„Słowo jest następstwem myśli, razem z którą potrafią czynić cuda.” Z cyklu „O czym Ty człowieku opowiadasz...” - odcinek 15 – Marika Krajniewska :)







Kochani! 

Cieszę się, że cykl przypadł Wam do gustu, pokazując jego różne odcienie i interpretacje. Dziękuję wszystkim, którzy zechcieli wziąć w nim dotychczas udział, a ci, którzy się wahają, niech odepchną wątpliwości i napiszą do mnie: stokrotka954@wp.pl 


Zdj. nadesłane
Z prywatnego albumu autorki

W odcinku 15 goszczę po raz kolejny na swoim blogu Marikę Krajniewską - tłumaczkę, dziennikarkę, autorkę. Urodziła się w Petersburgu, ale sercem i zawodowo związana jest od wielu lat z Polską. W swoich opowieściach często pokazuje odcienie dwóch kultur – polskiej i rosyjskiej. Laureatka wielu konkursów literackich, założycielka wydawnictwa Papierowy Motyl. Mama, żona, a nawet reżyserka krótkometrażowego filmu fabularnego „Głód”. Uzdolniona, skromna, otwarta i pozytywnie „zakręcona.” 
Zapraszam Was na stronę wydawnictwa: 

Życzę Wam jak zawsze przyjemnej, inspirującej lektury! 



Mariko, co rozumiesz pod pojęciem „kultura słowa”? 

Ach, jakie piękne to pytanie. Pierwsze, co przychodzi na myśl to elokwencja i czystość wypowiedzi, czyli brak wyrazów uznawanych za „brzydkie”. Natomiast ja się z tym nie do końca zgadzam, ponieważ sztuką jest kwieciste i profesjonalne przeklinanie w literaturze. I momentami jest niezwykle potrzebne. I nie chodzi o kulturalne przeklinanie, ale o odpowiednie użycie właściwych słów. 

Zdj. nadesłane
Z prywatnego albumu autorki
Czym dla Ciebie jest – słowo? Czy masz jakieś swoje ulubione? 

Słowo jest następstwem myśli, razem z którą potrafią czynić cuda. Mówię tu nie tylko o pisaniu, ale głównie o tym, że słowa – tak bardzo niematerialne – potrafią zmaterializować się w naszym iluzorycznym świecie. Słowa mają wielką moc. Najlepiej widać to obserwując wachlarz emocji, odbijający się na twarzy czytelnika podczas lektury. Moje ulubione słowo to „cud”. Krótkie, zwięzłe i ma niezwykle wiele znaczeń. 

Jak Twoim zdaniem zmienia się język literacki? Czy ta zmiana zmierza w dobrym kierunku? 


Być może moja wypowiedź będzie odebrana jako kontrowersyjna, ale zmienia się na lepsze. Mimo uproszczeń, zapożyczeń z języków obcych i nowomowy środowiskowej. Te wszystkie zmiany mają swój urok i świadczą o tym, że język rozwija się wraz z rozwojem, jaki obserwujemy i doświadczamy w innych dziedzinach życia. Język żyje razem z nami, więc nic dziwnego, że w nim również zachodzą zmiany. Są dość ciekawe, a dla pisarza wręcz pomocne. 


Co myślisz o wulgaryzmach, potoczności słownej stosowanej coraz częściej w książkach? 

Niechcący do tego pytania nawiązałam w pierwszej odpowiedzi. Są one potrzebne, ale w uzasadnionych przypadkach. Jeśli je potraktujemy jako normalne zwroty, część naszego życia, bo takimiż generalnie są i będą użyte zgodnie z zasadą: każdy bohater ma własny język – adekwatny do swojego statusu społecznego, wykonywanego zawodu, zainteresowań itd. – to ich pojawienie się w literaturze jest wręcz konieczne i niezastąpione. 


Czy o współczesną polszczyznę można być spokojnym? 

Odpowiem krótko, zważywszy na kanon lektur szkolnych, nie wiem. To trochę przewrotny punkt widzenia, ale byłabym spokojniejsza o polszczyznę, gdybyśmy szli z duchem czasu również z doborze lektur obowiązkowych. A tak, zamiast inspirować się pięknem języka polskiego z przeszłości, dławimy się jego nadmiernością w szkołach. A potem mechanizmem obronnym poddajemy się wpływom nowomowy. 

A teraz spróbuj „naprędce” wymyślić krótką historyjkę, która zaintryguje czytelników - w myśl tytułu projektu. O czym ona będzie, czy to zmyślona, czy autentyczna, to zależy od Ciebie. 

Powodzenia! 


Przytoczę anegdotę z życia wziętą, ponieważ doskonale oddaje poruszony temat.

Mroźną zimą do autobusu wszedł wykładowca uniwersytecki z żoną. Okutani szalami, czapkami i ciepłymi ubraniami rozsiedli się spokojnie i nagle profesor zauważył, że naprzeciwko siedzi jedna z jego studentek i nie zwracając na niego uwagi szczebiocze ze swoją koleżanką. No tak, pomyślał profesor, taka ta dzisiejsza młodzież niekulturalna, nawet się nie przywita. Westchnął, odwrócił się do okna i nagle słyszy:

O rany! To Pan, dzień dobry! Nie poznałam pana w ubraniu! – krzyknęła studentka, która wreszcie dojrzała znajomą twarz między warstwami ciepłych ubrań.


Zdajecie sobie sprawę jak długo profesor musiał się tłumaczyć żonie po takim okrzyku radości jego studentki. 

Dziękuję za rozmowę, udział w projekcie :)

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

„Piłeczki w palcach żonglerów. Opowieść oparta na faktach z życia pracowników korporacji farmaceutycznych” Artur Zygmuntowicz. O korporacjach prawdziwie...

[Przedpremierowo] „Wierszyki dla dzieci” Jakub Narloch

„Lustro i inne opowieści” Lucyna Mijas