„Na dnie duszy” Anna Sakowicz. Boleśnie prawdziwa opowieść, w której kłębią się i przenikają trzy światy, trzy odrębne historie, indywidualne odcienie przeszłości...





Wydawnictwo Edipresse Książki 

Ilość stron: 350 

Nowość wydawnicza 


Nie sposób przejść obok prozy Anny Sakowicz obojętnie. Książkę przeczytałam już jakiś czas temu lecz musiała uleżeć się trochę, odczekać, pozwolić przetrawić nagromadzone emocje, jakie mi towarzyszyły podczas lektury. To bez wątpienia najlepsza z dotychczasowych powieści Ani. Taka boleśnie prawdziwa, w której kłębią się i przenikają trzy światy, trzy odrębne historie, indywidualne odcienie przeszłości, która po raz kolejny daje o sobie znać, odznaczając swój głęboki ślad w świadomości każdej bohaterki. To książka nie tylko o żywych afektach, ale przede wszystkim o osobistych tragediach, trudnych czasach, bólu, tęsknocie, ale i nadziei, że jednak jutro będzie zupełnie inne. Jedyne co mi się nie podoba, ze względów wizualnych, to okładka. Nie wiem po co wizerunek tej młodej pani, w dodatku z lekki uśmiechem, kiedy tam wiele bólu i traum. Kompletnie odbiega od tematu książki i buduje jej fałszywy przekaz. Ale to jest moje zdanie, nikt się z nim zgadzać nie musi. 


W tej historii jest ogrom emocji, uczuć, niesklasyfikowanych afektów, niedomówień, nieumiejętności rozmawiania, czy świadomego określania swojego zdania. Mamy w niej trzy płaszczyzny trzech bohaterek. Jednak dla mnie, są tutaj dodatkowe dwie. O ile rzeczywistość Ingi jest dla mnie mdła, łatwo przeciekająca przez palce, o tyle ze światem Donaty związałam się najsilniej. Trzy kobiety i trzy odległe klepsydry czasu. Młodą Rozalię poznajemy z dzienników, które zostawia swojej wnuczce Indze tuż po swojej śmierci. Kobieta opisuje w nim sytuacje i zdarzenia z życia swojej rodziny, trudnych czasach w jakich żyła oraz następstwo zdarzeń tuż po ślubie, na który nie miała kompletnie żadnego wpływu. Takie to kiedyś były czasy. Kobieta nie miała prawa do własnego zdania, a młode dziewczęta były podporządkowane ojcu i braciom w pierwszej kolejności. Czytając te fragmenty włos jeżył mi się na głowie. Dzisiaj to byłoby nie do pomyślenia, coś obrzydliwie nienormalnego. Rozalia nigdy nie miała świadomości, że będąc świadkiem gwałtu siostry wpadnie w chorobę i to właśnie ona będzie cichą sprawczynią jej okropnego charakteru. Ta kobieta nigdy nikomu nie da się polubić. 




Autorka dokonała w książce licznych retrospekcji czasowych. Z opowieści małej Donatki otrzymujemy obrazy często dla dziecka niezrozumiałe. W ich tle przewijają się różne postaci drugoplanowe, tajemnicze, ale też ten prawdziwy portret Rozalii, ten niezafałszowany, z perspektywy dorastającej córki, która domaga się matczynej uwagi i tak ważnych odruchów miłości, przytulenia, gestów wskazujących na głęboką więź między matką a córką. Właśnie z tym światem małej, skrzywdzonej przez los Donatki zżyłam się najbardziej. 


Bohaterką, która dla mnie osobiście jest jak dziecko we mgle, to Inga. Tyle, że ona należy już do kompletnie innego pokolenia, jednak babka w dziennikach postawiła przed nią trudne zadanie. Czy uda jej się wypełnić wolę babki? 


„Na dnie duszy” to powieść o ludzkich, osobistych dramatach, wewnętrznych rozterkach, trudnych czasach i rzeczywistości, w której dzisiaj ciężko byłoby nam żyć. Anna Sakowicz zabiera nas w daleką podróż - w głąb siebie, zachęca do odkrywania rodzinnych historii kawałek po kawałeczku. Buduje napięcie i odczuwalne emocje związane z oczekiwaniem na dalszy rozwój akcji. To powieść o złu, które przybiera wcale nie tak jednoznaczną formę i określenie. To powieść wielopłaszczyznowa, intrygująca, zmuszająca do zatrzymania i głębszych refleksji. Powieść, która zostanie w Waszej czytelniczej świadomości na bardzo długo. 

Szczerze polecam! 



Za książkę dziękuję:







Komentarze