Zapowiedź patronatu medialnego i fragment najnowszej powieści Małgorzaty Urszuli Laski "Łatwo nie będzie" :)








Kochani!

Tegoroczna edycja Warszawskich Targów Książki obfituje w wiele premier książkowych. Jest naprawdę w czym wybierać. Tym razem prezentuję Wam kolejną powieść Małgosi Laski "Łatwo nie będzie". Książkę obejmuję patronackimi skrzydłami, dodatkowo na okładce znajdziecie moją rekomendację :)

"Bohaterami najnowszej książki Małgosi Laski nie są bogaci, wytworni ludzie. To autentyczna opowieść o postaciach, którzy są podobni do nas i otaczającej nas rzeczywistości. Autorka pisze o tematach i problemach, które nie są popularne, a nam obojętne. Wywołują emocje, wspomnienia, sentyment, bo ich akcja osadzona jest czasach, kiedy nie było internetu, a na telefon niewielu mogło sobie pozwolić. Wiele po tej lekturze nasuwa się refleksji i pytań. Małgosia Laska blisko naszych trosk, niepewności, tęsknot, nadziei i miłości, której daje szansę na rozkwit. Bardzo, ale to bardzo polecam!"




Fragment powieści:


Część pierwsza

– To koniec, ślubu nie będzie! – krzyknęła tak głośno, że siedzą-ce na gałęzi wrony zerwały się przestraszone i z głośnym krakaniem poleciały na skraj lasu.

Stali na leśnej ścieżce, na którą padały, przedzierające się przez drzewa i krzewy, promyki wstającego zimowego słońca. Nie pamiętała jak tutaj dobiegła. To miał być przecież ich ostatni wolny wypad przed ślubem. Tego wieczoru każdy miał robić, co mu się podoba. Co za ironia losu, że wybrali się do tej samej dyskoteki. Za tydzień miało odbyć się wesele, tak się cieszyli i odliczali ostatnie dni w kalendarzu. Z trudem odkładane pieniądze na ten wielki dzień, planowanie przyjęcia, ślubnej sukni, fryzury i muzyki spełzły na ni-czym. A było tak trudno to wszystko zorganizować, tym bardziej że byli jeszcze tacy młodzi, a zamieszkanie na wsi bez ślubu równało się z dyskryminacją i odrzuceniem. Ale przecież miłość jest najważniejsza, powtarzali sobie, a tej nie brakowało w ich związku, dlatego bez cienia wątpliwości zdecydowali się na małżeństwo. To nic, że brakowało pieniędzy na wesele. Nie martwiło ich wcale, że na wszystko nie wystarczyło. Po znajomości udało się załatwić salę w remizie, a zagrać miał człowiek orkiestra. Sukienka była pożyczona, włosami i paznokciami obiecała zająć się koleżanka. Ślubny garnitur udało się kupić okazyjnie – nowy, chociaż niezbyt ładny. Rodzina oferowała pomoc w przygotowaniach do wesela, a to w pieczeniu ciast, a to przy wyrobie wędlin. Dziadek chłopaka dawno już przygotował alkohol na tę okazję. Był mistrzem na całą okolicę w domowej produkcji bimbru. Potrafił tak zaprawić i udoskonalić, że nawet wytrawny degustator miał problem z analizą i pochodzeniem trunku. Zastanawiał się, czy pije whisky, czy może jakąś śliwowicę.

– Co ci, do diabła, odbiło, Haniu! Zwariowałaś? – Michał próbował utrzymać równowagę i ciężko dysząc, oparł się o drzewo. Dogonił ją z trudem, po tym jak wybiegła z sali na mroźne zimowe powietrze.

– Jesteś łajdak i oszust! Pijak też. Jak mogłeś mi to zrobić? – krzyczała przez łzy.

– Haniu, ale o co ci chodzi? – próbował jakoś opanować sytuację, chociaż w głowie nieźle mu szumiało, a wypowiedzenie najprostszych słów stanowiło nie lada problem. Dawno tak się nie upił. Ale co miał sobie żałować? Właśnie dzisiaj? Taka superimpreza, kumple, dziewczyny…

– Widziałam, tak! Ciebie widziałam, łachudro, w samochodzie z tyłu budynku – szlochała, połykając łzy. Nie panowała nad sobą. – Tylko tę twoją kraciastą koszulę przez szybę było widać!

Rozpacz, zrezygnowanie, rozczarowanie skumulowało się w jedno – we wściekłość. Słowa, które wykrzykiwały jej usta, brzmiały wulgarnie i obco. Nawet nie wiedziała, że takie zna.

– Z nią, z tą lafiryndą tam poszedłeś i… Zawsze na ciebie lecia-ła!

– Ale z kim? Gdzie? – Michał starał się skupić i zrozumieć, o co jego przyszłej żonie chodzi.

Nie mogła już wykrztusić żadnego słowa. Zaczęła mocować się z pierścionkiem na palcu. W końcu się udało. Z wściekłością rzuciła nim w Michała. Złoto błysnęło w powietrzu, odbiło się o jego ramię i upadło gdzieś z tyłu, w śniegu. Pierścionek rozgrzany jeszcze od temperatury ciała Hani, zatapiał się powoli w miękki, biały puch.

– Masz ten swój pierścionek! Możesz dać go, komu chcesz. Nic nie potrzebuję od ciebie, ty świnio!

Michał patrzył na nią szeroko otwartymi oczami. Nie poznawał jej zupełnie. Zamroczony alkoholem, nie do końca rozumiał zarzuty, ciskane w niego z taką siłą.

– Mieliśmy spędzić wolny wieczór, ale o zdradzie nie było mowy. Nie wybaczę ci do końca życia! – krzyknęła i pobiegła, nie prze-stając płakać.

Michał pomyślał, że powinien za nią biec, wytłumaczyć, że się co do niego myli, oskarża bezpodstawnie. I co? Za jakąś dziewczynę? To już w wieczór kawalerski potańczyć nie można?

Wolno osunął się po pniu drzewa. Dobrze, że stanowiło oparcie, inaczej pewnie by się przewrócił. Nie wiedział, czy to szok sprawił, że nogi się pod nim ugięły, czy to może skutek działania alkoholu. Spojrzał w niebo, zaczęło się powoli przesuwać razem z wschodzą-cym słońcem. Zamknął oczy, zrobiło mu się niedobrze. Otworzył znowu i wciągnął w płuca rześkie zimowe powietrze. Spojrzał w górę, tym razem korony drzew zatańczyły w kółeczko. Chciał wstać, ale nogi odmawiały posłuszeństwa. Nawet nie czuł zimna, chociaż był tylko w samej koszulce z krótkim rękawem. Głowa powoli opadała mu na piersi. Zasnął.





Komentarze

Popularne posty z tego bloga

[Przedpremierowo] „Wierszyki dla dzieci” Jakub Narloch

„Przed wyrokiem” Wiesław Hop. Los i przeznaczenie rzucają nami w miejsca, w których jesteśmy najbardziej potrzebni...

[Audiobook. Patronat medialny] „W maratonie życia” Anna Harłukowicz-Niemczynow. Życie to rodzaj maratonu, w którym tylko od nas zależy, jak rozłożymy sobie jego oddechy, gdzie poszukamy właściwych proporcji, by odnaleźć samego siebie i poczucia własnej godności...