„O czym Ty człowieku opowiadasz...” - odcinek 18 – Skarlet :)






Kochani! 

Cykl „O czym Ty człowieku opowiadasz...” wcale się nie zakończył. Wręcz przeciwnie, zachęcam do udziału autorki, autorów, którzy chcieliby podzielić się swoimi spostrzeżeniami na temat słów, literatury, kondycji współczesnej polszczyzny, itp. 


Bohaterką dzisiejszego odcinka jest Skarlet, której nie potrzeba Wam specjalnie przedstawiać. Skarlet wraz z mężem jest autorką wielu książek o Bałkanach. Wielokrotnie również gościła na łamach mojego bloga. Jestem bowiem patronką niemal wszystkich pozycji książkowych, jakie wyszły na rynek wydawniczy spod pióra tej sympatycznej autorki. Nie będę ukrywała, że dla mnie osobiście Skarlet to niemal bratnia dusza. Nie raz i nie dwa pomogła mi z technicznymi sprawami bloga, zresztą, to dzięki Jej namowom przeszłam na platformę blogspot. Skarlet to kobieta z pasjami, przywiązująca dużą uwagę do osób w swoim otoczeniu, i których spotyka na swojej drodze. Oprócz pozytywnego nastawienia do świata, cechuje ją nieodparty optymizm. Jeśli nie czytaliście jeszcze żadnej książki Skarlet, koniecznie nadróbcie zaległości. To autorka, która zręcznie i plastycznie przenosi nas w świat Bułgarskich krajobrazów, smaków, zapachów i duszy ludzi zamieszkujących tamte tereny. 


Życzę Wam miłej i inspirującej lektury! 


Zdj. nadesłane
Z prywatnego albumu autorki


Skarlet, co rozumiesz pod pojęciem „kultura słowa”? 

„Kultura słowa” to dla mnie posługiwanie się poprawną polszczyzną i nieużywanie wulgaryzmów. To także korzystanie na co dzień ze zwrotów grzecznościowych. Sądzę, że umiejętność doboru słów w zależności od sytuacji, miejsca czy rozmówcy też można zaliczyć do „kultury słowa”, chociaż w tym wypadku potrzebny jest także takt i wrażliwość. 


Czym dla Ciebie jest – słowo? Czy masz jakieś swoje ulubione? 

Słowa mają wielką siłę. Są jak żywe istoty. Potrafią zadać ból, mogą krzywdzić i mogą podarować chwile szczęścia. Należy obchodzić się z nimi delikatnie, a jednocześnie mieć nad nimi kontrolę. Nie można pozwolić im cisnąć się na język bezładnie, wtedy kiedy chcą. 

Chyba nie ma jednego słowa, które chciałabym w szczególny sposób wyróżnić. Wiem na pewno jakich słów nie lubię. 



Jak Twoim zdaniem zmienia się język literacki? Czy ta zmiana zmierza w dobrym kierunku? 

To bardzo trudne pytanie. Każdy język przeobraża się. Słowa z języka potocznego trafiają do literackiego i jest to naturalne. Chyba nawet językoznawcy mają różne zdania na temat tempa i kierunku teraźniejszych zmian. 

Na pewno warto dbać o zachowanie językowego bogactwa i poprawności. Wiele zależy od poziomu debat publicznych, od tego jaki język słyszy się na co dzień w mediach. Nie powinniśmy tracić chęci do porozumiewania się ładnym językiem. 


Co myślisz o wulgaryzmach, potoczności słownej stosowanej coraz częściej w książkach? 

Książki opowiadają o życiu. A w życiu nie każdy pamięta o tym, że słowa warto dobierać. Pomimo tej świadomości, nie lubię książek przesyconych wulgaryzmami (w skrajnym stopniu). 


Czy o współczesną polszczyznę można być spokojnym? 

Nie wiem. Czasem miewam trochę obaw. Myślę, że zbyt często, nawet bardzo młodzi ludzie, wprowadzają do swojego języka wulgaryzmy, całkowicie zbędne, możliwe do zastąpienia. Polski jest piękny i bogaty w słowa, i nie brakuje w nim także tych odzwierciedlających negatywne emocje (mam na myśli wyrazy nieuznawane za wulgaryzmy). 



A teraz spróbuj „naprędce” wymyślić krótką historyjkę, która zaintryguje czytelników - w myśl tytułu projektu. O czym ona będzie, czy to zmyślona, czy autentyczna, to zależy od Ciebie. 

Powodzenia! 


„O czym Ty, człowieku, opowiadasz?” to pytanie, które pasuje do naszych bałkańskich rozmów, toczących się czasem w dwu językach, z ludźmi znającymi także język polski. Bywa tak, że wtrącone słowo budzi wątpliwości, bo brzmi identycznie np w języku bułgarskim, macedońskim i polskim, a znaczy coś zupełnie innego. A rozmowy toczące się przez chwilę po polsku, a za chwilę w innym języku, przerywają niekiedy salwy śmiechu i ustalanie o co chodzi. 

Pewna polska rodzina przeżyła przygodę związaną ze słowami, jadąc na wymarzony urlop. To prawdziwa historia. Wydarzyła się w Bułgarii, gdzie kiwa się głową na „tak” w odwrotnym kierunku niż w Polsce i gdzie „bułka” to panna młoda, „brak” to ślub, „zapałka” to zapalniczka, a „na prawo” znaczy prosto. 

Polacy zatrzymali się przed jakimś skrzyżowaniem, żeby zapytać o drogę. Ponieważ nie znali języka, wymienili pytającym tonem nazwę miejscowości. Zagadnięty pan bez chwili wahania odpowiedział: 

- NA PRAWO! 

Kierowca, żeby się upewnić na 100%, wyciągnął rękę w prawą stronę i zapytał: 

- Tam? 

Pan kiwnął głową - ich zdaniem na TAK - a więc podziękowali - ruszyli - skręcili... O tym, że nie jadą tam gdzie powinni, zorientowali się dopiero po pewnym czasie. Nie mogli zrozumieć dlaczego informator wprowadził ich w błąd?... 

Pytany o drogę człowiek, pewnie mocno zdziwiony, opowiadał pierwszej napotkanej osobie. 

- Stoję sobie, a tu się nagle zatrzymują jacyś turyści. Chcą jechać do miejscowości X, to ja im mówię: - PROSTO! Kierowca ręką pokazuje na prawo, no to pomyślałem, że nie zrozumieli i kiwam głową, że NIE, a oni coś bąknęli, skręcili na prawo, gaz i do przodu... Dziiiwni ci turyści... 


(Ta sama historia, którą tu opowiedziałam, znalazła się w ostatniej książce „A w bałkańskim kociołku” Notatki z podróży po krańcu Europy, której Patronem medialnym są „Recenzje Agi”. Aga (Agnieszka Krizel) jest także Autorką przedmowy do „bałkańskiego kociołka i do książki „2 w 1. Z podróży do świata retro”.) 






Pozdrawiam Cię Agnieszko i życzę kolejnych wspaniałych pomysłów. Pozdrawiam także Czytelników tej strony. 



Dziękuję za udział i rozmowę :)

Komentarze