„Impresje emigrantki” Aleksandra Englander-Botten. Szczerze o Anglii i Anglikach...






Wydawnictwo Novae Res

Ilość stron: 170

Nowość wydawnicza




„Dla zaradnych Polaków życie w Anglii jest zdecydowanie łatwiejsze niż w Polsce. Jednak UK to nie kraina mlekiem i miodem płynąca. Jak w każdym miejscu na ziemi, trwa tutaj nieustanna walka o byt.”

Po lekturze książki stwierdzam jednoznacznie, że ja raczej w tamtej, brytyjskiej rzeczywistości bym się nie odnalazła i zdecydowanie nie chciałabym tam żyć. Zbyt wiele nas dzieli kulturowo. Jeśli szkoła miałaby za mnie, jako matki, decydować, co będzie dla mojego dziecka lepsze, bądź najlepsze, to ja tej szkole mówię stanowcze „dziękuję”. Jest wiele podobnych niuansów, które zadecydowały o takim, a nie innym podejściu do sprawy. Przyznam, że autorka dzielnie podjęła się swojemu zadaniu. Dzielnie i odważnie. Nie każdy zdobyłby się na taki rodzaj szczerości. 


Zapytacie, jaki to rodzaj literatury? Na okładce wydawca zaznaczył, iż to „garść wrażeń i wspomnień”. Moim zdaniem, pierwsze określenie wpisuje się znakomicie, dodałabym od siebie - spostrzeżeń i licznych obserwacji. Autorka od wielu lat żyje w Wielkiej Brytanii, kraju, w którym Anglicy nie tolerują innych języków niż swój, pragną być tak bardzo hermetyczni, a otwierają granice na oścież. Muszę przyznać, że wiele rzeczy mnie irytuje w tej ich rzeczywistości. Służba zdrowia, podejście do chorych dzieci, rodziców, którzy nie mają praktycznie nic do gadania, jeśli chodzi o udział w życiu szkolnym. Czy wyobrażacie sobie np. żeby łykać antybiotyk przy zwykłej infekcji górnych dróg oddechowych, np. katarze? No właśnie. Anglicy łykają antybiotyki na potęgę. W dodatku chore dziecko, nawet przy poważnej chorobie, jak zapalenie płuc, anginie, ma prawo przyjść do szkoły. O tym, na jakim etapie dziecko będzie uczestniczyło w zajęciach decyduje pielęgniarka. 




Wiele rzeczy mnie irytuje, wiele szokuje, jeszcze więcej wywołuje mój kulturowy niesmak. W szkole nie deprecjonuje się dzieci, które źle się uczą, mają problem z nauką. Nawet, jeśli jest zagrożone, przepuszcza się do następnej klasy, żeby nie wpadło w depresję itp. Ech... nie do pomyślenia. Bardzo ciekawego podsumowania dokonała Aleksandra Englander-Botten w ostatnim rozdziale. Spostrzeżenia na temat Brexitu. Własne odczucia w konfrontacji z medialnymi doniesieniami.


„Impresje emigrantki” Aleksandry Englander-Botten to interesując lektura, która szczerze opowiada o życiu w Wielkiej Brytanii i jej mieszkańcach. Bez lukru, prawdziwie, bez skrepowania, dobitnie, odważnie. Autorka nie szczędzi nam swoich odczuć, obserwacji i czasami gorzkich, wewnętrznych rozterek. Szczerze polecam!


Za egzemplarz dziękuję:








Komentarze

Popularne posty z tego bloga

„Piłeczki w palcach żonglerów. Opowieść oparta na faktach z życia pracowników korporacji farmaceutycznych” Artur Zygmuntowicz. O korporacjach prawdziwie...

[Przedpremierowo] „Wierszyki dla dzieci” Jakub Narloch

„Lustro i inne opowieści” Lucyna Mijas