„Prom do Kopenhagi” Krystyna Mirek. Jaka jest recepta na szczęście?





Wydawnictwo Burda Książki 

Ilość stron: 284 



„Cierpienie jest wpisane w miłość. Te dwa uczucia zwykle występują razem, co najwyżej w różnych proporcjach. Niektórym wybrańcom losu udaje się znaleźć miłość w czystej postaci, a że w naturze zawsze panuje równowaga, w związku z tym komuś innemu dostaje się wyłącznie cierpienie.” str. 182 

Chciałoby się powiedzieć, że historia, jakich mnóstwo nie tylko w innych książkach, ale realnym życiu ponad wszystko. Jednak śmiem twierdzić, że nie tak do końca. Książka jest debiutem Krystyny Mirek. Jednak, jak dla mnie, merytorycznie wcale nie widać, żeby była pierwszą w dorobku autorki. Swój specyficzny – liryczny język opowieści autorka przewija w pozostałych powieściach, stopniując naszą ciekawość, powolutku, zgrabnie odsłaniając każde kolejne karty, byśmy nie za szybko rozszyfrowali zamysł opisywanej historii. Wcale nie takiej banalnej i jednoznacznej. 


Bohaterowie wychowują się w maleńkiej miejscowości, w której brak perspektyw na wiązanie z nią przyszłości, czy jakichkolwiek planów zawodowych. A wiadomo, aby osiągnąć jakąś stabilizację finansową, trzeba mieć ku temu pewne warunki i widoki. Dwie rodziny sąsiadują ze sobą. Weronika wychowywana przez samotnego ojca, straciła matkę mając zaledwie kilka lat. W dodatku ojciec nie przejawiał wobec córki czułych gestów, czy rodzicielskich uczuć. Konrad zaś ma pięcioro rodzeństwa i mamę, która z kolei ich samotnie wychowywała, poświęcając się na maksimum. Autorka porusza tutaj bardzo ważne aspekty. Ojciec Konrada był alkoholikiem, który zostawił po sobie bagaż przykrych doświadczeń, złą opinię i dom w ruinie. Konrad jako najstarszy przejmuje obowiązki ojca. Wyjeżdża za granicę, aby pracować na nowy dom dla matki i rodzeństwa. Weronika jest przekonana, że Konrad ucieka przed nią. Nie ułatwia niczego jego dziwne, tajemnicze zachowanie. Unika jej, nie podejmuje prób rozmowy. Tymczasem, za plecami dziewczyny, ojciec knuje plany na przyszłość córki. Gdy Weronika odkryje powód, jaki spowodował takie a nie inne działania ojca, wpadnie w rozpacz i podejmie pewne istotne decyzje. 


Krystyna Mirek utkała opowieść, która może być podobna do historii każdego z nas, jednak sposób jej wykonania angażuje nas jako czytelników do maksimum. To z pozoru prosta opowieść. Autorka porusza tutaj istotny temat trudnej, często tajemniczej przeszłości, która snuje się za nami jak cień, jest przyczyną wielu niedomówień, konfliktów, a wszystko też przez to, że nie potrafimy ze sobą otwarcie rozmawiać. Weronika jest piękną dziewczyną, pełną nadziei, że przyszłość z Konradem jest tą właściwą. Wszystko zaczyna komplikować się, kiedy chłopak wyjeżdża bez pożegnania. Czy przyczyna tkwiła w niej? 




Ojciec Weroniki zataił prawdę o matce. Unikał rozmów, widział córkę jako żonę kogoś innego, ale nie u boku syna alkoholika. Konrad zaś jest przekonany, że jego trudna przeszłość nie otwiera mu żadnych nowych drzwi. Chłopak umyślnie się deprecjonował, zatracił wiarę w siebie, żył w przekonaniu, że nie ma niczego wartościowego do zaoferowania tak pięknej i mądrej dziewczynie, jaką jest Weronika. Nie miał odwagi spojrzeć jej w oczy i powiedzieć co naprawdę do niej czuje. 

Nie byłoby tego złego, gdyby z pomocą obojgu nie przyszła Kaśka. To ona, jak na prawdziwą i nową przyjaciółkę Weroniki, podjęła odważną decyzję. 


„Prom do Kopenhagi” kończy się dosyć typowo i specyficznie, jak przy tego rodzaju książkach, jednak niech nie przysłoni Wam prawdziwego przekazu książki. Skryta miłość, tajemnice, wyraziści bohaterowie, indywidualne samotności i oczywiście szczęśliwy finał. Czy to jest recepta na szczęście według Krystyny Mirek? Przekonajcie się!





Komentarze

Popularne posty z tego bloga

[Przedpremierowo] „Wierszyki dla dzieci” Jakub Narloch

„Przed wyrokiem” Wiesław Hop. Los i przeznaczenie rzucają nami w miejsca, w których jesteśmy najbardziej potrzebni...

[Audiobook. Patronat medialny] „W maratonie życia” Anna Harłukowicz-Niemczynow. Życie to rodzaj maratonu, w którym tylko od nas zależy, jak rozłożymy sobie jego oddechy, gdzie poszukamy właściwych proporcji, by odnaleźć samego siebie i poczucia własnej godności...