„Epitafium dla umierającego miasta” Jarosław Bloch. Bogactwo cytatów, poruszających refleksji, sentymentalnych podróży w przeszłość i znaków zapytań o przyszłość...





Warszawska Firma Wydawnicza 

Ilość stron: 96 

Nowość wydawnicza, którą znajdziecie: 





„Coś niedobrego stało się z tym światem. Kiedyś ludzie byli zależni od siebie, żyli w grupach, które były oparciem w sytuacji, gdy któryś znalazł się na życiowym zakręcie. Teraz ludzie już nie chcą ze sobą być, nie chcą tworzyć społeczności. Chcą za to mieć, coraz więcej i więcej, i zrobią wszystko, aby ten cel osiągnąć. Nie mają nawet czasu zadać sobie pytania: po co to wszystko? Dzisiaj ludzie są zależni od pieniędzy, ich także muszą mieć coraz więcej...” 


Gorzkie słowa i prawda, jaka wypływa z tej jakże sugestywnie emocjonalnej książki są tymi, czego jesteśmy świadkami już od dłuższego czasu. Kiedyś, w przeszłości ludzie uciekali ze wsi do miast. Dzisiaj jest zupełnie odwrotnie. Przyjemność z czytania książki wypływa dzięki lekkiemu stylowi, suspensu spostrzeżeń i obserwacji narratora, którym jest nikt inny, jak sam autor. Ta gorzka prawda wyziera ze słów człowieka, który obserwuje otaczającą rzeczywistość, i który ewidentnie wewnętrznie się procesowi umierania miasta sprzeciwia. Autor nie ma problemu ze swoim emocjonalnym określeniem się do miejsca, które opisuje. I to właśnie to umierające miasto jest bohaterem jego afektywnej opowieści. 


Nie znamy nazwy owego miasta. Z informacji od narratora wiemy, iż jest to jedno z miast śląskich, w którym zamknięto kopalnię ze względu na brak węgla. Ludzie zostali pozbawieni pracy i nikt tak naprawdę nie ma uniwersalnego środka, czy recepty, by im pomóc. Autor wspomina minione lata, suto zastawione stoły, gdy na grubie pracowały pokolenia rodzin górniczych, gdy szturmem budowano familoki, a ludzie potrafili się zintegrować, żyć prosto, ale w kupie. Te obrazy przechodzą do przeszłości. Miasto pustoszeje, nawet przyjaciel Marek chce uciec chyłkiem, bez zbędnych pożegnań. 

„Wychowałem się wśród ludzi z węgla i stali. Nie byli to tacy zwykli ludzie, jakich pełno w każdym mieście. Ludzie, którzy spoglądali codziennie śmierci w oczy nie mogli być zwykli, choć byli zwykli.” 




Refleksje o bohaterze, w którym zmienia się krajobraz, znajome odchodzi wchodzi nowe, niekoniecznie przez wszystkich pozytywnie oswojone. W narratorze wzbiera wiele emocji. Smutek przeplata się z głębokimi refleksjami, wspomnieniami, sentymentem. Padają liczne pytania, ale nie konkretne, czy uniwersalne odpowiedzi. Autor buduje w nas, czytelnikach niepokój o to, co tak naprawdę przed nami, co zaserwuje nam przyszłość. 

„Dlatego pytanie o sens życia w obliczu tutejszej starości, starości w umierającym mieście, nabierało szczególnego znaczenia. Bo widząc tutejszą starość, człowiek wiedział, że w życiu tak naprawdę liczy się tylko to, by nie zostać samemu, gdy przyjdzie koniec.” 


Ta krótka opowieść jest bogactwem cytatów, poruszających refleksji, sentymentalnych podróży w przeszłość i znaków zapytań o przyszłość. Autor napisał niezwykle sugestywną opowieść, którą pewnie można by przypisać większości polskich miast. Niestety, widoki opisywane przez narratora są coraz częstsze. Znakomita lektura z głębokim przekazem, którą bardzo, ale to bardzo polecam! 


Za książkę dziękuję: 




Komentarze

Popularne posty z tego bloga

„Piłeczki w palcach żonglerów. Opowieść oparta na faktach z życia pracowników korporacji farmaceutycznych” Artur Zygmuntowicz. O korporacjach prawdziwie...

„Lustro i inne opowieści” Lucyna Mijas

„Przed wyrokiem” Wiesław Hop. Los i przeznaczenie rzucają nami w miejsca, w których jesteśmy najbardziej potrzebni...