sobota, 12 maja 2018

O emocjach przed premierą "Andromedy" z Anną Kasiuk :)







Kochani!

Już za tydzień oficjalna premiera najnowszej książki Anny Kasiuk „Andromeda”, którą mam przyjemność obejmować patronackimi skrzydłami. Znając pióro i twórczość autorki mogę śmiało powiedzieć, iż jest to autorka, która przy każdej pozycji zaskakuje. Podejmowaną tematyką, wnikliwością wątków, autentycznie wykreowanymi bohaterami, trafnością spostrzeżeń. Poza tym, w książkach Ani odczuwa się specyficzny klimat, wyjątkową aurę, która popycha nas do tego, by płynąć wraz z tekstem dalej i dalej. 


Dzisiaj zapraszam Was na króciutki wywiad, który miałam okazję przeprowadzić z Anią całkiem niedawno. A rozmawiamy o emocjach przed premierą i nie tylko.


Fot. Bieńkowska Magdalena Zdj. nadesłane
Z prywatnego albumu autorki


Zapraszam, życząc Wam inspirującej lektury :)



Dzień dobry Aniu. Premiera Twojej najnowszej książki przypada 19.05. Jak nastroje? Jakie udzielają Ci się emocje?

Dzień dobry Agnieszko. Tak! Już za tydzień będę mogła znowu przeżywać tę radość. Nie, to jest coś w rodzaju szczęścia, znowu będę odczuwała szczęście, bo pokażę światu coś mojego, coś co czyni mnie szczęśliwą. Na tydzień przed premierą czuję zniecierpliwienie i ekscytację. Mogłabym przeżywać takie chwile częściej. Kto wie, może teraz, kiedy podjęłam decyzję o przewartościowaniu mojego życia, będę mogła poświęcić więcej czasu na pisanie. Bardzo chciałabym.



„Andromeda” to bez wątpienia powieść poruszająca trudne tematy. Skąd pomysł na taką właśnie powieść? Jakie emocje towarzyszyły Ci podczas jej pisania?

Zdj. nadesłane
Z prywatnego albumu autorki
Taki właśnie był mój zamiar, pokazanie życia ludzi młodych. Właściwie nie zmieniło się ono bardzo od czasu, kiedy ja chodziłam do szkoły. Teraz młodzież ma szerszy dostęp do wszystkiego, my musieliśmy być bardziej kreatywni. Jednak młodość z jej prawami pozostała taka sama. Piękna, odważna i rządząca się swoimi prawami. O tym jest ta książka. O pomyłkach i wielkich emocjach. Bo młodość to wielkie emocje. Miłość smakuje inaczej, wolność jest nieograniczona. A pomyłki wydają się być prawdziwą tragedią. Pomysł napisania tej powieści wziął się z chyba z tęsknoty za tym, co już za mną. Mam w domu nastolatkę i mogę obserwować jej zmagania z trudną codziennością ludzi młodych. Patrząc na nie jednak z mojej perspektywy, widzę burzliwy okres, który eksploduje ogromną dawką emocji, ale równie gwałtownie się kończy. Pytasz o emocje towarzyszące mi podczas pisania? Każdą moją powieść przeżywam tak, jakbym pisała o sobie. Staram się czuć i myśleć tak, jakby to mnie dotyczyły opisywane problemy. 



Judyta jest przedstawicielką młodego pokolenia, do którego świata nam dorosłym ciężko wejść, ciężko zdobyć zaufanie. Kim dla Ciebie w ogóle jest Twoja bohaterka?

Judyta jest trochę mną, z moimi fascynacjami i emocjami towarzyszącymi mi w okresie kiedy byłam w jej wieku. Jest trochę moją nastoletnią córką. Jest każdą młodą dziewczyną, która musi podejmować trudne decyzje, choć niekoniecznie jest na to gotowa. Jest już kobietą, a jednak gdzieś w środku wciąż czuje się dzieckiem. To kwestia uświadomienia sobie, że w każdym z nas drzemie to dziecko, tylko z wiekiem, zasypia ono coraz częściej i coraz twardszym snem. 



Relacje na linii Judyta – rówieśnicy nie należą do łatwych. Jak Ci się pisało te sceny? 

Wiesz, to nie było trudne. Bo miałam dwa wzorce. Pisałam trochę o sobie, tej z czasów, kiedy chodziłam do szkoły i o mojej Julii. A więc mamy brak pokory, niezależność i bunt. Wszystko oczywiście przedstawione z perspektywy młodego człowieka. Mamy niezdecydowanie i chęć poznawania, poczucie obowiązku i stratę. A reszta to wspomnienie tamtego fantastycznego okresu i obserwowanie tego, co dzieje się teraz w życiu mojej córki. Wspaniale pisało mi się tę książkę.


Uważam, że Judyta bardzo się zmienia na naszych oczach, przechodzi taką wewnętrzną przemianę. Myślisz, że jej postawa będzie dla co niektórych taką iskierką do tego, by wziąć z niej przykład i zacząć przyglądać się swojemu życiu z nieco innej perspektywy? 

Judyta ma za zadanie pokazać, że z każdej sytuacji jest jakieś wyjście. Czasem tylko potrzeba więcej czasu na dotarcie do celu. Ale to już w kolejnej powieści, która będzie kontynuacją losów moich bohaterów. Jeśli ktokolwiek zasugeruje się przemianą, jaka zaszła w Judycie, będzie to znaczyło, że dojrzał i zaczyna na życie patrzeć jak dorosły człowiek. Takie jest życie.


Zdj. nadesłane
Z prywatnego albumu autorki
Jakie są Twoje najbliższe plany wydawnicze? Co się tworzy pod stalówką Twojego autorskiego pióra?

Andromeda jest moim debiutem w gatunku New Adult, a w planach mam jeszcze kilka takich debiutów. Chcę spróbować sił w różnych gatunkach- horror, kryminał, romans, erotyk i bajki dla dzieci. Mam masę pomysłów, to tylko kwestia czasu, by wszystkie zrealizować. 

Aktualnie mam dwie skończone książki. Jedna to historia wielkiej namiętności w świecie artystów a druga jest kontynuacją losów bohaterów Andromedy. W tej chwili pracuję nad bajką dla dzieci, bo moi chłopcy chcieliby pochwalić się w szkole, że ich mama jest prawdziwą pisarką… Rozumiesz? Napisanie bajki ma uczynić mnie i moje zajęcie wiarygodnymi w oczach moich synów 😉 

A kiedy skończę, zabieram się za gorący erotyk. A może dramat? Jeszcze nie zdecydowałam się. 


Coś od siebie dla czytelników:

Właściwie, to dziękuję. Za Waszą obecność i ciepłe słowa. Dziękuję za Wasze maile i listy. Dziękuję, że jesteście ze mną i czytacie moje książki. I do poczytania przy okazji kolejnej powieści!


Dziękuję za rozmowę :)




piątek, 11 maja 2018

O emocjach przed premierą z Katarzyną Georgiou... :)








Kochani!

Na początek czerwca została przeniesiona oficjalna premiera najnowszej, kolejnej w dorobku twórczyni Katarzyny Georgiou, książki „Indiańską ścieżką”. Cieszę się, że mam możliwość wziąć pozycję w swoje patronackie skrzydła. Jestem po lekturze. To mądra, a jednocześnie ukazująca życiowe kontrasty opowieść w formie pamiętnika. Zachwyca prostotą i szczerością.

Autorka to osoba utalentowana, wszechstronnie uzdolniona, otwarta i pilnie obserwująca otaczającą rzeczywistość, co doskonale odwzorowuje w swoich książkach. Pani Kasia to osoba pozytywnie nastawiona do świata i ludzi, szczególnie wielbiąca świat Matki Natury. W jej tekstach każdy odnajdzie cząstkę samego siebie. 

Zdj. nadesłane
Z prywatnego albumu autorki


Dzisiaj zapraszam Was na króciutką rozmowę, jaką miałam okazję przeprowadzić o Jej najnowszej pozycji, której premiera już na początku czerwca „Indiańską ścieżką”. Nie tylko o emocjach, ale przede wszystkim o życiu...



Pani Kasiu. „Indiańską ścieżką” to rodzaj pamiętnika, w którym opisuje Pani fragment swojego życia, młodej emigrantki. Jaki jest główny cel powstania tej książki?

W każdej z moich dotychczas wydanych książek poetyckich przemycałam pewne refleksje wynikające z doświadczeń życiowych w tym i emigracyjnych, ale w „Indiańskiej ścieżce” zdecydowałam się podzielić całością emigracyjnych doznań i przeżyć, które miały wpływ na kształtowanie osoby, którą obecnie jestem. W pewnym momencie, gdy się jest gotowym, przychodzi czas na podzielenie się refleksjami wynikającymi z niecodziennego doświadczenia jakim jest emigracja. Tym bardziej, że coraz więcej osób staje się emigrantami, bo takie nam nastały czasy. Niewielu jednak emigrantów mówi swoim bliskim o latach walki o siebie w nowej rzeczywistości czy środowisku i w jaki sposób radziło sobie tak ze wzlotami jak i upadkami, upokorzeniami czy uprzedzeniami - zarówno tymi własnymi do innych jak i innych do własnej osoby. Tę książkę napisałam tak naprawdę dla siebie, niejako rozliczając się z przeszłością i mając nadzieję, że w myśl zasady Majów „In Lak’ech” – „Jesteś innym mną, a ja innym tobą” czytelnicy być może skorzystają z pozytywnego przesłania płynącego z tej książki. Uważam, że zmiany są dobre – każda niesie nową przygodę, a zatem i lekcję, która zakończy się wnioskami na dalszą wędrówkę po życiu. Poza tym zauważyłam, że moje artykuły o naukach indiańskich, którymi czasem dzieliłam się na mojej stronie autorskiej, wzbudzały duże zainteresowanie i generowały ciekawe komentarze. Zebrałam je więc w spójną całość właśnie w tej książce jako integralną część całości wspomnień z emigracji. 




Z perspektywy czasu. Jaki wpływ miały na Panią tamte doświadczenia, jako kobiety, w dodatku pochodzącej z obcego kraju?

Urosłam w siłę i wewnętrzną moc. Pomimo tego, iż czasami nie było mi wesoło ani lekko, to doświadczając bogactwa przeżyć, zmieniałam się porównywalnie do transformacji larwy w motyla. Otarłam się o narkomanię najbliższej mi osoby, przeszłam drogę od kuchty poprzez sprzątaczkę do wykładowcy uczelnianego, świadomie podjęłam decyzję o macierzyństwie i weszłam na ścieżkę magii i miękkiego stąpania po ziemi pod wpływem indiańskich nauk na Wyspie Manitoulin. I wróciłam do domu, by z nową świadomością podjąć wyprawę w moją słowiańskość uświadomioną mi właśnie przez Indian. Indianie twierdzą, że nie można być prawdziwie szczęśliwym dopóki nie wróci się do własnego domu, do korzeni rodu. Coś w tym jest. Po 14 latach od powrotu do Polski mogę śmiało powiedzieć, że była to dla mnie najlepsza decyzja. Wsparcie rodziny jest bezcenne, choć okupione pewnymi kompromisami. Teraz, jak ten motyl, podejmuję lot realizując się w pisaniu, tworzeniu własnego miejsca na Ziemi, budowaniu relacji z innymi o określonej jakości i przekazywaniu doświadczeń mojemu synowi, by przygotować go do rozpostarcia skrzydeł i wyruszenia w świat. 


Zdj. nadesłane
Z prywatnego albumu autorki
Czym różni się „tamta” Kasia od tej dzisiaj?

Ta młoda Kasia to idealistka, z nosem w książkach, żądna podróży i przygód, widząca świat na czarno-biało. Zaliczająca wpadki z braku uważności na komunikaty płynące od innych, przerabiająca niektóre lekcje po kilkakroć by wykorzenić pewne wzorce i wgrane schematy…

Ta dzisiejsza, dojrzała, po transformacji z panny w matkę i na dobrej drodze do doświadczonej staruchy (trójosobowa postać kobiety w aspekcie lunarnym), widząca całą gamę odcieni szarości pomiędzy dualnością wszystkich aspektów życia, ukorzeniona w ziemi choć cyklicznie z głową w chmurach. 

Dziś wiem, że już nikt mnie nie skrzywdzi bo po prostu na to nie pozwolę. Asertywność i odwaga w wypowiadaniu swoich myśli i poglądów to te jakości, które mnie bardzo cieszą - praca nad sobą zawsze satysfakcjonuje. Wciąż jednak pozostaję pewną zagadką dla samej siebie, więc mam przed sobą ciągłe wyzwania. Najtrudniej wszak poznać własne wnętrze. 


Co chciałaby Pani przekazać tymi opowieściami? Co czytelnicy mają w nich dostrzec?

Sami tworzymy naszą własną rzeczywistość za pomocą rozumu i wolnej woli jakimi obdarzył nas Stwórca. Tylko wewnątrz siebie możemy znaleźć potrzebną nam siłę na realizację marzeń, zamierzeń czy potyczek z przysłowiowymi kamieniami rzucanymi nam przez los pod nogi, które co i rusz są przeszkodami, choć wolę określenie „lekcjami” do pokonania lub przerobienia w czasie osobistej wędrówki przez życie.


Zdj nadesłane
Z prywatnego albumu autorki



I na zakończenie, coś od siebie dla czytelników:

Każdy zapisuje własną historię. Oddaję wam w tej książce swoją – ku refleksji i w ramach dzielenia się najlepszymi jakościami jakie w sobie noszę. Do zobaczenia na prelekcji „Indiańską ścieżką” kiedyś tam… kiedyś tam.

Dziękuję za rozmowę :)





czwartek, 10 maja 2018

[Patronat medialny] „Zło – To” Paweł Famus. Intryguje niezwykłym rozmachem, pokazuje przyszłość z wielu perspektyw, założeń i wizji autora...





Wydawnictwo Literackie Białe Pióro 

Ilość stron: 346 

Nowość wydawnicza 


Książka Pawła Famusa jest gratką dla tych, którzy uwielbiają intrygujące, porywające lektury science fiction. Sama siebie nie podejrzewałabym o wybór takiej książki, bowiem ta tematyka jest mi kompletnie obca i niezbyt przeze mnie lubiana, jednak przyznaję - dałam się wciągnąć w wir płynącej, dynamicznej akcji, która w żadnym wypadku nie zwalnia, a wręcz pokazuje niezwykle prężny rozmach autora. W pomyśle na fabułę, zbudowaniu emocjonującej warstwy oraz znajomości detali pozwalających mu na szczegółowym i precyzyjnym opisie terminów kosmicznych oraz bogatego zaplecza militarnego. Autor pokazuje swą znakomitą formę. 


Czy bylibyście w stanie wyobrazić sobie Polskę, jako największe i najpotężniejsze imperium? A jednak... U Pawła Famusa jest to jak najbardziej możliwe. Przyszłość opanowana przez obcą rasę, sztuczną inteligencję, zaś w tle wojna między galaktykami i nowymi gatunkami, które miały okazję wytworzyć się w ciągu setek lat. Famus zbudował obraz Polski, jako potęgi wojskowej, podzielonej na bazy, która nie ma sobie równych. Te międzygalaktyczne wyprawy, spektakularne odkrycia budzą pewien rodzaj zdziwienia, a jednocześnie wywołują falę pytań i spekulacji, bo tak naprawdę nie wiemy, jaka czeka nas przyszłość. W tym wszystkim są pokazane relacje międzyludzkie, emocje, odczucia i zwykłe codzienności. Niemożliwe? W tej opowieści wszystko jest możliwe i co najważniejsze - zaskakujące. 


Jak dla mnie to książka napisana z niezwykłym rozmachem, ukazująca przyszłość z wielu perspektyw, założeń i wizji autora. Jednakże nikt nie powiedział, że to tylko wizje, nic przecież nie jest specjalnie przesądzone. Autor zaskakuje plastyką opisów, bardzo wyraziście nakreślonymi bohaterami, bogatą znajomością specjalistycznej terminologii. Książka pobudza wyobraźnię, wywołuje mieszane uczucia, buduje pytania o tym, dokąd zmierza ludzkość i czy kiedyś nie przyjdzie nam się zmierzyć w walce z tym, co technologicznie byliśmy w stanie sami stworzyć. Chociaż nie posiadam jakiegoś szczególnego obeznania w tym temacie, to książka zrobiła na mnie duże wrażenie i szczerze Wam polecam! 


Za książkę i patronat dziękuję:









środa, 9 maja 2018

[Premierowo] „Wyklucie” Ezekiel Boone. Otwórz szeroko oczy i zobacz, jaki kolor ma strach...





Wydawnictwo Insignis

Ilość stron: 344

Nowość wydawnicza


W obliczu zagłady gatunku ludzkiego i ogromu apokaliptycznego wizjonerstwa, człowiek jest w stanie zrobić wszystko, by przetrwać. Szczerze przyznaję, że czytając tę osobliwą opowieść miałam nie tylko ciarki na plecach, ale i nabrałam wstrętu do pająków. Osobiście nic nie do nich nie mam, póki nie wchodzą mi w drogę. Przyznaję również, że autor miał niesamowicie wyostrzoną wyobraźnię, bo od pierwszych wersów, treść książki wbija się ostrzami ciekawości i sprawia, że chce się ją przeczytać do ostatniej strony. Wciąga, zaskakuje, ale co najważniejsze, daje do myślenia. Chociaż ta niecodzienna tematyka może niektórych zniesmaczyć, daję słowo, że wywrze na Was niesamowite wrażenie i postawi kilka istotnych pytań. Jak wiele jest człowiek zrobić w obliczu zagrożenia, do jakich posunąć się kroków, jak bardzo zaryzykować w obronie tego, co najważniejsze – życia.


Uśpione zło i katastrofa świata tuż pod powierzchnią Ziemi. Na gatunku ludzkim zawiśnie groźba unicestwienia. Nie tylko naukowcy zdają się dostrzegać pewne anomalia. Świat zaczyna ogarniać chaos. Kiedy nadchodzi przełomowy moment do akcji wkracza wojsko.


Nie będę ukrywała, że tempo akcji, która przeskakuje z miejsca na miejsce było dla mnie trochę męczące. Fabuła podobna do spektakularnych amerykańskich horrorów, w których przeważnie jest główny bohater – hero. Na pewno robi wrażenie tematyka, plastyka opisów, które sprawiają, jakby było się obok bohaterów oraz szybkie tempo akcji, rozrastającej się zagłady. Gdyby samą treść książki zamienić na scenariusz filmowy, to jego sukces byłby murowany. 


Autor stopniuje naszą czytelniczą ciekawość, napinając nić wyczekiwania na spektrum działania. Pozwala na to, byśmy się w ogóle nie nudzili. Obok znakomicie nakreślonych sylwetek wyrazistych bohaterów mamy ich różnorodny język. To nie są grzeczne dziewczynki i grzeczni chłopcy, a ludzie, którym niewiele potrzeba, by pokazali na co ich naprawdę stać. Kiedy trzeba tupną nogą, ale w obliczu zagrożenia, czy zachwiania poczuciem bezpieczeństwa zwyczajnie ogarnia ich strach i przerażenie. A możecie wierzyć mi na słowo, jest naprawdę się czego bać. Niektóre fragmenty są wręcz przeraźliwie ohydne. 


Ta książka wywołała we mnie refleksję, że jako ludzie nie możemy mieć pewności swojej niezniszczalności. Przecież tak naprawdę nie wiadomo, czy jesteśmy jedynym gatunkiem na Ziemi z pewnymi możliwościami. Nie wiemy, co kryje się pod ziemią. A już na pewno nie wiemy, co apokaliptyczna wizja zagłady może w nas wyzwolić. 


Jak dla mnie to książka intrygująca, autentycznie sugestywna oraz przeraźliwie wciągająca. Szczerze polecam!


Za książkę dziękuję:




wtorek, 8 maja 2018

„Przez ile dróg” Dariusz Lis. O młodości, przyjaźni i wartościach przywołujących z pamięci znane obrazy...






Warszawska Firma Wydawnicza

Ilość stron: 236

Nowość wydawnicza



„Młodość kończy się bowiem wtedy, kiedy mija entuzjazm wraz z osiąganiem każdego kolejnego roku.”

W przypadku tej książki odniosłam wrażenie, jak bardzo historia tych młodych przypomina ich rówieśników z czasów przedwojennych, kiedy to moment wybuchu przerywa im młodość. I chociaż to są skrajnie dalekie czasy, różne pod wieloma względami, to jednak takie miałam pierwsze skojarzenie. Bohaterami są uczniowie. Akcja dzieje się na przestrzeni lat 70 i 80-tych, w epoce zupełnie innej mentalności i światopoglądów. Nie znamy konkretnej nazwy miejscowości, ale szczerze przyznam, że wiele elementów z ich życia, codzienności, czy zwyczajów „żyło” jeszcze długo potem. Tak, wcale nie są akurat mi obce. Dzisiaj, współcześnie to jest kompletnie inny świat. Ja po trosze jestem też z drugiej części „tamtej” epoki.

Przyjaciele, młodzi ludzie z głowami pełnymi marzeń, planów i ich perypetie na przestrzeni pięciu lat nauki w technikum. Przełomowe czasy 70/80 dostarczały prostego zaopatrywania się na przyszłość. Wtedy to młodzi licytowali się z życiem innymi priorytetami, ważnościami. Radość przynosiły zwykłe codzienności. Źródłem nauki nie były komputery, a przesiadywanie w bibliotekach i korzystanie z dostępnej literatury. I chociaż przestrzeń czasowa podkreśla inny system polityczny, gospodarczy, młodzi, niezależnie od czasów w jakich żyli i żyją mają swoje uczucia, marzenia, koleje losu:

„Zamyślił się: kiedy masz 19 lat, ani ci w głowie zastanawiać się nad śmiercią. Jeśli ty jesteś jasną, pulsującą gdzieś we wszechświecie nowo narodzoną gwiazdą pełną życia, śmierć oddalona jest od ciebie tysiące lat świetlnych i nie wiesz nawet, w której ma swój tor galaktyce.”

„Przez ile dróg” to książka przede wszystkim o młodości, prawdziwej przyjaźni. Autor nakreślił bardzo autentyczne sylwetki charakterologiczne swoich bohaterów, których pokazał w zwykłych, prostych codziennościach, świetnie oddając klimat i aurę minionych czasów. Podkreśla, co tak naprawdę jest w naszym życiu ważne, pokazuje pewne zależności, pozwala na chwilę refleksji, ale wywołuje też wiele pytań, wątpliwości, czy chociażby wspomnień. 


Młodość jest piękna, ma swoje prawa, ale też i granice, których nie należy przekraczać. Dariusz Lis na przykładzie swoich zwykłych – niezwykłych bohaterów pokazał, czym kierowali się kiedyś w swoich decyzjach i wyborach młodzi ludzie, jakie wówczas były priorytety, jak szybko i bezczelnie ktoś im to brutalnie wyrwał. Pierwsze miłości, związki, nauka, plany i taka pozornie sielska miejscowość, która rzadko staje się miejscem rozgrywającej się akcji. A jednak te wszystkie elementy nadają tej opowieści swojskości, sprawia, że czujemy się jak u siebie. Jak te wspólnie spędzone lata młodości kształtują nasz charakter na przyszłość. Bardzo przyjemne spotkanie z prozą Dariusza Lisa, szczerze polecam!


Za książkę dziękuję:







„Detektyw Łodyga na tropie zagadek fizycznych” Ewa Martynkien. Eugeniusz Łodyga z przyjaciółmi w kolejnej akcji...





Wydawnictwo Edipresse Książki 

Ilość stron: 124, oprawa twarda 

Nowość wydawnicza 



My Detektywa Eugeniusza Łodygę mieliśmy okazję poznać przy wcześniejszej pozycji, dotyczącej zagadek przyrodniczych. Tym razem, wspólnie z Łodygą oraz jego wspaniałymi kompanami przeniesiemy się w świat magii, jaką niewątpliwie jest fizyka, często niewidoczna dla oka, a tak bardzo ułatwiająca codzienność. Bardzo podoba nam się, że wszelkie przygody – zagadki do rozwiązania są opisane zabawnie, z humorem, a jednocześnie odkrywająca przed małymi detektywami mnóstwo tajników, informacji, czy ciekawostek. 


Tym razem do rozstrzygnięcia są zagadkowe sprawy związane z fizyką. Dzieci nie wiedzą, czym jest fizyka i warto wprowadzić ich w ten bardzo magiczny świat, choćby podstawowych pojęć. Tylko nie zrażajcie się, tu nie ma ścisłych regułek. Tu jest nauka poprzez zabawę. A wszystko dzięki pomysłowemu wpleceniu zagadkowych, a nawet tajemniczych wątków. Książka znakomicie podejmuje temat fizyka, która przecież otacza nas z każdej strony. Warto uświadamiać najmłodszych, czym jest. Tekst nie jest trudny, duże litery pozwalają najmłodszym na samodzielne czytanie, nawet z podziałem na role, bo poszczególne z nich są wyróżnione grubsza czcionką. 


Cieszę się, że te dziesięć historii poznali moi synowie i nawet starszy miał świetną zabawę. Dzięki temu dyskutowaliśmy o tym, o czym była mowa w każdej z tych opowieści. A inspirujące i motywujące działania całej paczki małych detektywów, zachęcają młodszych do poznawania otoczenia, zainteresowania się np. dźwiękami, powietrzem, prądem. To niby takie pozorne i mało istotne, ale bardzo nas od siebie absorbujące, bo jest to przecież element naszej codzienności, na którą w ogóle nie zwracamy uwagi. 


Eugeniusz Łodyga potrafi dojść do rozwikłania każdej zagadki w iście spektakularny sposób, razem z paczką swoich niezawodnych i ciekawych świata przyjaciół. Świetną sprawą jest także praktyczne podejście do omawianego tematu przy pomocy kącika eksperymentatora. Znakomite! Uroku dodaje książce także piękna szata graficzna (ilustracje) oraz miejsce na rysunki dla naszego dziecka, czyli tzw. szkicownik. 



Polecam i to bardzo! 




Za książkę dziękuję:








poniedziałek, 7 maja 2018

[Przedpremierowo] „Księga dzikości” David Scarfe. Czasami warto obudzić w sobie dzikie instynkty...





Wydawnictwo Insignis 

Ilość stron: 272, oprawa twarda 

Premiera 09.05 



„Kiedy słuchamy muzyki natury, odkrywamy, że wszystko na Ziemi ma wkład w jej harmonię”
Hazrat Inayat Khan 


Obserwując coraz modniejsze survivalowe spędzanie wolnego czasu na łonie dzikiej natury zastanawiam się, na ile współczesny człowiek przywiązuje uwagę do otoczenia będąc na zwykłym, codziennym spacerze? Czy spoglądając na chmury zastanawiamy się, jak powstają i jakie są ich rodzaje? Czy wpatrując się w gwiazdy jesteśmy świadomi, jak ważną rolę odgrywają w naszym życiu? To niby błahe i pozornie nieistotne. W rzeczywistości, od momentu pojawienia się naszego gatunku na ziemi jesteśmy wspólnym elementem koegzystencji. Survivalowe kursy nigdy nie oddadzą tego, co natura w rzeczywistości jest w stanie nam ofiarować. A przecież z jej dobrodziejstw korzystamy od samego początku. Natura bowiem jest elementarną, nadrzędną wartością, która w kryzysowych momentach pozwoliła człowiekowi przeżyć. 


Ta książka jest znakomitą inspiracją dla tych, którzy uwielbiają przygody, którzy każdą wolną chwilę spędzają na łonie natury. Pozwala na zdobycie wielu cennych doświadczeń. Szczerze mówię, że ta książka ma w mojej biblioteczce wyjątkowe miejsce. I odchodzę od tak banalnych rzeczy w niej opisanych, jak rąbanie drewna, uważam, że korzystać z niej powinni przede wszystkim młodsi. To mogłaby być dla nich świetna i niezapomniana przygoda. Biwakowanie, puszczanie latawców, budowanie zamków z piasku – przecież to są chwile z naszego dzieciństwa. Może warto wziąć je na takie prawdziwe spotkanie z przyrodą, na realny kontakt i pokazanie tego, czego my kiedyś sami doświadczyliśmy? A to jest idealna alternatywa dla wszystkich, którzy odwykli od obserwacji tego, co obok, a wpatrują się tylko w sztuczne ekrany. 


Kilka rozdziałów zaintrygowało mnie najbardziej. A dotyczą konkretniejszych tematów, jak chociażby obserwowanie ptaków, piesze wędrówki, medytacja chodzenia, duchowne moce drzew, czy pięć drzew, które należy znać. No właśnie. Czy znacie pięć gatunków drzew, o których należy wiedzieć chociaż podstawowe informacje? Albo, ile lat ma żywopłot? 


Jestem pod ogromnym wrażeniem. Każdy rozdział poprzedzony jest intrygującym cytatem, następnie otrzymujemy uporządkowane, najważniejsze informacje oraz wszelkiego rodzaju ciekawostki, wskazówki, rady. A wszystko czytelne, przejrzyste. Znakomicie klimat treści oddają skromne rysunki w barwach żółto – szarych. Prosto, ale sugestywnie. Jak dla mnie, rewelacja! Bardzo, ale to bardzo polecam! 



Za książkę dziękuję:







niedziela, 6 maja 2018

„Myszka w paski i zabawa w liczenie” Ewa Martynkien





Wydawnictwo Edipresse Książki

Ilość stron: 124, oprawa twarda

Nowość wydawnicza


Dziesięć przygód z cyframi małej Myszki w Paski oraz jej wspaniałych towarzyszy, jakimi są przedszkolacy. I to nie są przygody takie sobie. Każdą z nich poprzedza króciutkie wprowadzenie Myszki, następnie przygoda dotyczy konkretnej liczby. Przeważnie są to zagadki do zabawy w małych detektywów oraz zadania na aktywność. Nauka przez zabawę jest najlepszą formą edukacji. Dzieci przy tej książce w ogóle się nie nudzą. Każda bowiem przygoda z cyferką uczy ich poprawności w piśmie oraz w mowie. 


Oprócz przygód wspaniałej gromadki małych przyjaciół przy każdej liczbie jest bowiem poradnik Myszki, różne zagadki oraz zestaw odpowiednich ćwiczeń Dzieci uczą się pisać cyferkę najpierw po śladzie, potem same. Interesująco, różnorodnie. Kolorowanki, zgadywanki i ćwiczenia do nauki kreatywności. Razem z rodzicem, bądź samodzielnie. 


Całość dopracowana w najdrobniejszym szczególe. Czytelnie, przejrzyście, z dowolnością dla dzieci do autorskiego opracowania, dopasowane do wieku. Polecam i to bardzo!


Za książkę dziękuję:






[Audiobook. Patronat medialny] „Pałac tajemnic” Agnieszka Pietrzyk. Wciągająca historia mrocznego morderstwa na tle zaszłości z przeszłości...




StoryBox.pl

Czas trwania: 7 godz. 31 min.

Czyta: Iwona Milerska



Pierwsze spotkanie z autorką i pierwsze z lektorką uznaję za pozytywne, pełne intrygujących wątków i świetnie obmyślanej fabuły, która jest dopracowana w najdrobniejszym szczególe. Autorka znakomicie kreśli portrety charakterologiczne swoich bohaterów, odzierając ich z fałszywych masek, pokazując, jak zadziwiająco łatwo przychodzi nam obrzucanie innych podejrzeniami, swoimi osobistymi urazami, jak łatwo przychodzi nam też osądzanie innych na zasadzie pozorności, tego zewnętrznego pancerza. Interpretacja Iwony Milerskiej nadaje powieści wyrazistości. Lektorka wprowadza nas w odpowiedni klimat opowieści, tworząc wokół fabuły odpowiednią aurę i odczuwalne napięcie.

W barokowym pałacu nad jeziorem Ponary dochodzi do brutalnego morderstwa rosyjskiego małżeństwa. Pisarka, która na bazie wspomnień i relacji mieszkańców pałacu chce napisać książkę, wprowadza się do mieszkania zamordowanych. Kobieta próbuje rozwikłać zagadkę śmierci Reznikowów, tym samym poznając mroczne sekrety współmieszkańców. 


Muszę przyznać, że historia wciągnęła mnie maksymalnie. Co rozdział, to ciekawsze wątki wypływały na światło dzienne, wzbudzając mój czytelniczy apetyt. Agnieszka Pietrzyk zaskoczyła mnie swoim pomysłem na fabułę, aurą tajemniczości, wplatając w to jeszcze wątki zaszłości z okresu drugiej wojny światowej. Tutaj każdy szczegół ma swoje znaczenie. Autorka pokazuje pewne zależności. Ludzką chorobliwą zazdrość, momenty zwątpienia, chwile słabości. Mieszkańcy pałacu są zwykłymi ludźmi, podobnymi do nas. Żyją w swoich hermetycznie zamkniętych światach, niby to nie interesując się sąsiadami, a jednak z łatwością przychodzi im wyrabiać sobie o nich zdanie i przerzucając podejrzenia jak piłeczką pingpongową. 


„Pałac tajemnic” to świetnie nakreślony, trzymający w napięciu kryminał z mroczną historią w tle. Uroku i odpowiedniej aury dostarcza interpretacja Iwony Milerskiej, która idealnie wpasowała się w klimat opowieści. Autorka nakreśliła wyrazistą powieść, w której nie brakuje napięcia, autentyczności, zaskakującego finału. Bardzo, ale to bardzo polecam!


Za audiobooka dziękuję: