„O czym Ty człowieku opowiadasz...” - odcinek 11 – Aleksandra Berkowska :)







Kochani! 

Cykl jasno pokazuje nasze odmienne zdanie na niektóre sprawy i zagadnienia dotyczące kultury słowa, współczesnego języka literackiego. Bez wątpienia język ten się zmienia i w zależności od osobowości jest materią nad wyraz plastyczną, dającą się dowolnie i do potrzeb formować. 

Cieszę się, że każdy z nas ma inne zdanie na jego temat. 

"...słowo dla mnie jest pryzmatem, przez który możemy spojrzeć na innego człowieka." - Aleksandra Berkowska


Gościem dzisiejszego odcinka jest Aleksandra Berkowska, twórczyni wyjątkowa. 
Zdj. nadesłane
Z prywatnego albumu autorki

Mieszka w Warszawie. Z wykształcenia pedagog, z potrzeby chwili pracownik administracji biurowej, ale przede wszystkim od zawsze - atopik. Uwielbia urzeczywistniać pomysły, które krystalizują się w jej wyobraźni. Wieloletnim hobby autorki są robótki ręczne, szczególnie frywolitki. Stara się cały czas poznawać oraz uczyć nowych rzeczy i umiejętności, ponieważ uważa, że nigdy nie jest za późno na ten "pierwszy raz". Ola to osoba sympatyczna i otwarta. Napisała „Ranę”, by uwrażliwić sposób postrzegania ludzi chorujących na AZS oraz chociaż odrobinę zobaczyć, z jakimi traumami muszą się zmagać na co dzień. 

Jak zawsze również, życzę Wam inspirującej lektury! 


Olu, co rozumiesz pod pojęciem „kultura słowa”? 

Chcę podkreślić, że odpowiadam na te pytania przede wszystkim jako czytelnik, ponieważ mam w tym zakresie wieloletnie doświadczenie. Autorem jestem dopiero od niedawna :-)
Kultura słowa zawsze kojarzy mi się z zasadami savoir-vivre. Savoir-vivre określa pewne reguły np. zasady zachowania przy stole. Osoba, która stosuje się do tych zasad jest postrzegana jako osoba kulturalna, „z klasą”.
Kultura słowa, języka to też takie zasady (np. pisowni), reguły, które świadomie stosujemy wypowiadając się lub pisząc. Kultura słowa oznacza dla mnie również nie używanie wulgaryzmów a stosowanie słów takich jak: przepraszam, dziękuję, proszę… Tutaj kultura osobista przenika się z kulturą słowa. 

Czym dla Ciebie jest – słowo? Czy masz jakieś swoje ulubione? 

Dla mnie słowo jest jednym ze sposobów, za pomocą którego możemy uzewnętrznić to, co „nam w duszy gra” i zapoznać się z uzewnętrznieniem tego, co innym ludziom „gra w duszy”. Słowo ułatwia komunikację międzyludzką. Specjalnie mówię ułatwia, ponieważ nie jest ono niezbędne. Czasem możemy komunikować się za pomocą gestów czy nawet spojrzeń.  
Dla mnie słowa zawsze są złączone z tonem wypowiedzi oraz sytuacją, w której są wypowiadane. To właśnie ton i sytuacja (czy mowa ciała przy wypowiedziach ustnych) uwiarygadniają słowa lub nie. W literaturze też przy dialogach są przecież często opisy sposobu wypowiedzi słów.

Przede wszystkim słowo dla mnie jest pryzmatem, przez który możemy spojrzeć na innego człowieka. Słowa wypowiadają konkretne osoby, a jak wiemy każdy z nas jest inny i niepowtarzalny.
Ulubionego słowa na razie nie mam, ale może kiedyś... 
Zdj. nadesłane
Z prywatnego albumu autorki
Jak Twoim zdaniem zmienia się język literacki? Czy ta zmiana zmierza w dobrym kierunku? 

Literatura opisuje rzeczywistość i żeby bohaterowie byli wiarygodni, muszą posługiwać się językiem, którym mówią ludzie w realnym życiu. Język literacki odzwierciedla język potoczny, a zmiany w języku potocznym zmierzają moim zdaniem w złym kierunku. Coraz więcej jest wulgaryzmów, używanych nie dla podkreślenia wyjątkowych emocji, tylko tak w każdym zdaniu - „jako przecinek”. Coraz więcej naleciałości z innych języków, najwięcej chyba z angielskiego, coraz więcej słów skróconych, jak nara itp. Oczywiście język literacki musi być odpowiednio dobrany do postaci, gatunku książki, akcji i środowiska, w którym ona się rozgrywa.  
Zawsze, kiedy zastanawiam się nad językiem literackim, pojawia się refleksja.  
Mówi się, że ktoś kto dużo czyta, na ogół ma większy zasób słów, płynniej się wysławia. Czyli język literacki w pewien sposób kształtuje czytelnika. Idąc dalej tym tokiem myślenia, język literacki może wpływać również na język potoczny. Dlaczego więc świadomie nie wykorzystywać tego wpływu? 


Co myślisz o wulgaryzmach, potoczności słownej stosowanej coraz częściej w książkach? 

Jestem zdecydowanie za tym, żeby ich nie stosować, jeżeli nie jest to konieczne do uwiarygodnienia postaci.
Spotkałam się ostatnio z ciekawą opinią na temat stosowania wulgaryzmów w języku potocznym. Według tej opinii, wulgaryzmy to takie słowa – wytrychy. Za ich pomocą można opisać wiele rzeczy, każdą emocję. Wulgaryzmy są łatwiejsze do użycia, nie trzeba myśleć jakich użyć słów, aby precyzyjnie opisać wydarzenie, osobę czy uczucie, Po prostu wystarczy użyć wulgaryzmu - każdy zrozumie.
Myślę, że jest w tej opinii sporo prawdy. Stosowanie wulgaryzmów przyzwyczaja do niemyślenia. 

Czy o współczesną polszczyznę można być spokojnym? 

Myślę, że nie… Choć jest wiele osób, które mówią pięknie i poprawnie po polsku, jest też wiele osób, dla których nie jest ważne, jak się wypowiadają. Ta druga grupa ludzi jest według mnie większa i niestety będzie to prowadzić w przyszłości do zubożenia języka polskiego, jeżeli świadomie nie będziemy podejmować prób „ocalenia” polszczyzny. Myślę, że każdy powinien stale poszerzać swoją wiedzę na temat języka polskiego i starać się wypowiadać prawidłowo. Kluczowe jest właśnie to „staranie się”. 


A teraz spróbuj „naprędce” wymyślić krótką historyjkę, która zaintryguje czytelników - w myśl tytułu projektu. O czym ona będzie, czy to zmyślona, czy autentyczna, to zależy od Ciebie. 

Powodzenia! 

Wićka siedziała na samym brzegu plastikowego krzesła. Kurczowo ściskała uchwyty swojej torebki. W ogóle nie zauważała ukradkowych spojrzeń innych ludzi. W tym momencie zmagała się jedynie z własnymi myślami i obawami. Za chwilę, dosłownie za moment, wszystko się wyjaśni. Jej życie albo legnie w gruzach albo wyjdzie z tego budynku jako najszczęśliwsza kobieta świata. 
Nagle drzwi naprzeciwko niej się otworzyły.
- Pani Wacława Langoszewska – mężczyzna w średnim wieku popatrzył obojętnym wzrokiem po osobach siedzących w korytarzu.
- Jestem – cicho powiedziała Wićka. Wstała powoli i weszła do krzyczącego bielą pokoju.
Stanęła pośrodku gabinetu. W ciszy obserwowała jak mężczyzna siada za swoim biurkiem, zakłada okulary, otwiera kartę z jej nazwiskiem.
- No niech Pani wreszcie siada.
Zanim usiadła na kolejnym plastikowym krzesełku, zapytała:
- Panie doktorze, jak wyniki moich badań?
- Proszę usiąść, zaraz zobaczę. Spójrzmy. Lipidogram w normie, uuu, transaminazy są za wysokie, hematokryt też mógłby być wyższy…
W tym momencie Wicia poczuła jak fala gorąca oblewa ją całą. Dopiero teraz opadła na krzesło. Małe krople potu pojawiły się na jej czole. Co to znaczy? W ogóle nie rozumiała słów lekarza. Co to są te trans... coś tam? Czego dotyczy hematokryt? Nie była przecież lekarzem, była fryzjerką.
- Panie doktorze…? Ja umieram?

Dziękuję za możliwość wzięcia udziału w cyklu: „O czym ty człowieku opowiadasz...”

Dziękuję :)

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

[Przedpremierowo] „Wierszyki dla dzieci” Jakub Narloch

„Przed wyrokiem” Wiesław Hop. Los i przeznaczenie rzucają nami w miejsca, w których jesteśmy najbardziej potrzebni...

[Audiobook. Patronat medialny] „W maratonie życia” Anna Harłukowicz-Niemczynow. Życie to rodzaj maratonu, w którym tylko od nas zależy, jak rozłożymy sobie jego oddechy, gdzie poszukamy właściwych proporcji, by odnaleźć samego siebie i poczucia własnej godności...