[Przedpremierowo] „Oblubienica morza” Michelle Cohen Corasanti, Jamal Kanj






Wydawnictwo Sine Qua Non 

Ilość stron: 413 

Premiera: 04.07.2018 


Rzadko sięgam po zagranicznych autorów, bardziej wielbię i odkrywam rodzimych, jednak dla takich pozycji warto zrobić wyjątek. Piękna lecz momentami tragiczna opowieść o miłości, która rodzi się na tle dramatycznych, historycznych wydarzeń, budzi skrajne emocje i mnóstwo pytań o sensowność wojennych działań, w których ginie masa niewinnych ludzi. Zadziwiające jest również to, jak los potrafi powielać pewne elementy z naszego życia, dopasowując je do całości układanki. Chociaż miałam obawy, czy zbliżę się na tyle do bohaterów, by móc odczytać głębię ich afektów, szybko jednak rozpierzchły się, bo płynność fabuły, niezwykle sugestywne wątki i obrazy przybierają na sile dzięki pierwszoosobowej narracji i wyjątkowo wyrazistymi sylwetkami, które trwale wpisują się w tło społeczno – polityczne i mają duże znaczenie dla opowiadanej historii. 


Czterech różnych bohaterów, retrospekcyjne wydarzenia, trudne wybory, dramatyczne decyzje. Miłość nie liczy lat, nie obchodzi ją data w kalendarzu, religia, stereotypowe szablony, w które chce się ją wpasować. Dla miłości nie ma podziałów, politycznych granic, ona nigdy nie patrzy na konflikty. Dla miłości liczy się serce. Historie czterech bohaterów poznajemy od początku - od ich ucieczki przed śmiercią, szczęśliwego biletu na przyszłość, od przemocy, utraty bliskich, buntów przeciwko światopoglądom innych. Czterech bohaterów jakże pochodzących z różnych światów i rzeczywistości. Los popląta ich ścieżki, pozwoli na najgorsze doświadczenia, wywołując w nas burzę emocji, nasz sprzeciw i wewnętrzną kontestację, jednak kiedy wydaje nam się, że już wszystko zostało powiedziane, drogi bohaterów schodzą się w najmniej oczekiwanym momencie. Widzimy ich życie z ich własnej, indywidualnej perspektywy, możemy poznać ich punkt spojrzenia na to, co się wokół nich dzieje. 


Opowieść, która zaskakuje na każdym kroku. Nie ma wyraźnych podziałów na narrację opisywaną przez autorkę, a autora. Płynność treści i fabuły sprawia, że zatapiamy się w historiach bohaterów od początku, w napięciu oczekując na ciąg dalszy. Powieść, która wciąga swą nieprzewidywalnością i epickim rozmachem, budując przed nami obrazy wojny i konfliktów dla zwykłego człowieka niezrozumiałego. A przecież każdy z nich chce normalnie żyć i funkcjonować, zdobywać wykształcenie, spełniać marzenia, zakochać się, mieć odrobinę szczęścia. 


„Oblubienica morza” poruszyła mnie bardzo. Pięknem podejmowanego tematu, dramatyzmem wznoszącym się przy każdej emocji, napięciem towarzyszącym wyborom bohaterów i ich przykrych doświadczeń w imię zaślepiających chorych idei, religijnych fanatyzmów, czy stereotypowym szablonom, przed którymi bronią się całym sercem. Zagrożenie ze strony złych ludzi jeszcze bardziej podgrzewa atmosferę powieści i jeszcze bardziej zespala prawdziwą miłość, dla której nie istnieją podziały czy granice ideologii. Książka, przy której warto spędzić czas. Mnie zauroczyła i na długo zapadła w pamięć. Odczuwałam wszelkie afekty towarzyszące bohaterom i pochłonął ich przejmujący los. Szczerze polecam! 


Za książkę dziękuję:







Komentarze

  1. Uwielbiam historyczne tło w książkach! To chyba coś dla mnie:-)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

[Przedpremierowo] „Wierszyki dla dzieci” Jakub Narloch

„Lustro i inne opowieści” Lucyna Mijas

„Przed wyrokiem” Wiesław Hop. Los i przeznaczenie rzucają nami w miejsca, w których jesteśmy najbardziej potrzebni...