„Zielony byfyj” Sabina Waszut. Ujmujący za serce finał historii rodzinnej...




Wydawnictwo MUZA 

Ilość stron: 320

Nowość wydawnicza


„Byfyj, babciny kuchenny kredens, jest zielony. Nietypowy, bo śląski byfyj, tak jak i inne kuchenne meble, powinien być biały. Ma to podkreślić czystość gospodyni.
Znam tę opowieść. Słuchałam jej wiele razy.
Kredens w zielonym kolorze był marzeniem babci. Dziadek pomalował go w dniu narodzin mojej mamy. Śmierdziało farbą, gdy rodziła.”

Jakiś czas temu opowiadałam Wam o pierwszych częściach sagi śląskiej. Dzisiaj przyszedł czas na ostatnią. Przyszedł czas na to, by pożegnać się z Zosią i Władkiem, ich piękną, dorosłą córką, która dojrzewała na naszych oczach. Jesteśmy świadkami, kiedy na świat przychodzi Zbyszek. Przyszedł czas na to, by dać miejsce nowemu. W tej ostatniej części więcej miejsca jest dla Oliwii, wnuczki Zosi i Władka, która z sentymentem wraca do mieszkania babci i nosi w sercu ciche nadzieje, by kiedyś majątek pradziadków wrócił w ręce ich potomków. Z żalem i łzami w oczach towarzyszyłam Zosi w niepokojach o dzieci, kiedy szalała epidemia Heinego-Medina. Cieszyłam się razem z Zaleskimi, kiedy w ich domu zawitał kawałek nowej cywilizacji w postaci telewizora. Autorka pisze niezwykle sugestywnie. Plastycznym opisom, poruszającym nasze uczucia i emocje zawsze towarzyszą ogromne pokłady afektów. Sabina Waszut nie kończy swojej opowieści przewidywalnie. Pozostawia nam przestrzeń do przemyśleń i głębokich refleksji.



To, że te powieści są ważne, chyba nikogo nie trzeba przekonywać. Historię Zosi i Władka napisało samo życie, bo to historia Jej dziadków. Jednak autorka tę piękną, osobistą opowieść ubrała w napięcie sięgające niemal zenitu. Momentami książkę odkładam na bok, takie targały mną silne emocje. Jestem pod ogromnym wrażeniem pomysłowości i sugestywnego obrazowania. Nawet postaci poboczne, te pojawiające się w tle wnoszą w fabułę cenne wartości. Na przykładzie Józefa autorka pokazała, jak funkcjonował chory układ polityczny w ówczesnym czasie i jaki miał wpływ na podrzędnego obywatela. Ci, którzy wyjechali za granicę nie mieli możliwości powrotu. Intrygującym wątkiem okazał się również ten z nową postacią, która pokaże się w najmniej oczekiwanym rytmie codzienności. Na jaw wyjdą rodzinne tajemnice przykryte zmową milczenia. Dwutorowa narracja pozwala spojrzeć na tę sytuację z nieco innej strony.


Sabina Waszut po raz trzeci stworzyła klimat i atmosferę minionych lat, przeplatając współczesnymi opowieściami Oliwii. To nic dziwnego, że wnuczka pragnie zatrzymać to co najcenniejsze – wspomnienia i pamięć o ukochanych dziadkach i pradziadkach. W tle przewija się tamten Śląsk, ówczesny ustrój polityczny, podziały między pracownikami. Autorka nakreśliła po raz trzeci sugestywną, emocjonalną i ujmującą za serce opowieść, która zaskakuje i budzi głębokie refleksje. Szczerze polecam!



Za książkę dziękuję:





Komentarze

  1. Polecam poprzednie dwie części. L.K.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zaintrygował mnie tytuł! Może sięgnę po nią, jak skończę "Dzień, w którym lwy zaczną jeść sałatę" - swoją drogą też zabawnie zatytułowana i wartościowa! :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

[Przedpremierowo] „Wierszyki dla dzieci” Jakub Narloch

„Lustro i inne opowieści” Lucyna Mijas

„Przed wyrokiem” Wiesław Hop. Los i przeznaczenie rzucają nami w miejsca, w których jesteśmy najbardziej potrzebni...