O emocjach przed premierą z Katarzyną Janus :)









Kochani! 

Na tegorocznych Warszawskich Targach Książki oficjalną premierę będzie miała trzecia książka Katarzyny Janus „Mam na imię Walentyna”, której mam przyjemność patronować medialnie oraz rekomendować na okładce. Zapowiada się intensywnie i intrygująco. 

Walentyna to postać wielobarwna, zupełnie niecodzienna. Pod postacią pozorności kryją się różnorodne kontrasty. Na tle włoskich barwnych krajobrazów toczą konfrontację dwa obrazy. Walentyna rozpoczyna walkę sama ze sobą, z wewnętrznymi zmorami, obawami i niepokojami. 

Katarzyna Janus i jej wcale nie taka słodko – gorzka opowieść o miłości, psychologii człowieka. Niejednoznaczna, wielopłaszczyznowa, powieść z piętrzącymi się pytaniami i refleksjami z głębi serca. 





Zapraszam Was na krótką rozmowę, jaką miałam przyjemność przeprowadzić z autorką, o emocjach, jakie towarzyszą Jej w trakcie oczekiwania na premierę „Mam na imię Walentyna”. Przyjemniej lektury! 


Witaj Kasiu. „Mam na imię Walentyna” to Twoja trzecia książka. Premiera w maju, na Warszawskich Targach Książki. Jak nastrój przed oficjalną premierą? 


Za każdym razem, kiedy czekam na ukazanie się książki, czuję się bardzo podekscytowana. Tym razem bardziej, bo po raz pierwszy będę uczestniczyła w targach książki jako autor. Będzie to moje pierwsze takie doświadczenie i nie ukrywam, że odczuwam lekką tremę. Ale mam nadzieję, że dam radę, w końcu nie takie wyzwania życie przede mną stawiało

Napisałaś bardzo sugestywną opowieść. Walentyna to postać wielopłaszczyznowa, niejednoznaczna. Naplątałaś jej trochę w życiu. Kim dla Ciebie osobiście ona jest? 

Jest oczywiście postacią wymyśloną, jednak pisząc o Walentynie przed oczami miałam stale obraz mojej córki, Jagody. To właśnie jej zdjęcie jest na okładce książki, jednak Walentyna, jej charakter, losy, decyzje, nie mają nic wspólnego z moją latoroślą. Jest to w stu procentach moja autorska fantazja. Początkowo zamierzałam stworzyć postać w stylu Bridget Jones, trzpiotkę, singielkę i zabawną dziewczynę. Jednak, im dalej się zagłębiałam w pisanie, tym robiło się bardziej poważnie. Każda moja książka żyje swoim własnym życiem. Zaczynając pisać, nigdy nie wiem, czym moi bohaterowie mnie zaskoczą. 
Zdj. nadesłane
Z prywatnego albumu autorki

Osadziłaś główny wątek powieści w malowniczych Włoszech. Dlaczego akurat Włochy i to wydarzenie? 

Włochy to moje ukochane państwo w Europie. Jeżdżę tam zimą na narty, latem nad morze, albo nad jeziora - Como, Garda. Rok, w którym tam nie jestem, to rok stracony. Pisząc moją pierwszą powieść postanowiłam, że w niej, a także w każdej następnej, umieszczę część akcji w kraju, który kiedyś odwiedziłam, w miejscu, które mnie zauroczyło. We Włoszech jest mnóstwo cudownych miasteczek i miejsc, które (na szczęście) mało są znane turystom, tak jak Pitigliano czy Termy Saturnia. Dlaczego ich nie przybliżyć czytelnikom? Podobnie było z wyspą Föhr na Morzu Północnym, na której dzieje się akcja mojej pierwszej powieści. 



Jak Ci się pisało tę trzecią powieść? 

Bardzo dobrze, bo postać Walentyny jest bardzo barwna i nieprzewidywalna. Często uśmiechałam się, rozbawiona jej poczynaniami, czy też jej przyjaciółki, Mariolki. Ale były także takie chwile, kiedy łza mi się w oku zakręciła, bo podczas pisania, gdy moi bohaterowie zostają doświadczeni przez los, potrafię się nieźle wzruszyć. Mam czasem wrażenie, że oglądam film z nimi w rolach głównych. A Walentynie los sprawia sporo problemów i niespodzianek. 

Twoje najbliższe plany wydawnicze: 

Skończyłam właśnie pisać powieść z wątkiem kryminalnym, którą zatytułowałam „Światło kryje się w mroku”. Głównych bohaterów - Larę i Igora dzieli różnica wieku jedenastu lat. Tym razem to on jest młodszy. Czy taki związek ma szansę na przetrwanie? Czy pięćdziesięciopięcioletnia kobieta może jeszcze kogoś zainteresować? I co się stanie z uczuciem tych dwojga, kiedy zawiśnie nad nimi niebezpieczeństwo, intryga, zdrada?  
A ponieważ pomysły kłębiły się w mojej głowie, żeby ich nie stracić, zaczęłam pisać dwie następne książki. Dałam im tytuły „Piękni ludzie” i „Sacrum et profanum”, jednak na razie nie chcę zdradzać ich treści. Sama jeszcze nie wiem, jak się potoczą w nich losy moich bohaterów. 
Coś od siebie do czytelników: 

Chciałabym bardzo podziękować wszystkim tym, którzy głosowali na mają książkę „Życie za życie”, która brała udział w konkursie Książka na Wiosnę. To dzięki Wam odniosłam sukces i jestem z tego powodu bardzo dumna i szczęśliwa. Dziękuję także za wiele ciepłych słów, jakie do mnie piszecie. To wszystko sprawia, że to moje pisanie ma sens. Bardzo dziękuję. 

Zdj. nadesłane
Z prywatnego albumu autorki



Dziękuję za rozmowę :) 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

[Przedpremierowo] „Wierszyki dla dzieci” Jakub Narloch

„Przed wyrokiem” Wiesław Hop. Los i przeznaczenie rzucają nami w miejsca, w których jesteśmy najbardziej potrzebni...

[Audiobook. Patronat medialny] „W maratonie życia” Anna Harłukowicz-Niemczynow. Życie to rodzaj maratonu, w którym tylko od nas zależy, jak rozłożymy sobie jego oddechy, gdzie poszukamy właściwych proporcji, by odnaleźć samego siebie i poczucia własnej godności...