„Życiorys PRL-em malowany” Lucyna Kleinert





Wydawnictwo Communications4you 

Ilość stron: 275 


„W każdym sądzę domu jest szuflada, schowek, kuferek ze wspomnieniami.” 

Przy lekturze tej książki, która notabene nie jest fabularyzowaną opowieścią, a życiorysem, nasuwało mi się słynne powiedzenie: „Kiedyś to było...”. Ano, było. Mnie osobiście te sentymenty i podróże we wspomnienia bardzo się udzielały. Może przez to, że jestem z pokolenia, które zahaczyło się na końcówkę specyficznego okresu, jakim był PRL. Uwielbiam książki pokazujące skrawki prawdziwego życia, nieprzerysowanego, urywanego swoistością klimatu minionych lat. To oczywiście nie oznacza, że tęsknię za tamtym ustrojem politycznym. Tęsknię za klimatem, ludźmi, których w większości już nie ma, za jednością naszych małych, wiejskich społeczności. Dziękuję autorce, że napisała tę książkę. Wydawałoby się, że to książka opisująca życie jednostki, tymczasem ci, którzy dorastali w owym czasie, utożsamią się z bohaterką tej opowieści. 


Lucynę Kleinert mieliście okazję poznać przy okazji recenzji „Dziennika Badante, czyli Italia pod podszewką”. W tej książce, autorka opowiada o sobie. To rodzaj życiorysu pisanego z wyczuwalną nutą sentymentu, z zaznaczeniem i ważnymi słowami, umieszczonymi obok jednego z czarno-białych zdjęć, iż „Czas leci, ale gołębie na Rynku są wciąż te same”. Niektóre elementy tamtego krajobrazu są te same, albo podobne. Jednak zmieniają się ludzie. Lucyna Kleinert podkreśla, jakie ważne role w Jej życiu odegrały kobiety rodzinne - matka, babcia, cicociababcia. Jakie wartości Jej przekazały, kim tak naprawdę były. Poznajemy nie tylko dzieciństwo autorki, ale jej wczesną młodość, małżeństwo, szarą, PRL-owską rzeczywistość, którą każdy potrzebował urozmaicać sobie na swój sposób. Od pierwszej zabawki, jaką był „szmaciany piesek”, po kobietę świadomą, oczytaną, mądrą, doświadczoną, która musiała dużo wiedzieć i umieć dostosować się do każdej sytuacji. 


Lucyna Kleinert swoim „Życiorysem PRL-em malowanym” zabiera nas w zupełnie inny „świat”, odmienną rzeczywistość. To książka o normalnym życiu, bez zakładania masek, czy udziwniania. Niedociągnięcia redakcyjno – korektorskie książki znacznie obniżają jej wartość merytoryczną, lecz nie odbierają jej refleksyjno – sentymentalnego wymiaru, który wypełnia się w tej opowieści po brzegi. To znakomita lektura dla tych, którzy lubią wspomnienia i chętnie oddają się chwili, wzbogacona o zdjęcia z prywatnego albumu i lekki język. Autorka zaś nie przebiera w słowach, łączy wątki trudne, momentami empatyczne z tymi, w których przeważa zdrowy dystans i humor. 

Szczerze polecam! 


Za książkę dziękuję autorce





Komentarze

Popularne posty z tego bloga

„Piłeczki w palcach żonglerów. Opowieść oparta na faktach z życia pracowników korporacji farmaceutycznych” Artur Zygmuntowicz. O korporacjach prawdziwie...

„Lustro i inne opowieści” Lucyna Mijas

„Przed wyrokiem” Wiesław Hop. Los i przeznaczenie rzucają nami w miejsca, w których jesteśmy najbardziej potrzebni...