[Zapowiedź przed premierą] O emocjach przed premierą z Iwoną Walczak :)




Kochani!

Już 27 marca premiera najnowszej powieści Iwony Walczak "Podróż po horyzont", której mam przyjemność patronować medialnie. Z tej też okazji postanowiłam zadać autorce kilka pytań o emocje, jakie Jej towarzyszą tuż przed premierą :) A na recenzję książki musicie trochę poczekać :)





Iwono, premiera „Podróży po horyzont” już 27 marca. Jakie to uczucie puszczać swoje kolejne dzieło, swoją kolejną opowieść i bohaterów w świat? 


27 marzec 2018 – jest to dokładnie sześć lat po ukazaniu się „Złocistej Doliny” :)  
Każda kolejna premiera jest dla mnie wydarzeniem. Podobną ekscytację czuję na początku projektu; tytuł, ramowy pomysł, to też są bardzo ekscytujące momenty. Potem przychodzi czas na mozolną pracę; wymyślenie szczegółowej fabuły, napisanie powieści (!) i w końcu jej kilkakrotna żmudna redakcja.  
Książka ukazuje się na rynku, i zawsze czuję niepokój, czy historia się spodoba, czy bohaterowie okażą się wiarygodni, czy język jest żywy i wiarygodny... Czy czytelnik dostrzeże ważne dla mnie elementy książkowej układanki? „Podróż po horyzont” to moja szósta powieść, (wydanie siódme, bo jedna została wznowiona), a mimo to boję się, czy nie zostały „przepuszczone” jakieś literówki, bo mimo dokładnej redakcji i korekty i takie zdarzyć się przecież mogą. Potem pojawią się opinie... 


Zdaje się, że Agnieszkę i Wiktora znamy ze „Śniadania na skale”. Na ile splotłaś losy tych dwoje bohaterów? 
Tak, znamy ich, ale w „Podróży po horyzont” nie ich związek wybija się na plan pierwszy. Owszem Agnieszka odbywa podróż, ale w książce splatają się losy kilku osób, a historia Agnieszki jest jedną z nich. Dziewczyna wyrusza, żeby przemyśleć swoje życie. Właśnie rzuciła niesatysfakcjonujący etat w amerykańskiej korporacji, gdzie godziny jej pracy pokrywały się z czasem pracy w USA. Jest zakochana, ale nie radzi sobie z zazdrością. Wiktor jest przedsiębiorczy, przebojowy, utalentowany, ale przy okazji obarczony bogatą historią. Każda kobieta pojawiająca się w jego okolicy jest dla Agnieszki zagrożeniem. I jeszcze matka... Jakże mało o niej wie.  
Pisane przed laty listy Greczynki Elle do mamy Agnieszki stają się pretekstem kierunku jej podróży, a ich treść wywołuje autentyczne zainteresowanie dziewczyny. Prowokuje pytania. Dlaczego matka nie odpowiadała? Skoro paczki wróciły do Salonik, dlaczego w takim razie nie wra­cały listy? I ta walka o wolność!  
Droga do Elle staje się dla dziewczyny w pewnym sensie ucieczką, ale i przy okazji wyzwaniem. Po drodze poszuka siebie, ale i wartości. Pozna historie wielu ludzi, przejdzie drogę do Elle, i wreszcie – pozna historię swojej mamy. Przy okazji podróży pojawią się jej proste pragnienia, żeby zobaczyć, zwiedzić, poznać... 


Lubisz fabułę swoich opowieści snuć w bardzo typowych, klimatycznych, specyficznych miejscach, które znasz z autopsji. Tym razem postawiłaś na Wyspy Maltańskie. Co chciałaś wydobyć z tego miejsca, czym ono Cię zachwyciło, że postanowiłaś właśnie tam osadzić akcję powieści? 

Podobnie do Agnieszki, i ja mam proste pragnienia; zobaczyć, zwiedzić, poznać... Poznawać po drodze ludzi i ich historie. Podróż to taka miniatura życia. Mogę wyruszyć sama, mogę z koleżanką albo z towarzyszem. Wystarczy kupić noclegi, kupić bilet na samolot, zabukować auto, albo i nie, na Malcie na przykład jest ruch lewostronny. Więc tam nie. Musiały mi wystarczyć autobusy, co też ma swój urok.  
W „Podróży po horyzont” postawiłam też na greckie Korfu. Na marginesie – zarówno na Korfu, jak i na Maltę doleci się z poznańskiej Ławicy bez przesiadek. Lubię mieć blisko z lotniska do domu. Bo o ile podróż w tamtą stronę jest ekscytująca, i nawet mogę dojechać na lotnisko gdzieś dalej, z powrotem jestem wygodna, i wolę wylądować w Poznaniu. 
Zdj. nadesłane/ Z prywatnego albumu autorki
 Pytasz o Maltę. Mało jej w literaturze kobiecej, mamy sporo Grecji, Francji, Chorwacji, Włoch... Maltę na kartach powieści trudno znaleźć, a szkoda, bo to bardzo malowniczy kraj. Republika Malty to trzy wyspy, największa Malta, Gozo, i maleńka Comino ze słynną Błękitną Laguną w pobliżu. Malta mnie bardzo zaskoczyła. Kraj to niewielki, a jakże wielki, ze swoją historią sięgającą siedmiu tysięcy lat. Mamy tam; cudne plaże, kamieniste, ale i piaszczyste, sporo zatok i półwyspów, mnóstwo znaków długiej historii wysp... Stolica Malty, Valletta z 320 zabytkami wpisana jest na listę UNESCO. 320 zabytków w jednym mieście! Robi wrażenie. Oprócz tego, znakomite wina, dobre sery, oliwa, na każdym kroku pyszne pastizzi, fenek, ryby i owoce morza. Nie zapomnijmy o pogodzie - słońce i minimum 20 stopni ciepła mamy tam od końca marca. A to z atrakcji jeszcze nie wszystko... 



Co to właściwie za historia? Zapowiedź możemy przeczytać na okładce, ale dla Ciebie osobiście? Co chciałaś powiedzieć tą, z tego co czytam, bardzo intrygującą historią? Czym ona dla Ciebie jest? 

Książkę napisałam przede wszystkim ze względu na postać Elle, z całą jej złożoną, ale i ciekawą historią. Opowieść zaczyna się w latach siedemdziesiątych, a dotyczy kilkudziesięciu lat życia Elle, jej wielu przemieszczeń, wielu zmian i dylematów.  
Kim jest Elle Spiropoulos? Mieszkała i studiowała w Polsce, przyjaźniła się z mamą Agnieszki Wrońskiej, na początku lat osiemdziesiątych wróciła do Salonik, co okupione było łzami, ale przecież miłość jest najważniejsza. Młodą Elle los przenosi z Salonik do Liapades na Korfu, gdzie mieszka wśród winnic, produkuje wino, a okoliczności przyrody, klify nad Morzem Jońskim i szafirowe jego wody uzupełniają szczęście, jakie ma być jej dane na zawsze.  
Wreszcie mamy Maltę z całą gamą urody, gdzie w maleńkiej rybackiej wiosce Marsaxlokk Elle znów próbuje być szczęśliwa sprzedając pyszne pastizzi i nadzorując bardzo obleganą restaurację przy nabrzeżu. Agnieszka podróżuje śladami Elle... 


Jakie są Twoje najbliższe plany wydawnicze? 

O planach wolę mówić ogólnie; są!  Dotąd zawsze je ujawniałam, niemal w szczegółach, co było zapeszające. Oczywiście mam plany bogate, dalekosiężne, wielotomowe... Tematów mam kilkanaście, tyle, że obok mnie toczy się życie, z jego blaskami i cieniami, co bywa bodźcem wspomagającym, ale też - a może przede wszystkim - hamulcem. 


Coś od siebie dla czytelników: 

Serdecznie pozdrawiam wszystkich Czytelników, nie tylko czytających moje książki. Co do moich powieści; zawsze się dziwię, że są one czytane. To Wasza zasługa, kochani. Nadal polecam się uwadze.
Staram się pisać o ludziach, bardzo często zaczątek książce dają losy (fragmenty) postaci realnych. Czasem wystarczy wypowiedziane przez kogoś zdanie, na którym buduję opowieść. Pisanie książek sprawia mi radość, niewątpliwie jest to moja pasja. Czasem zadaję sobie pytanie, kiedy to się tak naprawdę u mnie zaczęło. Pierwsza moja powieść powstała na skutek impulsu, ktoś powiedział, że dobrze piszę. To się chyba nazywa Palec Boży. Ale przecież pamiętam swoje wiersze i opowiadania z czasów szkoły podstawowej, i późniejszych. Więc ziarno było wcześniej .
Po co to piszę? Żebyśmy pamiętali o podlewaniu takich ziarenek w sobie. 
Dziękuję Agnieszko - serdeczności – Iwona Walczak :)

Dziękuję za rozmowę :) 








Komentarze

Popularne posty z tego bloga

[Przedpremierowo] „Wierszyki dla dzieci” Jakub Narloch

„Przed wyrokiem” Wiesław Hop. Los i przeznaczenie rzucają nami w miejsca, w których jesteśmy najbardziej potrzebni...

[Audiobook. Patronat medialny] „W maratonie życia” Anna Harłukowicz-Niemczynow. Życie to rodzaj maratonu, w którym tylko od nas zależy, jak rozłożymy sobie jego oddechy, gdzie poszukamy właściwych proporcji, by odnaleźć samego siebie i poczucia własnej godności...