[Audiobook] „Dygot” Jakub Małecki





Wydawca: SQN/Storyside

Czas trwania: 9 godz. 42 min. 

Czyta: Andrzej Ferenc 


Moje pierwsze spotkanie z twórczością autora rozpoczęłam książką, która zbiera same pozytywne recenzje i opinie, wzbudza zachwyt, ale i pewien rodzaj czytelniczego stuporu. Nic dziwnego. Wszak „Dygot” to książka tak niejednoznaczna, że chciałoby się przez moment wskoczyć do fabuły i zobaczyć to wszystko na własne oczy. Małecki zaskakuje niesztampowością, swoistą płynnością epicko – liryczną i wątkami, w które ewidentnie wkrada się ułamek magii, niewytłumaczalnych wydarzeń, oniryzmu, gdzie sny mieszają się z jawą i rzeczywistością. Ma się wtedy ochotę zapytać, czy to wszystko zdarzyło się naprawdę. Wyjątkową atmosferę podsyca na pewno, w pełni profesjonalna interpretacja Andrzeja Ferenca. Ja ten głos znam z radia. Wspaniałe wykonanie i znakomity odbiór treści. 


W dwóch wsiach żyją dwie rodziny. W Piołunowie u Łabendowiczów rodzi się syn – albinos. Przez społeczność wykpiwany i przeklęty. Janek odmawia pomocy Niemce, która ucieka przed Armią Czerwoną, stąd klątwa rzucona na potomka, który rodzi się po prostu inny. W Kole, u Bronka Geldy na skutek pożaru, córka Emilia zostaje oszpecona i okaleczona przez ogień. Losy tych dwóch rodzin splotą się i wtedy nic już nie będzie takie samo. Małecki wyzwala swoich bohaterów spod pręgierza stereotypów. Pokazuje zaściankowość i gnuśność mieszkańców wsi. Prowincja ukazana przez niego okazuje się butną społecznością, dla której wszelkie odmienności są efektem działania zła. Być może to zło, które rodzi się w rodzinie powielane jest przez następne pokolenia. Podobnie, jak u bohaterów Małeckiego. 


Wyrazistość i swoistość wszelkich przewijających się w opowieści postaci polega na ich skrzywionej naturze. A autor niczego im nie ułatwia. Pozwala im na kluczenie przez swój los w obrębie wyimaginowanych, graniczących z absurdem zdarzeń. W tle zaś przewija się obraz wojny, szara komunistyczna rzeczywistość oraz hermetyczna społeczność za nic wpasowująca się we współczesność. Elementy te psują poukładane harmonogramy swoją prymitywnością, złudnymi pragnieniami szybkiego zysku i marzeniami o bogactwie. Zamiast tego otrzymujemy solidną porcję prostego języka i charakterystycznego napięcia. 


Czy warto sięgnąć po tę książkę? Zdecydowanie! Ci z Was, którzy uwielbiają niejednoznaczne opowieści, w których dominują tragiczne w skutkach decyzje, głębia refleksji, elektryzujące wątki, sugestywnie przemawiający do nas bohaterowie, to mogą śmiało po nią sięgać. Na mojej półce czeka już „Rdza” i wiem, że to również będzie niezapomniana lektura. Bo „Dygot” zdecydowanie głęboko zapada w pamięć. Szczerze i bardzo polecam!




Komentarze