„I tylko niebo...” Beata Ciecierska





Warszawska Firma Wydawnicza 

Ilość stron: 234 



„Życie czasami w trudnych sytuacjach człowieka stawia. Powalając na kolana, sprawdza czy silny jest i rozumny, a potem, gdy go już doświadczy, to jakieś małe szczęście rzuci. A taki drobiazg bardziej cieszy wtedy, bo w pamięci to co złe zostaje na długo.” 

Sięgając po książki, w których przewijają się dramaty i tragedie rodzin, czy indywidualne traumy bohaterów zawsze istnieje pewne ryzyko, że to już było, trochę w innym formacie, czy kształcie, jednak było. Tymczasem, w każdej dotychczasowej książce jest ten element zaskoczenia. Za każdym razem bowiem dostaję inną historię, inny, na nowo naszkicowany obraz bezradności wobec oprawcy, samotności, bólu, tęsknocie za normalnością. Dlaczego tak jest, że w konfliktach zawsze cierpią niewinni ludzie, nierzadko dzieci – bierni obserwatorzy kruszejącej na ich oczach rzeczywistości? Tych pytań oczywiście przy każdej książce jest więcej. Nie sposób na nie mądrze odpowiedzieć. 


Książka Beaty Ciecierskiej traktuje drugą wojnę światową z kilku perspektyw. Narracja trzecioosobowa, trochę epicka, bardzo liryczna podkreśla ton opowieści, a wieloperspektywiczność pozwala spojrzeć na główny wątek oczami kilku bohaterów. Strach, jaki im towarzyszy odczuwamy na własnej skórze. Plastyczne opisy doskonale współgrają z wypływającymi z fabuły emocjami, co wyzwala w nas jeszcze głębsze odczucia. Dramat dzieci odciętych od rodziców, zmuszonych do życia w innym kraju, pozostawionych na pastwę losu, to tylko niektóre z poruszających scen. Mało jest też książek, które opisują wojenne losy maleńkich wsi, miejscowości. Zazwyczaj akcję umiejscawia się w dużych miastach. Tutaj bohaterowie są prostymi ludźmi z podlaskiej wsi. Matka wraz z dwójką dzieci. Mąż kobiety walczy w polskiej partyzantce. Kiedy wieś zostaje zniszczona przez okupanta, rodzina stara się uciec, jednak schwytani trafiają do transportu, do Kazachstanu. W czasie podróży wydarzenia przybierają na sile, dzieje się wiele niedobrego. Dzieci odłączone od matki są zmuszone żyć w obcym kraju. Trafiają na różnych ludzi. Niejednokrotnie są to ludzie pozbawieni zasad etycznych. Los jednak bywa przewrotny i pojawia się światełko w tunelu. 

„Bo dom, ten prawdziwy, jest tylko jeden... Choćbyś nie wiem, ile dróg przemierzył, w ilu łóżkach spał i z ilu talerzy jadł strawę... Ile razy twierdził, że szczęśliwy jesteś, albo urągał na świat i ludzi złych, gdy o domu pomyślisz, to tylko jedyny się w myślach wyłoni... i gdy zatęsknisz sercem i umysłem całym, to znak będzie, że wracać pora...” 


„I tylko niebo...” to przede wszystkim opowieść poruszająca, przy której czytaniu wielokrotnie się wzruszałam. Autorka stopniuje napięcie i oczekiwanie na odwrócenie się złej karty. Szkicuje trudny obraz wojny, pozbawiony często złudzeń i wiary. Świat, w którym brutalność i siła są przewagą nad słabszymi, zastraszonymi, otępiałymi przez otaczającą ich rzeczywistość. Często pozostawieni sami sobie, z własnymi traumami i tęsknotami za normalnością. To opowieść pokazująca siłę rodzinnej miłości, ze znakomicie nakreślonym tłem powieści, autentycznymi bohaterami oraz fabułą chwytająca za serce. Szczerze polecam! 


Za książkę dziękuję:





Komentarze

Popularne posty z tego bloga

[Przedpremierowo] „Wierszyki dla dzieci” Jakub Narloch

„Lustro i inne opowieści” Lucyna Mijas

„Przed wyrokiem” Wiesław Hop. Los i przeznaczenie rzucają nami w miejsca, w których jesteśmy najbardziej potrzebni...