"O czym Ty człowieku opowiadasz..." czas zacząć! Odcinek 1 - Anna Sakowicz :)



Kochani!

Projekt „O czym Ty człowieku opowiadasz...” skierowany jest do autorów, którzy chętnie opowiedzą o swoich wrażeniach dotyczących nie tylko pisania, ale przede wszystkim o współczesnym znaczeniu słów. W dobie zatracenia kultury słowa, rozmów z fantomami komputerowymi, życiem na tzw. skróty - myślowe i słowne, słowa są tym, co coraz częściej wprawia nas w głębszą refleksję.





Na czym polega ów projekt? 

Chciałam, aby osoby piszące wypowiedziały się o kulturze słowa, o samych słowach, o sytuacji naszej współczesnej polszczyzny. Każdy, kto chciał, i kto jeszcze chce (propozycja cały czas aktualna) odpowiada na kilka pytań, które przygotowałam. 




Cykl otwiera Anna Sakowicz, autorka wielu poczytnych powieści obyczajowych, opowiadań, a ostatnio nawet książki dla dzieci "Leniusiołki", która podbija serca małych czytelników. Anna Sakowicz uwielbia zabawę konwencją literacką, czy po prostu wędrówki po wszelkich płaszczyznach literatury, wplatając w swe opowieści wiele życiowych mądrości, doświadczeń, nie oszczędzając swoich bohaterów, niczego im w życiu nie ułatwiając.

Zapraszam Was na odcinek pierwszy cyklu, który otwiera Anna Sakowicz. Miłej lektury!


Zdj. z prywatnego albumu autorki


Co rozumiesz pod pojęciem „kultura słowa”?

Pierwsze skojarzenie zawsze podsuwa na myśl definicję tego wyrażenia. Kultura słowa czy kultura języka to po prostu dbanie o poprawność wypowiedzi. Oczywiście powinno pamiętać się o kontekście i sytuacji komunikacyjnej. Nie jestem zwolenniczką hiperpoprawności, bo jest nienaturalna. Ważne jednak, by używać języka, odpowiedniego stylu w zależności od sytuacji komunikacyjnej, w jakiej się znaleźliśmy.

Czym dla Ciebie jest – słowo? Czy masz jakieś swoje ulubione?

Słowo jest dla mnie początkiem. Początkiem w różnym znaczeniu. Z jednej strony właśnie od wypowiadania pojedynczych słów zaczynamy uczyć się języka, zaczynamy mówić, nazywać rzeczy, emocje itp. Słowo jest też początkiem każdej fabuły. Trzeba je odpowiednio ważyć, by jak najlepiej opowiedzieć jakąś historię. Mam wrażenie, że autor „rzeźbi” w słowach i zdaniach.
Słowa są też odzwierciedleniem świata. Są zaczątkiem naszych wyobrażeń. Przecież wystarczy powiedzieć „dom”, a wszystkim pojawi się zaraz w wyobraźni jego obraz. Co ciekawe, w zarysie każdemu z nas taki sam, bo z dachem, oknami i drzwiami, ale ja na przykład dostawię na parapety czerwone pelargonie, powieszę w oknach zasłony, a ktoś inny ustawi kaktusy. Słowa dają „życie” wypowiadanym zdaniom.
Gdy mowa o języku, od razu też na myśl przychodzi mi Wittgenstein i jego słynne zdanie: „Granice mojego języka oznaczają granice mojego świata”.
Słowo jest więc początkiem wszystkiego, co nas dotyczy. Jest też końcem, granicą naszego świata.

Jak Twoim zdaniem zmienia się język literacki? Czy ta zmiana zmierza w dobrym kierunku?

Język ewoluuje od zawsze. Nie ma możliwości, by nastał tu jakieś constans. Jeżeli przez język literacki rozumiemy język, którym posługuje się wykształcona część Polaków, to możemy wysnuć wniosek, że język ubożeje. Posługujemy się coraz większą liczbą zapożyczeń z języka angielskiego, skrótowcami itp. Może wydawać się to niepokojące. Jako polonistkę oczywiście irytują mnie wszechobecne anglicyzmy, ale z drugiej strony wierzę, że język sobie poradzi, obroni się. Mieliśmy dawniej zalew francuszczyzny, teraz innego języka. W sumie chyba tak musi być. Obserwujemy też przenikanie się różnych odmian językowych, co też może budzić niepokój na pierwszy rzut oka, ale przecież tak działo się zawsze. Oczywiście jestem za tym, abyśmy dbali o poprawność językową, o kulturę słowa, ale nie wpadałabym w panikę nad stanem polszczyzny. Wierzę, że się obroni.
Podobnie jest z językiem literatury. Dopasowuje się do tego, jak mówimy na co dzień. Język w literaturze musi być żywy i w miarę naturalny. Trudno go oderwać od zmian kulturowych. Ponadto nie można generalizować, ponieważ literatura jest tak bogata w gatunki literackie, że jej język jest również bardzo zróżnicowany. Wystarczy wziąć do ręki książki Marka Bieńczyka, by zachwycić się erudycją autora, genialnym językiem, doskonałą frazą.

Co myślisz o wulgaryzmach, potoczności słownej stosowanej coraz częściej w książkach?

Powtórzę to, co powiedziałam wyżej. Język wypowiedzi bohaterów literackich musi być naturalny. Musi przekonać czytelnika. Nie wyobrażam sobie, żeby pan spędzający cały dzień przy budce z piwem był erudytą. Kto uwierzyłby w takiego bohatera? Byłby sztuczny i nieprawdziwy.
Nie jestem też przeciwniczką wulgaryzmów. Czasami są niezbędne. Nie wyobrażam sobie, nie zakląć siarczyście, gdy mi na nogę spadnie imadło. Myślę, że bohater, mówiący w takiej sytuacji: ”O, cholibka”, byłby śmieszny. Warto jednak pamiętać, że wszystko powinno odbywać się z umiarem. Stosujmy wulgaryzmy tylko tam, gdzie są konieczne i dopełniają charakterystyki bohatera. Podobnie jest z potocznością. Niech będzie, bo tak przecież mówimy na co dzień, jednak czy zawsze konieczna jest w trzecioosobowej narracji, to już warto dobrze rozważyć.

Czy o współczesną polszczyznę można być spokojnym?

Ja byłabym spokojna. Tak jak mówiłam wyżej: obroni się i z pewnością przetrwa. Na pewno się zmieni, ale zmienia się od wieków, ewoluuje. To naturalny proces. Co jednak nie zwalnia nas od tego, by dbać o poprawność językową, uczyć się ortografii, gramatyki czy stylistyki. To od nas zależy, jaką polszczyzną będziemy mówić.


Zdj. z prywatnego albumu autorki
A teraz spróbuj „na prędce” wymyślić krótką historyjkę, która zaintryguje czytelników - w myśl tytułu projektu. O czym ona będzie, czy to zmyślona, czy autentyczna, to zależy od Ciebie.

Powodzenia!




Nie wiem, czy tak mogę, ale temat Twojego projektu od razu przypomniał mi Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego. Idealnie pasuje do tytułu „O czym ty, człowieku, opowiadasz”. Ilustruje, jak ważna jest sytuacja komunikacyjna, jak ważne, żebyśmy dopasowali styl wypowiedzi do kontekstu. Pozwolę więc sobie zacytować (bo po co wyważać drzwi, które są już otwarte):


TEATRZYK „ZIELONA GĘŚ”
ma zaszczyt przedstawić


„Miłość”


Osoby:

ON & ONA




ON:

(poeta)

Mario, kocham cię. Kocham tak, jak nikt przedtem i potem. Jak nikt na świecie. Jak nikt w dziejach. Tak nie kochał ani Dante, ani Don Juan. Miłość. Czy ty rozumiesz, co to jest miłość?



ONA:

(medyczka)

Rozumiem. Jest to psychiczna hipermetamorfoza prowadząca do hipercenestezji, co w konsekwencji daje angiopatyczną neurastenię.



ON:

Dziękuję.



K U R T Y N A
spada ze złowieszczym świstem.



Dziękuję za rozmowę :)

Komentarze

  1. Dziękuję, że mogłam wziąć udział w Twoim projekcie ��

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

„Piłeczki w palcach żonglerów. Opowieść oparta na faktach z życia pracowników korporacji farmaceutycznych” Artur Zygmuntowicz. O korporacjach prawdziwie...

„Lustro i inne opowieści” Lucyna Mijas

„Przed wyrokiem” Wiesław Hop. Los i przeznaczenie rzucają nami w miejsca, w których jesteśmy najbardziej potrzebni...