„O czym Ty człowieku opowiadasz...” - odcinek 6 - Zuzanna Arczyńska :)







Kochani!

Projekt „O czym Ty człowieku opowiadasz...” kieruję do autorów, którzy chętnie opowiedzą o swoich wrażeniach dotyczących nie tylko pisania, ale szeroko pojętej kultury słowa, itp.

Bardzo się cieszę, że cykl rozkręcił się na dobre, pokazując zróżnicowane spostrzeżenia na temat współczesnej polszczyzny, kondycji języka polskiego, słów, literatury. Bardzo się z tego powodu cieszę, bo przecież jesteśmy ludźmi różnych gustów, spostrzeżeń itp. 

Dzisiejszy odcinek przeznaczony jest osobie Zuzanny Arczyńskiej :)

Zdj. nadesłane
Z prywatnego albumu


Zuzanna Arczyńska debiutowała trzy lata temu e-bookiem „Jak spadek”, która opowiada o perypetiach pewnej rodziny, trochę patchworkowej, poplątanej przez życie. Zuzanna debiut papierowy ma przed sobą, bowiem niebawem na rynek wydawniczy wyjdzie Jej najnowsza powieść, już pod skrzydłami Wydawnictwa Szara Godzina. Z ciekawością czekam na tę książkę, mam nadzieję, że będziecie mogli poznać moją opinię również niebawem. Prywatnie bardzo sympatyczna, otwarta, aktywnie spędzająca wolny czas, wielka miłośniczka zwierząt.

Trzymam mocno kciuki za wydanie, jak zawsze, życząc Wam przyjemnej lektury :)


Co rozumiesz pod pojęciem „kultura słowa”?


(Ojej… To takie wielkie słowo. Kojarzy mi się z TVP kulturą i rozmawianiem późno w nocy o rzeczach, których nie ogarniam.)
Pod pojęciem „kultura słowa” rozumiem umiejętność zachowania się w trudnych życiowych sytuacjach, bez konieczności obrażania rozmówców, lub obrażania ich w sposób sarkastyczny i inteligentny a nie chamskie wyzwanie go od przeróżnych. Nasuwa mi się też skojarzenie które eliminuje z tego pojęcia wszelkiej maści gimnazjalistów i ich uproszczony język pełen XD lol. 

Czym dla Ciebie jest – słowo? Czy masz jakieś swoje ulubione?

Słowo jest tworzywem, gliną, w której można wyrzeźbić każdą emocję. Jest przekaźnikiem historii, emocji, wiedzy.
Moim ulubionym słowem jest: ogarnąć. Jest ono dla mnie niezwykłe, plastyczne i niezwykle często opisuje to, co mogę i czego nie mogę pojąć, zrozumieć i zrobić.

Jak Twoim zdaniem zmienia się język literacki? Czy ta zmiana zmierza w dobrym kierunku?


Język literacki jest coraz prostszy i potoczysty. W poezji to duża strata, w prozie jest mi wszystko jedno. Uważam, że ludzie, którzy mówią normalnie chętniej czytają książki napisane takim właśnie językiem, codziennym i zwykłym, potocznym. Czy to dobrze? Wolę język potoczny, niż książki napisane ze zdrobnieniami i udziwnieniami. Poza tym biorąc pod uwagę fakt, że czytelnictwo jest w kraju niepopularne uważam, że dostosowanie się do czytelnika, zamiast stawiania mu wygórowanych wymagań jest dowodem elastyczności, choć bawi mnie niezmiernie, że panie recenzentki lat 19 piszą w opiniach na LC: „minusik za trudne słowa”.
Prócz tego mam komentarz do literatury obyczajowej i erotycznej. Język polski długo był niezwykle ubogi w fajne słownictwo erotyczne. Doskonale oddaje to historia o tym, że gdy jakaś królewska żona kazała przełożyć sobie na polski dla swoich dwórek jakiś soczysty kawałek z francuskiego, czy włoskiego. Było tam tyle chędożenia i niczego ponadto, że zrezygnowała z tego pomysłu, bo był okropny.
Konkluzja jest taka, że dzięki literaturze obyczajowej i erotycznej, czyli tzw. brzydko gatunkom kobiecym, pogardzanym przez przedstawicieli „kultury wysokiej” mamy w Polsce obecnie duży zasób pięknych słów dotyczących sfery intymnej. Tu ubóstwo językowe zostało załatane przez tłumaczy i rodzimych pisarzy i chwała im za to. 






Co myślisz o wulgaryzmach, potoczności słownej stosowanej coraz częściej w książkach?

„Na wszystko jest wyznaczony czas” (kaznodziei 9:1)
Jeśli bohater uderzył się młotkiem w palec napisanie: ała ała nie odda emocji, a potoczna soczysta „kurwa” już tak – smutne, ale prawdziwe ( nawet w bajce o Rumcajsie oprócz : „zaklął szpetnie książę pan po francusku” było poprzedzające je „sakreble!” ).
Przyzwyczajam się chociażby Żulczyka czytając, że mięcha jest coraz więcej i jest nieuzasadnione w sposób jaki dopuszczam. Dla mnie jeśli wymaga tego sytuacja i dialog, wulgaryzmy są uzasadnione. Jeśli jakaś konkretna postać ma taki sposób mówienia, to okej, ale gdy cała powieść przesycona jest takim sposobem mówienia, wybacz, to nie dla mnie. Ta za dużo. Kilka lat temu taka książka wyszła jako pierwsza nagroda w konkursie na powieść roku Novea Res – no „żenadka jak u pradziadka” – jak mawia mój ślubny. A tak potocznie: „co za dużo, to i świnie nie zeżrą”.

Czy o współczesną polszczyznę można być spokojnym?

Nie wiem czy dobrze rozumiem pytanie. Polszczyzna jest coraz bardziej angielska. Korporacje wprowadzają na rynek obcy język z łatwością i bez sprzeciwu ogółu. Mierzi mnie to. Martwię się też o skrótowce, o to jak zastępujemy rozbudowane zdania miałkimi emotikonami. Denerwuje mnie ilość kwiatków, serduszek i uśmieszków zamiast słów, ale łapię się, że sama uczestniczę w tej tragifarsie. Słowem roku nastolatków jest XD LOL. Dla mnie to niezrozumiałe. Nie jestem spokojna o język. Kiedy czytam poezje niejakiego Rymkiewicza który trafił do podręczników z polskiego bo jest politycznym klakierem, gdy czytam o jemu podobnych i te wypociny, które wyrzygali na cześć swojego idola, kiedy stykam się z językiem, jakim posługuję się środowiska religijne i polityczne, żal mi ich. Oni mówią kompletnie innym językiem. To nie jest mój język polski.
Do tego jeszcze te koszmarne tytuły filmów: Meteor kontr ziemia, Piraniokonda, Szarknado. Bez komentarza.

A teraz spróbuj „naprędce” wymyślić krótką historyjkę, która zaintryguje czytelników - w myśl tytułu projektu. O czym ona będzie, czy to zmyślona, czy autentyczna, to zależy od Ciebie.

Powodzenia!


Hafciarka tłukła bezlitośnie zamieniając gładkie powierzchnie napiętych koszul w wypukły firmowy emblemat. Spojrzałam na zegar. W domu dzieci lada moment wyjdą do szkoły. Trzeba by im kilka szybkich, dobrych słów wysłać. Rozglądając się bacznie odblokowałam telefon. Wybrałam opcję wiadomości tekstowej i już miałam pisać, gdy haft się zakończył i musiałam wypiąć z maszyny tamborki i zamocować kolejną partię. Uwinęłam się migiem. Raz, raz, poszło błyskawicznie, włączyłam urządzenie i nim napięłam kolejną partię rozglądając się bacznie zaczęłam pisać wiadomość. Lepiej, żeby mnie nikt nie złapał na łamaniu zakładowego zakazu. Prędko wybrałam palcem odpowiednie klawisze i z radością w sercu nacisnęłam: wyślij. Komunikat który ukazał mi się na ekranie brzmiał: Przytyłam Was. Miało być: przytulam Was. Smartfon jak widać wie lepiej .
(tak mi się rano przydarzyło :) )


Dziękuję za rozmowę :)



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

„Piłeczki w palcach żonglerów. Opowieść oparta na faktach z życia pracowników korporacji farmaceutycznych” Artur Zygmuntowicz. O korporacjach prawdziwie...

„Lustro i inne opowieści” Lucyna Mijas

„Przed wyrokiem” Wiesław Hop. Los i przeznaczenie rzucają nami w miejsca, w których jesteśmy najbardziej potrzebni...