wysyłki nagrody, nie jest przechowywana ani udostępniana nikomu. Po potwierdzeniu otrzymania nagrody przez Laureata - dane te są usuwane.

• Wzięcie udziału w Konkursie jest równoznaczne z zaakceptowaniem niniejszego Regulaminu

• Uczestnik oświadcza, że jest właścicielem praw autorskich do pracy konkursowej i że powstała ona na potrzeby niniejszego Konkursu. Wykrycie plagiatu lub powtórnego użycia pracy jest równoznaczne z dyskwalifikacją Uczestnika

• W kwestiach nieuregulowanych tym regulaminem zastosowanie mają przepisy Kodeksu Cywilnego

Powodzenia!


[Patronat medialny. Recenzja premierowa] „Na ścieżkach złudzeń” Joanna Sykat. O tym, co tak naprawdę ważne...






Wydawnictwo Replika

Ilość stron: 288

Premiera, nowość wydawnicza




Proza Joanny Sykat tka i przeplata emocjonalne nitki i za każdym razem pokazuje, co w naszym życiu powinno być ważne, co najważniejsze. Bohaterowie Jej opowieści są niezwykle autentyczni, łatwo sterują naszymi uczuciami, dając do zrozumienia, że tak naprawdę nic nie jest oczywiste, a wszystko zależy od nas, od naszego podejścia do życia i roli, w jakiej się odnajdziemy. Joasia należy do tych autorek, o książkach których tak łatwo i szybko się nie zapomina, bo przekaz i ładunek emocji jest tak sugestywny, że zmusza nas do głębszych refleksji.


Perfekcyjna Aldona, w domu której każda rzecz ma swoje miejsce, czystość i porządek są pierwszorzędne, zaczyna odczuwać pewien dyskomfort. I to wcale nie za sprawą domagającego się wciąż uwagi rodziców Michałka, ale koleżanki z pracy, dla której nie dobra i bogactwa materialne są najważniejsze, ale kochający mąż i trójka dzieci, które poza mamą i ojcem świata nie widzą. Różnorodność charakterów, jaka emanuje z nakreślonych przez autorkę bohaterów jeszcze bardziej nas do nich zbliża. Sykat pokazuje kontrasty – światopoglądowe, moralne, materialne, etyczne, jednocześnie uwypuklając wszystko to, co nazywamy ulotnością. Aldona ma wszystko – dobrą pracę, kochającego męża, syna, perfekcyjny dom, a jednak coś zaczyna ten porządek burzyć. Niepokojące objawy i sygnały zaczyna przesyłać zachowanie syna. Czy Aldona dostrzeże, że w życiu można związek i rodzinę budować, nie na starannie wypielęgnowanych paznokciach? Czy kobieta zacznie swojej sytuacji emocjonalnej nadawać wreszcie określenia?



Wydawać by się mogło, że podobne schematy mijamy codziennie na ulicy. Nic bardziej mylnego. Autorka skrzętnie stopniuje uczuciowy rozgardiasz bohaterów. W pewnym momencie do ich wymiętego przez los świata zaczyna wdzierać się złudzenie, jak optyczny i zdawałoby się jedyny wariant najlepszego rozwiązania. Joanna Sykat pokazuje, że w życiu nic nie jest tak naprawdę jednoznaczne, że ten idealizm często pokryty jest warstwą kurzu, spod którego nachalnie wychodzi prawda, czy tajemnica, nawet ta ukryta na dnie szuflad:

„Widocznie jednak prędzej czy później każda sprawa wychodzi na światło dzienne. Nawet ta najbardziej bolesna i skrywana.”


Sykat dotyka też bolesnych, trudnych tematów – wzajemnych relacji, zrozumienia, odgrywania w swoim życiu ważnych ról. Autorka misternie utkała charaktery swoich bohaterów i wcieliła w bardzo wyraziste relacje. Związki zbudowane na pozorach, w których często to dzieci są tymi najmądrzejszymi, jakby bardziej szczerymi, czy wykazującymi się niezwykłą mądrością życiową. To dzieci otwierają nam dorosłym oczy na to, co niedostrzegalne, są znakomitymi obserwatorami i śmiało okazują swoje uczucia.




„Na ścieżkach złudzeń” to powieść, która zostanie z Wami na bardzo długo. Autorka jak zawsze podkreśla w opowiedzianej przez siebie historii nie tylko płaszczyzny obyczaju, ale też psychologiczne aspekty ludzkich zachowań, wzajemne budowanie relacji. Sykat nigdy nie skupia się na powierzchowności, mówi o tym co zawiłe, trudne, często odpychane przez codzienne pozorności. Ukazuje, że potrzeba czasami pewnych rewolucji, by przewartościować postrzeganie otaczających nas ludzi i zachodzących w życiu zdarzeń. No i zakończenie, które zadziornie wrysowuje się w pamięć. To jest książka, którą z serca polecam wszystkim!






Za możliwość patronatu i egzemplarz, dziękuję:









wtorek, 21 listopada 2017

„Inny niż wszyscy. Opowiadanie o chłopcu, który chce wiedzieć, czy jest normalny” Per Nilsson. Bo to wcale nie taka prosta historia...





Wydawnictwo Zakamarki

Ilość stron: 64, oprawa twarda

Nowość wydawnicza

Tłumaczenie: Marta Rey – Radlińska




„Skąd się wie, że jest się normalnym, takim jak inni?”


To, że dzieci zadają pytania, to zupełnie normalna sprawa. Ciekawi świata obserwatorzy, którzy mają prawo do tych pytań i oglądaniu otaczającej ich rzeczywistości z niemal każdej strony, będący przy tym nad wyraz szczerym. Dzieci inaczej postrzegają swoje otoczenie, nierzadko za pomocą wyostrzonych zmysłów, są wrażliwsze, ale przy tym szczere. Bohater opowieści, David jest chłopcem bystrym i dużo rozumie i kiedy pada informacja w klasie, że kolega Oskar jest inny, nurtuje go ta inność w każdym aspekcie. 


Per Nilsson podejmuje w swojej opowieści bardzo ważny temat. Czym jest inność? Jak ona się objawia? Oskar jest bardzo rozgarnięty, spokojny, powolniejszy, na każde pytanie udziela bardzo wyważonej odpowiedzi, ma swój świat, w którym panuje porządek, ład, staranność, dokładność, precyzja. Postawa i zachowanie chłopca ewidentnie wskazują na zespół Aspergera. Dzieci z tą chorobą brodzą we własnym świecie, ale wcale nie zamkniętym na otoczenie. Oskar ma w klasie swoich ulubionych kolegów, których z chęcią zaprasza na swoje urodziny, jest komunikatywny, ale bardzo spokojny i ten spokój na takich, jak gagatek Fredrik działa, jak magnes. Oskar często jest obiektem drwin ze strony kolegi, zyskując w jego oczach przydomek „Profesorek”.




Mądra książka, która porusza ważny temat do szerszego dyskursu z dziećmi. Na czym polega ta inność, czym się objawia, skąd się bierze? To tylko niektóre pytania, z którymi nam – rodzicom przyjdzie się kiedyś się zmierzyć. Świat przecież nie składa się z samych doskonałości. Ta inność przybiera różne formy i może wywołać różne nasze reakcje. W takich chwilach, takie książki, to świetna okazja do tego, by uświadomić dziecku, że każdy człowiek jest inny, nie każda inność jest chorobą, i że to co inne nie oznacza, by je piętnować, wytykać palcami, ale oswajać się z jej obecnością.


Mój starszy syn od razu wziął ją do ręki, kiedy tylko zerknął na okładkę. Bardzo spodobała mu się ta opowieść. Temat inności nie jest mu obcy, bo w klasie mają koleżankę, która uczy się innym programem. Ale historia Oskara na tyle go zaintrygowała, że chwilę sobie porozmawialiśmy. Tacy ludzie go ani nie przerażają, ani nie wywołują jakichś sprzecznych emocji. Po prostu są gdzieś obok, jest tego świadomy. Może się wydawać, że to co nieznane budzi w dzieciach lęk. Przez moment, bo fascynuje i popycha do badania tego zjawiska, ale dzieci są zdecydowanie mądrzejsze od dorosłych, wszystko przyjmują jakoś z zupełnie innej perspektywy, niż my. Dorośli sami stawiają sobie bariery, dzieci są bardziej otwarte.


„Inny niż wszyscy” to bardzo przemyślana historia zmuszająca do dyskusji na bardzo ważny temat. To też historia o przyjaźni i o tym, jak ważne jest mieć kogoś znajomego obok siebie, kiedy potrzeba poczuć odrobinę bezpieczeństwa w tym lawirującym między czyhającymi niebezpieczeństwami świecie. Przemyślana, mądra i bardzo ważna!


Szczerze polecam!


Za egzemplarz dziękuję:




poniedziałek, 20 listopada 2017

„Echo w bursztynie” Rena Starska. Subtelność, kobiecość i delikatność zamknięta w misternie utkanych wersach






Puffin Print Limited

Ilość stron: 84

Nowość wydawnicza




***
już noc
w górze najpiękniejsze lampiony świata
rozmyślam jak co dzień
nawlekając chwile o smaku malin
na jedwabną nitkę
mrużę powieki i jestem senna
w dzbanie źródlana woda -
w niej ja


Spotkanie z poezją Reny Starskiej, to spotkanie pełne delikatności, subtelności i magii masy bursztynowej, która formułuje na nowo definicję poezji. W ogóle mam to szczęście i przyjemność spotykać na swoich poetyckich szlakach tak niesamowicie inspirujących poetów, którzy przywracają wiarę w siłę i potęgę poezji, której duch pozostanie nieśmiertelny do końca. Poezja pisana z serca zawsze znajdzie swojego adresata, a wierzę, że poezja Reny Starskiej trafi do niejednego otwartego na wrażliwość i subtelność serca, bo warta jest odkrycia każdego.


Ktoś mądry kiedyś powiedział, że najważniejszą księgą jest Życie, że to właśnie o nim pisze się najtrudniej. I to jest najszczersza prawda. Rena Starska zrobiła to wyśmienicie. Uczta duchowa zaserwowana przez poetkę łączy w sobie kobiecość, delikatność oraz trafność spostrzeżeń, które przeplatają się z wnikliwymi obserwacjami codzienności. Ale jest jeszcze coś, co dodaje tej poezji wyjątkowości – osobisty wydźwięk wierszy, w których poetka oddaje cząstkę swojego świata, swoje indywiduum, czego czasami w poezji brakuje: „(...) sercem wędruję w słowach/ niektórzy je później przytulają/ latawcem na wietrze/ omijam niezrozumienie// pomiędzy oddechami jestem poetką/ na wzgórzach kołysze mnie wiatr/ zapisuję litery uderzeniami serca// dzisiaj jestem tutaj – dla Ciebie/ jutro także będę - / będę echem w bursztynie...”. Zapis ten sugestywnie świadczy również o tym, czym dla poetki jest poezja sama w sobie – suspensem, oddechem, życiem, którym chce się dzielić z innymi.


Bursztyn jest szlachetną masą, daje się dowolnie formować, przybierać każdy kształt. Z poezją Reny Starskiej jest podobnie. Słowo poetyckie zamknięte w trzech rozdziałach, wieńczą wiersze malowane słowem niezwykle sugestywnie. Wiele w nich osobistych emocji i doznań poetki, odkryć, ubierania w słowa bliżej nieokreślone, obce fragmenty bytu, jak kawałki rozbitego szkła: „ubieram moje słowa w okładki/ niech przynajmniej one nie będą nagie...”. Każde słowo, wyraz ma tutaj moc tajemną, wyrazistą, zgłębioną, dotykającą najczulszej struny serca. Rena Starska daje nam w tych wierszach wiele siebie i swoich uczuć, nie wstydzi się pisać o tęsknotach za bliskimi, tych, których fizycznie nie ma. Bardzo wymowny i poruszający jest wiersz dedykowany mamie poetki: „czy można/ rozłączyć dusze/ odcinając pępowinę/ gdzieś tam gdzieś tu może/ lustro cienie strumień słońca...”. Poetka przywołuje z pamięci obrazy przeszłości, wspomnienia, ale budując swoje życie dalej dotykając spraw nam bliskich i wciąż ziemskich, które oznaczać powinny się priorytetami. Rena pięknie pisze o miłości – tak delikatnie i subtelnie: „może przeczytasz dziś kolejny wiersz/ zanurzysz dłonie w miłości/ która nie ma końca...”. Łączy elementarność z marzeniem, senność z pragnieniem. Wierszem „Podróż” poetka uzmysławia nam odwieczną człowieczą wędrówkę, szukanie swojego miejsca, losów porozrzucanych jak kartki kalendarzy, ale z nieodłącznym przesłaniem, bo wędrówka w samotności, to złe rozwiązanie: „ ...i odnajdę drogę do ciebie kochany/ będę tam gdzie będziesz ty/ będę tam”.





Dla mnie poezja Reny Starskiej to za każdym razem odkrywanie czegoś nowego, doświadczanie górnolotnych uniesień, nakreślanie nowych słów, ale też muśnięcia delikatnych emocji. Najnowszy tomik poetki zatopiony w całej palecie barw, emocji, uczuć, to wszystko, czego doświadcza człowiek na co dzień, ale tych ulotności zdaje się za bardzo nie dostrzegać. Rena łapie te chwile i zatapia w bursztynowym odcieniu, by wyjąć w dowolnej chwili i móc ogrzać się tym pięknem, subtelną formą każdego z wierszy. Co zdaje się być znakiem rozpoznawczym Jej twórczości, to nie tylko bliska każdemu tematyka, ale wyjątkowość strof osadzonych w codzienności. 


Wiersze z „Echa w bursztynie” są wyjątkowo osobiste, jak intymne zapiski z pamiętnika, czy wyszeptanych wspomnień, tęsknot, pragnień, a nawet marzeń, o których poetka pisze często i przypomina, że „marzenia nie są łąką”, ale przecież są i spełniają się, by w końcu „Marzeń słoneczne drogi” mogły i nas odnaleźć. Starska często podejmuje w tym zbiorze trudne tematy, odważnie pisząc o tolerancji, czy śmierci. Wierzę, że każdy, kto sięgnie po tę poezję odnajdzie w nim cząstkę siebie.

Polecam!


Za tomik dziękuję autorce