Czy warto mówić w szkołach o hejcie i walce z nim w celu prewencji takich zdarzeń? - felieton w oparciu o główny wątek książki „Wszystko, czego pragnęliśmy” Emily Giffin







Rzadko piszę tego typu artykuły, ale uważam, że temat jest bardzo ważny i trzeba o nim dyskutować. Szczególnie z dziećmi w wieku szkolnym, które żyją w zupełnie innych czasach od naszych, przebodźcowane, żyjące gdzieś na krawędziach jawy i rzeczywistości, zapatrzone w szklane ekraniki, obładowane gadżetami. Często zastanawiam się, dlaczego w szkołach prawie wcale nie rozmawia się na tematy, które dotyczą sieci internetowych pod względem niosących z sobą zagrożeń. I tu wcale nie chodzi o zapobiegliwość, ale samą świadomość. Od najmłodszych lat pozwalamy dzieciom korzystać z internetu. Dzieci są niezwykle impulsywne, biorą wszystko do siebie w takiej postaci, w jakiej otrzymują. Skąd ma wiedzieć, co jest dobre, a co złe? 


Kiedyś starszemu synowi, który od września zacznie edukację w siódmej klasie, czy kiedykolwiek w ogóle dyskutowali na temat kradzieży tożsamości w sieci? Czy ktokolwiek w ogóle podejmował z nimi ten temat? Niestety, odpowiedź padła negatywna. Nikt z nauczycieli nie podejmował jakiegokolwiek podobnego tematu. Zapytałam syna, czy w ogóle coś słyszał na te tematy. Nie. To jak ma bezpiecznie korzystać z sieci? Wytłumaczyłam mu sama, jak to jest z bezpieczeństwem w sieci, a nasza dyskusja rozwinęła się przy okazji pytania o możliwość założenia konta w mediach społecznościowych. 


Zadajmy sobie podstawowe pytanie, kiedy przekracza się granicę pewnych definicji i od kiedy jest w ogóle mowa o hejcie? Czym jest hejt? Czy Finch puszczając w wirtualny obieg zdjęcie Lyli, bez jej zgody i wiedzy, zdawał sobie sprawę z konsekwencji swojego postępowania? Nie. To miał być, jak się okazuje głupi żart. Tylko z mediów wiemy, czym mogą się takie głupie, niewinne żarty skończyć. Zniesmaczyło mnie bardzo zachowanie Fincha. To, że żyje w dobrze sytuowanej rodzinie, nie zwalnia go z podstawowych zasad kodeksu etycznego. Wraz z postępem sytuacji, jaka zaistniała, zadziwiało mnie podejście chłopaka, który niby chce poddać się karze, ale swoim zachowaniem, jakąś dziwną dwulicowością, niezrozumiałym podejściem do Lyli, w ogóle nie zdobył mojej sympatii. Jakby sam nie wiedział czego chce i kogo ostatecznie chce. Zdjęcie docierając do znajomych i bliskich chłopaka wywołało nie lada dyskusję. 

Odpowiadając na pytanie, czy warto mówić w szkołach o hejcie, z pełnym zdecydowaniem odpowiadam, że tak. Chociażby dlatego, aby zapobiec takim, czy podobnym sytuacjom, jak ta, która przydarzyła się Lyli. Uświadamiajmy nasze dzieci, czym jest hejt i odwróćmy sytuacje. Zadajmy naszym dzieciom pytanie o ich emocje, czy zachowanie w takiej, czy innej sytuacji. To nie są łatwe i lekkie dyskusje, ale ważne, by o tym mówić. 








Komentarze

  1. Bardzo lubię twórczość autorki:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie to było pierwsze spotkanie, ale nie żałuję :) Pozdrawiam :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

[Przedpremierowo] „Wierszyki dla dzieci” Jakub Narloch

„Lustro i inne opowieści” Lucyna Mijas

„Przed wyrokiem” Wiesław Hop. Los i przeznaczenie rzucają nami w miejsca, w których jesteśmy najbardziej potrzebni...