„To jedno lato” Dorota Milli





Wydawnictwo Filia

Ilość stron: 520



Są książki o których niechętnie pisze się niepochlebne słowa. Z chęcią chciałabym napisać pozytywnie o książce, która zauroczyła mnie klimatyczną okładką, której do samego końca dawałam szansę na swą obronę. Uwierzcie mi, ale męki zaczęłam odczuwać w połowie opowieści. Jednak myślę sobie, książka liczy ponad pięćset stron, musi kiedyś w końcu zacząć się coś dziać. Tymczasem brnąc do samego końca nie otrzymałam nic kompletnie szczególnego. I tak zbierałam się w sobie, żeby wreszcie napisać recenzję, a jak nigdy nie wiedziałam od czego zacząć. Ale... zacznę od początku. Zaznaczam, że nie obejdzie się bez spojlera.


Zdecydowanie na korzyść powieści przemawia znakomicie wykreowany parszywy charakterek głównej bohaterki, Lukrecji Lis. I niech mi ktoś zaprzeczy, że właśnie takie książki pamięta się najlepiej. Długo nie zapomnę cholernie napuszonej Lukrecji, która uciekła z Dźwirzyna do Warszawy, bo zapragnęła wyrwać się z „dziury”, jak określa swoje rodzinne miasto. Lukrecja jest najstarsza, ma jeszcze młodszą siostrę. Rodzice od młodości spełniali zachcianki małej Luki, trzymając ją prawie jak pod kloszem. W efekcie Luka wyrosła na egoistkę z prowincjonalnym syndromem. Ma wygórowane mniemanie o sobie, a prawda jest zupełnie inna. W Warszawie pracuje jako doradca klienta. Kilkutygodniowy urlop Luka pragnie spędzić w Dźwirzynie. Właściwie nie pragnie, ale zrywając zaręczyny z bogatym narzeczonym, musi jakoś zapełnić wolny czas. Swój narcystyczny charakterek Luka podbudowywuje nieustannymi przechwalankami. Nie spodziewa się, że ten wyjazd zupełnie ją odmieni.


Obok portretu charakterologicznego na korzyść przemawiają opisy odwiedzanych przez Lukę miejsc. Bohaterka zabiera nas w podróż po nadmorskich, często tajemniczych, mało znanych miejscach, lekki styl pisarski, z humorem i przymrużeniem oka, ale na tym koniec. Rozwlekłość tekstu, skupiającego się na szczególikach ze snucia się Luki przez kilkadziesiąt dni nie sprawiły mi żadnej przyjemności. Postać Luki jest wykreowana na medal. Rzadko spotyka się takie indywidua. Pusta, egoistyczna, uważająca się za nie wiadomo kogo. Postać, która zdecydowanie odpycha, nie wzbudza mojej sympatii. Jednak nic poza tym. Tłem jest nadmorski krajobraz i chyba jeszcze to ratuje fabułę przed złamaniem. Nie rozczulają mnie te drobiazgi. Tutaj obok poszukiwań miłosnego obiektu jako potencjalnego męża, w dodatku bogatego, pracy w ogrodzie, spięciach z siostrą, nie ma nic, co by mnie zaintrygowało. Kompletnie. A szkoda, bo myślałam, że naprawdę warto się poświęcić. 




Jeśli lubicie takie frywolne, zwiewne opowieści, gdzie drobiazgowo jest opisany każdy ruch, podboje miłosne, spojrzenie, gest, mimika, myśli, jakieś rozterki, to owszem, to idealna książka dla Was. Mnie nie dość, że obciążyły te szczegóły, to negatywnie odebrałam główną bohaterkę. A chyba powinno być odwrotnie. Zero emocji, zero refleksji, zero jakiegoś ogarnięcia.

Przyjemność z czytania jest wtedy, gdy identyfikujemy się z bohaterem, gdy widzimy siebie na tle sugestywnego tła powieści, intrygującej od pierwszych wersów fabuły. Tutaj niczego takiego nie otrzymałam. Zawiodłam się.

To są moje indywidualne odczucia i nikt się z nimi zgadzać nie musi. Książki nie polecam. Jeśli dokonacie wyboru, to tylko na swoją odpowiedzialność.





Komentarze

Popularne posty z tego bloga

[Przedpremierowo] „Wierszyki dla dzieci” Jakub Narloch

„Przed wyrokiem” Wiesław Hop. Los i przeznaczenie rzucają nami w miejsca, w których jesteśmy najbardziej potrzebni...

„Lustro i inne opowieści” Lucyna Mijas