„Odnaleziony po latach” Agnieszka Szygenda. Zaskakująca, intrygująca, bardzo wyrazista...








Wydawnictwo Edipresse Książki

Ilość stron: 184

Nowość wydawnicza




Muszę przyznać, że w takiej formie, taką książkę przeczytałam po raz pierwszy. Zaskakująco i bez emocji, bez roztkliwiania się nad sobą. Autorka genialnie wpasowała się z tematem w aktualne wydarzenia areny politycznej. Ale ona jest w tym momencie najmniej ważna. Merytoryka powieści zaskakuje brakiem dialogów. Dzięki plastycznym obrazom i opisom jesteśmy w myślach i odczuciach głównego bohatera. Życie go nie oszczędzało, ale większość kłopotów, jakie na niego spadły otrzymał na własne życzenie. To moje pierwsze spotkanie z prozą autorki. Jeśli nadarzy się okazja, sięgnę po kolejne, albo i wcześniejsze utwory.

Bohaterem powieści jest mężczyzna. Kolejne zaskoczenie, to jego anonimowość. Nie wiemy, jak ma na imię on, ani nawet ludzie z jego otoczenia. Wszelkie sytuacje i wydarzenia z jego życia widzimy tylko przez pryzmat jego odbioru. To on interpretuje rzeczywistość i fakty, jakie w niej zachodzą. Chłodno, zwięźle, bez emocji, niczym zapiski rachunku sumienia, bądź podsumowania dotychczasowego życia. Gorzko, zwięźle, powściągliwie, jak na faceta przystało. Bohater powieści nie roztkliwia się nad swoim losem. Żona od niego odeszła, dorastający syn sprawia same problemy, stracił pracę, a jakby tego wszystkiego było mało zaczęły się kłopoty ze zdrowiem.

Szygenda nie oszczędza swojego bohatera, który ewidentnie szuka swojego miejsca na ziemi. Wynajmuje swoje mieszkanie i przenosi się na wieś, by nie myśleć o swoich porażkach i błędach. Kupuje stary dom. A ten, kryje w sobie wiele tajemnic i zagadkowych wpisów na pożółkłych, przypadkowo znalezionych kartkach. Niechlubna historia Rajgrodu i trudne chwile dla mieszkańców z przeszłości. Druga wojna, której piętno odznaczyło na losie dwóch rozdzielonych w celach bezpieczeństwa sióstr bliźniaczek.




Taka niby niepozorna, prosta fabuła, a niesie w sobie ogrom ekspresji i ukrywanej przez lata prawdy, w obliczu których ciężko przyznać się, że kiedyś popełniło się jakiś dysonans. To trudna i niecodzienna pozycja, która odzwierciedla też poniekąd historię wielu podobnych miejsc, czy współczesnego braku odwagi, by poruszać drażliwe kwestie, nierzadko pokrywające się z prawdą.


Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona stylem autorki, pomysłem na fabułę, przybranej formy narracji oraz tego, że dla kobiety to sztuka nieprzeciętna, by oddać tak sugestywnie sposób widzenia jako mężczyzna, a jednak tutaj udało się to autorce znakomicie, bez potknięć. Bardzo polecam tę książkę i czekam na kolejne pozycje tej autorki!


Za książkę dziękuję:







Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

[Przedpremierowo] „Wierszyki dla dzieci” Jakub Narloch

„Lustro i inne opowieści” Lucyna Mijas

„Przed wyrokiem” Wiesław Hop. Los i przeznaczenie rzucają nami w miejsca, w których jesteśmy najbardziej potrzebni...