„Apteka marzeń” Natasza Socha. Historia, która zapada w pamięć po to, by co jakiś czas przypominać o priorytetach w życiu...





Wydawnictwo Pascal

Ilość stron: 400




„Człowiekowi wydaje się, że jest odporny na śmierć. Że jest objęty ochroną, chociaż inni przecież umierają. Pędzimy samochodami, skaczemy ze spadochronami, balansujemy na granicy życia, a jednak nigdy nic złego się nie dzieje. Nie patrzymy na śmierć z pokorą, bo przecież nas samych nie dotyczy.”


Znając pióro autorki można spodziewać się przy każdej książce sugestywnej prozy, ujmującej, poruszającej ważne aspekty naszego życia. W tej książce nie brakuje bólu, cierpienia, piętrzących się pytań. Poprzez plastyczne i bardzo ekspresywne opisy autorka buduje taką więź z czytelnikiem, że staje się on częścią emanujących z niej emocji i pośrednio współodczuwa wszelkie sytuacje i wydarzenia w życiu każdego bohatera. I chociaż bohaterkami są dwie młode dziewczynki, ich historie poznajemy w jakimś konkretnym celu, by przypominały nam o priorytetach w życiu.


Przytoczony na początku cytat ma rzucić światło na opowiadaną historię z innej perspektywy, których tutaj jest znacznie więcej. Póki jesteśmy zdrowi, żyjemy wedle swojego planu, założeń, ściśle według określonego rytmu, którego nic nam nie zaburza, nie zakłóca, wszystko jest dobrze, nie myślimy o przemijaniu, nagłej chorobie, czy po prostu o śmierci. Zwyczajne życie, codzienność, otaczająca rzeczywistość przesiąknięta naszymi marzeniami i dążeniami do obranych wcześniej celów. Nic i nikt nie jest w stanie zburzyć pewnej w nich harmonii. Są w życiu takie chwile, w których dopada nas niemoc, bezsilność i pewna nuta zwątpienia, szczególnie jeśli dotyka naszych ukochanych, bliskich, dzieci.





Ola ma kilka lat. Pełna życia Karolina zaś jest od Oli znacznie starsza, w dodatku właśnie dowiedziała się, że ma przyrodniego, młodszego brata, którego jakby otrzymała od losu jako możliwość przeżycia niezapomnianych chwil, poczucia, jak to jest być starszą siostrą. Dziewczynki poznają się na oddziale szpitala onkologicznego. Wspólne doświadczenia zdają się umacniać ich wzajemne relacje. Obie bohaterki, jak ich rówieśniczki mają swoje marzenia, plany. Pewnego dnia Karolina wpada na imponujący pomysł. W jego realizacji pomaga jej nie tylko nowy brat, ale i znajomi z klasy. 


Natasza Socha umiejętnie balansuje naszymi emocjami. Obok takich książek i historii nie sposób przejść obojętnie. Autorka rozpościera przed czytelnikiem niezwykle poruszające, plastyczne obrazy, ujmujące za serce, wywołujące setki pytań o sensowność. Mamy tutaj dwie płaszczyzny narracyjne. Jedną z nich jest Karolina, drugą mama Oli. Nastolatki i matki. Różne, skupiające się na zupełnie innych emocjach i odczuciach. Karolina podchodzi do swojej choroby, jak do wroga, który pojawił się na chwilę, który przecież zniknie. Dziewczyna nie czeka na nic, nie marnuje czasu, realizuje nawet w chorobie swój plan, stając się tym samym pięknym wzorem do naśladowania dla swoich rówieśników skupionych w danej chwili na zupełnie innych wartościach i problemach. Wojowniczka, której los lubił zadawać cios, ale ona swą życiową mądrością przewyższała koleżanki i kolegów. Nawet w chorobie nigdy nie miała chwili zwątpienia, zawsze optymistyczna, pogodna, zdystansowana.


Magda, mama Oli to zupełnie inny kaliber bohaterki. Matka zupełnie inaczej patrzy na cierpienie swojego dziecka, inaczej podchodzi do jego choroby. Magda ma swoje rozterki, zwątpienia, ale przede wszystkim nadzieje. Kiedy matka jest gotowa na odejście dziecka? Kiedy przychodzi moment, w którym decyduje się na kontakt z innymi rodzicami chorych dzieci? Dzięki postaci Magdy poznajemy także relacje rodzinne, na ile choroba dziecka dzieli, na ile łączy i zacieśnia więzy rodzinne, jaki wpływ choroba wywiera na drugie - zdrowe, które czeka w domu i domaga się normalnego życia. Bo kiedy dziecko zaczyna chorować świat rodzica zmienia się niczym w kalejdoskopie. Dni podobne do siebie, oczekiwanie, sinusoida emocji i nadziei. Rodzic przechodzi na inny tryb, to szpital staje się tym pierwszym domem, a ten prawdziwy odsuwa się dalej, jakby w cień. A codzienności zaczynają się do siebie upodabniać, że w pewnym momencie nie odróżnia się dni tygodnia.




Ogromną mieszankę emocji zafundowała nam autorka. Tej historii nikt długo nie zapomni. Wywołuje całą gamę afektów, zadaje pytania, na które ciężko jednoznacznie udzielić odpowiedzi, zmusza do głębszych refleksji, nastraja sentymentalnie, wzbudza sinusoidę odczuć, ale też obciąża i przytłacza czytelnika tym ogromem bólu, cierpienia, zmieniającymi się nastrojami. Razem z bohaterami wyczekujemy na finał leczenia i skutki terapii. 


Jedna z najlepszych książek, jakie miałam przyjemność i możliwość czytać! Szczerze polecam! 






Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

[Przedpremierowo] „Wierszyki dla dzieci” Jakub Narloch

„Przed wyrokiem” Wiesław Hop. Los i przeznaczenie rzucają nami w miejsca, w których jesteśmy najbardziej potrzebni...

[Audiobook. Patronat medialny] „W maratonie życia” Anna Harłukowicz-Niemczynow. Życie to rodzaj maratonu, w którym tylko od nas zależy, jak rozłożymy sobie jego oddechy, gdzie poszukamy właściwych proporcji, by odnaleźć samego siebie i poczucia własnej godności...