Z cyklu „O czym Ty człowieku opowiadasz...” - odcinek 13 – Iwona Banach:)






Kochani! 

Cykl nabrał rozpędu. Różnorodność zdań, spostrzeżeń, ewidentnie występujące różnice poglądów, to coś, co nas między sobą wyróżnia. Jeśli ktoś ma ochotę wziąć w nim udział, zapraszam do kontaktu. 


Dzisiejszy odcinek poświęciłam osobie Iwony Banach, skromnej, utalentowanej twórczyni, która oprócz tego, że pisze swoje poczytne powieści, jest tłumaczką, nauczycielką, czytelniczką, a prywatnie uwielbia robótki na szydełku. Interesuje ją dosłownie wszystko. Jak twierdzi, kuchnia jest miejscem, w którym bywa najbardziej kreatywna. 

Zdj. nadesłane/ z prywatnego albumu


Ja poznałam twórczość pani Iwony, dzięki dwóm Jej nietuzinkowym powieściom: „Szczęśliwy pech” oraz „Maski zła”. To autorka ze specyficznym poczuciem humoru, stawiająca swoim bohaterom niecodzienne kłody pod nogi. Tworzy wyraziste wątki i sugestywne postaci, o których też ciężko nam, jako czytelnikom zapomnieć. 


Jak zawsze, życzę Wam przyjemnej, inspirującej lektury oraz do zaglądania na stronę autorki: 




„Język się zmienia i nie podlega to woli człowieka, to proces zależny od wielu czynników. Nic na to nie poradzimy. Zmiany są czymś, czego zatrzymać się nie da.” - Iwona Banach 


Pani Iwono, co Pani rozumie pod pojęciem „kultura słowa”? 

Kultura słowa ma dla mnie dwa znaczenia, to tak jakby „kultura pisana” czyli to wszystko co możemy przeczytać, bo kultura zawiera się w słowie albo w obrazie. Niekiedy jest nietrwała, efemeryczna jak taniec, niekiedy zapisana na dłużej, jak zdjęcie, obraz lub tekst. Istnieje też druga strona medalu, czyli słowo jako takie, czy powinno być „kulturalne” bo chyba o to chodzi. Przekleństwa też mają w tekście znaczenie, obrazują człowieka, albo jego stan. Sposób wyrażania się postaci wymaga czasem słów powszechnie uważanych za wulgarne, ale wtedy „pokazuje”, a nie „opisuje” bohatera, a to jest bardzo ważne. 

Czym dla Pani jest – słowo? Czy ma Pani jakieś swoje ulubione? 

Słowo jest ważne, szczególnie dla mnie jako tłumacza. Każde słowo ma swoje miejsce i kontekst, nawet słowa niecenzuralne. Przecież co innego napisać kupa, ekskrement, kał, produkt wydalania, gówno... Każde z tych słów ma swój odrębny kontekst i miejsce i musi istnieć.
Wyobraźmy sobie zdanie zaczynające się od: Psi kał... Psia kupa... Psie gówno... Każde z tych zdań zaczyna się tym samym psem i tym co wydalił powiedzmy na chodnik, ale... Nie wszędzie jednak pasuje.
Pierwsze bardziej nadaje się do podręcznika, drugie do powieści dla dzieci, a trzecie na przykład do kryminału...
Wszystkie słowa są potrzebne, a z języka znikają tylko słowa nieużywane, wszystkie inne mają sens i swoje miejsce. Nadużywanie ich to zupełnie inna sprawa. Jeżeli nadużywa się ich aby szokować i nie mają sensu ani dla budowy postaci, ani dla treści, to nie mają sensu w ogóle. 


Jak Pani zdaniem zmienia się język literacki? Czy ta zmiana zmierza w dobrym kierunku? 

Język się zmienia i nie podlega to woli człowieka, to proces zależny od wielu czynników. Nic na to nie poradzimy. Zmiany są czymś, czego zatrzymać się nie da. 

Język literacki chyba coraz bardziej przybliża się do języka codziennego, do języka ulicy, ale to też raczej normalne, bo ci, którzy piszą o zwykłych rzeczach powinni pisać zwykłym językiem. Czasami nawet „wzniosła” treść nie kocha „wzniosłego” języka bo wszystko staje się pompatyczne. Trzeba zwrócić zresztą uwagę i na to, jak inaczej się czyta Sienkiewicza, Orzeszkową, a pisarzy współczesnych, tamten język, nawet jeżeli jest piękny ( lub piękniejszy) mało przystaje do naszych czasów, a język musi być odzwierciedleniem życia. 


Co myśli Pani o wulgaryzmach, potoczności słownej stosowanej coraz częściej w książkach? 

Używam bardzo często, lubię je, nadają soczystości wypowiedzi (na pewnym poziomie i nie zawsze, nie za wszelką cenę).
Czasami są wręcz potrzebne. W wielu sytuacjach konieczne, stosuję je często, ale tylko wtedy kiedy są istotne dla treści, postaci, sytuacji... Nie mają sensu jeżeli używa ich narrator ( no chyba, że to jakaś specjalna forma wypowiedzi), albo narrator jest bohaterem, który tak właśnie po prostu mówi. Wulgaryzmy powinny służyć do określania poziomu intelektualnego, moralnego, stanu emocjonalnego, czy wykształcenia bohatera, wtedy mają sens.
Niekiedy sytuacja ich wręcz „żąda”. Naprawdę są takie sytuacje. Powiedzmy, że mamy dziesięciolatkę, którą chcemy „pokazać” jako zdegenerowaną... Wystarczy włożyć w jej usta papierosa i kilka przekleństw i już wiemy kim jest, z jakiego pochodzi środowiska. To daje czytelnikowi więcej nić opisy. 

Czy o współczesną polszczyznę można być spokojnym? 

I tak i nie. Język zmienia się bo żyje, a także dlatego, że zapożycza i to w bardzo szybkim tempie słowa z innych języków, najczęściej anglicyzmy, ale nie jest to coś co można zmienić ustawą, choć w języku czeskim coś takiego kiedyś nastąpiło.
Internet wymusza szybkie reakcje więc powoduje także niechlujstwo językowe. Niechlujstwo nigdy nie jest czymś dobrym, ale jestem zdania, że tam gdzie najważniejsza jest treść, czyli w rozmowach internetowych na przykład, można nie przejmować się literówkami ( nie dotyczy to jednak ortografów) natomiast w tekście literackim ważna jest i treść i forma, dlatego tak drażnią literówki w książkach.
Ponadto, czy będziemy się o polszczyznę martwić, czy nie i tak niczego to nie zmieni. 

A teraz proszę spróbować „naprędce” wymyślić krótką historyjkę, która zaintryguje czytelników - w myśl tytułu projektu. O czym ona będzie, czy to zmyślona, czy autentyczna, to zależy od Pani. 

Powodzenia! 


- Prężcież ty piszesz o niczym! Nie szkoda ci czasu? Nie wstyd ci tego marnotrawstwa potencjału? 

- Nie bo to jest ważne! 

- Co? 

- Nic. Nic jest ważne. Tylko o tym warto pisać. Zobacz, ona go kocha i on ją kocha, ciekawe? Nie. „Długo i szczęśliwie ciekawe? Też nie bardzo. Kiedy w kryminale nie ma mordercy jest powieść, a kończy się, kiedy go znajdują. 

Pisze się tylko o tym czego nie ma... 

Więc piszę o niczym. Nic jest najważniejsze na świecie. 


Dziękuję za rozmowę i udział w projekcie :)

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

„Piłeczki w palcach żonglerów. Opowieść oparta na faktach z życia pracowników korporacji farmaceutycznych” Artur Zygmuntowicz. O korporacjach prawdziwie...

[Przedpremierowo] „Wierszyki dla dzieci” Jakub Narloch

„Lustro i inne opowieści” Lucyna Mijas